Pozytywne Inspiracje
Forum => Rozwój Duchowy => Wątek zaczęty przez: Semira w 2012-08-30, 10:56:33
-
Zalozylam ten watek,abysmy mogli tutaj dzielic sie tym jak sobie radzimy w zyciu codziennym w kontekscie naszego rozwoju duchowego.
Ja musze przyznac,ze na poczatku bylo dla mnie szokiem to,ze dalej idac w rozwoj praktycznie zmienii mi sie calkowicie towarzystwo..,bo ludzie ktorzy mnie otaczali i zreszta nadal otaczaja uzawzaja takich ludzi za jakis dziwnych
Najbardziej boli mne to ze w zyciu codziennym tak zadko moge porozmawiac o tym co czuje,jak co postrzegam nie narazajac sie na wysmianie..
Nie bede ukrywac,ze czasem jest mi ciezko z tego powodu:(
-
Semira,
to naturalne, że z biegiem czasu, Twojej otwartości, zmian w wielu tematach - ludzie, którzy do tego nie pasują po prostu odchodzą. Ale to często zależy od naszego myślenia. Sami usuwamy się w kąt i zakładamy, że jesteśmy dziwni.
-
BlackRose
Ja wiem,no ale rodziny sobie nie zmienie na lepszy model:)Znajomych owszem ale Ci najblizsi i tak zostana.
-
Ja trwam na etapie znudzenia ludźmi. Dlatego moje kontakty są mocno ograniczone. Ciesze się, że ostatnio poznałam nowe osoby, które są mi w jakiś sposób bliskie. Ale większość z nich, pochodzi z innych miast, spotkania też są w jakiś sposób zamknięte dla mnie.
Nie przeszkadza mi, że znaczną część czasu spędzam w domu, skupiam się na własnej praktyce, zarabianiu pieniędzy, gotowaniu. To w porządku, że pewne grupy ludzi odmiennych ode mnie odchodzą, coś się uszczupla w kwestiach społecznych. Niewiele osób po prostu rozumie takie rozległe zagadnienia jak rozwój duchowy. Co tu ukrywać, dodatkowo obawiają się tego. Jak chcę to mogę z jakimiś ludźmi utrzymywać kontakt, ale najczęściej wolę swoje rozrywki:)
-
No tak, rodzinki nie zmienisz :)
-
No wlasnie a to by byla chyba najlepsza zmiana:)Ale ja nie chce na przyklad rezygnowac z kontaktow z rodzina-bo mimo tego jacy sa,ja tez widze jakie zaleznosci karmiczne nas lacza-to ciagle ich kocham tak po prostu..
Ale czasem bardzo dusze sie kiedy chce cos powiedziec, a oni tego zupelnie nie rozumieja i nawet nie staraj sie zrozumiec.
A jezeli chodzi o znjomych-to praktycznie z nikim nie utrzymuje stalego kontaktu,z ludzi ktorych uwazalam za moich przyjaciol-za duze roznice sie porobily.Na dzien dzisiejszy jestem tez taka Zosia Samosia ale ja lubie ten stan,bo wiem ze spedzam go pozytecznie rozwijajac sie duchowo-a nowi znajomi harmonijni ze mna na pewno sie pojawia predzej czy pozniej.
-
Nawet sobie tak ostatnio myslalam,ze jak bede chciala juz byc z kims w zwiazku na stale(teraz chyba jednak jeszcze nie chce)to zalezy mi tez na tym aby miec w miare harmonijne relacje takze z rodzina mojego faceta i jego znajomymi:)Dlatego na pewno uwzglednie to przy kreacji:))
-
NO właśnie. A czy nie powinno być nam łatwiej poruszać się w życiu codziennym dzięki rozwojowi duchowemu? Wg L.Żądło to ułatwia funkcjonowanie na każdej płaszczyźnie. A moim zdaniem bycie "dziwnym" kreujemy we własnej głowie- co w tym dziwnego ze nie pale trawki ? nic po prostu jej nie palę bo nie chce ponosić przykrych konsekwencji- mogę przecież nie palić i być pełną poczocia humoru- niezaleźnie od stanu naćpania.
A co do rodzinki nie rozumiejącej nas- tu polecam asertywność i jeszcze raz asertywność- bronienia swoich granic i trzymania się ich- rodzinka ma prawo nas nie rozumieć. To jest w porządku w końcu to my się rozwijamy a nie oni. Ważne zeby byc w zgodzie ze sobą i ich nie ranić. U mnie asertywnosc dała super rezultaty. Ciotka od dziecka wchodziła mi na głowę ( kreowałam się jako ofiara) aż powiedziałam dość. JA tu rzĄDZE a nie syndrom ofiary- dziś już nie słyszę przykrych epitetów na moj temat, naweet nie wchodzi na moj teren psychologiczny. MIło spędzamy kontrolowanie bo kontrolowanie-czas. Tak samo z niemiłymi uwagami ojca, pouczaniem matki- ustaliłam granice i jak narazie wszyscy się ich trzymają.
Ja mam pytanie? rozwój duchowy to nie jest klasztor- przeciez mozna sobie (chyba) fajnie , swobodnie funkcjonować? w miarę powinno być coraz bardziej swobodnie? czyli mogę zostać z moją ukochaną muzyką reggae? w ogóle czytając Żądła mam objekcje co to tego czy dzięki tej muzyce nie wpadam w trans bo byłam ostatnio na festiwalu i miałam jakiś dziwny odlot świadomości przy muzyce. Mam ogólnie sporo wątpliwości i pytan mam nadzieje,ze ktoś będzie chciał odpisać. [W ogóle to siema wszystkim - witam was serdecznie!całą społecznosć- mam nadzieje na fajną wymianę myśli]
-
Rozwój świadomości i poprawa jakości życia są ściśle powiązane, jedno wynika z drugiego. Jednak to że jesteśmy świadomi pewnych mechanizmów wcale nie znaczy że się od nich całkowicie uwolniliśmy i oczyściliśmy w pełni nasze intencje. Ja miałem taki przypadek że nagle znajomi zrobili się jacyś "płytcy" nie dało się z nikim porozmawiać na głębsze tematy, rodzina tak samo, nikt nic nie czuł nie dostrzegał klapki na oczy i dalej w swój kierat, miałem o to żal do nich żal, a niesłusznie.
Każdy zasługuje żeby żyć po swojemu, czasami trudno to zaakceptować, mając dobrą naturę chcemy żeby innym też było lepiej, żeby rozmieli to co my albo dostrzegali i patrzyli na świat "po naszemu", jednak to chyba jedyne wyjście żeby pozwolić każdemu żyć tak jak ma na to ochotę i zaakceptować to, to pomoże zarówno nam jak i całemu naszemu otoczeniu, sam się na to łapałem wiele razy.
-
Rozwój świadomości i poprawa jakości życia są ściśle powiązane, jedno wynika z drugiego. Jednak to że jesteśmy świadomi pewnych mechanizmów wcale nie znaczy że się od nich całkowicie uwolniliśmy i oczyściliśmy w pełni nasze intencje. Ja miałem taki przypadek że nagle znajomi zrobili się jacyś "płytcy" nie dało się z nikim porozmawiać na głębsze tematy, rodzina tak samo, nikt nic nie czuł nie dostrzegał klapki na oczy i dalej w swój kierat, miałem o to żal do nich żal, a niesłusznie.
Może to jest taki syndrom , że mentalnie się jest już oświeconym, wie wszystko, a podświadomość jednak dalej tam gdzie była, nadal w starym, co by tłumaczyło takie towarzystwo do okoła. Ogarnąć całą wiedze (świadomość mechanizmów i samoświadomość), a ją urzeczywistnić, to jednak dalekie od siebie rzeczy. A ci ludzie są gdzie są z konkretnych powodów.
-
Chyba każdy przechodzi taki etap w rozwoju duchowym , że towarzystwo się zmienia. Sami się zmieniamy to i towarzystwo, z którym przebywaliśmy zaczyna nie pasować. I z tego co się orientuje normą jest taki stan zawieszenia –że, zostaje się tak jakby samemu, bo nie ma ludzi którzy nam rzeczywiście pasują, a ze starymi znajomymi już nie ma tego kontaktu. Ja jestem też w jakimś stopniu w takim stanie i nie szczególnie mi to przeszkadza. Widzę, że moje relacje idą w coraz lepszym kierunku :) Właściwie robię teraz medytacje, która silnie skoncentrowana jest na uzdrawianie relacji międzyludzkich i właśnie uderza stricte w temat o którym w tym wątku jest mowa.
Ja jestem za tym żeby wszelkie zależności karmiczne usuwać :) A co do rodziny, to nie uważam, że należy specjalnie, sztucznie utrzymywać z nią kontaktu. Jak mamy fajne, pokojowe relacje z nią, przyjazne stosunki i jesteśmy wdzięczni za pewne rzeczy to super. Ale nie oznacza to, tego, że musimy z nimi często przebywać. Ja wole przebywać z ludźmi którzy najlepiej do mnie pasują, mają podobne cele. A jak rodzina jest ok, ale jakby rozmijamy się w swoich celach i sposobie życia, no to na pewno będę się z nimi spotykał rzadziej niż częściej ;) Zresztą swojej mamie powiedziałem, że gdyby nie rozwijała się duchowo i nie szła w podobnym kierunku co ja, to nasze drogi nie długo mogły by się rozminąć.
muszka91
Siema :)
No właśnie w rozwoju duchowym o to chodzi, by żyło się lepiej, łatwiej i przyjemniej :) A co do muzyki regge, to się nie przejmuj tym jakoś specjalnie :) Jak ją lubisz, to ją słuchaj, w trakcie rozwoju, z czasem Ci może przejść ochota na słuchane jej. Zresztą oceń sama, jak się czujesz jak wpadasz w takie dziwne stany. Ja Ci powiem tak, ja kiedyś słuchałem dużo metalu i to takich bardzo agresywnych i często depresyjnych klimatów. Jak miałem ochotę (jakąś jazdę) to sobie puszczałem taką muzykę. Teraz właściwie w ogóle takiej muzyki nie słucham i jak puszcze jakiś depresyjny, zamulający kawałek, to mi się śmiać bo to już do mnie w ogóle nie pasuje :)
-
Marcin :)
Bóg Ci zapłac za ten wpis z 08:02 .
Wreszcie zrozumiałam dlaczego zrobiłam koło i wrociłam na start.
W myslach działałam tak bardzo, że wydawało mi się , ze naprawiłam ponad połowe zycia.
To była silna wiara i przekonanie, że tak jest.
Jednak tylko w kawałku zrealizowane w duchu i materii.
Twoj wpis poszerzył mi pole widzenia ale juz z pułapu serducha . Dziękuje :*
-
Co wysyłasz- powraca
Chyba jestem już gotowa na to. Wiem jaka jestem, co wysyłam, czas poddać sie bezgranicznie czujności i obserwacji, i korektom na bieżąco, to rozbudzi moje serce:)
-
Właśnie mnie oświeciło, ze kluczem do mojego przebudzenia, jest uczucie bezpieczeństwa. Leszek mówił, dziś dotarło:)
Czuję się bezpiecznie z moja mocą,
Czuję sie bezpiecznie z miłością
Czuję sie bezpiecznie z mądrością
Czuje sie bezpiecznie w sobie
Czuje sie bezpiecznie w Bogu
Moje istnienie jest bezpieczne
Moim domem jest Bóg, w Bogu jestem bezpieczna.
Dopiero gdy to osiągnę, oswoję, mogę przejawić się pełnią. Dopiero wtedy puszczą inne rzeczy, nad którymi pracowałam. Nie da sie niczego dopracować bez bezpieczeństwa
-
Mnie osobiscie rozwoj duchowy nie przeszkadza, lecz pomaga w zyciu codziennym. Wczesniej mialam czesto doly, czulam bezsens codziennosci, szukalam sensu. Teraz jest inaczej - wplatam w zycie codzienne moj relaks, lekture ksiazki, modlitwe,rozmyslanie, medytacje,dziekowanie,podziwianie przyrody,analize i zdumienie tego co wlasnie trwa,zachwyt nad tymi prostymi momentami i emocjami i ludzmi. Staram sie wiecej widziec, czuc, obserwowac i kreowac. Spontanicznie staram sie robic wszystko dobrze i czuc sie w porzadku i bezpiecznie.
Staram sie wszystkich akceptowac i siebie najbardziej.Wtedy, nawet kiedy spotykam kogos na innym poziomie umiem sie do niego dopasowac i byc soba nie zadzierajac nosa....to fajne i budujace doswiadczenia.
-
Ja wogule niepotrafie rozmawiać z ludźmi. Do niedawna byłem jeszcze bardzo naiwny i często mówiłem o rozwoju duchowym, pracy nad sobą, karmie do wszystkich ale niektórzy niesłyszeli nawet o pozytywnym myśleniu. Niektórym ludziom boje sie mówić, a największą trudnością to jest dla mnie to że nie wiem jak im to wytłumaczyć. pisanie afirmacji, relaks. Większość ludzi wogule nigdy się z tym niespotkała.
Najlepiej poprostu niezaprzątac sobie tym wszystkim głowy i robić swoje. Im więcej się osiągnie to tym mniej będzie dyskomfortu związanego z takimi zagadnieniami.
-
Zauwazylam u siebie ostatnio pewna rzecz,ktora zaczyna mnie wkurzac.
Chodzi o to,ze czesto spotykam w swoim zyciu ludzi ,ktorzy chca sie mi przymilac...ale robia to w bardzo sprytny sposob,manipuluja.Ludzie Ci sa dla mnie mili ,sprawiaja wrazenie,ze chca mnie poznac blizej itp...ale ja wyczuwam,ze to nie jest bezinteresowne calkiem z ich strony.Np w bylej pracy,facetow ktorych poznaje ,niektorych zwyklych ludzi ,ktorych na coodzien spotykam chatakteryzuje jedna rzecz:sa baaardzo mili dla mnie,ale mnie od nich odpycha bo ja wlasnie czuje ta bijaca nieszczerosc od nich.Jak to sie przejawia-np poznalam ostatnio chlopaka,ktory wlasnie tak sie zachowywal a ja zupelnie nie bylam zainteresowana znajomoscia z nim.Tutaj pojawilo sie moje ogromne zmieszanie,poniewaz nie wiedzialam jak mu dac do zrozumienia ze w ogole nie jestem zainteresowana nawet rozmowa z nim.Okazalo sie ,ze ja bardzo boje sie odmawiac takim ludziom,..bo boje sie ze zareaguja zloscia.
Czesto w domu tak manipulowano miloscia..zrob dla mnie to i to to dostaniesz cos fajnego,albo jak sluchalam sie rodzicow bez wzg na to co mi mowili to bylo ok.Natomiast jak sie sprzeciwialam to wybuchali zloscia.
Tak samo jest w relacjach z innymi ludzmi w moim zyciu -probuja byc mili itp a jak ja odmowie czegos,lub cos idzie nie po ich mysli to w ogole odwracaja sie ode mnie i juz tacy fajnii nie sa..
Tak sobie dzisiaj myslalam nad tym i chyba chodzi tutaj o moj strach przed odmowa wlasnie w takich sytuacjach,no bo ja wczesniej od razu mialam poczucie winy,ze ktos probuje byc dla mnie mily itp a ja nie chce takich znajomosci..
Zastanawiam sie jak moglabym byc bardziej asertywna w takich sytaucjach i przede wszystkim nie czuc sie winna z tego powodu ze nie mam najmniejszej ochoty przyjaznic sie z takimi ludzmi w moim zyciu.
-
Semira, odmawiając im nic nie tracisz. A wręcz zyskujesz. Zgodę ze sobą:) Samoocenę:) swoją Moc. Wyjść poza podświadomość. Nie zasilać cudzej iluzji bo wtedy ona staje się też twoją.
-
Wlasnie-nic nie trace:)A mi sie wydawalo,ze jednak chyba cos trace...Pewnie nie przez przypadek mi to wywalilo wlasnie teraz ,bo aktualnie pracuje nad 3 czakra,ktora odpowiada za sile wewnetrzna.Wlasnie majac wyrzuty sumienia odmawiajac takim ludziom mialam wrazenie,ze trace swoja sile i moc,doslownie-jestem ograbiana z wlasnej wewnetrznej mocy.Czulam sie jakbym zdradzala sama siebie z sama soba:)
-
Bo pewnie ich zasilałas, więc pś reagowała "słusznie", odcinałas sie od "własnej mocy" Zwróć sobie wolność, zerwij wszystkie połączenia:)
-
Koniec oddawania mojej cennej energii za free!:)
-
:)) może warto jakbys miała jakis osobisty odpromiennik, by energia kiepskich intencji strzelała w niego a nie w ciebie:) To fajny sprawdzian.
-
Wlasnie wybieram sie niedlugo do polski wiec musze sie obwiesic cala takimi odpromiennikami,zanim rzuca sie na mnie wszystkie wampiry energetyczne:)
A tak powaznie jaki polecacie odpromiennik taki,ktory zawsze i wszedzie moge nosic przy sobie i zeby nie byl wielkosci mojej glowy?:)
-
Podobno najlepiej miec zrobiony na zamówienie, dla siebie. Przyjaciel ma i faktycznie super mu zbiera. Zapytam się kto mu robił,bo zapomniałam: P tez sobie zamówię i podam ci namiar jakbys chciała:)
-
Jasne:)Napisz jak bedziesz miala namiary na priv:)
Kurde przeciez kazde moje wkurzenie sie na kogos,kazda irytacja na kogos,kazda zlosc itp to jest ograbianie sie samemu z wlasnej energii-podawanie na tacy swojej energii zyciowej osobie ,ktora te emocje u nas wzbudzila.Niby takie oczywiste a tak czesto o tym zapominam.
-
Olga
Też proszę o te namiary :)
-
I ja również jestem zainteresowany.
-
Olga - ja tez chętnie się dowiem, zainteresowało mnie to :)
-
Ok jak tylko dostane odpowiedź, zamieszcze ją:)
-
Zamieszczam kilka moich wypowiedzi z Facebooka, gdzie znikną za jakiś czas w powszechnym niebycie. A tu się mogą przydać:
Kiedyś była taka tendencja, żeby chorym psychicznie wmawiać, że są bardziej wrażliwi, że są bardziej uduchowieni, dlatego inni i niezrozumiani. I chyba teraz zaczyna się to mścić.
A wszyscy poważni nauczyciele duchowi przestrzegają, żeby osoby z zaburzeniami psychicznymi (dawniej nazywało się to chorobami psychicznymi) nie podejmowały praktyki duchowej.
Odkąd ze słownictwa psychiatrów z niknęło pojecie "choroba psychiczna", które zostało zgodnie z amerykańską modą zastąpione pojęciem "zaburzenia psychiczne", odtąd żaden czub nie usłyszał, że jest chory psychicznie. A skoro nie jest chory psychicznie, to uznaje, że powinien się rozwijać duchowo (co też mu niektórzy misjonarze sugerują).
Definicja choroby psychicznej zawierała bardzo wazny element WYRÓZNIAJĄCY, na który obecnie nie zwraca się uwagi. Tym elementem była niezdolnośc do radzenia sobie w świecie, do samodzielnego utrzymania się przy życiu. Teraz "zaburzony" może czuć się zdrowy psychicznie, choc nie radzi sobie ani w życiu codziennym, ani w związkach, ani w rozwoju duchowym. On szuka ... no włAŚNIE NIE WIEM CZEGO SZUKA W ŚWIECIE DUCHOWOŚCI CZY EZOTERYKI. Może głupszych od siebie? A może możliwości cudownego naprawienia siebie? Ale z taką intencją, by w jego podejściu do siebie i świata nic się nie zmieniło? A może szuka włądzy za pomocą sztuczek psychotronicznych?
No, nie wiem, czego, bo na pewno nie spełnienia w miłości i szczęściu.
Odpowiedź na post: "w duchowości oprócz spełnienia w radości i szczęściu może też chodzić o Boga po prostu.
O poznanie tej istoty lub siły i poddanie się jej jak sługa".
Nie wątpię, że wielu o to właśnie chodzi. Tylko dlaczgo mają szukać abstrakcyjnej istoty zamiast skupiać się na boskości w sobie, czyli miłości, szczęściu, światłości i spełnieniu?
Pamiętem taki stan, kiedy doświadczałem wyłacznie światłości i nie byłem świadomy istnienia ciemności. Nie doświadczałem dychotomii. I teraz wiem, że istota oswiecona też nie doświadcza dychotomii. Dychotomia wydaje się być potrzebna dopóki czujemy potrzebę porównywania. Ale nie jest to potrzeba ani pierwotna, ani uniwersalna.
A stan pełni /pustki, gdzie sie dowiadcza jakby wszytkiego, można osiągnąć. Ale doświadcza się raczaj potencjalnych możliwoiści wszystkiego, nie zaś realnie wszystkiego naraz.
Koncepcje (w tym Yin/Yang) są dobre, kiedy się nie doswiadcza tego, co oferuje nam Boskośc na najwyższym możliwym poziomie doświadczania. Tam nie ma Ying/Yang.
Od ponad 30 lat zajmuję się
1. rozwojem osobistym i duchowym, który opieram na medytacji oraz technikach uzdrawiania / samouzdrawiania.
1A. Medytuję, co jest najważniejsze.
2. Uzdrawiam swoją karmę.
3. Pomagam uzdrawiać karmę innym.
4. Zajmuje się uzdrawianiem na poziomie karmiczno - energetycznym.
Zanim przystąpiłem do praktyki, przeczytałem wiele książek i wiele rozmawiałem z ludźmi praktykującymi.
Dzis, z perspektywy doświadczenia (nie tylko mojego), widzę, że część tej wiedzy sprawdza się, ale część to tylko wymysły lub skutek chorych wizji oraz (tradycyjnie) błędnych poglądów.
No i żeby nie było niedomówień - czerpię swą wiedzę z tego samego źródła, co Leonard Orr, N. V. Peale, J. Murphy, i wielu innych, którzy łączą doświadczenia duchowe z doświadczeniami biznesowymi. Czyli intuicja + doświadczenie. Duchowe inspiracje przenosi się do życia codziennego.
Intuicyjne przeczucia muszą zostać zweryfikowane w materialnym i społecznym realu
Rozwój duchowy to nie jesat odlot. Rozwój duchowy polega na PRZENOSZENIU inspiracji najwyższej jakości ze świata duchowego do świata materialno - społecznego.
-
Leszek
Skąd w tobie tyle nienawiści do osób chorych psychicznie?
Może to z tego szpitala psychiatrycznego we Wrocławiu?
Wtedy też ich traktowałeś z nienawiścią i chciałeś wytępić.
Znam 3 schizofreniczki i 2 osoby z chorobą dwubiegunową i to są naprawdę dobrzy i mądrzy i bardzo uzdolnieni ludzie. Nie zasługują na taką opinię jaką im tu robisz.
A rozwój duchowy w ogole ich nie interesuje.
-
Inga
Nie ma we mnie nienawiści do osób chorych psychicznie. Nie wiem, skąd takie wnioski?
Ja tylko podkreślam, że osoby chore psychicznie nie powinny sie zajmować rozwojem duchowym, praktykami duchowymi. Ci, ktorzy im wmawiają, że właśnie dla nich jest rozwój duchowy, czynią im wielkie szkody. I o to właśnie chodzi, żeby te szkody wyeliminować.
Sama zresztą pisałaś, że praktyki duchowe są szkodliwe dla osób silnie zaburzonych psychicznie.
I o to włąśnie chodzi,żeby te osoby zaburzona psychicznie wreszcie przestały sobie szkodzić praktykami duchowymi, które niue są dla nich.
Teraz już nikt się nie dowie od psychiatry, że jest chory psychicznie. Teraz się dowiaduje,że jest zaburzony. A z tego wyciąga wniosek, że jeśli nie chory, to może rozwijać sie duchowo. A efekty potem mogą być tragiczne.
-
"Odkąd ze słownictwa psychiatrów z niknęło pojecie "choroba psychiczna", które zostało zgodnie z amerykańską modą zastąpione pojęciem "zaburzenia psychiczne", odtąd żaden czub nie usłyszał, że jest chory psychicznie."
Czy to zdanie wyraża szacunek do drugiego człowieka?
Pewnie są jacyś którzy zaleźli ci za skórę a ty wrzucasz wszystkich do jednego worka.
Te osoby które znam ukrywają że są chore psychiczne właśnie z takiego powodu a ty jeszcze podsycasz tę atmosferę nagonki na nich i lęku przed nimi.
-
Ja też czuję jakąś pogardę Leszka do takich osób, jak ja, które to sobie nie radzą w codziennym życiu i w związkach => wobec tego są zaburzone psychicznie => wobec tego nie powinny się rozwijać duchowo (dla mnie poznawanie siebie to też element RD) => wobec tego są to ludzie gorszej kategorii (czyli partacze w RD) => wobec tego nie ma dla nich najmniejszej szansy na RD - mają nie tykać RD i zajmować się Bóg wie czym?
A czy nie wystarczy powiedzieć, że te osoby mają jednak szansę na siebie, tylko w pierwszym i, pewnie długim, etapie powinny stosować inne metody, aniżeli powszechnie przyjęte w RD. Chyba tak lepiej takim osobom pomóc dobrym słowem, a nie przekreślać je w jednym zdaniu i zaszufladkować je zgodnie ze schematem:
skoro ktoś nie radzi sobie w codziennym życiu i w związkach (czytaj między wierszami - jest zaburzony/chory psychicznie) => to nie ma dla niego żadnej szansy, mimo że taka właśnie osoba potrzebuje najwięcej pomocy (więcej, niż "normalna" osoba rozwijająca się duchowo), bo sama sobie nie radzi ze swoim bagażem karmicznym, lękami, strachem, zagubieniem, "nadwrażliwością"!
Leszku, w jednych postach przyznajesz, że nie jesteś pomóc ciężkim przypadkom, bo się na nich nie znasz (w psychiatryku też sobie z nami nie poradziłeś), a w innych postach piszesz, że takie osoby nie powinny tykać RD, jakbyś miał jednak doświadczenie w temacie takich osób.
Bardzo przykre - to tak, jakby nie było dla mnie żadnego ratunku. Wszyscy zdrowi psychicznie odnoszą sukcesy w życiu i w RD, a jeden Mariomar, niestety, skazany jest na niepowodzenie.
-
Inga, Mariomar
PRAWIE słuszne uwagi. Prawie, bo Was akurat nie zaliczam do kategorii "czubów". Wy się staracie i próbujecie uzdrowić. A UZDROWIENIE POWINNO POPRZEDZAĆ ZAJĘCIE SIĘ ROZWOJEM DUCHOWYM. Wg mnie jesteście na właściwej drodze. I tak ttrzymać :)
A więc nawet dla osób zaburzonych jest szansa uzdrowienia i zajecia się później skuteczną praktyką duchową.
Może kiedyś uda sie Wam dotrzeć do wspaniałej ksiazki "Umysł, który sam się odnalazł". To autobiografia człowieka, ktory z poważnymi zaburzeniami osobowości trafił do szpitala psychiatrycznego, z którego WBREW staraniom lekarzy, wydostał się, bo postawiłna uzdrowienie.
Wydaje mi się, że często pisałem, "że te osoby mają jednak szansę na siebie, tylko w pierwszym i, pewnie długim, etapie powinny stosować inne metody, aniżeli powszechnie przyjęte w RD".
Co więcej, pisałem kiedyś o osobach, którym udało się nawet odreagować wzorce schizofrenii, jednej z najgorszych chorób psychicznych. Ale warunkiem skutecznosci tego odreagowania było rozpoczęcie pracy z podświadomością na samym początku ujawniania się choroby, lub przed jej ujawnieniem. Było to nawet łatwiejsze od odreagowywania nerwicy natręctw (którą też się uważa za silne zaburzenie psychiczne). Tym niemniej są to wyjątki, a nie reguła. Bo w tym przypadku W SPOSÓB SZCZEGÓLNY skuteczność uzdrawiającej praktyki zależy od intencji do uzdrowienia.
No i nie zapominajcie,że cały czas wałkujemy tu temat SKUTECZNEGO wypalania węzłów karmicznych, co nie jest praktyką rozwoju duchowego, a uzdrawiania duchowego. I że ta praktyka okazuje się skuteczna wobec zaburzeń psychicznych, nawet dość silnych. TYLKO ŻEBY NIKOMU NIE PRZYSZŁO DO GŁOWY, BY W PRZYPŁYWIE DOBROCI DLA OSÓB SILNIE ZABURZONYCH KIEROWAĆ JE NA WYPALANIE WĘZŁÓW W OCZEKIWANIU NA CUD! A JUŻ MI SIĘ TACY TRAFIALI, CO CHCIELI WYPALAĆ WĘZŁY KARMICZNE UŻYWAJĄC LEKÓW PSYCHOTROPOWYCH, BĄDŹ NARKOTYKÓW!
TEGO SIĘ NIE DA POGODZIĆ.
Mariomar
Jak wynika z powyżej przedstawionych dowodów, Twój wywód jest nieuprawniony!
Nie warto wpadać w "kanał" negatywnych skojarzeń :))
-
Leszek
A jaki wydźwięk ma słowo czubek, którym określasz wszystkich chorych psychicznie, bez wzgledu na to czy mają oni kontakt z rzeczywistośćią i mają śwaidomość siebie.
-
Inga
Znów dokonałaś nieuprawnionej nadinterpretacji mojego tekstu. Tymczasem mam podejrzenia, że kogoś takiego, jak "czub", czy "czubek, to w zyciu nie spotkałaś.
A więc wyjaśnię, co mam na myśli.
Dla mnie to osoba tak silnie zaburzona psychicznie, że nie potrafi rozeznać się między jej wizjami i urojeniami, a rzeczywistością, która jest przy tym przekonana, ze tylko ona zna prawdę, a inni zazwyczaj oszaleli. Taka osoba nie uzdrawia się. Taka osoba usiłuje wpływać na innych, by się uzdrowili i przyjeli jej jedynie sluszną wizję rzeczywistosci. A ta wizja bazuje na urojeniach i halucynacjach, które taki czub usiłuje narzucić innym i wprowadzić w życie. Czub zazwyczaj jest "misjonarzem" lub "bezinteresowną świnią".
Przykład - pewna dziewczyna podjęła pracę w urzędzie skarbowym, by zaprowadzić w kraju ład i porządek. Nic dziwnego, ze po miesiącu wylali ją dyscyplinarnie, bo nikomu do głowy nie przyszło, że ma silne zaburzenia psychiczne i powinna iść na rentę inwalidzką.
Czubów, którzy regularnie nawalają SIĘ TWIERDZĄC, ŻE W TEN SPOSÓB ROWIJAJĄ SIĘ DUCHOWO, JEST cała masa. I łatwo ich spotkać na róznych forach "duchowych".
-
Mariomar
dla siebie samego masz byc cenny i wartosciowy a nie dla Leszka. I to Ty ustalasz i realizujesz wazne dla Ciebie sprawy, a nie realizujesz dzieki komus czy za przywoleniem kogos. Nie myl tego ze wsparciem.
Plus, ze akurat Leszek wobec Ciebie ma czyste intencje ale jakbys z Twoja chcecia uzaleznienia od opinii innego czlowieka /w tematach co jest dla Ciebie wlasciwe, wskazane i dobre/ trafil na kogokolwiek innego to mogloby byc gorzej.
A propos czubów od innej strony
szpitale psychiatryczne maja w swym kalendarium imprez coś takiego jak "Dzień Świra" mnie na początku zatkało, jak można tak dołująco nazywać imprezę dla obłakanych otwartą dla wszystkich, którzy się zetknęli z chorobami stricte psychicznymi. I co się okazalo-impreza jest bardzo popularna, a sami zainteresowani cieszą się, ze chociaz tego dnia nikt od nich nie wymaga normalnosci... Pisze o tym dlatego, ze moze stad bytnosc takich osob na forach spolecznosciowych-czesc szuka potwierdzenia ze naprawde im odwalilo, czesc szuka podobnych sobie bo samotnosc i wyjatkowosc ich stanow na dluzsza mete im doskwiera, jeszcze inna czesc po prostu chce byc w centrum zainteresowania szokujac swymi wyznaniami innych czytajacych
-
Inga
Znów dokonałaś nieuprawnionej nadinterpretacji mojego tekstu. Tymczasem mam podejrzenia, że kogoś takiego, jak "czub", czy "czubek, to w zyciu nie spotkałaś.
.
Nie dokonałam nieuprawnionej nadinterpretacji.
To co napisałeś dotyczy wszystkich chorych psychicznie, ponieważ nie zaznaczyłeś że piszesz tylko o części z nich.
To są twoje słowa które dotyczą wszystkich czubów i wyrażają bardzo pogardliwy stosunek do chorych psychicznie.
"Kiedyś była taka tendencja, żeby chorym psychicznie wmawiać, że są bardziej wrażliwi, że są bardziej uduchowieni, dlatego inni i niezrozumiani. I chyba teraz zaczyna się to mścić.
Odkąd ze słownictwa psychiatrów z niknęło pojecie "choroba psychiczna", które zostało zgodnie z amerykańską modą zastąpione pojęciem "zaburzenia psychiczne", odtąd żaden czub nie usłyszał, że jest chory psychicznie. A skoro nie jest chory psychicznie, to uznaje, że powinien się rozwijać duchowo (co też mu niektórzy misjonarze sugerują).
Definicja choroby psychicznej zawierała bardzo wazny element WYRÓZNIAJĄCY, na który obecnie nie zwraca się uwagi. Tym elementem była niezdolnośc do radzenia sobie w świecie, do samodzielnego utrzymania się przy życiu. Teraz "zaburzony" może czuć się zdrowy psychicznie, choc nie radzi sobie ani w życiu codziennym, ani w związkach, ani w rozwoju duchowym."
-
Inga
Jednak udało Ci się udowodnić, że Twoje słowa to nadinterpretacja.
Proponuję zakończyć tę rozprawę ze mna, bo nikomu to nie służy. A najmniej Tobie.
-
. A UZDROWIENIE POWINNO POPRZEDZAĆ ZAJĘCIE SIĘ ROZWOJEM DUCHOWYM.
A więc nawet dla osób zaburzonych jest szansa uzdrowienia i zajecia się później skuteczną praktyką duchową.
Wydaje mi się, że często pisałem, "że te osoby mają jednak szansę na siebie, tylko w pierwszym i, pewnie długim, etapie powinny stosować inne metody, aniżeli powszechnie przyjęte w RD".
Ja nie jestem zdolna do stosowania żadnych praktyk duchowych, jestem na etapie uzdrawiania się. Nie potrafię się zrelaksować ani stosować oddychania rebirtingowego. A to oznacza że ja się nie rozwijam duchowo.
I teraz nie wiem co mam zrobić. Bo pod wpływem sugestii kilku osób zmieniłam status na zaawansowany w rozwoju duchowym, co okazuje się nieprawdą. Ja sama siebie nie potrafię określić. Powinnam powrócić do statusu poszukujący ale czuję że wtedy zamknę się w pewnej przestrzeni, że założe sobie od góry pułap którego nie wolno mi bedzie przekroczyc.
Gdzie jest moje miejsce, do jakiej grupy ja przynależę?
Moja rodzina zaliczała mnie do grupy niedorozwinietych czyli do czubów.
-
Jest takie określenie- mądry inaczej.
Może mój status to - zaawansowany inaczej?
-
Inga
Nie warto popadać w skrajności.
Na pewno możesz się uważać za zaawansoewaną w rowoju osobistym. I masz ogromne doświadczenie w pracy nad sobą, czym warto się dzielić.
Myśle,że sugestie tych osób wlaśnie z tego wynikały :)
-
Rozwój osobisty też nie jest dla mnie bo nie potrafię wykonać żadnych z tych ćwiczeń. No i rozwój osobisty to samodoskonalenie a ja dopiero uczę się żyć, jak małe dziecko.
Nie ma dla mnie miejsca, nie przynależę do żadnej grupy. Tak się czułam przed urodzeniem. Urodziłam się w mojej rodzinie bo gdzieś musiałam. Ale do nich kompletnie nie pasowałam. Byłam tak inna że oni aż uważali mnie za chorą psychicznie.
A działo się tak dlatego że zostało mi wmówione że jestem diabłem, w co ja wierzyłam i dlatego trzymałam się z diabłami. A jednak do nich nie pasowałam. Nie wiedziałam kim jestem i gdzie jest moje miejsce.
Do tego forum też nie pasuję ale jestem tu na zasadzie że gdzieś muszę być.
Bo nie widzę swojego miejsca. Nie wiem gdzie są tacy jak ja. Na pewno nie są to ci którzy rozwijają się osobiście, bo z nimi nie znalazłabym wspólnego języka.
-
No to czuj się zaawansowana pośród uczących się żyć :)
Tu też tacy są. Może nie piszą, ale czytają.
-
Chyba tak zrobię
-
Inga, to ze nie umiesz oddychać jak w rd, medytować, to nie znaczy że nie umiesz inspirować ludzi, motywować do pozytywnych zmian. A inspiracje to ważna sprawa w rozwoju. Do mnie często dochodzą słuchy o tym, że to robisz, możliwe że nieświadomie, a odbiorcami sa osoby ktore się rozwijają duchowo tzn medytują itd. Jesli potrafisz to robić, to uwarzam że może nie praktykujesz narazie rd ale w pewien sposób w nim jesteś. :) i to też powód by pomysleć ze nie jestes tu przypadkiem, że nie jesteś tu "byle kim" pomimo iż to my bardziej widzimy twoje atuty niz ty sama, puki co. Pracujesz z karmą, to jest rd. Mimo wszystko.
-
Olga
Dziękuję za pocieszenie.
U mnie ostatnio tak bardzo się zmieniło że już nawet tym się tak nie przejmuję.
Tak jak poprzednio poprzednio potrzebowałam stu uświadomień po to aby mogła zajść jakakolwiek zmiana, tak teraz wystarczy mi jedno.
Moja psychika na tyle została odbudowana że stała się zdolna do zmian.
Wydaje mi się że trudno jest postawić granice pomiędzy tym gdzie jest zdrowienie, rozwój duchowy czy rozwój osobisty. Myślę że te 3 rodzaje przemian mają wspólne obszary i się wzajemnie zazębiają.
-
Jak miło słyszeć że się nie przejmujesz. Chyba trochę ulga, co:)
-
Po raz pierwszy po 4 latach dość intensywnej praktyki duchowej (pierwsze 2-3 lata to moje życie kręciło się chyba tylko wokół rozwoju) planuje sobie zrobić celowo i świadomie kilka tygodni przerwy od regularnej praktyki (co nie wyklucza jakiejś medytacji czy czegoś innego jak mnie najdzie ochota). Próbowałem ostatnio się brać za ważny i trudny temat, a w praktyce się okazało że robiłem to po łebkach z powodu wielu innych zajęć. Kończę właśnie studia (został ponad miesiąc), więc mam na głowie magisterkę, projekty i inne zaliczenia. W międzyczasie potrzebuje rozglądać się za pracą, żeby się wyprowadzić z domu (to już czas, żeby to zrobić w najbliższych miesiącach).
Do tego dochodzi jeszcze związek, który pochłania mnóstwo czasu biorąc pod uwagę, że to początki i wiele się też dopiero buduje między nami (no i ciężko się nam od siebie oderwać, ale to już inna rzecz :D) - chociaż akurat na tym polu ostatnio doszliśmy do porozumienia, że my serio serio się bardzo kochamy i zeszły w końcu jakieś tam podświadome obawy, które przewijały się od samego początku. Oswajanie się że naprawdę ktoś nas tak bardzo kocha i nie wyobraża sobie życia z kimkolwiek innym zajęło trochę czasu, ale nie ma co się dziwić - oboje mieliśmy duże braki w bliskości, cieple, miłości i takich tam.
W każdym razie z początku źle się czułem z tym, że od kiedy jestem w związku to regularność mojej praktyki mocno ucierpiała, bo było całe mnóstwo sytuacji gdzie jakieś rozmowy się przeciągały do niemalże rana czy się spotykałem na kilka dni z ukochaną i jakoś tak odkładałem to na bok. Dużo mi się w międzyczasie poukładało w stosunku do rozwoju, a ja szczerze mówiąc i tak wieeeeeele przerobiłem w międzyczasie poprzez samo bycie w związku, konfrontowanie się z przeróżnymi problemami i sytuacjami, czy oswajanie się z tymi cudownościami, które dostawałem i cały czas dostaję.
Ostatecznie stwierdziłem, że nadmierne przywiązanie do praktyki duchowej jest dla mnie obciążeniem. Po tylu wcieleniach nie robienia niczego innego, tylko wplątywania się w różne praktyki i dążenia do tego oświecenia za wszelką cenę - pś się przyzwyczaiła, że praktyka zawsze ma być na pierwszym miejscu, a dopiero potem cała reszta.
A to przecież nie jest tak. Na pierwszym miejscu ma być Bóg, a Bóg przecież nie jest równoznaczny praktyce duchowej. Uświadomiłem sobie, że na teraz najważniejsze jest dla mnie nacieszyć się związkiem, zająć moimi czysto materialnymi obowiązkami, ułożyć to sobie wszystko, docenić tego wartość, przestać stawiać to jako coś mniej ważnego niż praktyka duchowa i dopiero potem wrócić do regularnej praktyki. To nie będzie długa przerwa, bo pewnie z kilka tygodni tylko potrwa, ale jest mi potrzebna, bo ja już nie mam sił i czasu na zajmowanie się pracą nad kolejnymi afirmacjami i związanymi z tym wywałkami. Wystarczająco intensywne zmiany zachodzą teraz w moim życiu, więc zwiększanie intensywności jeszcze bardziej afkami byłoby lekkim samobójstwem.
Jak się wszystko poukłada z grubsza, będę miał pracę, zamieszkam z partnerką - wtedy się wszystko wyreguluje i będę mógł sobie ustalić ze sobą co i jak chce praktykować oraz jak to pogodzić z całą resztą.
Musiałem napisać tego posta, żeby sobie to poukładać do końca i poczuć się w porządku z tym wszystkim :D
W ogóle to fajnie jest uwalniać od nerwicy oświeceniowej i zaakceptować jak wiele czasu się jeszcze ma i jak wiele czasu tak naprawdę jeszcze potrzeba na osiągnięcie wielu różnych aspektów urzeczywistnienia nim to oświecenie przyjdzie. Jakoś jestem w stanie zaakceptować to, że to wcale nie musi być w tym wcieleniu i że może zająć jeszcze trochę czasu - nie wiem ile, bo na teraz to by było czyste zgadywanie, ale szczerze mówiąc nie czuję potrzeby żeby to wiedzieć. Wiem, że wszystko przychodzi w odpowiednim czasie i mnie tylko interesuje to, żebym pozostał już na właściwym torze do samego końca bez zbędnego zbaczania na boki - to mi wystarczy do szczęścia, a reszta niech sobie trwa tyle, ile musi trwać.
Dążenie do oświecenia to nie jest żaden wyścig z własnym ego po to, żeby jak najszybciej się dowiedzieć kto ostatecznie wygra :D
-
Wg mojego prywatnego zdania, to takie zwykłe życie powinno być praktyką duchową. Czyli nie dzielmy to życie zwykłe a to praktyka, tylko ... moje zwykłe codzienne życie jest moją praktyką duchową :D
-
No wiadomo, ale mi chodziło o podejście czysto techniczne - wiadomo, że są rzeczy które robimy po prostu żyjąc i które oczywiście same w sobie też mogą być praktyką duchową, ale są też rzeczy które są czystą praktyką - pisanie afirmacji choćby.
-
Grażyna,
W pełni się z Tobą zgadzam. Do tej pory dzieliłem życie na szarą codzienność i RD. Teraz to zwykłe życie zaczynam odkrywac na nowo i cieszyć się nim, odnajdywać w nim siebie, czuć emocje z nim związane, i tak mi jest dobrze. Przynajmniej nie uciekam od życia w pseudo RD, tylko próbuję odnaleźć się w życiu.
-
Dla mnie od wielu lat to jest jedność :)
-
Dla mnie też :)
I cieszę się, że mnie rozwój duchowy zaprowadził do miejsca w którym jestem teraz. Do mnie co jakiś czas wraca temat oświecenia, szczególnie jak mam okresy spełnienia i bez wywałki, potem mnie jakaś wywałka skutecznie „wybija” z tego stanu i tak póki co w kółko, choć na szczęście udało się odwrócić perspektywę i teraz stany przyjemności są dużo dłuższe niż wywałki :).
-
Ważne jest bycie świadomym i ewentualna praca nad tym co szwankuje. Gdy przesadzałam z "poprawianiem siebie" byłam bardzo niestabilna emocjonalnie. To nie ma sensu na dłuższą metę. Teraz wiem, że nic nie daje takiej nauki jak porządne doświadczenie i działanie.
-
Moja praca nad sobą polega głownie na analizowaniu, i świadomym przezywaniu tego co mnie spotyka.
-
http://www.youtube.com/watch?v=NOx3rVB3ov0
śmieszne jak ich pogonił ;)
Coś w tym jest. Aby ze swojego życia nie czynić obsesji, nie komplikować, a bardziej stawiać na doświadczenie.
-
UG Krishnamurti to prześmiewca Jiddu Krishnamurtiego. Zbuntowany syn wielbicieli Jiddu.
Nie warto w to wchodzić.
-
Jak się ma sprzątanie i utrzymywanie porządku w stosunku do rozwoju duchowego? Czy sprzątanie jest do czegoś potrzebne? Czy ma jakieś znaczenie? jaka jest róznica energetyczna pomiedzy porządkiem i czystością a bałaganem i brudem? czy warto poswięcać tyle czasu i energii na sprzątanie?
Pytam bo potrzebuję przekonać córkę do sprzątania a nie mam argumentów. Ona czuje się bardzo dobrze w bałaganie a ja mam dość bycia sprżataczką.
Dodam że ona od dawna jest dorosła więc argumenty mają być dla osoby dorosłej.
Ja się czuję źle w bałaganie. męczy mnie on i denerwuje. Zaś ona lubi bałagan i to jest jej jakby naturalna sprawa. Ma też jakiś dar do brudzenia a ja się czuję jakbym sprzątałą jej syfy energetyczne.
-
Niech sama sprząta swój pokój, a to z czego korzystają wszyscy - na zmianę. Jak nie sprząta sama swojego pokoju, to niech żyje w tym bałaganie, może ją zmęczy. Bałagan może być neutralny dla rozwoju duchowego, brud jest niekorzystny dla samego ciała, więc może być i niekorzystny dla rozwoju
-
Ona się myje, chodzi o brud w mieszkaniu. Swój pokój sobie sprząta, gdy najdzie ją ochota ale ogólnie ma w nim bałagan. nie wiem jak ją przekonać do sprzątania mieszkania. Porządek jest korzystny- bo co? Co zyskujemy mając porządek w mieszkaniu?
A jeżeli bałagan jest neutralny dla rozwoju duchowego no to nie mam argumentów. A może jest niekorzystny dla psychiki?
-
Ja mam bałagan i dla mnie jest to okej. Wszystko na swoim miejscu, czasem np. ciuchy na krześle :) Mi to odpowiada.
Zależy od osoby
Co do brudu - chodzi mi o brud w mieszkaniu, kurz itp. źle wpływa na zdrowie.
Chyba potrzeba ustalić, że jak wszyscy korzystają to wszyscy sprzątają (przynajmniej od czasu do czasu).
-
Inga, a czemu Ciebie denerwuje bałagan w jej własnym pokoju? Jeśli Ci się nie podoba, to tam nie wchodź. Ona ma prawo do takiego życia, jakie jej pasuje. Moim zdaniem Ty ją kontrolujesz, a to musi rodzić bunt (np. w postaci bałaganiarstwa, czyli robienia Ci na złość).
Poza tym może być też tak, że Ty wyparłaś "swojego węwnętrznego bałaganiarza" i przerzuciłaś go na dziecko. Albo chcesz poczuć się lepiej jej kosztem ("ja jestem czysta, a ona syfiara, czyli ja jestem lepsza). Możliwości jest wiele. Takie rzeczy odbywają się na poziomie podświadomym, nie zawsze są uświadomione. Warto więc przyjrzeć się sobie bliżej.
Oczywiście jeśli chodzi o porządek w części wspólnej, to masz prawo wymagać poszanowania swojej przestrzeni (wspólnej, czyli też Twojej). Ustalcie sobie zasady na zasadzie kompromisu i pilnuj ich przestrzegania. Ale wymagać od niej porządku w jej pokoju nie masz prawa. To jest duże nadużycie wobec niej wynikające z jakiegoś Twojego zaburzenia w jakimś obszarze.
-
czasem np. ciuchy na krześle :)
Ja mam zawsze ciuchy na krześle :)) No chyba, że ktoś przychodzi i krzesło jest potrzebne, to je zbieram ;)
-
Felicite
Ja ostatnio nie, bo to problem ciągle kłaść na krzesło i z niego ściągać :) Dlatego są na połówce łóżka magazynowane : ))
-
Witek, zawsze można sobie dodatkowe krzesło kupić ;))
A tak serio, to ja sobie ostatnio kupiłam wypasione wieszaki na ciuchy: jeden stacjonarny, a drugi na kółkach. Co za wygoda!
Ale krzesła i tak zajęte ;)
-
no właśnie - są różne poziomy porządku :-)
u mnie nie ma aż takiego błysku żeby mucha nie siadała ale bałaganu też nie ma
a jakby współlokator się uchylał od usuwania po sobie z przestrzeni wspólnej tego co uważam za bałagan to bym oznajmił - sprzątasz albo szukasz własnego lokum
-
No i myślę, że porządek w mieszkaniu jest jednak jakimś odzwierciedleniam porządku w środku. Znaczy jeśli utrzymujemy jako taki porządek fizycznie to jest oznaką tego, że jesteśmy zdolni robić ład w środku.
przy czym nie mam na myśli jakiegoś absolutnego porządku, raczej chodzi o to, że nie wierze że całkowity bałaganiarz (wszystko zawsze rozwalone) ma intencję robienia porządku w umyśle
-
Felicite
A w którym ja miejscu napisałam że denerwuje mnie jej bałagan w jej pokoju?
I dlaczego ja mam być sprzątaczką w naszym wspólnym domu? Zwłaszcza że ona nie pracuje i nie ma niczego do roboty a ja ją utrzymuję. Pracuję dodatkowo w soboty i dwa razy w tygodniu jeżdże na terapie do sąsiedniego miasta.
Chyba powinna coś od siebie dać a nie tylko żyć na cudzy koszt.
Trochę przegiełaś z tymi ocenami nie wiedząc jaka jest sytuacja i zamiast odpowiedzieć na moje pytanie to poleciałaś z krytykami.
-
No i myślę, że porządek w mieszkaniu jest jednak jakimś odzwierciedleniam porządku w środku. Znaczy jeśli utrzymujemy jako taki porządek fizycznie to jest oznaką tego, że jesteśmy zdolni robić ład w środku.
Może tak być, ale nie musi. Z zamiłowaniem do porządku mogą się wiązać różne brzydkie historie: W sprzątanie można uciekać od siebie, od swoich problemów.
Inna możliwość, to symboliczne sprzątanie swojego brudu wewnętrznego. Ale ponieważ w ten sposób nie zlikwiduje się zasyfienia wewętrznego, porządkowanie staje się nałogiem.
-
JA BYM POROZMAWIAŁA. Moze ona wcale nie widzi ,ze ma robić tylko myśli ze jej się wszystko należy bo jest córką ot tak. I to w twojej mocy jej usługiwac jako matka? ( to tylko taki przykład myślenia)
Ja się np.czuję zobowiązana sprzątac i gotowac w domu bo nie zarabiam i dbam o to bo uważam,ze trzeba się rewanżować.
Kilka razy zastałam brud w domu i się wkurzałam, ale odkąd ja wszystko robię to się za to biorę bo to do mnie należy, gdyż nie pracuję. Gotuję tez dla całej rodziny.
-
Felicite
może być tak jak mówisz. Najważniejsze zawsze to być asertywnym, czyli czuć co się dzieje
Inga
w takiej sytuacji to ona powinna wszystko sprzątać, a nawet gotować. I to z własnej woli, bez poganiania
-
A w ogóle to nie zadawałam pytań na temat wychowywania córki więc nie chcę być w tym pouczana.
Odpowiadajcie na moje pytania a nie na to o co nie pytałam.
-
Inga,
"A w którym ja miejscu napisałam że denerwuje mnie jej bałagan w jej pokoju?"
zestawiłam te dwie Twoje wypowiedzi:
Ja się czuję źle w bałaganie. męczy mnie on i denerwuje.
Swój pokój sobie sprząta, gdy najdzie ją ochota ale ogólnie ma w nim bałagan.
-
są proste zasaday już dawno rozpoznane - "kto nie chce pracować może nie jeść". (kropka)
-
Felicite
Bardzo się zagalopowałaś z interpretacją.
Daję jej luzu i swobody jak tylko dużo mogę. Ale rozpoczełam urlop i zamiast wypoczywać ja musze odsyfiać mieszkanie bo wreszcie mam czas.
Dlatego szukam jakichś argumentów którymi mogłabym ją przekonać aby sprzatała. Dlaczego ja mam być sprzataczką?
Cóż, mysałam że duchowość idzie w parze z porządkiem a tu sie okazuje że nie.
Zwłaszcza że wiem że to co wewnątrz to i na zewnątrz.
-
a po co ci argumenty ? twoja chata i ty ustalasz zasady, jak sie nie podoba, to do widzenia :)
-
Wszystko to kwestia umowy, jeżeli ktoś jest zależny od drugiej osoby to warunki ustala ten kto kogoś utrzymuje, może to być uzgadniane na zasadach partnerskich/wymiany, albo i w przypadku odmowy współpracy zwyczajnie narzucane odgórnie,
na zasadzie: porządek jest korzystny bo tak u siebie lubię, więc wymagam i konsekwentnie egzekwuję... używając środków jakie mam do dyspozycji , stosując pewną gradację :
perswaduję, przykręcam kranik, odcinam dopływ, droga wolna :-)
-
Ja nie chcę stosować metod siłowych i dlatego szukam argumentów,
po to aby ona się nie czuła że spełnia moją zachciankę tylko aby z własnej woli chciała współpracować.
Oczywiśćie mówiłam jej że to ja ją utrzymuję więc coś mi się należy z jej strony.
-
=dzieki porzadkowi zyje sie łatwiej bo wszystko jest na swoim miejscu i w syt. gdzie musisz szybko wyjsc nie miotasz się nerwowo szukajac parasolki tylko bierzesz bo lezy na swoim miejscu
=dzieki porzadkowi zyje sie przyjemniej- przyjemniej myc sie w czystej wannie anizeli w brudnej
=dzieki porzadkowi zyje nam sie wspólnie lepiej- relacja na tym nie cierpi.Matka przychodzi z pracy i ma czas dla siebie a dziecko nie wysłuchuje smęceń bo wykonało swoją prace w domu( tez ma czas dla siebie
=dzieki stałemu porzadkowi nie tracimy czasu np. raz w miesiacu ogarniajac kilka godzin mieszkanie tylko rozkłada sie to na mniej
czyli mamy wiecej czasu na codzienne przyjemnosci
dzieki porzadkowi zawsze mozemy zaprosic znajomych nie martwiac sie ze zastaniemy mieszkanie w totalnym nieładzie
=dzieki porzadkowi wszyscy zyskuja wiecej usmiechu i luzu na codzien, kazdy dba o swoja czesc i współpracujemy zamiast wzajemnie sie denerwowac
-
Tak Muszka. Zgadzam się ze wszystkim co napisałaś, bo ja też tak uważam.
Te argumenty nieraz jej przedstawiałam ale dla niej one nie maja wartośći.
-
Inga
ile córka ma lat?
-
Ja także lubię porządek, ale jak jestem w gorszej formie to nie chce mi się sprzątać. Człowiek sprząta w sposób "naturalny" gdy sam poukłada coś w sobie, gdy poczucje się lepiej, gdy ma więcej energii. Porządek jest ważny, łatwiej go przestrzegać jak ma się rzeczy do tego potrzebne, np dużą szafę, sporo miejsca, czyli więcej półek niż rzeczy, nie na odwrót. Mi się często nie chciało sprzątać, bo nie miałam wystarczającego miejsca na to.
Wg medycyny wschodu w żołądku musi być zawsze 1/4 pustej przestrzeni, i dla mnie taki sam podział jest w życiu półkowo-szafowym, jak mam więcej miejsca niż potrzebuję tzn że jest ok. Dla mnie taki podział jest idealny
-
Córka ma grubo po 20 stce
Dla mnie jest oczywiste że piękno i harmonia oddziaływują pozytywnie na psychikę a bałagan i brzydota negatywnie.
Chcę jeszcze dodać dla jasności że nie jestem zwolenniczką idealnego porzadku i nie mam przymusów z tym związanych. Ale chciałabym aby było mniej więcej posprzątane. W swoim pokoju też często mam bałagan a sprzątam jak mam czas.
Lubię gdy jest ładnie i ogólnie lubię piękno.
-
Inga
Jeżeli ktoś nie podziela naszych wartości to współpraca musi polegać na argumentach dodatkowych korzyści, albo konieczności dostosowania się jednej ze stron, w tym przypadku albo płacisz za sprzątanie dodatkowo albo uzależniasz to co dawałaś i zapewniałaś dotychczas bezwarunkowo, od jej sprzątania, w takim zakresie który okazuje się skuteczny...albo dostosowujesz się do warunków które dyktuje córka i masz z tego inne korzyści czyli np. zadowolenie córki , poczucie że jesteś dobra itp. :-)
Argument do zmiany tego:
szanuję siebie, mój czas i moją pracę
zasługuję na szacunek i współpracę
wybieram współpracę opartą na obopólnych korzyściach w miejsce poświęcania się
rezygnuję z podtrzymywania wszystkich uzasadnień do bycia wykorzystywaną
-
o rany, myślałam, że to jakaś krnąbrna nastoletnia pannica... nie zazdroszczę. Ja też lubię piękno i estetykę. Moja współlokatorka ostatnio odmawia sprzątania twierdząc, że jej brud nie przeszkadza, więc sprzątam sama. Mało sympatycznie.
-
Ja włąśnie czuję się wykorzystywana i stąd te moje stresy i szukanie rozwiązania.
-
Inga
Ja nie chcę stosować metod siłowych i dlatego szukam argumentów,
po to aby ona się nie czuła że spełnia moją zachciankę tylko aby z własnej woli chciała współpracować.
Warto sobie uświadomić że jeżeli ktoś nadużywa naszej dobroci to tym samym stosuje wobec nas metodę siłową, czyli swoją bierną postawą , olewactwem wymusza na nas zachowania których nie chcemy, tworzy również bierny ale w pewnym sensie również siłowy opór jeśli chcemy zmienić ten pasożytniczy stan rzeczy na zdrowy symbiotyczny układ,
stosowanie działań które są wbrew cudzym, realizowanych naszym kosztem, interesom, może być dobre nie tylko dla nas ale np. jak w tym przypadku może sprawić że córka zacznie doceniać i dostrzegać wartość tego co jej dajesz, oczywiście zapewne za cenę jej niezadowolenia itp. albo zmobilizuje ją to do pójścia na swoje gdzie będzie mogła sobie do wooli bałaganić.:-)
jeżeli czuje że to jest twoja zachcianka to doprowadź do tego żeby zrozumiała że to jest jej
obowiązek, tak jak Ty wywiązujesz się ze swoich ( choć w przypadku ponad 20 letniej kobiety to taki zachciankowy argument jest raczej wywieraniem presji żebyś nie zmieniała tego co jest, a utrzymywanie jej przez Ciebie bez żadnych (?) obowiązków bliższe jest twojej zachciance, wynika tylko z dobrej woli a nie z obowiązku)
-
Mamy taki podział że ona gotuje a ja zmywam i to jest w porządku. Ona się na to zgadza i nie ma z tym problemu.
A co do sprzatania to ona mówi że nie widzi w tym sensu i dlatego sprzatanie jest dla niej bardzo trudne i kosztuje ją to duży wysiłek, że bardzo się musi do tego zmuszać.
A mnie zmuszanie jej do sprżatania też kosztuje duży wysiłek.
No i taka sytuacja patowa.
Jest też ten problem że jak piszesz ona bedzie niezadowolona. A ja mam problem że boję się tego jej niezadowolenia. i z tym muszę się zmierzyć, z lękiem przed jej niezadowoleniem.
-
I zrobiłem porządek :) Ba, przemeblowanie, bo nowa szafa będzie na weekend przyjeżdżać. Przy okazji zauważyłem jak nieergonomicznie miejscami ułożyłem pokój.
-
IngaWarto sobie uświadomić że jeżeli ktoś nadużywa naszej dobroci to tym samym stosuje wobec nas metodę siłową, czyli swoją bierną postawą , olewactwem wymusza na nas
dokładnie
to co pisze Olga z tym żeby było więcej półek/ szuf;lad / wieszaków niż rzeczy to też prawda
wtedy nawet jak się nie chce sprzatac to można cały bałagan w 90 sek wepchnąć do szafy ; )
-
Inga
jeżeli w jakiś sposób dzielicie się obowiązkami i nie chcesz zmieniać pewnych spraw ze względu na koszty o których piszesz i jej opór, to możesz sprobować wersji z przeniesieniem na nią części swoich obowiązków co do których ona nie ma takiego oporu, za cenę że dalej będziesz sprzątać, w takim wymiarze, żebyś nie czuła się wykorzystywana
- żeby to zadziałało musiałabyś na wstępie doprowadzić do tego żeby ona zrozumiała i zaakceptowała, że czysty posprzątany dom to u Ciebie standard, więc i istotny element obowiązków do podziału, a nie zachcianka
Opór i niezadowolenie i tak się pewnie u niej pojawią bo przybędzie jej obowiązków, ale nie będzie musiała sprzątać więc będzie mniejszy :-)
-
Tak patrząc na sprawę negocjacji i renegocjacji umów :-) i podziału obowiązków, w różnych związkach (pomijając małe dzieci), w których jedna strona pracuje i zarabia a druga nie , to dobrym punktem wyjścia jest , opisując to od strony tego kto chodzi do pracy, takie podejście:
skoro ja pracuję 8 godzin na nasze utrzymanie (nie licząc czasu na dojazd), to ty/wy pracujesz/pracujecie w tym samym czasie w domu dla naszego wspólnego dobra
:-)
-
Frisky
Też doszłam do takiego wniosku.
Dzięki tym rozmowom uświadomilam sobie co jest moim głownm problemem w tej sprawie.
Moja córka jest zaburzona i wszystko sprawia jej trudność, nie lubi niczego robić ii do wszystkiego musi się zmuszać. Njałatwiej jej gotować a najbardziej nienawidzi zmywania więc ja to zmywanie wziełam na siebie.
Ja przyczyniłam się w dużej mierze do tego jej zaburzenia więc czuję sie winna z tego powodu że ona cierpii. Więc chciałabym jej ulżyć w tych cierpieniach i tym sposobem robię za nią to co ona powinna robić po to aby ona nie musiała czuć tych negatywnych emocji. Pomagam jej w ten sposób nie czućc jej negatywnych emocji które miałaby przy sprzątaniu. Ja nie chcę żeby ona cierpiała i dlatego to sprzątanie biorę na siebie. Biore na siebie odpowiedzialność za jej uczucia. Uwalniam ją od jej negtywnych uczuć. A przecież ona jest dorosła i sama odpowiada za to co czuje. Ja wchodze w jej karmę i ją przejmuję na siebie. nie pozwalam jej poczuć tego co czuje gdy robi to co powinna robić.
No i moim zadaniem teraz , jest pozwolić jej czuć jej negatywne uczucia tak aby sama mogła sobie z nimi poradzić.
-
Do jej obowiązku należy sprzątanie łązienki, na co sama się zgodziła. Oprócz umycia zlewu raz na tydzień, łązienka nie była sprzątana od kilku miesięcy. Więc ja ją wczoraj posprzątałam. I dzięki temu moja córka nie bedzie musiała sie konfrontować ze swoimi negatywnymi uczuciami. Z tym że mnie kosztowało to trochę wysiłku i czasu.
-
http://m.deon.pl/inteligentne-zycie/wychowanie-dziecka/art,243,kobieto-nie-wyreczaj-swojego-dziecka.html
:-)
-
Jeszcze druga rzecz mi się uśwaidomiła.
Ja tłumię swoją potrzebę czystośći i porządku ze wzgledu na córkę, dlatego że ona tak bardzo chce żyć w brudzie i bałaganie więc ja nie chcę sprawiać jej przykrości. Tę energię którą bym wykorzystała na utrzymywanie czystości ja wykorzystuję na tlumienie siebie po to aby ona dobrze się czuła. Tak sie dla niej poświęcam.
Mam pytanie. Czy życie w brudzie, bałaganie, noszenie brudnych ubrań nie świadczy o czyimś poziomie duchowym. Gdyby osoba wysoko rozwinięta tak mieszkała i ubierała się w brudne poplamione ubrania, to czy to nie znaczy że jednak coś ma jeszcze do uzdrowienia?
Czy też to oznacza że na nią nic nie wpływa, ona nie ulega niczemu z zzewnątrz i nic jej nie denerwuje. Jest ponad to.
Bo na mnie brud i bałagan źle oddziaływuje a więc to znaczy że mam coś do uzdrowienia.
-
Inga,
Moim zdaniem o "poziomie duchowym" nie świadczy. O tym że jest coś do uzdrowienia -- możliwe. Że jest jakaś nierównowaga. Ale nie wszyscy muszą być zrównoważeni, bywa że czyjś geniusz może się objawić właśnie brakiem przywiązania do "przyziemnych" rzeczy. I chyba lepiej mu wtedy rozwijać to, co go kręci, zamiast się zmuszać do nauki czystości, prawidłowego odżywiania czy zdrowia.
Z obserwacji po sobie wnioskuję, że im więcej bałaganu w głowie, tym więcej na zewnątrz -- i, do pewnego stopnia, odwrotnie: bałagan wokoło powoduje czucie się nieswojo. Ale ja jestem z tych raczejbardziej uporządkowanych.
I odwrotnie, są ludzi którzy mają dużą potrzebę czystości. Może być naturalna, może być też wynikiem nierównowagi.
Oczywiście, przy mieszkaniu z innymi warto ich brać pod uwagę i znaleźć jakiś neutralny teren porozumienia.
-
Tylko jesli taki geniusz mieszka z kims to powinien brac pod uwage czyjas chec do zycia w wzglednym porzadku. A jak nie-to droga wolna, mozna zamieszkac samemu. Nudzi mnie to ciagle usprawiedliwianie dzisiejszego pokolenia, ktore zaslania sie nadmierna wrazliwoscia, pochodzeniem Indygo, przeladowaniem wiadomosciami....ot i skutki zycia w tzw. wysokoo cywilizowanym swiecie-zamiast zyc ze soba i skupic sie na rzeczach podstawowych czlowiek mysli nie wiadomo o czym i ma nadmierne wymagania a wszystko co przyziemne lezy odlogiem. No i w ich mniemaniu jeszcze ktos powienien za nich cos zrobic bo oni tacy wrazliwi........
-
Ja kiedyś miałem duży bałagan, ale wszystko miałem w nim optymalnie porozmieszczane i wiedziałem gdzie co jest, było to wygodniejsze niż gdzies pochowane.
Słyszałem w jakimś programie, że Bill Gates miał zawsze straszny bałagan i "spał tam gdzie się położył". Takie pieprzenie się ze szczegółami chyba z jednej strony wytrąca człowieka z pracy/ zadań, taki luz od tego jakby zachowuje energie na właściwe, ważniejsze rzeczy. Jak komu wygodnie, co innego gdy jest brud jak ktoś napisał.
-
Czyli jak ktos ma brudno w mieszkaniu i ma brudne ubrania to znaczy że ma to do uzdrowienia?
-
to znaczy że złe warunki higieniczne sa niedobre dla zdrowia, prowadza do insektow itd
a tak ogolnie jako wspollokatora to mnie malo obchodzi czyjs balagan, nawet jak cos jest na wspolnej przestrzeni, to akceptuję, jakies rzeczyu czy naczyn nie myje od razu, traktuje innych by czuli sie swobodnie, bo to o wiele wazniejsze, nie toleruję w swoim otoczeniu ludzi ktorzy zwracaliby mi uwage np z powodu kubka itd
w rezultacie miałem raz wspollokatorke ktora byla tak mila , ze czasem po mnie myła ; ) widziała , że jestem zapracowany i sama wyszla z inicjatywa , więc cóż mogłem zrobić ; )
-
Dostaję tu odpowiedzi w stylu- ponieważ ja mam bałagan, więc na pewno to jest w porzadku i nie trzeba tego uzdrawiać. A chciałabym aby odpowiedź była obiektywna, bez takiego przekazu, że jeżeli ja tak robię to na pewno nie jest to do uzdrowienia.
-
Inga
Moja córka jest taka sama ma 14 lat i nie przeszkadza jej syf w pokoju. Mnie wyprowadza z równowagi i wściekam sie ciagle na nią. Ja mam potrzebę porządku i chce aby można było do jej pokoju chociaż wejść. Rzuca wszystko gdzie popadnie nic nie odkłada na miejsce, naczynia i śmieci na łóżku i pod nim....zgroza. Mówi mi, ze jak będzie na swoim to będzie sprzątać... Jakaś przekora i obojętność. Jak ja zmusze, żeby posprzątala to ma porządek max.jeden dzień.
Sadze,ze jest leniwą i wygodna do przesady.
Ja jednak jej nie wyręczam i musi swoje obowiązki wykonywać i pomagać mi. Robi niechętnie ale robi.
Kiedyś myślałam, ze jej przejdzie, ale widzę, ze zmienię jej postępowania. Zaakceptowałem, ze jest inna niż ja. Jak będzie sobie w życiu radzić to jej sprawa.
Ona lubi nieraz sprzątać jak jestem z nią i ja motywuje,doradzam,asystuje. Wtedy jest efektywna ale to jest rzadko.
Kiedyś sie wyprowadzi i będzie żyła jak sobie życzy. Ha ha
-
bałaganiarstwo i niedbalstwo podobnie jak pedantyzm nie świadczy o rozwoju duchowym.
za Buddą powtórzę : złoty środek - czyli bez przesady w żadną stronę ,ale -to co ma być zrobione należy zrobić.
także osobiście nie wiem czy trzeba coś w temacie uzdrawiać, może wystarczy posprzątać :)
porządek sprzyja efektywnemu funkcjonowaniu i dobremu samopoczuciu, także wydaję się być wartością uniwersalną. pomocną.
a higiena w sensie czystości zewnętrznej i wewnętrznej ciała oraz braku brudu/kurzu w otoczeniu to ważne zalecenie w jodze.
-
skoro pomaga trochę gotować itp. poza swoim pokojem to może po okresie tłumaczeń zostawić ją w swym królestwie żeby doświadczyła na własnej skorze, że jak już się ksiązki przykleją do kurzu a ciuchy zwiną w węzeł to trzeba będzie coś z tym zrobić :)
a jak podpatrzysz że próbowała ogarnąć to sama możesz jej pokazać jak się fajnie naturalnie odświeża meble np. wodą z sokiem z cytryny i kapką oliwy czy wsadzaniem woreczków lnianych z ziołami do szafy żeby ładnie pachniało, coś w tym stylu , może to być jednorazowy eksperyment, zabawa połaćzona z nauką o ziołach i takie tam , wspólne spędzenie czasu.
I spytaj ją w jakim otoczeniu się lepiej czuła, w tym swoim jak po wojnie czy w takim pachnącym świeżością.
Po sobie zauważyłam, że zaczynałam sprzątać kiedy układałam sobie w głowie, albo jak mi parę razy znikały dokumenty, po rpstu najlepiej zycie zweryfikowało. Niektórzy np. są tak pochłonięci myślami i włsnym światem, że nie zauwazaja co się dzieje w materii tuż przed nosem, jak pisarze, malarze , naukowcy , tego typu osobowosci, a potem dosłownie budzą się przecierają oczy i mówią jeju ale się nabałaganiło, jak ja mogłem tego nie widzieć.
-
A jeszcze teraz w erze komputerów kiedy oczy i uzy ma się utkwione w świecie wirtualnym nie trzeba być naukowcem ani zauczonym studentem by nie widzieć tego co się dzieje za plecami ;)
Nie wiem jaką osobowścią jest Twoja córa, może net jej nie kręci , może ma inny powód do nie sprzątania , pewnie trochę lenistwa też, ja bym tak bardzo się nie przejmowała...
Ważne że nie wypina się ogólnie na pomaganie, czyli ma potrzebę by wspierac Ciebie...
-
A córka przyprowadza chłopaka do takiego pokoju? U mnie jest tak, że każdy w swoim pokoju może mieć jak chce, ale ma obowiązek uczestniczyć w takich codziennych czynnościach domowych: koszenie, gotowanie, zmywanie.. itd. Jestem pewnie trochę starsza od Twojej córki, ale uważam, że powinna pomagać Tobie w pracach domowych
-
pewnie nie ma chłopaka ; >
-
Jolanta
Jeżeli zmuszasz swoją córkę do sprzątania w swoim pokoju to ta odpowiedź będzie właściwa dla ciebie.
Inga, a czemu Ciebie denerwuje bałagan w jej własnym pokoju? Jeśli Ci się nie podoba, to tam nie wchodź. Ona ma prawo do takiego życia, jakie jej pasuje. Moim zdaniem Ty ją kontrolujesz, a to musi rodzić bunt (np. w postaci bałaganiarstwa, czyli robienia Ci na złość).
Poza tym może być też tak, że Ty wyparłaś "swojego węwnętrznego bałaganiarza" i przerzuciłaś go na dziecko. Albo chcesz poczuć się lepiej jej kosztem ("ja jestem czysta, a ona syfiara, czyli ja jestem lepsza). Możliwości jest wiele. Takie rzeczy odbywają się na poziomie podświadomym, nie zawsze są uświadomione. Warto więc przyjrzeć się sobie bliżej.
Oczywiście jeśli chodzi o porządek w części wspólnej, to masz prawo wymagać poszanowania swojej przestrzeni (wspólnej, czyli też Twojej). Ustalcie sobie zasady na zasadzie kompromisu i pilnuj ich przestrzegania. Ale wymagać od niej porządku w jej pokoju nie masz prawa. To jest duże nadużycie wobec niej wynikające z jakiegoś Twojego zaburzenia w jakimś obszarze.
Moja córka ma brudno w pokoju ale ja tego w ogóle nie komentuję. Pozwalam jej samej rządzić w swoim pokoju.
Ona nie ma chłopaka i nikt jej nie odwiedza.
Barnaba
Jeżeli - "a higiena w sensie czystości zewnętrznej i wewnętrznej ciała oraz braku brudu/kurzu w otoczeniu to ważne zalecenie w jodze."- to oznacza że ktoś kto się rozwija duchowo powinien uzdrowić swoje niechlujstwo i dbać o czystośc w swoim otoczeniu.
-
Wilson
Córka ma dobry charakter i stara się. Wszystko gotuje, pierze, częsiowo robi zakupy i załatwia rózne sprawy. Tylko że brudzi i nie sprząta. Ale może uda mi się to zmienić.
-
Sorry ze sie wtrace ale jesli dziecku w odpowiednim momencie nie da sie znac, ze musi dbac o porzadek zyjac z innymi to pozniej w zyciu doroslym zaczna sie o wiele powazniejsze problemy. To tzw bezstresowe wychowanie nie do konca ma same plusy. Dzisiejsze pokolenie coraz bardziej wylacznie czegos chce a trudno jest mu dawac cos od siebie, a takie rzeczy wynosi sie wlasnie z domu. Jesli dzis dziecko w wieku nastoletnim nie chce sprzatac bo ma takie widzimisie to co bedzie jak za lat dziesiec bedzie uwazac ze niewykonanie obowiazku w pracy jest czyms normalnym? Ok, taka osobe pewnie szybko zwolnia tylko pomnozmy sobie odsetek takich osob....strach pomyslec jak bedzie wygladal rynek pracy w i tak juz beznadziejnej sytuacji u nas w kraju, gdzie albo brakuje rak do pracy albo na miejsce wyksztalconego i chcacego pracowac pracownika bedziemy miec kogos, kto do pracy bedzie podchodzic na zasadzie wakacji.
-
przypomniała mi się mandala porządkująca , niektórzy chwalili sobie jej działanie:
http://www.cudownyportal.pl/article.php?article_id=934
-
Zgadzam sie z Zed 1.
Jej wymówka jest, ze wszyscy maja bałagan...tzn. Wszystkie dzieci w jej wieku i to ja usprawiedliwia....ona nie widzi w czym jest problem, ze zapomniała zjeść Chleb i on zapełniały od pół roku leżę w jej plecaku i ona go nosi do szkoły.
Dlaczego mnie drażni bałagan???...bo śmierdzi z jej pokoju i maź sie wścieka....bo rzuca poplamione krwią majtki na podłogę i mówi...ze nie ma problemu....no wiec gdzieś są granice!!!!
Ale kiedy ja zabraniam jej grać na kompie to naraz może posprzątać...wiec wymagam tylko minimum i jakoś sie toczy....myśle, ze sie jakoś kiedyś dobrany...ale fazę wyręczają mam za sobą i jeśli robi coś nie do końca do wolam ja i musi poprawiać nawet po pare razy aż będzie ok.
Może jestem wredna ale nie jestem jej panią do sprzątania i ona ma tez rączki na swoim miejscu...
-
Ale to nie tak ze ja ciagle dołuje....dzięki rozwojowi widzę więcej i staram sie ja zrozumieć np. Robiłam jej harmonizacje u Olgi i zabieg u Tomka z reiki. Teraz chce zamówić jej analizę potencjału i talentu u Pani Ani Atras bo mówi, ze nie wie w jakim kierunku powinna sie rozwijać i to ja denerwuje.
Ja mowię...kochanie ... nie martw sie, są ludzie którzy mogą to zbadać i pomoc ci....wiec nie musisz sie bać, ze w przyszłości pójdziesz nie ta droga, która cię uszczęśliwi.
Widzę tez małe postępy u niej...bardzo lubi sie bawić i zajmować z bratem...wiec ja chwale...tK chwalenie jest środkiem do motywacji i często odopuszczam sobie ....i jest mi lżej...;-)
-
Jolanta
Jesteś w porządku, dbasz o córkę i to normalne, że wymagasz, żeby się rzeczy nie wysypywały z jej pokoju na mieszkanie ;)
Frisky
Ale tam jest sam artykuł... A masz linka do takiego obrazka? Ciekawa jestem tej mandali.
Ja się nie mogłam zebrać to gruntownego posprzątanie mieszkania od nie wiem... pół roku? I niby miałam stale czysto, no w miarę czysto, bo generalnie mam zwyczaj porządkowania, tu zmyłam, tam starłam, czy przetarłam i było w miarę ok, ale wczoraj skończyłam gruntowne porządki, wreszcie od A do Z. I poczułam ogromną ulgę, wreszcie czysto! Mam grunt pod nowe plany. Czuję, że mogę startować od nowa z tego punktu.
-
KorneliaX
matka Google jak mateczka Rossija, первая позиция:
http://www.mandalaa.neostrada.pl/mupozost.htm
-
hahahha, dzięki Frisky, nie wiem dlaczego przyjęłam, że mandala porządkująca to coś tak tajemniczego, że zwyczajnie przez googla się nie znajdzie ;)
-
КорнэльяКс
с пжиемносьця я оказываю помощь ; )
-
Chwilę zajęło odszyfrowanie, ale się udało ;)))
-
ale wam odbija ....
:-)
-
Kornelia,
Codzienne sprzątanie to mój najlepiej rozwinięty nawyk w habicie (http://habitrpg.com) :D
-
Lynd
Odpoczywam w karczmie od jakiegoś czasu ;))) Przeziębiłam się, potem doszły jeszcze dodatkowe okoliczności i doszłam do wniosku, że robię przerwę z grą. Samo sprzątanie to mi tak naturalnie wychodzi, poza takim od A do Zet. Teraz z poczuciem satysfakcji rozłożyłam się na podłodze z dużym blokiem rysunkowym i kolorowymi flamastrami i projektuję lepszą przyszłość ;) Dziękuję Górze, że mogłam trochę zwolnić i przestać jak ten chomik w kołowrotku...
-
Pomiędzy piątą a siódmą minutą ważna wiadomość dla tych którzy chcą uniknąć sądu ostatecznego i sprawiedliwości bożej.
https://www.youtube.com/watch?v=EI7g3kcwbR4&list=PLr2Xrf2b2ekOorO8mnYFGTToR01KQc_n1
Jak znajdę czas przesłucham całość.
-
ciekawe
-
Mam pewnien sukces.Powiedziałam jej żeby umyła szafki w kuchni. Ona się rzuciła ze złością- po co myć, przecież niedawno były myte. Ja podałam argument że po to aby były czyste. I ona to przyjęła i umyła już bez gadania.
Argument najprostszy a jednak zadziałał.
A były już brudne tylko że ona nawet nie wie że szafki w kuchni tak szybko się brudzą.
-
to każ jej też umyć żyrandole
odkryje ile much się do nich przykleja i jak bardzo lampa w kuchni się tłuści
o!
-
Wiecie co? Dziwnie się czuję. Ja siedzę a moja córka sprzata. Tego do tej pory nigdy nie było. Jest mi nieswojo. To takie odwrócenie sytuacji.
-
O kurcze, Inga, co zrobiłaś? Ciesz się, zasługujesz na to:)
-
wiesz co, to jej wyjdzie na dobre
żal patrzeć jak młodzież przychodzi do roboty i nic nie potrafi zrobić
od razu widać że w domu jest mamusia.
-
staram się ciuchy umieszczać w takiej podręcznej szafie, ale na krześle tez mi się znajdą
taki nawyk chyba
głupie przyzwyczajenie
Ja mam zawsze ciuchy na krześle :)) No chyba, że ktoś przychodzi i krzesło jest potrzebne, to je zbieram ;)
-
Doszłam do takiego etapu kiedy poczułam konieczność takiej zmiany. Stąd mam rózne uświadomienia oraz siłę aby tego dokonać. Cała dotychczasowa praca nad sobą skutkuje tym że ja odzyskuję właściwą pozycję w naszym układzie. I teraz gdy jej mówię żeby posprzatała to czy tamto, ona nie stawia takiego oporu tylko się z tym godzi.
-
Trochę w temacie spełnienia się w materii, w każdej dziedzinie życia:)
Fajnym odkryciem było uświadomienie sobie, że wszystko czego potrzebuję do szczęścia już dla mnie jest. Nie ważne jak dziwne, nie realne by się wydawały moje potrzeby. Wszechświat nie tworzy pustych form. Bawi się formą, jest twórczy, jeśli stwarza istotę to właśnie po to by mogła się ona w pełni urzeczywistnić, daje jej wszystko czego do tego potrzebuje. Wszystko już dla niej jest zaplanowane, bo leży to w "interesie" samego Boga.
To trochę jakby Bóg przejawiał się poprzez swoje stworzenie, to go cieszy, bawi, rozwija, czy coś w tym stylu. Cieszy go różnorodność form.
Jedyną inną możliwością jest wolna wola i to, że sami tworzymy jakby równoległy świat własnych lęków i urojeń:) Przestajemy wtedy płynąć zgodnie z własną prawdą i cierpimy.
Nie trzeba się starać, walczyć, kombinować, tylko pozwolić, by to co Bóg ma tu i teraz przyszło.
To bardzo wyzwalająca świadomość:)))
-
Laka,
Fajnie to wszystko ujęłaś:) To duża ulga - oczekiwać od siebie, od życia, ludzi, świata samych dobrych rzeczy, czuć że Bóg ma dla nas wszystko co najlepsze i że rozwiązania są zawsze na wyciągnięcie ręki. Zawody i trudności po drodze mogą wynikać z naszego pomieszania, zawiłości dróg, które sobie z różnych powodów stworzyliśmy, komplikacji w które sami się uwikłaliśmy. Wystarczą tylko szczere chęci, aby móc z tego wyjść, resztę można zostawić w rękach Boga, bo Bóg ma dla nas zawsze coś wspaniałego, coś lepszego niż to co wybieramy na co dzień, albo co wydaje się nam na ten moment najlepsze. Przy otwieraniu się na szczęście, na realizację swoich potrzeb, trzeba być elastycznym, bo często ciężko sobie nawet wyobrazić co Wszechświat nam niesamowitego szykuje;)
Zgadzam się, że nie ma co się martwić o nierealność naszych potrzeb. Przy szczerych chęciach brak realizacji jakiejś potrzeby musi wynikać z tego, że ta potrzeba nie jest całkowicie zgodna z nami i trzeba zrobić miejsce na coś lepszego, albo nie jesteśmy gotowi na jej realizację (czyli nieodpowiedni moment życia na jej przyjęcie), ale z pewnością ten brak nie wynika z tego, że potrzeba jest sama w sobie niemożliwa do zrealizowania:)
-
Zgadzam się, że nie ma co się martwić o nierealność naszych potrzeb. Przy szczerych chęciach brak realizacji jakiejś potrzeby musi wynikać z tego, że ta potrzeba nie jest całkowicie zgodna z nami i trzeba zrobić miejsce na coś lepszego, albo nie jesteśmy gotowi na jej realizację (czyli nieodpowiedni moment życia na jej przyjęcie), ale z pewnością ten brak nie wynika z tego, że potrzeba jest sama w sobie niemożliwa do zrealizowania:)
Wiecie dziewczyny, fajnie mieć wglądy. Ale ugruntować to to ciężka codzienna orka. Ale jak ktoś o tym pisze to od razu staje się lżej,a w chwili zawahania , że to nie ma końca- inspiracja , aby się nie poddawać. Nigdy :)
-
No pewnie, że nie ma sensu się poddawać, chwile słabości są, ale zawsze warto próbować dalej mimo to. Można przebimbać pół istnienia, poddawać się cierpieniu, buntować się przeciwko Bogu i jeszcze narzekać, że nic nie wychodzi, ale po co;) Chyba nie ma takiej istoty, która byłaby w stanie taplać się w nieszczęściu w nieskończoność.
-
Fajnie napisane :)
http://kochanezdrowie.blogspot.ie/2016/03/jak-wyglada-piaty-wymiar-i-czym-sie-to.html
-
A tu odnośnik do materiału źródłowego i do propozycji Autora,i propozycje transformacji:
http://whitedevas.eu/?page_id=947
-
Inni przechodzą już do 5 wymiaru a ja jestem jeszcze w drugim, nawet do trzeciego nie doszłam.
-
A tu odnośnik do materiału źródłowego i do propozycji Autora,i propozycje transformacji:
http://whitedevas.eu/?page_id=947
z tą zdolnością do odcięcia karmy z tak długiego okresu w 1,5 godziny to kolega chyba przesadził! :-S
-
No i dobrze. Bo jak wejdziesz do 5 wymiaru autora tego artykułu, to śniadanie pomyli Ci się z kolacją.
Zamieściłam link propozycji autora, do namysłu. Warto wiedzieć czyje teksty się czyta.
Kpina do kwadratu :(
-
z tą zdolnością do odcięcia karmy z tak długiego okresu w 1,5 godziny to kolega chyba przesadził! :-S
miałam i zero efektów, dobrze to on sobie potrafi marketing robić
-
Nie ma czegoś takiego jak zero efektów.
Każda ingerencja daje efekty, ale nie zawsze takie jakich oczekujemy i nie zawsze dążące do naszego wyzwolenia. Nie zawsze je dostrzegamy bo są w polach których świadomości nie musimy mieć.
-
Art. "Oczyszcz. Karmy (OCI)" pełen sprzeczności.
Nie wyobrażam sobie, żeby coś takiego mogło się udać w 1,5 godz! Choć akceptuję jednorazowe cuda :)
Z mojego doswiadczenia wynika, ze opor podświadomosci i podświadome przywiązania nie pzowalają na tak gwałtowne i głębokie zmiany. Gdyby się je udało wprowadzić, większość klientów oszalałaby z przerażenia.
Oczyszczenie karmy, to zmiana setek, albo nawet tysięcy intencji!
Jak można by dokonać tego w ciągu 1,5 godz? :)
I o ile nawet byłoby to możliwe, to umysł oczyszczanego nie jest w stanie tak wielkiej zmiany zaakceptować w tak krótkim czasie.
Coś tam pewnie się zmienia, ale nie aż tak!
-
Zgadzam się, prawda na swój temat jest zaskakująco łatwo dostępna tylko największy opór jest przed jej przyjęciem.