Autor Wątek: Wpływ relacji z ojcem na samoocenę  (Przeczytany 6235 razy)

ontoja

  • Wiadomości: 1 228
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-01-30, 12:39:42 »
Taki ważny temat a tak rzadko odwiedzany:
Ja czuję ,że moja relacja z ojcem w okresie dorastania najbardziej destrukcyjnie wpłynęła na moją samoocenę i choć myślę ,że dużo samoocenę podniosłem ,to jednak dużo jeszcze zostało .W okresie dorastania czyli gdzieś od 3 klasy podstawówki, kiedy zacząłem mu pomagać w gospodarstwie .Wszystko robiłem nie dość dobrze jak dla niego .Nie wku...ł się tylko jak zlecał mi jakąś ciężką robotę, chyba dlatego żebym mu z niej nie zwiał i nie musiał jej robić sam ,bo jedyną strategią jaką wówczas miałem na te jego teksty, walące mi w samoocenę to było:"Jak Ci nie pasuje i się nie nadaje to rób sam"-po czym szedłem do domu z płaczem lub ściśniętym gardłem. Mimo wszystko potrafił mi nieźle płacić (za robotę ,której mu się chyba nie chciało robić ).Jak np.wywożenie gnoju od świń ,rano przed szkołą poiłem zwierzęta a było ich sporo ,wodę ze studni wyciągałem i nosiłem po dwa duże wiadra .Nie to ,żeby to była jakaś trauma dla mnie ,akurat lubiłem takie ciężkie pracę, bo od dziecka chciałem krzepę wyrabiać. Traumą było to ,że się wydzierał ,że się nie nadaję i jestem do dupy ogólnie .Wyjątkiem chyba była jedynie nauka jeżdżenia traktorem ,tam nie pamiętam żeby się darł ,to były jakieś momenty normalności w relacji syn -ojciec.
 Ogólnie to czuję ,ze ta relacja bardzo wpłynęła na moje życie i samoocenę .
Całe życie pracuje fizycznie (choć prowadzę firmę ,księgowość ,szukałem zleceń -ale żeby pracować fizycznie).Myślę,że powodem miedzy innymi było to ,żeby sobie udowodnić ,ze jest inaczej niż on mi mówił .Mogłem spokojnie zrobić karierę w czymś gdzie sie pracuje tylko głową .Jak tam jakiś czas pracowałem w urzędzie gminy to się dziwiłem ,ze Ci wieloletni urzędnicy jakichś tam wytycznych nie potrafią zrozumieć czy zinterpretować ,dla mnie to był banał .Ale to nie było wyzwanie ,to dla mnie nic nie znaczyło ,zawsze nauczyciele mnie chwalili i zawsze byłem jednym z najlepszych uczniów ,na każdym świadectwie czerwony pasek .Dla ojca jednak byłem głupi .Drugim powodem dla ,którego wybrałem taki zawód to przyzwyczajenie podświadomości do tego ,ze za ciężką fizyczną robotę można dobrze zarobić .
 Dziś jeszcze to wszystko we mnie jest .Co prawda strategie reagowania się zmieniły bo raz ,że przez lata różnych prac wiele się nauczyłem ,dwa że nie boje się tak krzykaczy i niezadowolonych bo nie ma już takiej przewagi fizycznej .W większości reagowałem agresywnie na agresję słowną albo nie trafia mi się ktoś ,kto dużo lepiej umie coś robić .Wiele razy też się sprawdziłem i nauczyłem po drodze wielu rzeczy za których nieumiejętność dostawałem opierdziel w dzieciństwie (jak np. spawanie ,operowanie różnymi urządzeniami czy maszynami) .Jestem pewien ,ze na dziś wiele rzeczy potrafię lepiej niż mój ojciec kiedyś .
To napięcie jednak czasem wraca ,bo zawsze jest coś nowego i ktoś kto umie to lepiej i jest w tym jakimś autorytetem, wtedy zdarza sie od czasu do czasu ,ze czuję te napięcie z dzieciństwa .Napięcie też istnieje ,ze trafię na taką sytuację czy kogoś takiego.
Żeby było śmieszniej to zauważam ,że sam przejawiam takie wzorce jak on i ,że gdy coś robię z osobą ,która czegoś nie umie nie potrafi to się na nią wściekam tak jak on na mnie i mam podobne myśli na jej temat jak on na mój:(
Świadomie wiem ,że on miał kompleks ,że jest ode mnie gorszy bo on miał problemy z nauką .Na pewno też jakieś moje wewnętrzne przekonanie ,że ja jestem lepszy (bo bardziej świadomy)też wpłynęło na to jak na mnie reagował w dzieciństwie.
Do tej pory jeszcze nie poczułem tak porządnie złości na niego w "wywałkach" tak jakbym się od tego odciął .
Na dzień dzisiejszy skrobię dalej afkę :"Jestem wystarczająco dobry taki jaki jestem i rezygnuję z porównywania się z kimkolwiek".Często już czuję w nich taki niesamowity stan wolności ,jak to było by super mieć taką świadomość niezależnie od opinii innych ,od tego czy mi się udaje czy nie .Mam nadzieję ,ze to kiedyś będzie stanem trwałem i przejawianym zawsze i wszędzie w życiu .

Leszek.Zadlo

  • Wiadomości: 10 566
  • Płeć: Mężczyzna
    • Cuda Ducha
  • Leszek Żądło - regresing, huna, radiestezja, rozwój duchowy, uzdrawianie duchowe
  • Status: Ekspert
[#]   « 2011-08-30, 12:58:20 »
Wcześniejsza dyskusja z mixxt:
Clint 
Zacząłem ostatnio pracować nad relacją z ojcem i mimo, że minął ledwie tydzień to już zaczęło się ruszać we mnie sporo fundamentalnych wyobrażeń o sobie samym.
Gdy byłem dzieckiem, mój ojciec był cholerykiem i furiatem nie panującym nad swoimi emocjami, wyżywającym się na rodzinie za każdą pierdółkę. Świetnym przykładem oddającym jak to wyglądało jest choćby sytuacja, gdzie wydzierał się na wszystkich że odwołuje wakacje i nigdzie nie jedziemy, ponieważ ktoś wypił całą wodę z lodówki i nie wstawił nowej, żeby się chłodziła. Dostawałem też regularne opieprze za to, że chodzę ciągle z niezadowoloną miną, która była spowodowana kilkuletnią depresją. Zamiast pomocy czy wsparcia dostawałem tylko krzyk i nakazy bycia zadowolonym (sic!). Po kilku latach depresji, gdy miałem zaczynać liceum stwierdziłem, że więcej nie wytrzymam i chciałem się zabić. Przed zrobieniem tego powstrzymywał mnie tylko strach i brak pewności czy aby na pewno nie wyjdę na tym gorzej. Pewnego dnia podczas jednej z awantur z ojcem podjąłem decyzję, że jednak zrobię to i ogłosiłem to mu - na co on wpierw zje*ał mnie jak psa, a potem jak się nieco uspokoił to zaczął tłumaczyć jakie to egoistyczne, bo on przecież to i tamto. Nawet w takiej sytuacji liczył się tylko on i jego uczucia. Wybił mi to z głowy wchodząc na poczucie winy (co podziałało) i do tematu już nigdy nie wracał. Ja wegetowałem dalej z przekonaniem, że już nawet prawa do zakończenia swoich męczarni nie mam.
Dla mnie nigdy nie było miejsca, do niczego nie miałem prawa i miałem silne wrażenie, że powinienem być dozgonnie wdzięczny za to, że w ogóle mogę zużywać tlen. I mimo intensywnej pracy nad samooceną i poczuciem bezpieczeństwa, wciąż wiele z tych rzeczy ma na mnie spory wpływ, choć jak wspomniałem na początku posta - zaczęły się ruszać. O ile pewne aspekty się ruszyły dość sporo przez moje 2 lata pracy, to poczucie że muszę żyć przy absolutnym minimum i nie mam prawa do dostatku tego co najlepsze, wciąż mocno działają. No i ciężko mi puścić te żale do ojca za to wszystko, ale to już kwestia wybaczania aż do oporu.
 
Byłoby fajnie, gdyby osoby które miały równie udanego tatusia i przepracowały to podzieliły się jak to wpłynęło na na nich.

Olga 
Tatus mi się coprawda nie udał bo zwiał, ale mamusia się udała wzorcowo, taka zagubiona królowa w świecie materii z bogatej bardzo rodziny a tu nagle coś się stało i przestało byc i bogato i rodzinnie [ bo pojawiłam się na świecie w skrócie hah]
No i pierwsze presje, ze przeze mnie ona traci. Że jestem chora i ze ona musi wszystko sprzedac [ PRL]. Ciągle coś, no ale kochała mnie. Potem coprawda waliła mnie po plecach rurą od odkurzacza jak niemogłam rozwiązać zadania z matematyki ale...była całkiem fajnie! Pozatym ze zablokowałam wtedy cały mój potencjał matematyczny, logiczny, mama robiła ze mnie gupka. No i robiła robiła. A ja sie patrzyłam jak królowa radzi sobie w zyciu...Mahloje [ pieniędzy uczciwie i łatwo nie mozna zarobić], manipulacje sexualne [ tak sie zdobywa] udawanie bezradności [ tak sie zdobywa] rządzenie innymi [ tak się zdobywa i panuje w swym królestwie]
A tatuś. Chciał wrócić. Dobre serce facet miał o czym po kilkunastu latach sie dowiedziałam, od niego. Ale jak postanowił zamieszkac u mamy to po 3 dniach wrócił do siebie a ze stresu oślepł na 3 dni.
 
Cóż:D
 
Teraz jest ok, teraz jest po mojemu czyli coraz bardziej po bożemu.

grazynaanna 
Mój tatus, tylko nauczył mnie, że nie jestem ważna, że to co czuje nie jest ważne, to co chce nie jest ważne. Efekt taki, ze dotąd zawsze stawiałam potrzeby, poglady, oczekiwania innych na pierwszym miejscu. Kompletnie pomijając siebie. Bo dla samej siebie też przestałam być ważna.
Teraz ucze się być dla siebie ważna  Choć często nie wiem jak to ma się przejawiac. I czy czasem nie przesadzam przypadkiem w drugą stronę

Olga
Grazynka tak tak..znam to
Wszyscy wazni tylko nie ja, to jest straszna fujka bo rozwala światopogląd osoby która np własnie powinna iśc na studia, ukierunkować się, uświadomić sobie czym chce zająć się w zyciu, jakie są jej pasje itd..Ja przez to zamotanie bardzo długo niewiedziałam a wszystko co robiłam musiało byc potwierdzone przez mamę, zaakceptowane, stepel przyjęcia jak na poczcie, wtedy czułam akceptacje i mogłam działać, chore co:)
Najgorsze było jak niedostałam sie za 1szym razem na studia, zabrakło mi jednego punktu wyrzej, egzaminy były trudne- moja mama, myslałam ze mnie zabije. Wtedy nieznałam jeszcze regresingu, nierozwijałam się, wpadłam w max poczucie winy. I chociaż zaproponowali mi inne studia także atrakcyjne to ja już byłam pokodowana za bardzo ze nie zasługuję.
A jak tu zyć i zarabiać??...
 
Naszczęście studia zmieniły mnie bo okazało się ze jestem jedną ze zdolniejszych osób, zaczełam pracować w katedrze projektowania i spędziłam tam 2 lata, to mi bardzo podniosło samoocene, wtedy tez zaczełam zarabiac na pracy na uczelni i to całkiem sporo, projekty na boku. Wtedy poznałam też faceta z którym stworzyłam najbardziej udany związek w moim zyciu. To był dobry czas, puszczałam wszystko jak leci.
Wszystko jednak sie załamało gdy poznałam hardkorowe imprezy w które się wkręciłam, karmicznie poczułam przyciąganie do syfu no i wtedy klapa. Wyjechałam za granice, wszystko co udało mi się zdobyc- zaprzepaściłam. BYŁO ZA DOBRZE.
Poczucie winy ze nie jestem doskonała wierciło dalej dziurę w moim zyciu, ale postanowiłam sie rozprawić. Nieznałam regresingu wciąż, ale zrobiłam sobie 2 st reiki i zauwazyłam że nie mam problemów z wchodzeniem w medytacje [ dziwne jak na osobe która zyła w ciągłym stresie]. Wtedy po jakims czasie dopłyneło do mnie że to wszystko to tylko karma i że nią nie jestem, że ją tylko MAM.
Wiele lat zajeło mi doprowadzanie siebie do względnego poziomu. Dopiero teraz, gdy mam 31 lat, wchodzę w zycie. Smutne prawda? w takie zycie, jakie chcę, anie mamusia, inni chcą. Oczywiście wcześniej tez robiłam co chciałam, ale chodzi o to, że moja ps była uzalezniona od akceptacji mamy w tym co robiłam, dlatego nic mi nie wychodziło. I jak 2 lata temu sprzedałam kilka obnrazów naraz i zarobiłam duzo kasy na tym- to byłam w takim szoku, że chciałam dać kawałek tych pieniędzy mamie;p Masakra!  Teraz jak to piszę, to mam  refleksje:  puźno się za to wziełam ale jednak szybko to poleciało, bardzo szybko, najdłużej trwała praca z samooceną własnie, z zasługiwaniem na własne zycie, teraz niedowierza, że 2 lata temu jeszcze, byłam taka, w sumie rok temu jeszcze byłam, i DOCENIAM teraz moje uwolnienie, własnie w tej chwili to do mnie dotarło ile dobrej roboty uczyniłam<jupi>
 
Teraz, ja stara koza, zaczynam zycie takie jakie powinnam zacząc 10 lat temu:D
Czyli praca jaką sie lubi i własne mieszkanie. To za pare miesięcy.
Lepiej puźno niż wcale.
 
Aha, u mnie był wazny myk, ja ciągle byłam w związkach z facetami, bo mi brakowało tatusia. Co prawda w tych związkach nieprzyjmowałam roli córeczki a sex nie był poddańczy;p ale lubiłam jak sie o mnie troszczyli^^
Ci faceci z jednej strony dawali mi poczucie bezpieczeństwa a z drugiej oddalali od pracy nad sobą nad materią [ skoro jestem bezpieczna to nie muszę pracowac nad sobą, nad materią- podświadomie]. Świadomie prubowałam ciagle coś robić, ale pś odwlekała wszystko bo byłam juz bezpieczna. Jak sobie całkiem nie dawno puściłam wszystko na czele z wkreną że najlepszy facet to ua+ strzyga bo najbardziej ciężka energia więc ugruntowanie w świecie, to odechciało mi sie związków:D tzn: chcę związku, ale nie mam parcia do niego, WJ mówi mi, że teraz czas jest dla mnie, jak sie ugruntuję, nadrobie zaległości, stane się tym kim zawsze chciałam, to podniesie mi sie i samoocena związkowa, oczyszczą sie te tematy i wtedy spotkam harmonijną ze mna osobę która Bóg ma dla mnie:) I mi taki układ pasuje:))
 
Pewnie porobiłam oftopów troche
 
grazynaanna 
Clint zerknij na ten nowy artykuł na cudzie http://www.cudownyportal.pl/article.php 

Clint 
Dzięki za info  Artykuł już wcześniej czytałem, jest dosyć ciekawy i opisuje sporo mechanizmów :P

grazynaanna 
do Clint:
Dzięki za info  Artykuł już wcześniej czytałem, jest dosyć ciekawy i opisuje sporo mechanizmów :P
Tak spobie też pomyślałam jak ten link wkleiłam
Ale może się też innym przyda.
Ja go chyba sobie wydrukuje i markerem pozakreślam wzorce do przepracowania, bo mam je na tacy podane  i nie musze sobie już  łamać głowy skąd mi się to wzięło i o co biega :]
Zresztą bardzo lubie znaleźć opisane i nazwane moje schematy postepowania, bo mi dużo napięcia schodzi wtedy i łatwiej się pracuje, kiedy wiem, że nie jestem jakimś odosobnionym dziwolągiem,  a jedną z wielu osób z podobnym problemem.
The author has edited this post (4 godzin(y) temu) Odpowiedz