Ten temat mnie szczególnie ciekawi:) Dużo czytam forum z przyzwyczajenia ale czuję że jest też potrzeba poczytania / podzielenia się pozytywnymi kreacjami. To mnie inspiruje najbardziej.
Ja zacznę:
Prowadzę lokal z przerwami od półtorej roku. Wtedy byłem chłystkiem podporządkowanym każdemu pracownikowi i bojącemu się ojca który trzymał na wszystkim łapę nie pozwalając nic zmienić. Przychodziły ciemne typki, były automaty do gry, lokal zadymiony, żarcie słabe. Pracując nad samooceną mogłem pozwalać sobie wprowadzić coraz więcej "po mojemu" choć czasem nie obyło się bez awantury z ojcem. Dzisiaj ojciec widząc jak jestem zaradny odpuścił i dał mi wolną rękę.
Ostatnie 2 miesiące lokal zaczął wreszcie przynosić dochody, choć niewielkie, ale kosztem dużej harówy, bo mieliśmy bardzo tanie ceny. Rodzice z którymi konsultuję nie chcieli podnieść cen, bo to jest Załęże, biedna dzielnica Katowic. Sam zresztą jeszcze miesiąc temu w to nie wierzyłem że można podnieść ceny i nie stracić klientów. Prosiłem w modlitwach o lepsze rozwiązanie i przyszedł z nieba wzięty kucharz (choć misjonarz jakich mało

)) ) który z superwysokimi umiejętnościami zgodził się pracować z nami za niewygórowaną stawkę. Poznałem się z nim i rozmawiałem i on powiedział że przysiągł sobie że z tego lokalu zrobi szał albo oszaleje

Tchnął we mnie wielki entuzjazm, w końcu przeforsowałem z rodzicami - szefowstwem (które w praktyce przychodzi tylko jeść, wzbudzić respekt, i wyrazić każdy inną od mojej, nieciekawą wizję rozwoju lokalu, ale jednak dysponuje KASĄ!) - dostałem 3000 zł na zatowarowanie do nowego Menu. Wprowadziliśmy nowe potrawy, steki z rekina, ratatouille z kury, steki Nowojorskie, pyszne omlety, szczyptę dań wegetariańskich i podnieśliśmy ceny! Wcześniej najdroższa pizza kosztowała 32 zł, dzisiaj kosztuje 48 zł.
Od dzisiaj funkcjonują wyższe ceny i co za tym w moim domyśle idzie - wyższy standart lokalu i wczoraj przed snem obawiałem się - że przyjdą obsrańce, pijaki (którzy czasem wcześniej przychodzili na bigos za 4 zł) i będą wybrzydzać, że drogo, kpić itd. Więc zrobiłem modlitwę o objęcie Bożą ochroną całego lokalu i o przyciągnięcie ludzi którym będą odpowiadać ceny, będzie smakować, i którzy będą wdzięczni za jedzenie które im przyrządzamy. Przychodziły dzisiaj dziewczyny o błyszczących ciepło oczach, jadły 30% droższą pizzę jakby nie zauważyły zmiany cen. A ja dzięki temu że ceny są wyższe, nie oszczędzam w składnikach, robię wszystko chętniej i dokładniej, sos na pizze jest robiony z prawdziwej Polpa di Pomidorro Pelati i mogę sobie pozwolić na miły akcencik w postaci listków świeżej bazylii na wyjętą z pieca pizzę. Czuję pasję a inni podświadomie też ją czują jedząc to co wyszło spod moich rąk. Mieliśmy też później klientów którzy zamówili szarlotkę za 10 zł, i nasz kucharz artysta udekorował ją standardowo pięknie, i kiedy podałem i usłyszałem od poważnej kobiety po 40stce "łaaaaaaał" składające się z conajmniej sześciu "a" - poczułem że jestem szczęśliwym człowiekiem.
Zrobiliśmy bardzo wysoki obrót, przy tym się nie zmęczyliśmy, nie przepracowaliśmy jak to dawniej bywało. Teraz tylko się przyzwyczajać. I co najlepsze - nikt nie narzekał na ceny - tylko jeden "chłopek roztropek co przyszoł na piwo" chciał pizze, wziął menu i zobaczył ceny, odłożył menu i bez słowa wyszedł. To dla mnie efekt boskiej ochrony. Bez niej by stał przy kasie i upierdliwie stał przy swoim albo wtrącał pojebane teksty " a nie może być za 10 zł?" albo "ok zapłace, ale daj tam więcej sera, więcej oliwek i więcej salami" takie teksty mnie zawsze osłabiały....... A teraz to znika!
I TO JEST DLA MNIE JAK NARAZIE NAJLEPSZY EFEKT 4-LETNIEJ PRACY NAD SOBĄ. JEST TO ZWIĄZANE Z TYM ŻE PRZESTAJĘ SIĘ MARTWIĆ O SIEBIE I INNYCH, I MAM WOLNĄ ENERGIĘ NA TO BY WYBIERAĆ CORAZ LEPSZE I PRZYJEMNIEJSZE RZECZY:))
Jest jeszcze troche do zrobienia, bo ja jestem chwiejny, mam jakieś ukryte agresje, na szczęście niewielkie, kelnerka romansująca z kucharzem nonstop go prowokuje i sie z nim kłóci, mało jest dni żeby komuś z ekipy coś nieharmonijnego nie wywalało - ale po ostatniej sesji regresingu dostałem nową wskazówkę i afirmację - Ja, Sebastian, uwalniam się do końca od potrzeby i przymusu przejmowania się innymi ludźmi. I piszę ją dopiero drugi dzień, ale kiełkuje we mnie taki koci dystans, niewrażliwy na powalenie innych. I wiem że jak sie w tym wzmocnię to dopiero wtedy będę mógł dać harmonijny przykład i że w pracy już będzie sama harmonia bez zachwiań