Od jakiegoś czasu pracuję z przebaczaniem Bogu, głównie za pomocą tzw diety przebaczającej (70x afirmacja przebaczająca na jeden dosiad, codziennie). Wyszło dużo żalów (z tego wcielenia, kiedy to moje realne intencje były w jedną (przeżywać!) a deklarowane w drugą (ach ach, ja tak po Bożemu teraz!).
Problem polega na tym że to przebaczanie jest jakieś z głowy :| Uświadamiam sobie dużo w trakcie pisania go -- i to uświadamiam, bo autentycznie jest zmiana w myśleniu i postrzeganiu (nie tylko mentalne zrozumienie które niczego nie zmienia), ale emocje jakoś nie chcą ruszyć. I dziwnie tak jakoś, bo po części się otwieram a po części nie. Próbuję wpuszczać światło do serca w tej kwestii (przynajmniej to przebaczenie pozwoliło abym już otworzył się na tyle), ale nie idzie za szybko...
Ktoś doświadczył czegoś podobnego?
--
Edit: aby sprecyzować, niekiedy zdarzyło mi się pisać tę dietę przebaczającą przez kilka dni z dużą kolumną reakcji ale z takimi mentalnymi zrozumieniami. Czyli: pomyślałem, ale nie uświadomiłem sobie, nie pouczułem, ani nie puściło. Novum polega dla mnie na tym, że teraz uświadamiam sobie (te rzeczy przychodzą same, nie że je sam konstruuję) i zmiany są, tylko z emocjami nic.