Można przejść obok nich obojętnie i zbagatelizować określając jako "zwykłe zbiegi okoliczności", można też uhonorować i docenić jako synchroniczności, powtarzające się sploty w materii życia.
Warto wprawiać się w zauważaniu tych mniejszych, a za chwilę pojawią się większe, chociaż tutaj nie ma określonego czasu ani reguły, to taka praktyka duchowa na pograniczu poezji i magii, która pozwala zauważyć, że życie to jest coś niezwykłego i wszystko się łączy. Wszyscy to wiemy, banał na forum rozwoju duchowego, ale obserwacja synchroniczności daje takie ożywcze WOW od czasu do czasu.
Ja je podzieliłam na swój użytek na małe, średnie i duże i założyłam specjalny zeszyt, w którym je zapisuję. Z ostatniego weekendu jest trochę urocza. W sobotę pracowałam z energią ognia podczas sesji z jedną osobą, która nie wiedziała że pracuję z tym żywiołem, bo odbywało się to w milczeniu, ale potem powiedziała, że w trakcie było jej strasznie gorąco. Ale to jeszcze nie ta synchroniczność, tylko bardziej taka wrażliwość na energie po obu stronach... Następnego dnia sześcioletnia bratanica przynosi mi zamkniętą drewnianą skrzyneczkę, którą jej podarowałam jakiś czas temu i mówi: "w środku jest ogień, dotknij jakie ciepłe".
Deepak Chopra poświęca dużo uwagi zjawisku "zbiegów okoliczności" tudzież synchroniczności w książce "Sekretna siła spełniania pragnień". Pewnie pisało o tym jeszcze paru innych autorów, nawiązując do pojęcia wprowadzonego przez Junga. Ale naprawdę nie trzeba przekopywać bibliotek, bo to jest ćwiczenie dostępne od ręki dla każdego i zupełnie za darmo.
Przykład małej synchroniczności:
Zaparkowałam rower pod dużym centrum handlowym, gdzie było ich co najmniej 100, na jedynym wolnym miejscu akurat koło osoby, która miała identyczne zapięcie rowerowe. Zwróciłam na to uwagę, bo jest ono dość oryginalne, niewielkiej marki, gruby łańcuch obszyty materiałem w retro wzorek. Niby drobiazg, ale od razu myśl "o fajnie, znowu".
Przykład większej synchroniczności:
Na spacerze z E., z którą nie widziałam się parę lat, padł temat jak nazywa się pies naszej wspólnej koleżanki O. (której, chociaż to bliska dusza, w tamtym momencie też nie widziałam parę lat

). Za piętnaście minut idziemy w jedno miejsce coś zjeść i spotykamy O. Pytanie nie pozostaje bez odpowiedzi

Użyłam inicjału imienia, ale O. jeśli to przypadkiem przeczytasz, to pozdrawiam Cię serdecznie! ;* (Bo E. chyba tutaj raczej nie zagląda)
Zauważajmy wszystkie synchroniczności, te duże i te malutkie.