Kiedy dziś przeczytałam o tej maturze z wosu/fizyki, to popłakałam się ze śmiechu. To z pewnością był nie do końca udany przekręt, niemniej jednak tekst jest boski.
Sama maturę zdałam tylko przez niesamowity przypadek. Wybrałam pisemną z historii. Problem w tym, że wiadomości z historii ulatywały mi z głowy po kilku dniach od przyswojenia wiedzy i mimo, że przez całą ostatnią klasę liceum dostawałam zaliczenia za kolejne partie materiału, to w maju moja wiedza była już zerowa. Nie odpowiedziałabym jednym sensownym zdaniem, a co tu dopiero mówić o napisaniu epistoły na kilka kartek A4. Byłam przygotowana tylko na jeden temat. Konstytucja 3 maja. Wtedy w każdym z ówczesnych 49 województw były inne tematy. I tylko w jednym na te 49, w tym w którym zdawałam, pojawił się ratujący mi życie temat: "Geneza, treści i znaczenie Konstytucji 3 maja"

Było coś w prawdzie jeszcze w ledwie kilku województwach, ale w bardziej wyrafinowanej formie, bo w porównaniu do jakichś innych konstytucji, o których bladego pojęcia nie miałam i bym leżała jak nic.
Dzisiaj się zastanawiam jak ja nerwowo to w ogóle wytrzymałam. Wierzyłam, że będzie ta konstytucja, nie miałam innego wyjścia. Poza tym nikt mi nie wmówi, że to nie był CUD;)