Kiedyś jeden z polskich antropologów pojechał w lasy Amazonii, aby pod okiem doświadczonego szamana doznać Otwarcia Wrót. Wtedy to ów szaman wytumaczył mu, czym różni się duchowa (grzybkowa) praktyka szamańska od ćpania. Tak - ćpania - tak nazwał ten preceder ów szaman, zażywania tych samych grzybków przez studentów, hipisów i innych niewtajemniczonych włoczykijów, którzy tam się czasem zapuszczali. Jak powiedział ów szaman, po pierwsze on ma lata doświadczeń z pokoleń na pokolenia, wię jak się przygotowywać (kilka tygodni na specjalnie przygotowanych herbatkach ziołowych), i jak z tego wyjść (podobne nalewki ziołowe już po).
Grzybki są nie dla zabawy, a w celu poszerzenia wizji. W niedoświadczonych rękach są jak sen, w doświdczonych jak świadomy sen. Niby mała, a kolosalna różnica. Nie pamiętam jak nazywała się książka tego antropologa.
Kiedys Anglia, to była kraina grzybków, potem wkroczyli Rzymianie ze swoim alkoholem. To tyle na naszym terenie.
Nie wiedziałem że w Indiach pali się zioło. Myślałem że tam tylko medytacje.