Pozytywne Inspiracje
Forum => Rozwój osobisty i prosperity => Wątek zaczęty przez: hydrozagadka w 2013-02-08, 12:06:18
-
Jest wątek - wpływ relacji z ojcem na samoocenę; Mi brakuje wpływu relacji z matką; Z Tatą generalnie mam i miałam dobre relacje, może prócz tego, że w moim dzieciństwie mało bywał w domu ;) Obecnie jest akceptujący i wspierający. Choć to mama trzyma kasę ;)
Mama zaś - choć na pewno zawsze chciała dobrze - nie dawała rady z trójka dzieci, doktoratem i domem, stąd nie była zbyt czuła, uwazna czy wspierajaca. Tata oczywiście też, skoro go nie było, bo większosć czasu wolał spędzać w pracy;
Mama dawała mi odczuć, ze jako dziewczynka, musze więcej robić w domu... bo bracia sobie poradza, znajdując sobie dziewczyny. Ja zatem się buntowałam i znielubiłam wszelkie prace domowe, odmawiając w nich udziału.
Mama mi w dzieciństwie potrafiła powiedzieć, że nie załozyli mi książeczki mieszkaniowej, bo ... jestem najmłodza i będę mieszkać z nimi, i się nimi opiekować. Teraz mama twierdzi, że to był żart, ale ja się na serio przeraziłam tej wizji.
Nie wpływało to wszystko dobrze na postrzeganie samej siebie, jako dziewczynki. Czułam, ze jestem jakoś gorsza, skoro musze więcej, albo przewiduje się dla mnie role służebne i przywiązanie do rodziców.
Miała też negatywny wpływ na moją otwartość na bliskie relacje - przez kodowanie mi, że związki to ryzyko, sczzególnie dla kobiety, oraz przez krytykę przy mnie partnerek moich starszych braci. Od razu nauczyłam się ukrywac jakiekolwiek związki przed mamą, nie chcąc narażać się na krytyke i jej opinie (bałam się, ze to samo co mówiła negatywnego o dziewczynach braci, będzie mówić o mnie). Potrafiła oceniac je tekstami typu: "nie szanują się", "przechodzone" itp. Potem sobie zresztą nieźle zrealizowałam posrednio swój strach, że jak mama dowie się o związku, to będzie źle ;) Mocna była równiez, kiedy próbowała mnie uświadamiac w sprawach seksu (oczywiście "na negatywnie"), kiedy miałam k. 30 lat i kilka relacji za sobą (o których nic nie wiedziała) i pierwszy raz dowiedziała się o moim związku.
Co dalej. Jako że nie chciałam mieszkac z rodzicami (bałam się tej wizji), to jak tylko mogłam, czyli skończyłam studia i poszłam do pracy, to wynajęłam mieszkanie (to był najlepszy etap pod wzgledem prosperity i poczucia wolności w moim zyciu - zarabiałam dużo i na wszystko mi starczało i jeszcze zostawało:)
)Mama zatem zaczeła mi ciosać kołki na głowie, by kupować mieszkanie, co będziesz płacić obcym, ze coś pomoże... ale i tak trzeba było wziąć w końcu duży kredyt. A ta pomoc w tej chwili z mojej perspektywy wygląda jako próba podświadomego uzależnienia mnie od mamy, od jej finansów, od jej wypominek; Wpierw wpędza mnie w kredyty (no dobra - częściowo sama się wpędziłam, skoro zgodziłam sie "dla świętego spokoju" mieszkanie nabyć, remontowac, wyposazać itp... brr, nigdy więcej takich ustępstw) - a potem się chwali, ze ona nigdy w życiu nie brała żadnych kredytów i czemu ja sobie nie radzę.
Kiedy rok temu chciałam sprzedać mieszkanie, namówiła mnie na to, ze spłaci część zadłużenia w bankach... a ja będę zwracać Mamie; Na razie nie daję rady zwracać, było takie ryzyko (koszty firmy są wyższe niż wtedy wyliczyłam na sucho) - to ma pretensje, choć nie wypowiada ich teraz wprost lecz w kąśliwych uwagach; "Nie radzisz sobie" itp.
Doszłam w tej chwili do wniosku, ze w związku z tą sytuacją i manipulacjami, najrozsądniej będzie rozstać się z mieszknaiem i automatycznie całym zadłużeniem. Że inaczej od tych podświadomych manipulacji i uzależnień, oraz wpływu mamy na moje życie się nie uwolnię.
Zdązyłam polubić mieszkanie i jego okolicę. Przestałam je traktowac tylko jako kulę u nogi; Doceniam, że zostalo nabyte przed największymi wzrostami cen mieszkań i ze nawet teraz jak będe sprzedawać... to nie stracę az tak bardzo. Zatem decyzja nie jest najłatwiejsza, ale czuję że chyba jedyna by wyrwac się spod negatywnego wpływu mamy, jej opinii i jej pieniedzy w moim zyciu.
Co dobrego mogę jednak powiedzieć - mama uczy się na swoich błędach i wyluzowuje stopniowo - np.: w swoich opiniach itp. W tej chwili pod wzgledem np.: doceniania żony jednego z braci, mimo że była wcześniej dla niej "przechodzona" (rozwódka) - przyznaje, ze sie myliła, dziewczyna jest bardzo sensowną i dobrą żoną, matką, bardzo ją lubi.
Miała też pozytywny wpływ na moje zainteresowania światem, nauką, nawet wahadlarstwem :) Zatem wpływ był różnorodny, na razie ulało mi się na temat tego negatywnego.
-
Asiu, gratuluję decyzji :)) od dawna tego chciałaś, zatem ciesze się, że decydujesz się w końcu :)
-
Asia
miałyśmy podobne domy. U mnie też tata nieobecny i zawsze w pracy. Natomiast mama-to jest niezła historia:D
-
Dodam tu jeszcze, że można uzdrawiac relacje itp. zarówno do mamy, jak i do posiadania mieszkania - ale jak konkretna osoba - tu: mama - działa podświadomię cały czas tak, zeby mnie uzalezniać od siebie, to najzdrowsza reakcją jest odcięcie jej tej możliwości; jako że jedynym tematem, jaki pozostał, na który mama obecnie wpływa negatywnie jest moje prosperity - sprzedaż pośredniego narzędzia manuipulowania wydaje mi sie najrozsądniejsza.
Jeśli jednak ktos uważa inaczej, np.; czuje intuicyjjnie i zdroworozsądkowo, że można zrobić też coś innego, to chętnie wysłucham :)
-
Ciezka sprawa. Szkoda mieszkania no ale chyba nie masz innego wyjscia :) Nie mozesz zabronic innym ludziom reagowania tak jak chca wiec niespecjalnie masz inne wyjscia. Sam niedawno zerwalem kontakty z mama bo bylo to dla mnie najsensowniejsze. Probowalem jej na spokojnie wyjasnic, ze nie chce by obgadywala przy mnie osoby ktore lubie no ale w odpowiedzi bardzo niegrzecznie wyprosila mnie z mieszkania. No dla mnie to wielki konfort psychiczny szczegulnie ze przepracowuje sobie wlasnie tematy zwiazane z mama no ale o tym akurat wiesz :) Swoja droga swietne zabiegi oferujesz. Naprawde wiele mi daly :)
-
Dscorpio - w tej chwili widzę dwa wyjścia, choć najrealniejsze z obecnej perspektywy jest to, o kórym już napisałam :)
Pomodliłam się jednak i "postawiłam ultimatum" - bardziej dla samej siebie, by nabrac większej pewności co do kierunku działania :) - i jestem przekonana, ze to się wyklaruje w najbliższym czasie już konkretnie :)
"Nie mozesz zabronic innym ludziom reagowania tak jak chca wiec niespecjalnie masz inne wyjscia."
Zgadza się - wtedy jest albo wyjscie, jakie Ty wybrałeś - zerwanie kontaktów lub pozbycie się "narzędzia", poprzez które idą manipulacje, jak w moim przypadku. Pewnie częsciowe zerwanie kontaktów też nastąpi.
Co do mieszkania - nie jestem do niego specjalnie przywiązana, choc juz je polubiłam (to taki benefit po oczyszczeniu nastawienia do posiadania mieszkania w ogóle:) - kiedyś tak mi wywalały wzorce koczownicze, że mieszkanie było dla mnie najgorszym uwiązaniem;) - totez na pewno w tym punkcie intencje się dogrywały wcześniej) - mimo to nie czuję, by sam fakt wyprowadzki akurat z niego był dla mnie jakoś trudny - bardziej niechętnie myślę o samym pakowaniu się, ogarnianiu bambetli, przeprowadzce itp
"Sam niedawno zerwalem kontakty z mama bo bylo to dla mnie najsensowniejsze. Probowalem jej na spokojnie wyjasnic, ze nie chce by obgadywala przy mnie osoby ktore lubie no ale w odpowiedzi bardzo niegrzecznie wyprosila mnie z mieszkania."
Niektórym nie da się wytłumaczyć, szkoda własnej energii, faktycznie czasem zdecydowane przecięcie jakiejś relacji, przynajmniej na jakis czas, bywa najlepszym rozwiązaniem.
"No dla mnie to wielki konfort psychiczny szczegulnie ze przepracowuje sobie wlasnie tematy zwiazane z mama no ale o tym akurat wiesz :)"
Tak, myslę, ze wiem o co chodzi z tym komfortem :)
"Swoja droga swietne zabiegi oferujesz. Naprawde wiele mi daly :)" I to mnie bardzo cieszy:) Oby tak dalej - bo Twoja praca też się przy tym liczy :))
-
hydrozagadka
mam takie luźne uwagi na zasadzie mózgów i na podstawie swoich doświadczeń i obserwacji podobnej sytuacji w dalszej rodzinie, tylko z pokolenia wyżej i identyczny układ: decyzyjna mamusia, neutralny tatuś, którego jakby nie było, dwóch starszych synów i córka. Owa mamusia, to siostra mojej babci, czyli taka jakby moja ciocia (dziś już nie żyje) i to była dość apodyktyczna, zasadnicza osoba, jakby z tej samej gliny, co Twoja mama, tylko o niebo skrajniej. Po synach to spływało, a córka bardzo się przejmowała. Nie wiem jak to było w szczegółach na temat podziału domowych obowiązków i wynikających z tego prób kodowania dzieciom poglądów na siebie samych, swoją wartość i znaczenie danej płci, ale ewidentnie wytworzyła się między matką, a córką silna więź emocjonalna w niefajnym znaczeniu. Po latach rządzenia córką, ta już jako dorosła, zaczęła odreagowywać wcześniejsze zastraszenie i reagować alergicznie na matkę, wybuchała na nią często wielką, niekontrolowaną (i głośną) złością. Pracowały na ten stan obie i wiele lat. Denerwowała się na matkę o rzeczy, czy czyny, które gdyby były popełnione przez kogoś innego, nawet nie zostałyby zauważone.
Ja też tak miałam od zawsze ze swoją mamą. Z tatą jako dziecko i nastolatka miała bardzo dobre układy, aż w dorosłym życiu ku mojemu wielkiemu zdziwieniu zaczął mnie tak samo wnerwiać, a czasem jeszcze bardziej, potrafił i jeszcze potrafi doprowadzić mnie do absolutnego szału drobiazgami. Bo ja żadnego w moim mniemaniu niesprawiedliwego słowa nie mogę im przepuścić, moje musi być na wierzchu, muszę mieć ostatnie słowo, inaczej bym się chyba udusiła! To jak natręctwo nerwicowe - zamiast olać i robić swoje, to ja wszystko muszę skomentować, pieklę się i... robię swoje. Uważam, że statystycznie dolega to częściej kobietom. Jakby bardziej dotyka je każde słowo. Oplata się je od dziecka w sieć zależności, bo są łatwiejszym celem.
Wracając do przykładu: tamci synowie szybko założyli rodziny, wyprowadzili się, córka nigdy nikogo nie znalazła, długo mieszkała z matką, mimo że dobrze zarabiała, to dopiero w bardzo późnym wieku zdecydowała się na wynajęcie mieszkania na drugim końcu miasta. W niczym to nie pomogło, uzależnienie emocjonalne trwało aż do śmierci matki. Może wyprowadziła się za późno.
I z doświadczenia wiem, że tacy rodzice zawsze znajdą coś czym będą dręczyć i z czym będą nad człowiekiem wisieć. Zaczyna się od codziennego: "znowu nie pozbierane zabawki", potem "odrobiłaś lekcje?", "nauka jest najważniejsza, potem reszta", "musisz znaleźć pracę", "musisz znaleźć lepszą pracę", "kiedy znajdziesz sobie kogoś, we dwoje jest łatwiej", "kiedy znajdziesz sobie kogoś lepszego od tego typa?", "powinniście mieć większe mieszkanie", "a Krzysia dzieci są taaaakie fajne i kolejne w drodze..." Oczywiście nie wszystko naraz, po kolei. Jasne, że nie dotyczy to wszystkich rodziców, ale jeżeli już dotyczy, to nie ma co liczyć, że kiedyś będzie luz z ich strony. Tu jedynie można przepracować we własnym zakresie niezależność od ich opinii.
Dlatego w kwestii sprzedaży mieszkania, spróbowałabym to rozważyć to (o ile się da) tylko na sucho, jaka opcja jest sensowniejsza tylko i wyłącznie finansowo. To tak się tylko wydaje, że coś by się ucięło, ale potem okazuje, że worek z hakami na dziecko nie ma dna. Bo rodzice często skupiają się na jednym haku naraz i wydaje się więc, że z innymi kwestiami jest luz, że wystarczy pozbyć się tego jednego palącego problemu, który tak ich zajmuje i już będzie dobrze, ale potem okazuje, że zrobiło się jedynie w ten sposób miejsce na rozwijanie dogłębnie kolejnego tematu;)
Niemniej jednak zawsze lepiej nie mieć długów (gdziekolwiek) niż mieć. Długi wysysają energię.
-
Maciejka,
kurcze, tak przeczytałam tylko ten ostatni wpis i sobie pomyślałam, że mimo wszystko moja mama miała bardzo dobre podejście, nadal ma, zawsze mnie wspierała i nigdy się nie czepiała moich decyzji, pozwalała mi wybierać w życiu to co chciałam, niezależnie od tego co by to było, ważne tylko żebym się z tym dobrze czuła. Przypuszczam, że trudno jej zaakceptować moje ciągłe wyjazdy, bo ciągle się martwi czy jestem w jednym kawałku, ale wie, że to jest rzecz, bez której żyć nie mogę więc mimo wszystko jest na tak.
Sama miała okres w życiu, gdzie była bardzo szczęśliwa, uwielbiała swoją pracę - była kosmetyczką, mówiła, że dla niej to była czysta przyjemność, codzienne kontakty z ludźmi, fajne rozmowy, prezenty i spełnianie się właśnie w upiększaniu. Do tego była wegetarianką, ćwiczyła jogę i miała trochę adoratorów. Ma jeszcze te wszystkie listy od zakochanych w niej, fajnie się to czytało ;) Stąd też myślę, że ona rozumie jak ważne jest w życiu robić to co się lubi i podążać własną ścieżką, a nie przymuszać do czegoś, do czego ma się awersje.
Szkoda tylko, że jej życie potoczyło się po niezbyt korzystnych torach i teraz ma nie za ciekawie, jednak cieszę się, że mogła tego wszystkiego doświadczyć w młodości :)
-
A ja odnośnie mamy uśwaidomiłam sobie że ona ze mną nigdy nie rozmawiała, że myśmy razem nigdy nie rozmawiały.
Ona albo mówiła do mnie, albo zadawała mi pytania, albo ja jej zadawałam pytania.
-
carolieen,
tak dla jasności, nie opisywałam tu swojej mamy, tylko zebrałam obserwacje z różnych miejsc, moich rodziców dotyczy to na szczęście nie tak drastycznie;) Zgadza się mechanizm - jeden hak zastępowany kolejnym. Ale ostatnio spędziłam swoje pierwsze normalne święta w życiu, do tej pory zastanawiam się na czym ten cud polegał:) Właściwie to oni mają do mnie mnóstwo tolerancji i cierpliwości, chociaż akceptacją bym tego nazwała.
-
"I z doświadczenia wiem, że tacy rodzice zawsze znajdą coś czym będą dręczyć i z czym będą nad człowiekiem wisieć. Zaczyna się od codziennego: "znowu nie pozbierane zabawki", potem "odrobiłaś lekcje?", "nauka jest najważniejsza, potem reszta", "musisz znaleźć pracę", "musisz znaleźć lepszą pracę", "kiedy znajdziesz sobie kogoś, we dwoje jest łatwiej", "kiedy znajdziesz sobie kogoś lepszego od tego typa?", "powinniście mieć większe mieszkanie", "a Krzysia dzieci są taaaakie fajne i kolejne w drodze..." Oczywiście nie wszystko naraz, po kolei. Jasne, że nie dotyczy to wszystkich rodziców, ale jeżeli już dotyczy, to nie ma co liczyć, że kiedyś będzie luz z ich strony. Tu jedynie można przepracować we własnym zakresie niezależność od ich opinii. "
Z doświadczenia wiem, że to wywołuje nerwicę i tendencje do perfekcjonizmu. Potem ciężko cokolwiek zostawić na podłodze i pozwolić sobie na luz. Dodatkowo ciągłe angażowanie uwagi dziecka, jego sił, pomysłów, na zajmowanie się cudzymi sprawami jest mocno męczące. Potem tworzy się zajebiście silne karzące superego, które nie pozwala na spełnienie podstawowych potrzeb, ponieważ pojawia się poczucie winy i niegodności. Smutne, że niektórzy wychodzą z domów wytresowani jak pies i ciągle niezadowoleni z siebie.
-
święta prawda,
i jak nagle takie dorosłe dziecko trafia już w normalny świat to czuje się niczym więzień wypuszczony po x latach z zakładu karnego, przynajmniej ja tak się czułam bo niektórzy szczęsliwcy co bardziej otwarci od razu łapią wiatr w żagle , nawet się nie oglądając
Odnośnie takich mamusiek wyprowadzka jak wiemy czasem nie wystarcza , one mają jeszcze telefony ;)
i tu przypominają mi się dwie reakcje- jedna jak w tej reklamie kiedy chłopak nie mogąc słuchac klekotania mamy zostawia przy słuchawce potakującą papuge
i drugi z "Nigy w życiu" kiedy Pani "Sułkowa" dzwoni by powiedzieć swoje Bój się Boga dziecko jak Ty tak mozesz...i tra ta ta
a Stenka w ktorymś momencie mowi i tak Cię kocham mamo po czym odkłada słuchawke :)
(przy czym mi to kocham nie przeszło nigdy przez gardło, wciąż jej nienawidzę)
-
Maciejka,
Całe szczeście AŻ tak źle z moją mamą nie jest - ale trend podobny, to masz rację. Mimo to czuje, że jak uwolnię się do końca od zalezności finansowej od mamy, która została utworzona te już prawie 9 lat temu przez kupno mieszkania - to wyjmę mamie resztkę z działających haków z ręki. Możliwe, ze będzie wyciagac potem inne, nawet na pewno ("sprzedałaś mieszkanie, będziesz płacić obcym i nic nie bedziesz z tego miała"), ale nie sądzę by miały już na mnie wpływ (lub taki wpływ, jak teraz). Za to powiazanie finasowe, uzależnienie poprzez długi... niestety wpływ ma realnie upierdliwy :-/
A tak ogólnie:
Gdybym słuchała innych gderań oraz opinii mamy, to już dawno bym znów męczyła się na etacie, sfrustrowana, z jedynym celem w życiu - by dozyć do emerytury i wtedy zacząc żyć ;-) LOL
A... no i pilnie chodziła do kościółka ;)
Dziękuję bardzo i tak już trochę lat się ograniczałam przez ulegnięcie jednemu pomysłowi mamy na moje życie, jego "stabilizację", czyli to mieszkanie. Nie jestem samobójcą, zamierzam móc korzystac z życia teraz, a nie tylko skupiać się na spłacie załużenia wygenerowanej przez mieszkanie, bez którego spokojnie mogę się obejść i którego wcześniej nie chciałam. Owszem, miło mieć własny kąt, w którym człek się rządzi jak chce - ale tutaj koszty przewyższają jakokiekolwiek zyski. Wolę być mobilna, móc jeździć kiedy chcę i gdzie chcę, mieć pieniadze na rozwój firmy i różnych pomysłów, mieć spokój i bezpieczeństwo finansowe sprzyjające kreatywności, a nie poświęcać się i ograniczac tylko po to by po 20 latach wejść realnie w posiadanie mieszkania, spędzajac zycie na odmawianiu sobie. Bez sensu.
Jeśli znajdzie się w ciągu dwóch tygodni inne rozsądne rozwiązanie, o co się pomodliłam - to fajnie. Jak nie - widac najlepiej sprzedac mieszkanie i pozbyć się zadłużeń, od których zaczął się ten proces uzależniania "na dorosłe życie".
Będzie mi trochę szkoda, ale nie mam już ochoty się męczyć tak, jak przez ostatnie lata z tym problemem. Nie mam ochoty się poświecac i odmawiac sobie tego, czego rzeczywiście chcę i co mnie rzeczywiście uszczęśliwia i sprawia radość, tylko po to, by spełnić cudze wizje na temat tego, co trzeba wg nich osiagnąć w życiu (np.; własne mieszkanie, niezależnie od kosztów) ;-)
-
"Za to powiazanie finasowe, uzależnienie poprzez długi... niestety wpływ ma realnie upierdliwy :-/"
Prawda:)
Czasem mniej znaczy więcej
-
Olga - ano :)
Maciejka - tak te koneksje rodzinne, które opisałaś, uświadomiły mi skąd te czasem głupie i nielogiczne postawy u mojej mamy, skądinąd inteligentnej, wykształconej i całkiem otwartej na świat kobiety. Mama była wychowywana bez ojca, przez swoja mamę (która zmarła, gdy moja mama miała 21 lat) i swoja babcię - babcię, którą była osobą "starej daty", apodyktyczną, oceniającą, ultrakatolicką panią z kresów wschodnich. Jestem zatem przekonana, ze ta moja prababcia (którą zresztą poznałam, bo zyła 96 lat) miała największy wpływ na moją mamę. Pradziadek tez był praktycznie nieobecny - szybko umarł;) Pod tym kątem patrząc, to moja mama jest jednak otwartą osobą i aż dziw, że potrafi zmieniać czasem swoje zdanie na różne tematy (choć momentami jest to dla niej bardzo trudne).
Motyw "uwiązania" matki i córki dość długo zatem występował w rodzinie.
-
Maciejka,
wiem wiem :)) mi po prostu przyszło takie luźne skojarzenie z własną mamą, która w gruncie rzeczy nie jest taka zła ;)
-
Pod tym kątem patrząc, to moja mama jest jednak otwartą osobą i aż dziw, że potrafi zmieniać czasem swoje zdanie na różne tematy (choć momentami jest to dla niej bardzo trudne).
Kiedy byłam dzieckiem wydawało mi się, że rodzice to istoty dorosłe i ukształtowane, są jacy są i że to stan stały, a okazało się, że są w drodze jak każdy i że zmieniali się na przestrzeni lat.
A Twoja mama rzeczywiście jest godna podziwu. Należałam wprawdzie nie do tych "przechodzonych" (rozwódek), ale do "nie szanujących się" (żyjących z facetem bez ślubu), a mimo to przez tamte lata nie spotkały mnie żadne szykany;) Co tam za plecami było mówione, to zupełnie nie istotne, dla mnie było ważne, że było normalnie i nie było w tym fałszu: przymilania się, sztucznej serdeczności, ale też nie było zimna, ani żadnych złośliwości, a przede wszystkim, co dla mnie było najważniejsze, nie było ataków energetycznych. Było normalnie i bez ściemniania. Poglądy Twojej mamy na sprawę znałam;). Należę do osób przewrażliwionych i wyczulenie mam jak pies węch, a jednak czułam się u Twoich rodziców dobrze i komfortowo, chętnie tam przyjeżdżałam, było ciekawie, zabawnie i lekko.
A i pamiętam jedno śniadanie wielkanocne, weszłam do mieszkania pierwsza i mówię:
- Dzień dobry
- Mówi się Chrystus Zmartwychwstał...
Po chwili dopiero wszedł Twój brat, więc z zaciekawieniem nasłuchuję:
- Dzień dobry
- Dzień dobry syneczku!:))))))
:D
-
Maciejka - fakt, mama sączyła jad i truła za plecami - do mnie najczęściej i do ojca (czasem też do braci ale rzadziej i w innej formie, z tego co wiem) - ale na spotkaniach z osobami spoza rodziny starała się stwarzać miłą atmosferę. Nawet z ojcem zazwyczaj się wtedy nie kłócili. I robiła to szczerze, bo szczerze wierzy, ze animozje, animozjami ale wobec "ludzi z zewnątrz" nalezy okazywać uprzejmość.
No i podwójne standardy pouczania też oczywiście były ;)
Z drugiej strony - faktycznie wtedy spotkania rodzinne były miłe, lekkie, lżejsze na pewno niz teraz bywają (choć to tez zalezy od składu osób, jakie się pojawią).
No i przyznam, ze ja nie przepadam przyjeżdżac sama do rodziców, nawet jak mają wnuczki na przechowaniu - bo non stop wtedy sobie dogryzają nawzajem, jedno z drugim obgaduje do mnie to drugie po kątach... męczące. Dlatego teraz juz ponad miesiąc u nich nie byłam ;) A wnuczki, mimo młodego wieku, już dobrze łapią, że dziadek z babcią się gryzą i kłócą.
Pod tym względem tata nawet przebija mamę - bywa tak upierdliwy wobec niej, że głowa mała; matka oczywiście też jest wobec niego upierdliwa, ale ojciec w moim odczuciu bardziej.
ufff.
-
Hydro, ja trochę nie rozumiem. Chcesz sprzedać mieszkanie i mieć lżej finansowo wynajmując. Szczerze to nie widziałam czegoś takiego. Przecież zamiast spłacać mamę to będziesz musiała płacić za wynajem nie lepiej byłoby to oddawać mamie?
-
Kaja - nie chcę już zażynac się, by oddawać mamie, bankom, opłacac mieszkanie itp.;
Jestem już zmęczona, że od 9 lat wyrzekałam się i odmawiałam sobie tego, co mnie realnie by uszczęśliwiało i co jest dla mnie większym priorytetem niż posiadanie mieszkania. Jestem zmęczona tym, że od 9 lat wiekszość moich dochodów idzie na spłatę kredytów i tak naprawdę mam poczucie, ze choć zarabiam relatywnie sporo, to "i tak nic teraz z tego dla siebie nie mam" - bo posiadanie mieszkania na własność nie było ani moim marzeniem, ani potrzebą. Mieszkanie nie było nigdy moim priorytetem; wczesniej żyło mi się super, kiedy wynajmowałam mieszkanie i niczego mi nie brakowało. Owszem, teraz juz je polubiłam i doceniam... ale nie mam już ochoty dalej się męczyć, by zaspokoic cudze wizje w temacie "co mam osiągnąć w życiu i co jest w nim ważne"; Ta sytuacja nie pozwala mi puścić poczucia braku, a kredyty - jak to Maciejka słusznie napisała wcześniej - wysysają energię;
Dlatego przez najbliższe dwa tygodnie modlę się i otwieram na najlepsze rozwiazanie - i jak nie pojawi się inne wyjście - sprzedaję mieszkanie; De facto i tak nie jest moje, tylko banku ;-) ... i to jeszcze przez 11 lat.
Wynajem i tak wyniesie mnie o połowę taniej niż obecne obciążenia.
No i szczerze mówiąc, nóż mi się w kieszeni otwiera na myśl, ze spłaciłam przez te 9 lat 85000 zł ...a z kredytu na razie ubyło dopiero 35000 zł; A przez te 11 lat pozostałe dobiłabym do sumy dwa razy wyższej niż realnie wzięłam kredyt. Po prostu teraz jestem bardziej świadoma, niż wtedy kiedy brałam kredyt i dałam się wpędzić w tą sytuację - i nie bawi mnie to.
Zresztą wynajmując mieszkanie człowiek jest mniej uwiązany do miejsca i nie jest obciążony kredytami. To dodatkowy plus.
-
Dlatego sam nie zamiaru się bawić w wieloletnie kredyty, choćbym nawet miał przez resztę życia tylko wynajmować mieszkanie :P Bo czy to warto aż tak się poświęcać, żeby zaspokoić potrzebę własności? Ludzie jakoś tak negatywnie podchodzą do płacenia czynszu, bo mają jakieś poczucie straty, że gdyby byli na swoim nie musieliby płacić i tracić tych pieniędzy - więc biorą kredyty na całe życie i płacą jeszcze więcej, a mieszkanie nie jest nawet ich przez sporą część życia. Lekka paranoja według mnie.
Dla mnie wynajem ma taką zaletę, że powala na dużą elastyczność - w każdej chwili mogę zmienić standard mieszkania na lepszy bądź gorszy, w zależności od tego jak układają mi się dochody. Nie jestem obciążony wieloletnimi zobowiązaniami, mogę sobie pozwolić na zmianę pracy z gorszymi dochodami(np przy zmianie z pracy wymuszonej na pracę bliższą marzeniom), jakieś eksperymenty finansowe z różnymi biznesami czy przeprowadzkę na drugi kraniec Polski bez jakichś cyrków. Dzieci nie planuje, więc stabilizacja mieszkaniowa mi niepotrzebna - zawsze w razie potrzeby mogę szukać nowego mieszkania w dowolnej części miasta bez martwienia się, że dziecko będzie musiało szkołę zmienić czy coś. Minusem jest to, że zawsze istnieje ryzyko nie przedłużenia umowy najmu, co może oznaczać niepotrzebne przeprowadzki, ale to nie jest raczej jakiś wielki problem, a jak się trafi na dobrą miejscówkę to pewnie można spory kawał życia przesiedzieć bez komplikacji żadnych.
Zawsze można podejść do płacenia za wynajem jak po zwykłego płacenia za usługę korzystania z czyjegoś mieszkania, najzwyczajniejszy w świecie wydatek na życie, taki jak opłaty za rachunki czy jedzenie. Ja z takim nastawieniem nie wyobrażam sobie odczuwać jakieś poczucie straty, bo przecież płacę wtedy za niezwykle ważną dla mnie usługę :)
-
No i słusznie :-)
Ja tylko żaluję trochę, ze 9 lat temu nie byłam bardziej asertywna i mądrzejsza ;)
No ale cóż - było to na początku mojej przygody z rozwojem osobistym i duchowym - i wpierw miałam do "odwalenia" sporo blokad, by dojść do tego punktu, kiedy tak naprawdę już mnie nie obchodzi co sobie pomyślą rodzice, kiedy sprzedam mieszkanie (i się w końcu o tym dowiedzą) :D
Do wynajmu mieszkania mam takie same podejście jak Clint - wolę mniej płacić za wynajem niż czynsz i kredyty w niby "własnym".
-
hydrozagadka
"No i szczerze mówiąc, nóż mi się w kieszeni otwiera na myśl, ze spłaciłam przez te 9 lat 85000 zł ...a z kredytu na razie ubyło dopiero 35000 zł; A przez te 11 lat pozostałe dobiłabym do sumy dwa razy wyższej niż realnie wzięłam kredyt. Po prostu teraz jestem bardziej świadoma, niż wtedy kiedy brałam kredyt i dałam się wpędzić w tą sytuację - i nie bawi mnie to."
To jest normalnie lichwa,ponoć w naszym kraju nielegalna.
Wszystko zmierza w kierunku tego ,żeby ludzi coraz bardziej uzależnić od banków .Będą tylko użytkownikami a właścicielami będą banki .
Zycie na kredycie to już norma .Życie na wynajmowanym też .
Z drugiej strony to za 11 lat to mieszkanie będzie Twoje .Jeśli patrzeć na plusy i minusy to jeśli żyje się na wynajmowanym to też trzeba wynajmować będąc na emeryturze(chyba ,że jest się jedynakiem i będzie spadek po rodzicach) a jakie są emerytury już dziś to wiadomo ,nie wiadomo jakie będą i czy w ogóle będą kiedyś.
Wydaje mi się ,że w Warszawie jest strasznie niekorzystny przelicznik ,bo ceny mieszkań dużo wyższe niż gdziekolwiek w Polsce.
W innych miastach to spłata kredytu wychodzi trochę więcej niż wynajem lub nawet to samo .
Może się Asia zastanów jednak dobrze z tym mieszkaniem czy się go pozbywać ,w koncu połowę masz już za sobą a i tak połowę tego co płacisz będziesz musiała płacić za wynajem.Może mieszkanie wynająć a samemu wrócić do rodziców na jakiś czas(w Twoim przypadku chyba odpada) ,wynająć pokój na mieście lub wyjechać za granicę do pracy .Wtedy mieszkanie spłaca się z wynajmu a zarabiasz na siebie lub nawet odkładasz na wcześniejszą spłatę kredytu .Nie kieruj się niechęcią i emocjami .Szkoda tych 9 lat.No ja tak to jakoś widzę .Powodzenia!Bóg Cię ma w opiece.
-
no i kredyt przesłonił relacje z mama a raczej ich wpływ na zycie :D
-
Kredyt to część relacji z mamą i jej wpływu na życie ;)
Ale fakt, ważna jest też opcja, ze pozbywając się kredytu, pozbywam się związanych z tym zadłużeń i obciążeń/uzależnień od mamy, który wpływają mało pozytywnie (demotywująco) na mnie i na moje działania czy chęc do nich.
Ontoja - dziękuję Ci za wsparcie i błogosławieństwo :) Co do kierowania się niechęcią czy emocjami - ja to robię już na zimno, a żeby byc w 100% pewna - dałam sobie teraz ten dwutygodniowy okres ostatecznego wyklarowania :)
Co do wynajmowania komuś mieszkania - to w żaden sposób nie rozwiąże problemu - bo ceny wynajmu mieszkań (a nawet domów) w mojej okolicy plasują się na wysokości 1000-1300 zł (niektóre juz z opłatami w tej sumie) - a to jest o połowę taniej niż ja płacę za wszystko związane z mieszkaniem;
Tak czy siak, pozostaję jednak otwarta na inne opcje realnie rozwiązujące problem i tą sytuację do 22.02 :) ;)
-
hydro
tyle, że koncentrujesz się na tym z czym sobie nie radzisz i co pozornie jest beznadziejną perperktywą na najbliższe xlat, bo kredyt istnieje, ceny wynajmu za niskie etc.
Zobaczyłaś w kredycie relację z mamą-ona też nie zanosi się, żeby się zmieniła, relacja dalej istnieje w ramach nakreślonych przez mamę i marne szanse na znalezienie innego dziecka, z którym możesz się na mamę wymienić.
Wolisz wyrażac złość na kredyt niż wyrazic do końca wszystkie uczucia wobec mamy.
A gdyby nie było kredytu to jak by wyglądalo Twoje życie-czy relacja z mamą już by była ok, czy mama wcisnęlaby po prostu kolejny przycisk pod hasłem teraz uwazam, że powinnaś. I czy tak naprawde to dopoki masz kredyt wiesz że mama nie wyskoczy z nowym pomysłem. Więc właściwie w Twoim interesie jest posiadać kredyt jako bufor bezpieczeństwa
-
Iustitia - nie całkiem; Bo kredyt i sytuacja "niby mam mieszkanie, choć nie jest to dla mnie najwazniejsze w życiu, a poprzez wyrzekanie się/braki blokuje mi te najważniejsze dla mnie rzeczy do spełnienia" jest "spadkiem" po sytuacji sprzed 9 lat - i tego, jaka ja byłam i jak reagowałam na mamy "pomysły" te 9 lat temu.
Obecnie nie sądzę, by mama miała realny wpływ na coś jeszcze później, jak pozbede się zadłużenia finansowego całkowicie i do końca - po prostu to jest ostatni sposób nacisku i manipulacji, jaki mama obecnie na mnie ma. Pochodzący jeszcze ze starszych czasów. Wiem, ze mama będzie pyszczyc i narzekac na moją decyzję, ale wiem, ze jeśli nie znajdzie się inne wyjście - to sprzedaż mieszkania i wyzwolenie z całego załużenia wzmocni moje "moce przerobowe" - kreatywność, poczucie sensu działania i w związku z tym też - jego skuteczność.
Pod innymi względami moja obecna relacja z mamą jest dobra. Wiem, ze mama chce dla mnie dobrze i czasem rzeczywiście mi realnie pomaga (bez manipulacji), wiem też, że dziś już nei dam się mamie wpędzić w żaden szkodliwy dla mnie pomysł - w nic czego sama rzeczywiście bym nie chciała.
-
czyli sprzedawaj z Boskim wsparciem:)
a propos sprzedazy-pare lat temu sprzedawalismy dom z ogrodem po krewnych-zadupie, za niskie ceny, etc-do agencji sie nikt nie zglaszala, a w tej wiosce wiekszosc domow wystawiona tak samo na sprzedaż jeszcze iles lat do tyłu. Slowem beznadzieja, tym bardziej ze dom wiekowy i bez wlascicieli zaczynal sie sypac no i zadnego potencjalnego chociazby klienta przez dobry rok- po roku zostawilam to Bogu i poprosilam o najlepsze rozwiazanie dla wszystkich w tym uczestniczacych-zjawiło się 2 klientow-jeden chciał dzierżawić ziemię, drugi chciał dom i czesc ziemi. Dostalismy ile chcielismy. A z dobrych rozwiazan dla wszystkich-nowa wlascicielka zaszla w ciąże w tym domu po 3 miesiącach od wprowadzki-po wielu latach leczenia:) uruchomili tam działalnośc i fajnie prosperuja. Dograły się intencje wszystkim:)
Niektore domy w tej wiosce do dzis nie sa sprzedane i zaczynaja sie walic.
-
Iustitia - dziękuję za przykład i wsparcie :-))
-
Nie sądziłam że płacisz dwa razy tyle co za wynajem, ale mimo wszystko ja bym nie sprzedawała - ale to ja. A nie możesz się dogadać z mamą że będziesz jej płacić połowę - choć oczywiście dłużej. Ceny najmu są teraz niskie, mieszkań zresztą też. Nie wiesz wiesz ile będziesz płacić najmu za 5 lat.
-
hydrozagadka
Najlepiej ufać swojemu wewnętrznemu odczuciu pewności tego co dla Ciebie lepsze.
Życzę Ci ,żebyś podjęła najkorzystniejszą dla siebie decyzję .
-
Asiu mam nadzieję, że znajdziesz najlepsze dla siebie rozwiązanie.
Tylko tu nad Wisłą panuje takie przywiązanie do mieszkania, które często staje się kotwicą u nogi.
Poza tym ceny najmu zmieniają się znacznie wolniej niż koszty kredytu.
-
Kaja - ja już dogadywałam sie z mama w tym temacie - i nie bardzo się da, bo mama jest chora na czerwienicę od 12 lat i uważa, ze niedługo umrze i woli bym oddawała jej więcej teraz;
Zresztą ja też w związku z tym nie czuję się przez to w porządku, ze nie oddaję mamie lub oddaję mało, bo mnie teraz nie stać na wieksze sumy przez to obciążenie opłatami i ratami; Wolę to po prostu rozwiązać szybko i sprawnie, jak nie pojawi się inna sensowna możłiwość w najbliższym czasie.
Ale naprawdę dziękuję za Twoją opinię i uwagi :)
Ontoja - serdecznie dziękuję :) Niech tak się dzieje!
Grazynko - "Tylko tu nad Wisłą panuje takie przywiązanie do mieszkania, które często staje się kotwicą u nogi." - dokładnie. A w obecnym świecie lepsza jest mobilność i elastycznosć niż uwiązanie do miejsca i obciążenie kredytami.
-
Hydrozagadka
Zorganizuj tu akcje modlitwa o najwyzsza cene, w odpowiednim czasie, to bedziemy sie "spotykac" wirtualnie, i modlic w intencji sprzedazy mieszkania w jak najlepszej mozliwej cenie :))
Ciekawilby mnie rezultat ;p
Chociaz, nie, po przmysleniu, rozne intencja maja ludzie ;)
-
Zawsze wiedziałam że mama jest strażnikiem mojej duchowośći ale ta wiedza mi niczego nie dawała. Próbowałam ją zwalniać z tego strażnikowania ale nic się nie działo.
Wczoraj gdy przeglądałam ulotkę, poczułam się winna. Jak zwykle bez powodu. Zastanowiłam się skąd to poczucie winy i przyszła mi na myśl mama, że będzie zła, że j a myślę o kupowaniu czyli o sprawach materialnych. I zrozumiałam że ona za wszelklą cenę próbuje mnie doprowadzić do Boga. Daje z siebie wszystko, robi to ostatkiem sił, jest już bardzo tym zmęczona ale nadal mnie ciągnie w stronę Boga którego sobie wyobraża.
Trochę mi poluzowało w tym temacie.
-
Jestem zdalnie sterowaną kukłą w rękach moich rodziców.
Wczoraj chciałam napompować rower na stacji benzynowej. Kompresor przestał działać a całe powietrze uciekło mi z koła. Nie wiedziałam co zrobić. Bałam się. Roweru pompką nie da się napompować a ja jutro musiałam na nim jechać do pracy. długo się zastanawiałam co mam zrobić i w końcu wymyśliłam że pójdę do budynku i kogoś zapytam. Okazało się że obsługa była bardzo miła i chłopak zaraz wyszedł i mi rower napompował. Kompresor się zacina i trzeba było wcisnąć jeden przycisk. A ja zamiast się ucieszyć że rozwiązałam problem poczułam się winna.
I usłyszałam jak mama w moje głowie się na mnie złości że jestem taka do niczego że nawet nie potrafię napompować sama roweru tylko muszę innych prosić o pomoc.
Co bym nie zrobiła, mama zawsze mnie skrytykuje.
-
W moim przypadku relacja z matką ma zasadniczy i podstawowy wpływ na relacje z wszystkimi innymi kobietami.
Mam na to kolejny dowód.
W pracy pracuję z jedną kobietą która w niczym mi nie przypomina mamy i o której myślałam że mnie lubi. Przez całe życie tak myślałam o mamie.
Wczoraj patrząc na nią z daleka zobaczyłam w niej czarownicę.
Za jakiś czas ona przyszła do mnie, jakaś taka zła i nieprzyjemna. Po jej wyjściu straciłam całe dobre samopoczucie i poczułam się głupia i beznadziejna tak jak zwykle. Ponadto widziałam że ona przeprowadziła jakieś ataki na moje serce. To było dla mnie coś niespodziewanego., bo myślałam że ona mi dobrze życzy.
Ja od niedzieli czuję się znacznie lepiej, znikły mi lęki przed zwolnieniem i w pracy już nie trzęsę się ze strachu.
Ona we wtorek była u lekarza. Tylko mi powiedziała że jest chora ale nie chciała zdradzić na co, co też mnie zdziwiło.
Wczoraj zrobiłam sobie na nią sesję oddechową i już na samym początku zobaczyłam że ona narzuciła na mnie niewidoczną cienką sieć, taką abym nie była w stanie jej zauważyć. Sieć ma mnie zduszać, ograniczać i jej podporządkowywać.
Zapytałam siebie dlaczego zgadzam się na tę sieć. I otrzymałam odpowiedź- bo mama tak mi robiła. Ze wszystkimi kobietami powtarzam to samo czego doświadczyłam od mamy.
Potem zobaczyłam że mam podpięty pod splot cienki i słabo widoczny wężyk z założeniem że ja go nie zauważę. A ona siedzi sobie, noga na nodze i pociąga przez ten wężyk jak przez słomkę i jest zadowolona.
Zapytałam dlaczego pozwalam jej na to. I znów ta sama odpowiedź- bo mama tak robiła i dla mnie jest to naturalne. Dla mnie jest naturalne i oczywiste to że wszystkie kobiety ciągną ze mnie energię.
Potem pojawił się lęk przed jej groźbami i tym co ma mnie spotkać za uwolnienie się od niej ma to być plaga węży i jaszczurek które mnie zjedzą.
A ja zrozumiałam jej ostatnie zachowania. W poniedziałek zobaczyła mnie i zauważyła że ja dzięki lepszemu samopoczuciu przestałam ją karmić energią. Z braku energi się rozchorowała a potem przyszła się za to zemścić atakując mnie na serce.
Cieszę się że udało mi się to namierzyć.
-
Kurcze, od jakiegoś już dłuższego czasu jak rozmawiam z mamą, normalnie łapie doła w czasie rozmowy. Z nikim innym tak nie mam, tylko z nią. Nie umiem na siłę udawać, że fajnie się gada, bo mnie rozmowy z nią męczą. Pisałam ostatnio do Ani Atras by jej sprawdziła wpływy astralne i są dość wysokie, tak już powoli na pograniczu z opętaniem. Czułam to już od bardzo dawna, ale jakoś miałam spore zaślepienie pod kątem kontaktu z nią, odrzuca mnie od niej, mimo iż prosi o kontakt, jakby siłą próbowała mnie mieć. Okropne to i powoduje, że ja się jeszcze bardziej wycofuję.
Powiedziałam jej dzisiaj o egzorcyzmach, w sumie przytaknęła jakby czuła, że to konieczne. Chyba czuje się już tak źle, że innego wyjścia nie ma.
Uderzyło mnie parę tygodni temu co mi powiedziała. Najpierw ściemniała, że się dobrze czuje, ale na kilometr szło wyczuć, że kłamie. Więc pytam czemu kłamie, na co dopiero ona wtedy, że nie widzi sensu życia i mogłaby już teraz umrzeć. Matko boska.. stwierdziłam, że za jakiś czas spróbuję jej pomóc, ale inicjatywa musi wyjść z jej strony, sama sobie ma zapłacić za egzorcyzmy i dopiero wtedy mogłam podziałać jakimiś węzłami u niej. Bo gdybym ja zapłaciła, to przypuszczam, że kompletnie by olała taką pomoc, co już wcześniej miało miejsce..
-
Carolieen
Słuszne podejście do mamy, bo tylko cierpienie jest zdolne zmusić ją do zmiany.
-
Jestem zadowolona ze zmiany jaka zaszła we mnie od poprzedniej rozmowy z mamą. Dużo sobie w tym czasie uświadomiłam na jej temat, co nie było łatwe ze względu na lęki przed zobaczeniem prawdy.
Aby się zmusić do uświadomienia sobie jakiejś trudnej prawdy, czegoś czego się boję zobaczyć muszę stosować jakieś środki przymusu. Tym razem były to swiadome cierpienia fizyczne, których sobie nie żałowałam i które trwaly przez kilka dni aż w końcu skapitulowałam.
Najpierw słyszałam głos w głowie że cierpię dla Jezusa i że te cierpienia z związku z tym są słodkie. Gdy cierpienia nie ustawały to zgodziłam się dostrzec że tak naprawdę to wcale nie cierpię dla Jezusa tylko dla mamy, bo to nie Jezus tylko mama potrzebuje moich cierpień. Dalej cierpiałam ciągle powtarzając sobie że to przecież dla mamy więc opłaca mi się cierpieć. W koncu skapitulowałam i uświadomiłam sobie coś przerażającego. Coś najbardziej przerażającego dla małego dziecka. Że mama zabija mnie swoim głosem. Słyszałam jej głos, który miał wibracje śmierci i którego panicznie się bałam. Bałam się że do mnie zadzwoni a ten głos, jego dźwięk i barwa, będzie mnie zabijał. Jak to możliwe że matka własnym głosem zabija dziecko. Tak bardzo nie chciałam słyszeć już nigdy tego przerażającego głosu.
Na drugi dzień w czasie sesji oddechowej uświadomiłam sobie coś kolejnego. Wprawdzie mama została usunięta ze mnie i już nie słyszę jak mnie atakuje ale ona nadal to robi. Ona teraz z daleka cały czas mi śle złe życzenia, bije we mnie ciemną energią a ja ciągle żyję w strachu. Zrozumiałam że te lęki które mam są wynikiem jej życzeń. A ona mi życzy abym straciła pracę i zdechła z głodu, abym była chora, aby mi nic nie wychodziło, abym sobie nie radziła w życiu i była we wszystkim najgorsza. Zawsze się boję gdy wychodzę z domu. Teraz wyraźnie słyszałam jak mnie obrzuca życzeniami aby mnie spotkało coś złego i aby nic mi się nie udało. Zrozumiałam skąd się biorą moje lęki. A ja to wszystko przyjmuję bo przecież to od mamy a mama wie najlepiej i jest najmądrzejsza.
Po tych uświadomieniach moje samopoczucie się poprawiło.
A dzisiaj mama znów zadzwoniła z rutynową kontrolą. Ale już nie zaczęła rozmowy zgodnie ze schematem, czyli od straszenia mnie zwolnieniem i nędzą tylko od wypytywania o co tam w pracy i czy jestem zdrowa. Ona chce się upewnić że wszystko jest w porządku po to aby się o mnie nie martwić. Mówiła też że chce mi wysłać pieniądze. A dla mnie najważniejszy był jej głos.
Już nie czułam tak mocno że ten głos mnie zabija. Skupiłam się na swoich odczuciach i zobaczyłam że ona za pomocą tego głosu sączy czarną energię do mojego serca, które jest całkowicie otwarte i nie ma żadnej ochrony. Tak wygląda to zabijanie mnie. Trudno mi było z nią rozmawiać i jednocześnie to obserwować ale po prostu części tego co mówiła nie słuchałam.
A po zakończeniu rozmowy już nie miałam tego stanu co zwykle, zjednoczenia z nią, bycia nią, ciągłego słyszenia jej. Miałam tylko lekko obniżony nastrój i to wszystko. Mama mi nie zaszkodziła. To bardzo duża zmiana. Nie wpuściłam jej do siebie.
-
Witajcie kochani !
Obserwuję wasze posty już od kilku miesięcy, ale dopiero teraz odważyłam się. Poza tym nie bardzo wiedziałam jak to sie robi i jedna z was - Aniołków, naprowadziła mnie jak to zrobić. Pół roku temu byłam "computer illiterate" :)
Regresera zrobiłam sto ( czyli około 17 ) lat temu w Poroninie .
Ale wycofalam się - to jest temat baardzo długi :)
a TU i TERAZ ?
Ruszył mnie temat - MAMA.
Sama nie byłam idealną, teraz żałuję. Powodów było cale mnóstwo ( samotna, 23-letnia mama w połowie studiów w czasach PRL-u, wyśmiewano się ze mnie i dzieci się śmiały z mojego synka, nie chciały się z nim bawić bo " ty nie masz taty" - TAK BYŁO ! :) etc ), ale nie mam zamiaru zwalać na okoliczności.
Żałuję, że nie dałam mu całej unconditional love na jaką to dziecko zasługiwało i . . . lałam go gdy "zasłużył". Choć bajeczki też były, gł "Kubuś Puchatek". Ale on od 17 lat pamięta tylko lanie . . . W porównaniu do dzisiejszych standardów - był aniołem ( którym tak w ogóle jest :) ).
Efekt ?
Wybrał sobie, choć nie chciał za bardzo na stałe, taką babę, która go nienawidzi ( strzyga) i konsekwentnie niszczy. I robi to w białych rękawiczkach !
A co do tego, jaką ona jest mamą !
Tego nie da się ująć w słowach. I ja nie chcę nawet tego tu opisywać. Ale dr Mengele z Auschitz , u niej mógłby korepetycje pobierać.
Do tego pat jest tak klasyczny - że nie ma ( jak na razie ) jak tej mendy przyłapać.
Syn jest już szpakowatym 35 latkiem, jest późno w domu , jest na dość wysokim stanowisku i wierzy . . . jej :(
W to co ona mówi.
A mówić to ona potrafi !
Truje mu i skłóca go z dziećmi, światem, ze mną .
.Ja z kolei od ciągłych zmartwień, mam problemy m in z kręgosłupem , a dotąd sprawiałam wrażenie osoby pełnej życia. I męczę się z tym patem klasycznym tak już 7 lat !
A maluszki ?
Oba Aniołki i oba wycieńczone.
Szczegółów tu nie napiszę - są zbyt drastyczne i nie to jest teraz istotne.
Tylko tak myślę o tych moich cudnych wnusiątkach, co z nimi będzie ? ? ?
I jak tak widzę co tutaj piszecie, jakie są konsekwencje WPŁYWU MATKI na życie to mi się włosy jeżą na głowie .
Jej wpływ ?
Na nie ? !
Jezu !
Wiem, że już nie chcą !Chcą zmiany na lepsze , ale są za małe, żeby coś mogły !
Jeżeli chodzi o sprawy prawne - wiem, znam . Są w rodzinie prawnicy.
Chodzi mi bardziej o ujęcie sprawy karmiczne, z Bożą pomocą.
Ponoć wnusia nie ma ochoty planować długiego pobytu tutaj .
Oba maluchy tak w ogóle, nie chciały się urodzić - mała - cofnęła się podczas rodzenia ! I to całkowicie !
Pielęgniarki były w szoku - niektóre po raz pierwszy takie coś widziały !
A mały ? klasyk - pępowina wokół szyjki.
Piszę to, aby to ujrzało światło dzienne, etc.
Może to coś da ?
Zmieni na lepsze ?
U nas ?
U kogoś ? . . .
-
Najlepiej to zacząc od uzdrowienia własnej relacji z tymi osobami, bo tylko wtedy będziemy uzdrawiać z czystymi intencjami i nie będziemy wnosić nieczystych, co może pogorszyć sytuację (np skłócić nas z tymi osobami dodatkowo). TO zakłada całkowite zwrócenie wolności sobie i im. Czyli niewinność bez względu na to, że nie byliśmy doskonałą mamusią, prawo( a własciwie obowiązek)do zajmowania się zawsze na pierwszym miejscu sobą.
Jak oczyścisz tą relację w pełni czyli będziesz wolna to mogą się stać dwie rzeczy
a/ syn dostroi sie do twoich wyższych wibracji i otrzeźwieje w jakimś stopniu
b/ syn dalej będzie brnął w karmę ale ciebie to nie będzie obchodzić
Widziałem sytuację u jednej zaawansowanej w rozwoju osoby, której dziecko wybrało obniżenie wibracji. Zaczęło pić, palić itp itd. Jej moce duchowe na nic się nie zdały. Zostało się odciąć i unieżależnić akceptując, że wola tej osoby może byc inna niż nasza.
Zwykle jak teściowa próbuje coś naprawić w małżeństwie syna lub córki to zostaje wrogiem nr 1 obojga. Naprawde w takiej sytuacji lepiej zajmować się sobą. Można się pomodlić o Najwyższe Dobro dla nich bez określania na czym ma ono polegać
-
Witajcie Kochani,
zaciekawił mnie ten wątek.
Moje relacje z matką jeszcze nie są uzdrowione niestety. Jej wpływ na moje życie był ogromny, kazda decyzję podejmowałam z myślą w głowie - co na to powie mama?, co mama zrobiłaby na moim miejscu?itp... Nie uświadamiałam sobie tego przez bardzo długi czas, bylo dla mnie oczywiste,że należy brać z matki przykład.......jaka bylam ślepa!!!
Pewne wydarzenia w moim życiu uświadomiły mi jak wielka presję nakłada na mnie, wyzwalając we mnie wyrzuty sumienia gdy próbowałam robić swoje. Jak wiele wysiłku kosztowało mnie wówczas dążenie do własnych celów.....teraz wydaje mi sie to wręcz niemozliwe, .... a jednak tak było!
Nie miałam juz sił aby z nia walczyć, aby skutecznie realizować własne zamiary, postanowiłam odciąć sie od niej mentalnie. Wyrywałam jej macki z własnej aury, z serca, z głowy.... otaczałam sie Światlem, modliłam się, przebaczałam.
Unikałam wizyt w domu rodzinnym, a każda kończyła się okropnym bólem głowy z lewej strony i brakiem energii przez kilka następnych dni.
To wynikało z moich słabości! Kiedy popracowałam nad sobą, matka przestała mieć na mnie taki wpływ.
Chciałabym odnieść sie do słow Ingi, ponieważ podobna sytuacja zdarzyła sie u mnie w relacji z ojcem ...
.....A ja zrozumiałam jej ostatnie zachowania. W poniedziałek zobaczyła mnie i zauważyła że ja dzięki lepszemu samopoczuciu przestałam ją karmić energią. Z braku energi się rozchorowała a potem przyszła się za to zemścić atakując mnie na serce.
.....uzdrawiałam relację z ojcem, miałam wypalanie węzłów u Olgi ( polecam!!!! jest świetna!!!!) i przy okazji odcięła mnie od negatywnych wpływów rodziny, skutek był taki, że po 6 dniach dostałam tel,że ojciec pluje krwia i nie moze jeść. Badania wykazały nieoperacyjnego guza w płucach. to było w pażdzierniku. Od tej pory raz jest w lepszej formie raz w gorszej, dodam jeszcze,że młodsza siostra ( jego pupilka) ma sie coraz gorzej, choroba tarczycy, wrzody żołądka, zapalenia jelit, poronienie 3 tyg temu- dziewczyna ma dopiero 26lat!
-
Viola
Te choroby w rodzinie pojawiły się po odcięciu od ciebie rodziny?
A ja mam kolejną klątwę, tym razem od mamy. „oby ci się nic nie udało”, oby ci nic nie wyszło . Rzuciła ją na mnie gdy byłam w 1 klasie podstawówki.
Potem to doładowywała zniechęcając mnie do wszystkiego mówiąc żebym nawet tego nie próbowała bo i tak mi się to nie uda. Bo takiej jak ty nic nie wychodzi, nawet nie próbuj. A ja po tym czułam się jakby ona mnie oblała jakąś zastygającą mazią.
I nic przez całe życie mi się nie udaje, tak bardzo że nie mam ochoty niczego robić wiedząc że i tak mi się nie uda.
Myślałam że uda mi się poradzić z tą klątwą ale się przestraszyłam że jak mi się zacznie udawać to będę lepsza od mamy. A z mamą bardzo mocno rywalizowałam jako mag po czym ona wygrała i zrobiła ze mnie miazgę. Boję się klątw i wolę jej nie prowokować. Mama nie pozwoli abym była od niej lepsza. Tak się jej boję że nie mogę sprzątać aby nie być od niej lepsza w sprzątaniu.
Zresztą ta klątwa nie pozwoli na to abym sobie z nią poradziła, bo wtedy by mi się coś udało.
-
Mariusz - Dziękuję !
Wiem o tym co nieco i spróbuję.
Ale w praktyce to łatwe nie jest.
My się z synem nie kontaktujemy.
Idę tam raz na pół roku , lub co 2- 3 m-ce.
Synowej mama jest tam codziennie i rządzą we dwie !
Ja tam jestem skrępowana. I bardzo źle się czuję po każdej wizycie u nich .
Syn już nie raz mówił , że rzuci to wszystko w cholerę, ale dzieci nie chce zostawić tak jak jego ojciec zostawił jego.
Pat. . .
Klasyczny.
A wariant b) - nie do zaakceptowania dla mnie :)
Za bardzo go kocham.
-
Zastanawiając się nad tą klątwą, doszłam do tego że mama rzuciła ją na mnie z powodu rywalizowania ze mną. Mama nie chciała abym była od niej w czymkolwiek lepsza, bo wtedy spadła by jej samoocena. Ta rywalizacja rozpoczęła się w czasach gdy walczyłyśmy jako magowie a teraz tylko jest kontynuowana.
Zrobiłam przegląd bliskich mi kobiet i okazało się że wszystkie ze mną rywalizowały.
Moje obie siostry, moje najlepsze koleżanki, moje najbliższe współpracownice.
A ostatnią jest ta pani z pracy o której tu pisałam. Z powodu rywalizowania ze mną narzucała na mnie uroków, chociaż naprawdę w niczym jej nie zagrażam.
Straciłam do niej calą sympatię i nie współczułam jej gdy mówiła o swojej chorobie. Przestałam ją lubić.
-
Marylka
Jeśli syn wybierze cieprpienie w związku ze strzygą dla dzieci to nic dobrego z tego nie wyniknie. Dzieciom zakoduje się paskudne poczucie winy za to, że inni muszą dla nich cierpieć.
Z drugiej strony - zostawić je ze strzygą (to zbadane przez kogoś jest? ) tez niedobrze, a sądy prawie zawsze dają opiekę matce...
tak jak powiedziałem wcześniej, najpierw dobrze swoje intencje oczyścić ... a potem robić to co z tego wynika
-
Marylka
a ja mysle, ze istnieja jeszcze inne wyjscia z chorej sytuacji i tu sie klania zaufanie do bozej pomyslowosci. Bo jesli Ty uzdrowisz intecje swoje do wszystkich i do siebie takze (mozesz tez poodcinac sie energetycznie i oczyscic wszylkie blokady klatwy i inne bajery u dobrego specjalisty), zawierzysz sie calkowicie bozemu prowadzeniu, to po czasie kiedy modlac sie i kreujac najlepszy z mozliwych scenariusz dla Ciebie, syna i innych bez szkodzenia nikomu....sprawy tak sie uloza, ze bedziesz zdziwiona.
Jednak twoje zamartwianie sie o syna i wnuki to zatruta energia i nie najlepsze zyczenia...dodajesz tym energii dla synowej....dla Boga wszystko jest mozliwe, nawet to, aby dla Ciebie bylo mozliwe. Przestan sie martwc i obwiniac , pracuj nad soba i obserwuj co bedzie sie dzialo. Przestan nienawidziec synowej...postaraj sie jej przebaczyc....tam gdzie panuje dobro i milosc, tam nie ma miejsca dla strzyg- ona sama sie usunie, bez Twojej pomocy i zostawi Was w spokoju - tak mysle..nic jeszcze straconego...uszy do gory...dasz rade.
-
Inga
A co robisz jak inni z tobą rywalizują ? Jak do tego podchodzisz ?
-
Marylka
Jeśli syn wybierze cieprpienie w związku ze strzygą dla dzieci to nic dobrego z tego nie wyniknie. Dzieciom zakoduje się paskudne poczucie winy za to, że inni muszą dla nich cierpieć.
Z drugiej strony - zostawić je ze strzygą (to zbadane przez kogoś jest? ) tez niedobrze, a sądy prawie zawsze dają opiekę matce...
tak jak powiedziałem wcześniej, najpierw dobrze swoje intencje oczyścić ... a potem robić to co z tego wynika
Marylka,
Ja z kolei miałem ojca-skurw..., część osób mówiło, że to UA, ale część mówiło mi że to strzyga lub osoba o silnych wzorcach strzygi. No i sam go sobie wybrałem, i musiałem pocierpieć katusze, by zrozumieć, że czegoś takiego (takiego piekła) to ja już nie chcę. Teraz, jak mu posyłam miłość, to ja wygrywam, a on trzęsie się ze strachu jak galareta.
Widocznie Twój syn i dwójka wnucząt wybrały sobie taki ciężki plan ze strzygą, by doświadczyć piekła - w jakimś celu jest im to potrzebne, mimo że z boku wygląda to strasznie. Ja 20 lat temu bym myślał tak, jak Ty, dzisiaj widzę coraz bardziej, że sam sobie takie piekło wybrałem, częsciowo to moja karma. A że dzieci żal - mi też jest zawsze żal dzieci. NIemniej, trzymam za Was kciuki, aby wszystko prędzej czy później dobrze się ułożyło (mi na to potrzeba było 20 lat).
-
Mariomar,
Dziękuję i gratuluję, że poradziłeś sobie , i pewnie jeszcze nadal radzisz, ze swoja traumą.
Życzę tobie aby ci się udało w 100 % ! :)
Jolu,
Dziękuję tobie za ciepłe słowa wsparcia :)
I wiesz co ? Bingo ! Trafiłaś w samo sedno ! Bo Bóg prawdopodobnie ma takie rozwiązania tej patowej sytuacji, o których ja nie mam pojęcia. Które graniczą z cudem.
A ja właśnie LICZĘ NA CUD !
Jestem realistką, WIERZĘ W CUDA ! Wyłącznie :)
Dla mnie nie ma innej opcji.
Co do modlitwy, to od dawna modle się do Boga o jak najkorzystniejsze rozwiązanie tej sytuacji, zgodne z Najwyższym Dobrem wszystkich zainteresowanych i będące w harmonii ze Wszechświatem.
I masz rację, że zamartwianie się to zatruta energia i działa na korzyść tej bestii w ludzkim ciele.
Widać to gołym okiem : po 7 latach piekła, syn posiwiał, ja podupadłam na zdrowiu, a ona "rozkwitła" :( O dzieciach tu nie chcę mówić.
Tylko to takie trudne nie martwić się, gdy ktoś w rodzinie piekło urządza.
I bardzo trudno nie dostrzegać czegoś, co się już raz spostrzegło.
A co do przebaczenia tej istocie - cóż, nie potrafię. Za dużo wiem . ( ona nadal robi co robiła ).
Jedyne co mogę sie postarać zrobić to AKCEPTOWAĆ . To ogromne wyzwanie.
Jakieś 3 lata temu chciałam się wykazać na plus i zamówiłam dla niej OCZYSZCZENIE. Specjalistyczne . Żeby choć ciut przestała pastwić sie nad dziećmi, szczuć na siebie ludzi - mnie na syna ( zawsze o nim źle ), syna na mnie ( wg niej jestem demonem i należy przede mną chronić dzieci - czytaj : uniemożliwić mi z nimi kontakty - bo mi o wszystkim mówią, wnuczka ma do mnie zaufanie, tylko ostatnio zaczęła mówić, że mama kazała powiedzieć, żebym nie zadawała jej żadnych pytań, bo jakby się tata dowiedział to "mamę oleje" - słownik synowej , etc. ), rodzinę i sąsiadów na siebie nawzajem.
To oczyszczenie było moim Top Secret prezentem na 1 urodziny wnusia. Żeby na urodzinkach było milej, fajniej. Jeszcze wtedy nie miałam bladego pojęcia, że ona jest strzygą ! Myślalam tylko że taka nerwowa.
Efekt ?
Ona na mój widok zareagowała jak diabeł na święconą wodę ! Myślałam, że mi coś zrobi. Szalała !
Piszę to nie po to aby wzbudzać litość. Traktuję to jako lekcję, przydatne informacje, wskazówki w razie co.
Może pomoże. Komuś . . .
Jeszcze miałam jedno podejście.
Spróbowałam pomodlić się do Boga, żeby ją otoczył swoją miłością i światłością.
Po czasie dowiedziałam się, że " miała jakąś alergię, była u lekarza, bo spuchła jej twarz i szyja".
Jakby dusiła się.
Dałam sobie spokój. Przestałam - po 7 latach ! - robić cokolwiek w jej kierunku.
I nareszcie zrozumiałam ! To co wy Aniołki mi tu też piszecie :)
Zająć się sobą ! I tymi moimi 3 Aniołkami . Modlić się o ochronę DLA NICH !
Przecież Leszek wielokrotnie powtarzał, żeby się ZAJMOWAĆ PRZECIWIEŃSTWAMI STANÓW NEGATYWNYCH ! A nie , poprzez koncentrowanie się na negatywach - zasilać je swoją energią .
Dlatego gdy widzę gdzieś takie generalizujące posty, nawołujące do obdarzania WSZYSTKICH miłością, to aż mnie dreszcze przechodzą !
Doświadczyłam skutków, typu : "To ja ci daję MIŁOŚĆ ! a ty mi . . . modlitwę śmierci ? ? ?"
Why ? I szok .
Właśnie byłam ratowana od modlitwy śmierci ( o klątwach to już nie chce mi się mówić ).
Ps. - to nie była synowa :)
Ale, ale. Pikanterii dodaje tu fakt, że na urodziny synowi sprezentowałam synowi "Hunę" Leszka. I byłam z tego baaardzo dumna, bo ciężko dostać Leszka książki ostatnio. No i przy końcu książki, jak wiecie, jest wspomniane o modlitwie śmierci. Wiem, że synowa tam zajrzała, ale to ponoć nie ona.
Food for thought ? :)
-
Marylka, ale Jola ma rację, nie ma lepszej broni na strzygę (jeśli jest to strzyga), jak wysyłać jej tony... miłości. Zwiewa wtedy gdzie pieprz rośnie. A zła energia, nienawiść, tylko ją karmi i wzmacnia. Sama zauważyłaś, że jak prosiłaś Boga, aby otoczył ją miłością, to dostała alergii i spuchła. Może za szybko przerwałaś, spróbuj codziennie wysyłać jej miłość z pomocą Boga, tak do skutku, a sam jestem ciekaw, co się z synową stanie. :) Ja, by na to wpaść, potrzebowałem 20 lat. Ty masz szansę zrobić to szybciej. :)
-
Mariomar, kochany jesteś ! Trochę mnie rozbawiłeś tym entuzjazmem :)
Tylko . . .
Ja nie umiem jej wysłać miłości bezinteresownie, nie ma znaczenia czy z pomocą Boga czy nie.
Bo MOJE INTENCJE nie są czyste . To tak, jakby wysłać miłość tym oprawcom, którzy eksperymentowali na ludziach, w tym dzieciach - zadając im "na żywca" ból, i nie czując, że to ich ofiary boli. Przecież normalny człowiek ma ochotę wtedy . . .?
Mogłabym wtenczas "oczekiwać" konkretnych skutków posłania tej energii miłości :)
A to już nie fair.
A tak w ogóle to pomysły nie fair też już miałam, oj miałam :) Jak do mnie dotarło CO ona robi !
Od zawsze uwielbiałam Agatę Christie, Sherlocka, etc. A wyobraźnię mam baaardzo bogatą .
Ale, jakby to powiedzieli Kargul/Pawlak " Łoj, nie uchodzi, nie uchodzi ".
-
Marylka
Jako matka bardzo dobrze rozumiem, że życzy się swojemu dziecku jak najlepiej, że matkę serce boli, gdy dziecku źle sie dzieje i ciężko sie na to patrzy - lecz w tej sytuacji nie masz wpływu na decyzję swojego syna (to są Jego doświadczenia, które są w jego życiu niezbędne do przepracowania karmy)
Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że rzeczywiście w naszym społeczeństwie to bycie ze sobą robi się dla dzieci, z myślą by im krzywdy nie robić, by nie musiały cierpieć, jednak prawda jest taka, że właśnie cierpią gdy przebywają w takiej toksycznej atmosferze.
To, nie jest tak, że po rozwodzie zostawia się dzieci, relacje z dziećmi mogą być(zazwyczaj sa ) o wiele zdrowsze niż w małżeństwie:)) Potrafie też zrozumieć lęk przed taka decyzja i zmianą(bo wtedy zaczyna się zupełnie inne, nowe życie, na które Twoj syn też musi być gotowy)
Wybacz sobie, to za co czujesz się winna, że nie dałaś swojemu synowi w dzieciństwie, nikt nie jest idealny:) Podpisuje się pod tym, co napisali poprzednicy, co do miłości, to nie pojawi się z dnia na dzień, ale warto zmieniać swoje mysli, które kierujesz do synowej - a za myślami powoli będą sie zmieniały uczucia:))
-
Poledwica, dziękuję.
Faktycznie czuję się winna ! Bardzo. I to nie są dobre energie : zamartwianie się, poczucie winy, etc.
Ale nie tylko za to co było w dzieciństwie.
Też za to, że się wtrąciłam , właściwie WTRĄCAŁAM tłumacząc synowi, żeby nikogo nie krzywdził ( tam się miało na zerwanie co pół roku, tak naprawdę to on chodził z jej koleżanką, ale ta jej opinię zrujnowała ) , żeby sobie karmy nie zepsuł niczyją krzywdą. Potem gdy ona była w ciąży i było podobnie, to oczywiście ja - taka chciałam być szlachetna i dobra - i powiedziałam do maleństwa w brzuszku "Babcia już cię kocha, przyjdź sobie na świat spokojnie". I wyszłam.
Ona mi potem z kpiną zrelacjonowała, że syn się popłakał, " poryczał", uklęknął przy niej i powiedział DO OBOJGA "Ja was jednak nie zostawię tak, jak mnie mój stary zostawił ". Na coś takiego każdy normalny człowiek przecież się wzruszy. Reakcja strzygi ? Obojętne wzruszenie ramion i kpina.
Ups :(
( A propos - To jest faktycznie strzyga . Zdiagnozowana )
Tak, że to moje wtrącanie się . . . Cóż, na dobre nie wyszło.
A intencje były dobre :(
Chciałam dobrze.
I faktycznie masz rację, że lepiej dla dzieci, gdy rodzice nie są razem, gdy się nie kochają. Mniej toksycznie. Gdyby się wydało, co ona robi, to małą by się jej zabrało i dalej już by było co Dobry Bóg by dał.
A teraz jest dwoje maluchów. I te Aniołki uwielbiają swojego tatę. A tata ich . Tylko coś marnieją dziwnie. . .
A jednak wierzę, że będzie co Dobry Bóg da ! :)
-
Intencje, intencje, intencje .
-
Marylka, ja zeszlego roku trafilam do pracy u starszej pani, z ktora mialam w poprzednich wcieleniach przejscia. Byly przepychanki energetyczne ( dla mnie to byla nowosc) i ona tak mnie zmanipulowala, ze zaczely mi wlosy wypadac i podlaczajac sie pode mnie sprawila, ze krecilo mi sie w glowie jakbym byla pijana- to wszystko z dnia na dzien..tylko, aby mogla miec nade mna wladze. Wiec tak jak Ty nie uwazalam tego za smieszne i czulam sie potwornie i mialam do niej zal. Jednak, aby sobie pomoc zamowilam odlaczanie energetyczne od niej. Bylo lepiej, ale nie do konca. W sumie wykonalam modlitwe wedlug Huny ( z kasety Pana Leszka) w intencji uzdrowienia MOICH intencji wobec mojej szefowej i przeszlo mi od razu. To byla dla mnie duza lekcja.
Rozumiem Cie, ze nie mozesz jej od razu przebaczyc lub posylac milosci lub innych cieplych uczuc, bo czujesz sie skrzywdzona- to naturalne i ja tez bylam na nia zla, ale wiedzialam, ze pomoc moge sobie tylko sama proszac Boga o wsparcie.
To napewno bedzie proces dla Ciebie....ale jak bedziesz pracowac nad soba swiat bedzie sie takze zmienial. Pamietaj, ze jestes po lepszej stronie mocy- jasniejszej silniejszej i masz do pomocy wszystkie dobre energie wszechswiata- anioly, przewodnika duchowego....no i milosc Boza...poczuj sie tez dzieckiem bozym....poczuj moc i wsparcie...i zaufaj ....wtedy stanie sie cud...i bedzie tak jak Ty chcesz i dla dobra kazdego.
Ciesze sie z Twojego podejscia.....z fascynacji Huna i to co napisalas....to jest dokladnie to co mialam na mysli, abys zrobila. Jesli chodzi o profesjonalne oczyszczanie to radzilabym Ci zajac sie soba....bo od razu sobie polepszysz...i poprawisz swoje postrzeganie i swoj komfort. Na tym forum jest sporo profesjonalistow, ktorzy pomoga i postawia diagnoze, odpowiedza na kazde pytanie...po prostu poprowadza Cie za reke. Efekty poczujesz od razu...i jesli jeszcze sama sie zaangazujesz w aktywna prace nad soba....to nie bedzie na Ciebie bata...jak ta strzyga....ona dopiero sie zdziwi....bo poczuje bijaca od Ciebie moc ...zamiast niepewnosci, winy i zmieszania. Ale ufaj swojej intuicji....wiec kiedy poczujesz, ze sama dajesz rade to ok, kiedy czujesz, ze potrzebujesz pomocy na gwalt to staraj sie o pomoc. Swoja synowa sie nie martw - zajmuj sie tylko soba i badz dobra dla siebie - to najwazniejsze- powodzenia !!!
-
W temacie (choć i o relacji z ojcem też jest tu co nieco) - o toksycznej, manipulującej, straszącej np.: samobójstwami matce http://kobieta.onet.pl/zdrowie/psychologia/nie-kocham-cie-mamo/1d7fb
-
Zupełnie jakbym czytała o mojej matce. Tyle, że ja czuję się jeszcze w obowiązku kochania jej, przejawiania sztucznej wdzięczności, za to co łaskawie mi podarowała.
-
Moja mama ma bezpośredni i silny wpływ na moje życie.
Odczułam to po wczorajszej z nią rozmowie, w której rozmawiałyśmy o moich chorych kolanach.
Ona mnie nie zrozumiała i dwukrotnie się dopytywała czy bolą mnie gdy chodzę po schodach. A ja odpowiadałam że nie.
Za niedługo schodziłam po schodach i poczułam silny ból w prawym kolanie. Potem na rowerze tez mnie bolało i boli do tej pory.
Mama wrzuciła mi chorobę.
Ponadto zauważyłam że w sercu zasadziła mi jakieś sadzonki i zamierza je uprawiać, bo wg niej moje serce należy do niej.
I taka jest moja mama.
-
Moja mama która w tej chwili jest bardzo chora, pozbywa się swoich syfów zwalając je na mnie. Robi to poprzez przekazywanie mi wszystkich negatywnych informacji jakie posiada. Ja się potem bardzo źle z tym czuję. W trakcie gdy mi o tym opowiada staram się tego nie słuchać, zamykać się tak aby to do mnie nie wpływało, odcinać się od tego a potem usuwać z z myśli jak najszybciej.
Dzisiaj gdy opowiadała mi okropną historię postępowałam tak samo. Nie przerywałam jej i starałam się być miła bo mama obecnie jest bardzo chora. Po zakończeniu rozmowy ciągle mi się ta historia przypominała a j a chciałam się tego jakoś z siebie pozbyć.
W końcu pomyślałam żeby tym razem postąpic inaczej czyli przyjąć od mamy to co mi dała. I zobaczyłam że to coś rozłazi się po moim ciele jak robaki i jest takie obrzydliwe. Za chwilę zrozumiałam że moim problemem jest lęk przed tym co mi mama daje. Odcinanie się od tego tylko wzmacnia ten lęk. Aby się tego przestać bać muszę sobie pozwolić na przyjmowanie tego od niej co mi daje i obserwowanie co dalej się z tym dzieje.
Czekam na następną rozmowę po to aby móc znów się z moim lękiem zmierzyć.
-
To tak, jakby dowództwo obrony kraju zdecydowało:
"Wpuśćmy wroga wgłąb kraju i obserwujmy, jak on się zachowuje".
-
Podobno tak jak wygląda nasza relacja z matką, tak wygląda nasza relacja ze światem.
-
To tak, jakby dowództwo obrony kraju zdecydowało:
"Wpuśćmy wroga wgłąb kraju i obserwujmy, jak on się zachowuje".
Nie, to działa na innej zasadzie.
Wpuśćmy wroga do kraju i zobaczmy czy było się czego bać, czy ten wróg rzeczywiście jest straszny, czy warto trwonić tyle energi na zbrojenia i na ciągłą gotowość do odparcia wroga. Bo może zamiast ciągle stać w pogotowiu na atak, można w tym czasie było zająć się czymś konstruktywnym i przyjemnym, bo ten wróg to głownie nasze wyobrażenia o jego sile.
-
Wróg to nie tylko nasze WYOBRAZENIA o jego sile.
Wróg to wróg - realnie. Trafił na ofiarę i robi z nią co chce, bo ?
Bo on tak lubi i chce , a ofiara mu na to pozwala.
Ang powiedzenie :"Never underestimate your enemy !"
W wersji łagodniejszej "Never underestimate your opponent ".
-
W dzisiejszej rozmowie mama nie opowiedziała mi żadnej negatywnej historii.
Ale ja jeszcze nie jestem pewna czy już tak będzie zawsze.
Ja po przyjeciu tamtych robaków już więcej nie myslałam o tej okropnej histori, bo ona jakby przestała dla mnie istnieć. Tak jakbym o niej zapomniała.
Mama opowiada mi takie rzeczy po to aby mnie przestraszyć i napełnić niskimi wibracjami bo wtedy łatwo ze mnie wyciągać energię.
Ja przyjęlam te robaki i zobaczyłam że one niczego mi nie zrobiły, więc nie ma się czego bać. A jeżeli się tego co idzie od mamy nie boję to mama nie widzi sensu aby mi te historie opowiadać.
-
Kilka razy rozmawiałam z mamą i ani razu nie powiedziala mi negatywnej wiadomosci. Wcześniej cos takiego mi mówila za każdym razem. A to znaczy że uwolnienie się od lęku przed tymi wiadomośćiami zadziałało.
Teraz mam drugie zadanie- uwolnienie się od lęku przed dawaniem jej energii. Czuję się dzisiaj okropnie po rozmowie z nią a przyczyną jest chyba poczucie winy z tego powodu że ja się zamykam przed nią bo nie chcę jej dać energii. Zamykając się na dawanie energi tworzę zasłonę między nią i mną co uniemożliwia nam wejście w przyjazną relację i wymianę energetyczną między nami.
Próbowałam jej dać tę energię ale nie szło mi bo czegos się bardzo boję.
Oczywiśćie energia poszła ale inną nieuśwaidamianą drogą
-
Klasyka dramatycznego trójkąta, czyli układ ofiara/prześladowca/wybawiciel we współuzależnieniu.
Może się komuś przyda, bo z rodzicami lub bliskimi relacjami [ a czesto i z kazdym jako podstawowy schemat reakcji] jest to częste.
1. W zaburzonych rodzinach dzieci uczą się określonego reagowania na rodziców które potem przenoszą na innych. Dzieci zazwyczaj przebywaja głównie w roli ofiary. W wieku ok 7 lat, od tego wieku, moga wchodzić w rolę wybawiciela a rodzicew rolę i ofiary i wybawiciela i prześladowcy. W kolejnym etapie doroslości, związanym z dojrzałością plciową, dzieci ucza się roli prześladowcy swoich rodziców i relacji. od tego momentu te 3 role zmieniaja się nieustannie toczac koło tych samych zdarzeń- puki się go nieprzetnie uwolnieniem od uzaleznienia od rodziców/osób ktore "potrzebuja pomocy i wsparcia"
2. Dorosłe dziecko współuzależnione od mamy,taty, bez względu na wiek, najpierw prubuje ratowac rodzica, pomagać mu jak tylko się da, poświecać swuj czas i energię- czyli wchodzi w rolę wybawcy. Potem, gdy nie ma efektów tego poświecania się- w rolę prześladowcy [ zionie złością, puszcza blokowaną agresję, wyrzywa się na tyle na ile jest nauczone]. Nastepnie jest zjazd w dół i wejście w role ofiary a rodzic przyjmuje rolę prześladowcy ofiary.
3. Współuzaleznione osoby od swoich rodziców alkoholików/zaburzonych psychicznie, emocjonalnie/narkomanów/kleptomanów/pedofili/cokolwiek innego odbiegajacego od normy zdrowego w pełni dzieciństwa musza zdawać sobie sprawę z tego, ze ich rodzice są przedoskonalymi manipulatorami. Wiedzą czego chcą, wiedzą jak to uzyskać. Wiedza co powiedzieć by dostać to czego chcą. i wiedzą ze jesli jestes ich ofiarą- to to dostaną, a reszte odrzucą i jeszcze cie zgnoją w najgorszym wypadku. Tak łatwo spaść z pomagania innym w role ofiary. tak latwo tym dzie iom uznać ze ludzie to zło i ze jest sie samotnym, niekochanym, niezrozumianym i popaść w depresję.
4.Do wszystkich osób które maja problem z byciem w trujkącie wzajemnych manipulacji:
-pamietajcie ze nie musicie pomagać, nic nie musicie. jedyna wasza powinność to dbanie o siebie.
-jedyne osoby za które trzeba brać odpowiedzialność to wlasne małe dzieci, osoby z silnym inwalidztwem, osoby nieprzystosowane psychicznie do samodzielnego zycia[ np autyzm]
-każde robienie czegoś czego w głębi duszy sie nie chce robić jest wielkim oddaleniem sie od siebie, od szczęścia, od rozwoju, od boga
-nie musicie pomagac innym, kontrolować cudzego życia w obawie ze jak tego nie zrobicie to wasze się sypnie.
-Bóg działa tam, gdzie jest przestrzeń, pozwulcie mu na to, tej wewnętrznej boskiej części w każdym z nas, by rozkwitała, nie chamujcie jej, bo będziecie cierpieć
-jesteście w porządku z tym, ze wychodzicie z koła manipulacji- bóg wspiera właściwe wybory, a w niewłaściwych go nie ma, wiec nie dajecie sobie mozliwości na poprawę.
-dajcie zyć sobie w szczęściu i wolności, zwracając ją innym. Inni też powinni nauczyć sie odpowiedzialności za swoje czyny, za swoje zycie i energię
-
Olga to pomocne co napisalas ;)
Staram sie dawac duzo wolnosci mojej corce ....nieraz ma to przykre konsekwencje...ale uczymy sie przelamywac stereotypy. Ciagle zadaje sobie pytania:....ona potrzebuje wolnosci czy wsparcia? czuje sie wystarczajaco akceptowana i kochana?...nie ma przeswiadczenia, ze ja zaniedbuje, radzi sobie dobrze ze swoimi problemami?
Musze ja wypytywac o wiecej, czy zajac sie soba? Nie przegapiam czegos?, jestem wtedy dla niej kiedy mnie potrzebuje, czy raczej zbyt chlodno do niej podchodze? Nieraz kiedy ja pytam odpowiada: wszystko w porzadku !
Coz chyba na razie nie dowiem sie zbyt wiele...ona dojrzewa i buntuje sie, zamyka sie troche w sobie itd. Mysle, ze jest ogolnie ok! albo dowiem sie potem gdzie nawalilam jako matka....ale no coz takie zycie kazdy ma prawo popelniac bledy...ha ha
-
Jola, odpręż się w kontakcie z córką:)
Nie mam dzieci, nie jestem mgr psychologii, ale uczę się obserwując i chce napisać ci że mozesz zrezygnować z nad opiekunczością wobec córki która jest już w wieku gdy odpowiada sama za siebie. Jeśli nie umie to dlatego bo bo byłaś w jej młodym wieku napięta i zbyt przejęta swoją rolą i przejełaś odpowiedzialność na siebie za nieodpowiedzialne jeszcze dziecko i nie puściłas tego w odpowiednim czasie. Gdy tymczasem chodzi o branie odpowiedzialności- tak- ale z jednoczesnym nauczaniem dziecka niezalezności, odpowiedzialności za soiebie. Tutaj trzeba też i SIEBIE tego nauczyć:) W pewnym wieku dziecka zacząc zrzucac z siebie odpowiedzialność za myśli, uczucia, emocje dziecka. Bo nie ty już za nie odpowiadasz tylko córka. Odpowiedz sobie na pytanie, co sie stanie gdy przestaniesz zadreczac sie pytaniami czy wystarczająco duzo dajesz córce? podpowiem:
Wyjdziesz z roli, zrzucisz z siebie odpowiedzialność za emocje córki. Wiele mam, w tym moja, bardzo źle się czuje gdy mówi sie im: przestań niańczyć. Mówią: jak to, przeciez to moja córka/syn, zawsze bede sie troszczyć i martwić o nią/niego. Wydaje sie to być takie altruistyczne, ale czy napewno? czym jest nadmierne pomaganie komuś, czy jest to napewno pomaganiem? Co realnie dziecko ma z takiej pomocy? ja np nie mialam nic poza uzaleznieniem od matki i chęcią pomocy jej w puszczeniu uzależnienia ode mnie. Czym to skutkuje w zyciu dorosłych dzieci? Tym że zamiast działać pozytywnie w relacjach, sa wyuczone okreslonych reakcji na bliskie osoby, wkurzaja sie na bliskie osoby, z rozpędu czesto bez powodu sa agresywne bo maja dosyc nieuświadomionego przytłoczenia energią rodzica w dzieciństwie.
Im bardziej bedziesz prubowała córci pomuc w okresie gdy ona sie buntuje[ czyli ok 16,17, 18 lat]- tym wiecej bedziecie musiały w przyszłości spędzic czasu na uzdrawianie wzajemnej relacji Jolu. Moja mama bylaby moim wielkim przyjacielem, gdyby 20 lat temu dała mi wolność. Ale nie taką: ok rób co chcesz a w środku bunt i strach na tą myśl, i kontrola kazdego kroku mimo wszystko, chocby przez obserwację. Tylko taką: czuje sie dobrze z tym ze dorastasz i kształtujesz swuj światopogląd, pamietaj ze masz we mnie od teraz przyjaciela, okres mamowania i brania odpowiedzialności za ciebie skończył się, teraz jestem twoim przyjacielem, zawsze chętnie ci pomoge jesli będziesz chciała odemnie pomocy:) taka postawa daje wam obu wolność i przestrzeń BEZ NAPIĘĆ twoich ani jej. I tylko wtedy dzieci naprawde przychodza dfo rodziców, czuja się akceptowane, nie boja się ich, nie kojarza ich z więzieniem, nie czują ze sa odpwiedzialne za rodziców.Bo trzęszący portkami o dziecko rodzic- to rodzic nie odpowiedzialny za siebie i uczący tego dziecko.:)
-
Dzieki Ola za odpowiedz.Jak wspomnialam chce byc wyrozumiala i nowoczesna mama....ale zeby mi potem nie zarzuciła, że nie miałam czasu dla niej i nie interesowałam sie nią. U nas s domu sie jednak wiecej opowiadało i dyskutowalo o wszystkim. Mam teraz taki kontakt z moim obecnym mezem, ale córka nieraz wydaje mi sie obca i niedostepna. Jednak wierze, ze tak jest dobrze i jesli bedzie chciala to przyjdzie do mnie. Pewnosci nie ma nigdy i staram sie tak jak piszesz być na luzie. Maz nieraz jeczy, ze za malo sie przejmuję, ale ja robie swoje.
-
Tak, jeśli będzie potrzebowała to przyjdzie, ale musi czuć się niekontrolowana:)
-
Ważny dla mnie - i myślę, że nie tylko dla mnie - cytat z postu Olgi, który w całości jest poniżej,
3. Współuzaleznione osoby od swoich rodziców alkoholików/zaburzonych psychicznie, emocjonalnie/narkomanów/kleptomanów/pedofili/cokolwiek innego odbiegajacego od normy zdrowego w pełni dzieciństwa musza zdawać sobie sprawę z tego, ze ich rodzice są przedoskonalymi manipulatorami. Wiedzą czego chcą, wiedzą jak to uzyskać. Wiedza co powiedzieć by dostać to czego chcą. i wiedzą ze jesli jestes ich ofiarą- to to dostaną, a reszte odrzucą i jeszcze cie zgnoją w najgorszym wypadku. Tak łatwo spaść z pomagania innym w role ofiary. tak latwo tym dzie iom uznać ze ludzie to zło i ze jest sie samotnym, niekochanym, niezrozumianym i popaść w depresję.
4.Do wszystkich osób które maja problem z byciem w trujkącie wzajemnych manipulacji:
-pamietajcie ze nie musicie pomagać, nic nie musicie. jedyna wasza powinność to dbanie o siebie.
-jedyne osoby za które trzeba brać odpowiedzialność to wlasne małe dzieci, osoby z silnym inwalidztwem, osoby nieprzystosowane psychicznie do samodzielnego zycia[ np autyzm]
-każde robienie czegoś czego w głębi duszy sie nie chce robić jest wielkim oddaleniem sie od siebie, od szczęścia, od rozwoju, od boga
-nie musicie pomagac innym, kontrolować cudzego życia w obawie ze jak tego nie zrobicie to wasze się sypnie.
-Bóg działa tam, gdzie jest przestrzeń, pozwulcie mu na to, tej wewnętrznej boskiej części w każdym z nas, by rozkwitała, nie chamujcie jej, bo będziecie cierpieć
-jesteście w porządku z tym, ze wychodzicie z koła manipulacji- bóg wspiera właściwe wybory, a w niewłaściwych go nie ma, wiec nie dajecie sobie mozliwości na poprawę.
-dajcie zyć sobie w szczęściu i wolności, zwracając ją innym. Inni też powinni nauczyć sie odpowiedzialności za swoje czyny, za swoje zycie i energię
Easier said than done,
ale od czegoś trzeba zacząć :)
-
Cytat Olgi, podkreślenia moje :)
- Bóg działa tam, gdzie jest przestrzeń, pozwólcie mu na to, tej wewnętrznej boskiej części w każdym z nas, by rozkwitała, nie hamujcie jej, bo będziecie cierpieć
-jesteście w porządku z tym, ze wychodzicie z koła manipulacji- Bóg wspiera właściwe wybory, a w niewłaściwych go nie ma. :)
-
I od Olgi cd
4.Do wszystkich osób które maja problem z byciem w trójkącie wzajemnych manipulacji:
-pamietajcie ze nie musicie pomagać, nic nie musicie. jedyna wasza powinność to dbanie o siebie.
-jedyne osoby za które trzeba brać odpowiedzialność to wwłasne małe dzieci,
Pogrubienia moje :)
-
Darek Loga,
Między innymi o odcinaniu pępowiny, realnym i symbolicznym.
W tym lęku przed samodzielnością.
https://www.youtube.com/watch?v=un7p8YYuqpI (https://www.youtube.com/watch?v=un7p8YYuqpI)