Temat do mnie wraca i wraca choć bronię się zawzięcie

Zamknięta mała osada jakoś osobiście nie kojarzy mi się z wolnością, czy sprzyjaniu indywidualności.
Pamiętam swoje wcielenia w wioskach indiańskich, gdzie i tak zawsze uchodziłam za "odmieńca" i indywidualistkę

Miałam od kiedy pamiętam wrażenie, ze taka zwarta społeczność mnie ogranicza, nie sprzyja rozwojowi. Poza tym życie w takie małej osadzie kojarzy mi się z mocno ze sobą związaną grupą karmiczną. U indian do tego stopnia, że wciąż te same osoby w kółko się w danym plemieniu wcielały. Hipisowskie komuny tez okazały się nieprzytomną utopią. Jednak sama idea eco wioski jest jak dla mnie ciekawa. Może jakieś sentymenty
