Szczerze, to w pierwszym momencie dałam się trochę złapać na ten film, a że jestem osobą szybko się wzruszającą, to parę scen z niego idealnie podziałało - wzruszenie, współczucie, łzy
Zastanowiło mnie jednak parę rzeczy: dziecko reżysera, ten słodki chłopiec, który zanim wystąpił przed kamerą z zapytaniem o zdjęcia, był pokazany jak razem z tatą robi jakiś filmik i występuje jako aktor, cała ta scena ze zdjęciami wiała wyreżyserowaniem, a nie naturalnością (dobry strzał z tym chłopczykiem, potrafi samym wyglądem rozczulić), druga rzecz z tymi plakatami, które mają być wszędzie, właśnie jakby Kony był jakimś przywódcą narodu co najmniej, a nie przestępcą, heh i trzecia to już masakra, jakiś gościu wypowiada się pod koniec na tle plakatów z Obamą

Nie wiedziałam, dopóki nie luknęłam na komentarze, że w Ugandzie znaleziono ropę.
Teraz wszystko nabiera sensu