Tulia - ja tak gadałam półtora roku. Po półtora roku znalazłam się na wylocie, a po niecałym miesiącu całą firmę zlikwidowali

A miałam bardzo podobne nastawienie jak Ty - czyli coraz większą niechęć do dotychczasowo wykonywanej pracy, a jednocześnie nic nie robiłam, by w takim razie zakręcić się za czymś, co sprawiałoby mi frajdę.
I w ten sposób dostałam to co chciałam - praca "się zmieniła"

a ja obecnie odkrywam kolejne rzeczy, które chcę robić, z pieniędzmi już lepiej niż na początku, ale nadal pewne okoliczności są dla mnie stresujące

Pewnie lepiej by było, gdybym zaczęła wcześniej szukać pracy i zajmować się tym, co mnie bawi, przekształcać to w "bawi i przynosi pieniądze", niż potem pod wpływem musu

Choć tez przyznam, że jak mi wtedy praca padła, to miałam długi czas poczucia radości i wyzwolenia
