Pozytywne Inspiracje
Forum => Rozwój osobisty i prosperity => Wątek zaczęty przez: Sebastian w 2012-08-29, 20:57:45
-
Jakie są wasze cele? Zainspirujcie mnie i innych :) Macie jakieś w ogóle? Zastanawiałem się nad tym czym jest harmonia celów w związku i doszedłem do wniosku że nie mam jakichś długoterminowych celów. Bardziej ustalają mi się cele poprzez moją daną sytuację życiową - np. mam mało kasy -> chcę więcej kasy. Mam dużo kasy, ale ciężko pracuję -> chcę mniej pracować, zarabiając tyle ile teraz. Ale czy to są cele życiowe? Chyba żyję bez celu i powinienem się nad tym zastanowić.
Po chwili zastanowienia dotarło do mnie że moim celem na najbliższą przyszłość jest:
Nauczenie się lomi lomi, kupienie stołu i masowanie ludzi
Zrobienie prawo jazdy C+E
Certyfikat trenerski EFT
Bogactwo materialne i podróże
Udany związek (oparty na harmonii uczuć, energii i celów:)) )
Schudnięcie jeszcze trochę
Kupno nowego samochodu
Znalezienie czasu na rolki i jeżdżenie, jeżdżenie i jeżdżenie
W sumie wszystkie ciekawe.
Ale wracając do harmonii celów w związku - przecież nie może ona polegać na tym że partnerka też chce kupić nowe auto / lub chce żebym ja kupił nowe auto ;))) musi być w tym coś głębszego. Chciałbym to zakumać....
Ok, ok, partnerka może też rozwijać się duchowo i to jest harmonia celów - ale jakoś zbyt ogólnie to dla mnie brzmi. A może niepotrzebnie doszukuję się drugiego dna.
DO MODERATORA - ten temat powinien raczej się nazywać Harmonia celów w związku
-
Takim dużym i górnolotnym celem dla mnie na teraz jest zjednoczenie mojej świadomości z Bogiem we mnie, to moje marzenie... no i odnalezienie mojego powołania na to wcielenie.
Z mniejszych spraw to pieniądze, zajęcie, które będzie mnie rozwijać, bawić, uczyć i sprawiać przyjemność; fajny, bliski związek z odpowiednim dla mnie partnerem, pielęgnowanie bliskich relacji przyjazni z harmonizującymi ze mną osobami.
Poczucie spełnienia w materii i w miłości jest moim celem- tak ogólnie chyba można powiedzieć, czyli klasyka gatunku:) celem nadrzędnym jest pełne otwarcie się na moje WJ
-
Aha, ja też chcę jeszcze schudnąc :) i nauczyć się Medytować porządnie i chodzić na jogę :)
-
Fajnie to czytać. Ja widzę że dopiero mi się układają konkretne cele i fajnie się zainspirować. Pielęgnowanie relacji z harmonizującymi aniołkami też by było moim ważnym celem a do tej pory nie przyszło mi to świadomie do głowy, choć podświadomie ku temu zmierzam. Może tak jest że każdy ma te ważne cele niezmiennie, a trzeba je sobie po prostu uświadomić.
No i ostatnio wróciłem do pracy nad podstawami samooceny. Może wreszcie dojrzałem.
-
Podroz do Indii,Tybetu:)
-
Sebastian,
dobry temat, bardzo ważny :) Bez celu, trudno ukierunkować działanie. Zawsze miałam wiele celów w życiu, a głównym było "poznanie prawdy" w oparciu o rozwój duchowy, praktyki medytacyjne, oczyszczające itp. Cele w związku to podobne patrzenie na świat, podejście do siebie, do rozwoju, podobne realizowanie zainteresowań, a i myślę, że nawet wspólne gotowanie ;) Wiele moze się rozjezdzac i przeszkadzać w zwiazku, dlatego poznanie celow swoich i partnera bardzo pomaga.
Moim celem na teraz, jest uzdrowienie tematu z pracą i abym zaczęła radzić sobie finansowo. Mam także cele które wiem, że wykreują się za jakiś czas - określam je więc jako długodystansowe :)
-
Chyba chciałbym też się tak na dobre przeprosić z Bogiem, choć nie zawsze potrafię się do tego przed sobą przyznać. Dobranoc.
-
Moim celem jest nawiązanie kontaktu ze sobą, ze swoimi uczuciami.
-
No wlaśnie! bardzo bardzo pragnę mieć w pełni uzdrowiony związek z Bogiem :)) już się to zawiera w zjednoczeniu mojej świadomości z boską, ale się dopiszę :)
Dobranoc, Seba :)
-
Najlepsze inspiracje mi przychodzą ostatnio w łóżku! Dzięki Boże że na mnie zstąpiłeś, pojąłem o co chodzi w harmonii celów w związku.
Nie chodzi o cele osobiste, tylko o to czego się chce doświadczać w związku. A kiedy jest harmonia to 2 osoby chcą doświadczać tego samego. Więc jeśli afirmuję harmonię celów, to muszę najpierw jasno ustalić czego chcę doświadczać w związku. A jest tego długa lista ciekawych możliwości :)
Nabiera to teraz dla mnie sensu.
-
Dzięki za tego posta, wniósł coś ważnego dla mnie :))
-
Sebastian
a ciekawi mnie z czego Ty chcesz jeszcze schudnac ??? :-D
Wez nie zartuj :-)
Widzialam Twoje filmiki z EFT i wygladasz fajnie. A dziewczyny chyba (w wiekszosci przynajmniej) i tak wola misiowatych mezczyzn a nie szkieletory :-))) - no wiesz, zeby bylo miekko przy przytulaniu :-)
-
Misiowaty - nie znaczy oczywiscie tlusty :-) to cos pomiedzy wieszakiem a hipopotamem, a zawezajac perspektywe, misiowaty mezczyzna to taki o ktorego udo sie nie uderzysz i na ktorego brzuchu sie nie zapadniesz :-)
-
Moimi najbliższymi celami w życiu jest rozwijanie dalej swoich talentów, możliwości, coraz głębszego przejawiania boskości, otwarcia na to i działanie przez to.
Bardziej fizycznie, życiowo - dalsze rozwijanie świadomości dostatku, lekkości, ufności, i coraz pełniejsze doświadczanie przepływu miłości.
Całkiem prozaicznie określając;-) - uzyskanie pełnego bezpieczeństwa i obfitości finansowej, oraz stworzenie realnej bliskiej relacji z mężczyzną - poprzez boskość w nas obojgu :)
A jak oboje będziemy działać poprzez naszą boskość, poprzez energię miłości, dostrojeni harmonijnie pod każdym podstawowym względem - to myślę, ze nie będzie problemu z harmonia celów w związku, co nie oznacza, ze wszystko, co będziemy przejawiać, będzie identyczne. Myślę, ze w dużej mierze po prostu będzie komplementarne :)
-
Moim celem jest spełnienie w energii dostatku, energii miłości... a czy będzie to z pomocą partnerki czy nie- to już mnie nie obchodzi :)
Moim celem jest też chyba odblokowanie "podstawy" i wszelkie mega cudowne uczucia z tym związane.
Co dziwne , nie mam chyba żadnych celów materialnych (jeśli chodzi o cele "życiowe", bo jak chce mi się jeść to moim celem jest zjeść) . Mam na myśli, że uczucia mi wystarczą, bo przecież o nie chodzi. Chcesz partnerke, żeby doświadczać określonych uczuć, chcesz coś materialnego by doświadczać określonych uczuć. Chcesz być bezpieczny materialnie by mieć to poczucie.
-
hmm cóż..
na teraz chciałabym przestać już tak całkiem stawiać opór Bogu i w pełni uzdrowić z nim relację
-
mój cel zwykłe miłe, spokojne życie.
-
Mój obecny cel to pozwolić Bogu działać we mnie, w moim życiu, żebym się poddała jego uzdrowieniu i przestała się buntować, walczyć, też z sobą i coś udowadniać:)
-
Chciałabym całkowicie zharmonizować swoją wolę i energię z Boską :)
I zgadzam się z Amelką, misiowaci mężczyźni są sexi :))
-
Uwolnienie sie od wszelkiego uporu ,oporu,lęku,niegodności,popierdułek samooceny...
Otwarcie się na Boga,Miłość,szczęście,bogactwo wszelakie...No chcę najzwyczajniej popławić i zatopić się we wszystkim ,co Bóg ma dla mnie w ofercie first,second... and last minute :-)))...
-
Bardziej chciałbym się odciążyć niż schudnąć, dla doskonalenia wyczynowej jazdy na rolkach.
Właśnie do mnie dotarło, że harmonia celów, uczuć i energii w związku partnerskim to potężny pozytywny kop i że warto popracować nad przyciągnięciem takiej relacji i w ogóle takich relacji przyjacielskich.
Żeby nie pisać nic nie wnoszących postów, rozwinę to:
Harmonia uczuć - jeśli mam w sobie miłość, partnerka też, to razem czujemy ją jeszcze bardziej
Harmonia energii - mamy te same/podobne energie, co rezonuje i wzmacnia nas razem i z osobna.
Harmonia celów - łatwiej realizować podobne cele bo rezonuje i wspiera się dwoma powyższymi.
Wtedy też kiedy pracuje się nad sobą, to dodatkowo to cieszy drugą osobę bo im mi lepiej tym jej lepiej i odwrotnie :)
-
Sebastian,
fajne do ciebie inspiracje płyną w tym temacie, korzystaj sobie z tego dobrego połączenia z Górą :))
Właśnie do mnie dotarło, że harmonia celów, uczuć i energii w związku partnerskim to potężny pozytywny kop i że warto popracować nad przyciągnięciem takiej relacji i w ogóle takich relacji przyjacielskich.
:))
No właśnie, dobrze że zwróciłes na to uwage. Wiele osób, nie bierzę pod uwagę tego, jak wazna jest harmonia uczuć, energii i celów wogóle w relacjach z ludźmi (żeby nie ograniczać tego do związku:)). Dużo przyjemniej i łatwiej jest mieć ludzi wokół siebie, którzy będą wzmacniać Nas, choćby swoją własną obecnością, swoją energia i z którymi rozumiemy się bez słów. To bardzo ułatwia relacje i współżycie :))
-
"choćby swoją własną obecnością, swoją energia i z którymi rozumiemy się bez słów"
Takie relacje wiele dla mnie znaczą. Do niedawna myślałem że są niemożliwe, a teraz coś mi świta.
W ogóle trawię ostatnimi dniami wiele relacyjnych spraw, po tym jak się ostatnio spotkaliśmy. Tak ważne dla mnie rzeczy że aż wolę przeżywać ten proces po cichu w skupieniu.
-
Dużo przyjemniej i łatwiej jest mieć ludzi wokół siebie, którzy będą wzmacniać Nas, choćby swoją własną obecnością, swoją energia i z którymi rozumiemy się bez słów. To bardzo ułatwia relacje i współżycie :))
ok, ogólnie to ja się z tym zgadzam :)
Tylko że przyznam, iż jeżę się trochę na tekst pt "porozumienie bez słów" - on jest tak zmitologizowany i tak wyidealizowany przez wiele osób, ze zakładają, że skoro ideałem jest porozumienie bez słów, to nie ma co rozmawiać, rozmowa jest zbędna - przecież wszystko powinno być oczywiste bez rozmowy ;) skoro np.: kochamy się, jesteśmy razem i do tego może mamy harmonie. A jak okaże się, ze jednak zwykła rozmowa jest potrzebna i rozwiewa wyobrażenia, nieprzytomności itp. - to włącza się takim osobom wielkie rozczarowanie, odrzucanie (nie jesteśmy harmonijni, musimy rozmawiać!;) itp. Spotkałam się z paroma takimi przypadkami.
Wg mnie może istnieć i owszem - na wielu płaszczyznach intuicyjno-energetyczne porozumienie - ale tak całkiem bez słów w świecie materialnym i nie będąc oświeconymi to się nie da porozumiewać. I warto o tym zawsze pamiętać i to podkreślać, by nie wpadać w idealizację "porozumienia bez słów'.
-
hydrozagadka,
zgadzam się z tobą :)
Ja wogóle nie wyobrażam sobie bliskiej relacji, gdzie ludzie ze sobą nie rozmawiają, nie chcą rozmawiać, boją się rozmawiać, nie lubią rozmawiać, albo nie komunikują się z jakiegokolwiek innego powodu :)).
"Porozumienie bez słów", to była z mojej strony przenośnia. Miałam na myśli to, że mnie samej zdarzyło/zdarza się wiele razy (zarówno z kobietami i mężczyznami), że z kimś "rozumiem się bez słów", a jest to pewnie wynikiem np takiego samego spojrzenia na dane sprawy, tych samych celów, pragnień w danej chwili i jakichś dodatkowych aspektów harmonii :)
skoro ideałem jest porozumienie bez słów, to nie ma co rozmawiać, rozmowa jest zbędna - przecież wszystko powinno być oczywiste bez rozmowy ;)
W tym wypadku to raczej nie harmonia tylko DDA, ja zauważyłam że wiele kobiet ma taki wzorzec -przekonanie, że partner POWINIEN się DOMYŚLAĆ jakie są ich oczekiwania, pragnienia i spełniać je bez zbędnego wyrażania i komunikacji :). Miałam kiedyś podobnie, odziedziczyłam to w spadku mamusi :))
-
Kinga
Hahaha jak tak mialam z pierwszym chlopakiem jak nie potrafil czytac w moich myslach...bo przeciez jakby mnie kochal to by wiedzial,ze wole tulipany bardziej niz roze!!:))))
-
Semira, tak często mają osoby, które mają problemy z jasnym i klarownym wyrażaniem się w związku, a to jest podszyte najczęściej lękami przed odrzuceniem i przyblokowaniem gardła w dzieciństwie. Wtedy człowiek zamiast jasno i konkretnie powiedzieć o co mu chodzi, kombinuje, żeby się partner domyślił, a jak się nie domyśla to jest żal i frustracja. pamiętam i u mnie te kwiatki :).
-
"Porozumienie bez słów", to była z mojej strony przenośnia. Miałam na myśli to, że mnie samej zdarzyło/zdarza się wiele razy (zarówno z kobietami i mężczyznami), że z kimś "rozumiem się bez słów", a jest to pewnie wynikiem np takiego samego spojrzenia na dane sprawy, tych samych celów, pragnień w danej chwili i jakichś dodatkowych aspektów harmonii :)
Ja to akurat rozumiem :)) tylko mi trochę wywaliło skojarzenie, to które napisałam poniżej :)
W tym wypadku to raczej nie harmonia tylko DDA, ja zauważyłam że wiele kobiet ma taki wzorzec -przekonanie, że partner POWINIEN się DOMYŚLAĆ jakie są ich oczekiwania, pragnienia i spełniać je bez zbędnego wyrażania i komunikacji :). Miałam kiedyś podobnie, odziedziczyłam to w spadku mamusi :))
Jak najbardziej DDA, of kors. Co ciekawe, to ja z tym problemem spotkałam się głównie u mężczyzn, nie u kobiet. Sama komunikuje swoje pragnienia czy potrzeby bez problemu - co zresztą zazwyczaj stanowi problem dla tych poblokowanych na tym poziomie osób. Oskarżają wtedy o próby nadmiernej kontroli, narzucania itp - mimo że jedynie komunikuję jasno własne podejście do danej sprawy, a nie żądam spełniania. Ba! Nie mam nawet problemu z pójściem na pewne kompromisy, kiedy ktoś w końcu wyjaśni, czemu np.; coś mu się kojarzy inaczej, np.: negatywnie.
Szczerze mówiąc, mam wrażenie, ze de facto ten problem jest większy u polskich mężczyzn (albo taka jest moja perspektywa;) - że ogólnie mają problem z jasną komunikacją, przyznawaniem się do swoich prawdziwych potrzeb, pragnień itp. Często są też w ogóle od nich poodcinani - i sami nie wiedzą czego chcą lub nie chcą/nie potrafią o tym mówić.
łączy się to wg mnie z tym schematem o "męskim mężczyźnie" - nie czującym, nie emocjonującym się, wyważonym;), spokojnym, silnym - a że nie potrafią inaczej sprostać temu schematowi, to najprościej jest milczeć, nie przejawiać i udawać silniejszego, spokojniejszego itp ;)
-
Sama komunikuje swoje pragnienia czy potrzeby bez problemu - co zresztą zazwyczaj stanowi problem dla tych poblokowanych na tym poziomie osób. Oskarżają wtedy o próby nadmiernej kontroli, narzucania itp - mimo że jedynie komunikuję jasno własne podejście do danej sprawy,
.
hydrozagadka, to "naturalne", że takie osoby rozdrażnia łatwośc i swoboda w wyrażaniu się innych, bo zazwyczaj toczą wewnętrzną walkę w sobie między lękiem przed odrzuceniem, poczuciem niezasługiwania i lękiem przed ponownym ograniczeniem i zdominowaniem (ponownym - bo doskonale pamiętają go z dzieciństwa)
-
Kinga - może i "naturalne", ale przyznam że budzi to we mnie jeszcze żal i poczucie bezsiły - że co ja w takim razie mogę zrobić, by było lepiej, by jasne powiedzenie o co chodzi, co czuje lub czego pragnę, nie budziło takich negatywnych reakcji?
Mnie to dobija czasami.
Najlepiej pewnie nie utrzymywać kontaktów z takimi osobami - nie zawsze się jednak da. No i może to przybić, jak się spotyka kolejnego faceta z podobnymi reakcjami i wzorcami... :-/ Mnie już czasem ogarniają wątpliwości, czy istnieją normalni, zdrowi i obecnie wolni;) mężczyźni w Polsce. Jakoś za granicą takich negatywnych, poblokowanych mężczyzn jest dużo mniej (wiadomo- nie wszędzie - ale jednak generalnie na zachodzie mężczyźni są bardziej komunikatywni i wyluzowani.).
-
hydrozagadka, rozumiem :*
W sumie jest jak mówisz, każdy musi poukładać w sobie co jego, by była swobodna współpraca.
Aczkolwiek nie miej takich wątpliwości :))), bo ja znowu naprawdę mało facetów spotykam z takimi wzorcami (za to właśnie kobiet dużo), więc tak naprawdę potencjalnie oni istnieją.
A swoją drogą, może warto by było poszukać u siebie jakiejś intencji przyciągania właśnie takich facetów, to może u ciebie chodzić o coś zupełnie innego i wogóle się nie tyczyć wyrażania. Może ty masz jakąś misje nawracania i uświadamiania mężczyzn (misjonarze mają to do siebie, że często przyciągają do siebie osoby dużo niżej w świadomości, rozwoju, ugruntowania). Tak tylko strzelam :))
-
Mi się zdaje że te wzorce to są przede wszystkim pochodzenia DDA'owego, a więc niezależnie od płci :P Niestety tak już jest z tymi związkowymi obciążeniami, że człowiek potem spotyka potencjalne osoby do związku z jakimiś problemami, a przedstawiciele tej samej płci są normalniejsi, bo z nimi związku nie będzie, więc pś łatwiej ich dopuszcza do życia.
-
Kinia:*
" Może ty masz jakąś misje nawracania i uświadamiania mężczyzn (misjonarze mają to do siebie, że często przyciągają do siebie osoby dużo niżej w świadomości, rozwoju, ugruntowania). Tak tylko strzelam :))"
- Może i częściowo coś takiego miałam, i nawet jeśli nadal to jest to, co sprawia, ze przyciągam takich dziwnych i męczących mężczyzn - to zdecydowanie nie mam już ochoty ani na ich nawracanie, ani ciągniecie w górę, ani uświadamianie - nie zajarzy najprostszych spraw w miarę szybko i sprawnie, nie ma otwartości ani dla dialogu, ani dla wymiany (przepływu) - to nie mam już ochoty się z takim(i) męczyć.
Clint - tak, wiadomo, ze to są wzorce DDA i generalnie nie są zbytnio zależne od płci - choć akurat o nie mówienie o tym, co się myśli i o nie wyrażanie jasno swoich pragnień najczęściej oskarżane są kobiety ;-) A ze mi w oczy bardziej rzucali się mężczyźni, no to napisałam co wiedziałam ;)
"Niestety tak już jest z tymi związkowymi obciążeniami, że człowiek potem spotyka potencjalne osoby do związku z jakimiś problemami, a przedstawiciele tej samej płci są normalniejsi, bo z nimi związku nie będzie, więc pś łatwiej ich dopuszcza do życia."
- Ano zgadza się. Najczęściej te osoby, które są "bezpieczne", czyli wiadomo ze w związek z nimi się nie wejdzie, tych obciążeń nie przejawiają (lub w minimalnym stopniu).
W ogóle zainspirowaliście mnie oboje, dziękuję.
Właśnie zaczęłam świadomie sprawdzać na ile bezpiecznie bym się czuła przy zdrowo przejawiającym się mężczyźnie - i choć lekki niepokój jeszcze mam, to ogólny odbiór nawet w pś mam już dobry. Tzn. nie czuję się już zagrożona np.; odrzuceniem czy zdominowaniem (że będę czuła się gorsza). Kiedyś faktycznie miałam takie lęki, i pchając się w relacje z DDA, a podejrzliwie traktując tych zdrowszych, weselszych, bezpośrednich i otwartych mężczyzn (że tylko udają, by mnie oszukać;)) - tylko sobie je potwierdzałam i utrwalałam.
Zajarzyłam to jakiś czas temu. Jakiś czas temu zatem wzięłam się za gruntownie uzdrowienie samooceny (jeszcze nie w 100%, ale w koło 90% wg mnie tak;). Misje też puściłam, nie mam już na nie ochoty, ani nie poprawiam sobie nimi samopoczucia czy własnej wartości. A mężczyźni, których poznaję i przyciągam "związkowo" nadal jacyś pozakręcani i pozamykani (choć pozornie, na pierwszy rzut oka mogą sprawiać wrażenie otwartych i bezpośrednich - ale to tylko maska, niestety, pod spodem piękne DDA ;>.
WTF? ;) to już jest naprawdę męczące. :>
Ale żeby nie było samego offtopu - moim celem jest rozkminienie tego do końca, uwolnienie się od wszystkiego co blokuje taką dobrą zdrową relację i spotkanie fajnego mężczyzny, otwartego i gotowego do związku miłości ze mną :) I myślę, ze zarówno przez to, ze doskonale zdaję sobie sprawę, ze już nie chcę się męczyć w jakiś dziwnych relacjach i czuję, ze już potrafię być w zdrowej relacji w zdrowo przejawiającym się mężczyzną - to dzięki temu jestem na najlepszej drodze do urzeczywistnienia tego.
-
chciałabym założyć i mieć instytut badawczy :)
-
hydrozagadka
Istnieje sporo wolnych, normalnych i wysokowibracyjnych facetów w Polsce. Tak samo kobiet. A trafia się na takich w momencie pojawienia się gotowości i zamknięcia na dobre przeszłości. Związek też się pojawia praktycznie od razu po staniu się gotowym. Tak ja czuję. A jeśli nie ma, albo coś nie wychodzi to jest się wciąż zamkniętym.
Ja spotykam prawie codziennie kobiety z którymi jakby wejśc w bliższą relację to wiem że byłoby mi to na duży plus i wzajemnie. Gorzej z moimi oporami. No i nie wiem czy są wolne, nie wypada pytać ;))) choć jakby ktoś się czuł niewinnie w temacie to pewnie mógłby zapytać z samymi pozytywnymi konsekwencjami. Spotykam też sporo normalnych mężczyzn i choć nie zastanawiam się nad tym jak byłoby z nimi tworzyć związek, to założę się że z facetami sprawa wygląda tak samo.
Karola
A co by badał ten instytut?
-
z jednej strony chciałabym żeby to były badania naukowe związane min. z żywnością, terapiami naturalnymi (leczenia chorób np. witaminą C, amigdaliną, wodą utlenioną, olejami itd.) choć to raczej się nie spełni, bo potencjalnie wiem jakie ogromne ilości pieniędzy są potrzebne na sprzęt laboratoryjny, kadrę, badania itd., sama musiałabym uzyskać co najmniej stopień doktora, a na razie nie jestem pewne czy chciałabym kontynuować karierę naukową, poza tym pojawiło by się pewnie pełno problemów ze strony innych naukowców, lekarzy, środowiska farmaceutycznego i pewnie nie mogłoby to funkcjonować pod tą nazwą tylko jakąś zupełnie nie związaną z tą działalnością. Także myślałam z drugiej strony o instytucie związanym z testowaniem różnych metod wpływających na rozwój człowieka, nazwę to duchowy, ale nie tylko, tez osobisty itd. Też byłaby tam część, w której zajmowano by się oczyszczaniem organizmu itd. Już lata temu pojawiała mi się taka wizja, ale nie wiem czy ona będzie w planie mojej ścieżki życiowej czy nie.
Niemniej jednak mam duży pociąg i do nauki i do eksperymentów, także może kiedyś uda mi się to ziścić. Ale to konkretnie musiałabym przerobić prosperitę, a to jeszcze temat, który u mnie kuleje .. albo bogatego sponsora znaleźć :)
-
Karola
Czy stopień doktora jest naprawdę ku temu potrzebny? Moim zdaniem, robiąc doktorat, dopiero musiałabyś zacząć się liczyć ze środowiskiem naukowym. Ja mam wrażenie że za niedługo te całe struktury przestaną się liczyć a zacznie się liczyć faktyczna wiedza i świadomość. Teraz oficjalna nauka i tak głosi to co koncerny jej każą. To musi runąć w drobny mak.
Dla przykładu w Bukowinie Tatrzańskiej jest knajpka która nazywa się Bury Miś. Ma wykończenie zrobione ze złomu przez artystę który jest też właścicielem tej knajpy i cudowną toaletę, zrobioną przez niego. On ma swój warsztat obok lokalu i wytwarza tam przeróżne rzeczy które sprzedaje za duże pieniądze. Pisze o nim, bo ze 3 lata temu miałem okazję porozmawiać z tym gościem i mówił o swoich planach wybudowania obok Instytutu Burego, który skupiałby i wspierał nietypowych artystów z całej Polski, ich twórczość itd. . Pamiętam jak chwalił się że to będzie biobudynek, gdzie ściany będą porośnięte wszędzie roślinnością i że on ma w ten sposób oddychać i tworzyć cośtam, już nie pamiętam konkretnie ale brzmiało to wspaniale i nowatorsko. Przy czym gość nie miał żadnej szkoły, był samoukiem z wizją. Nie wiem czy te plany się zrealizowały, ale z tego co on mówił uświdomiłem sobie że da się.
W każdym razie Twój pomysł też brzmi realnie. Są chyba takie instytuty, gdzieś w Rosji, które utrzymują się z przyjmowania pacjentów.
Wystarczy że zbierzesz kasę, swoje wykształcenie już masz w tym kierunku, plus świadomość co jest bardzo ważne i ta świadomość by Ci wystarczyła do tego żeby kierować grupą ludzi którzy mogliby być bardziej dokształceni, jeśliby to było potrzebne :)
A ze zebraniem kasy w naszych czasach dzieją się cuda. Piosenkarka która sprzedaje ileśtam tysięcy sztuk płyty, której jeszcze nie nagrała, chłopaczek który wymienia spinacz na domek jednorodzinny, student który sprzedaje piksele w internecie za milion dolarów ;)))))) itd.
-
Sebastian - dzięki! :) Myślę, ze masz rację (także w kwestii fajnych mężczyzn:) - i faktycznie doszłam w końcu dzisiaj w innym wątku do wniosku, ze nadal bruździ mi wewnętrzny strach. Stad sama nie jestem jeszcze w pełni gotowa, ani otwarta - stąd pewnie te relacje na pół gwizdka.
Co do Burego Misia - uwielbiam tą knajpę! Jest cudowna! Te rzeźby, całe otoczenie - są rewelacyjne, zachwycające. Połączenie tego otoczenia i całkiem dobrego jedzenia - sprawia, że rozkosznie się tam ucztuje;) :)
bardzo fajnie, ze właściciel ma takie plany. Chyba spróbuję tą informację dodatkowo wykorzystać :)
-
W sumie wymagany by ten stopień doktora nie był, ale żeby w jakiś sposób kierować kadrą naukową wolałabym go mieć :P
Ale może masz rację, mogliby tam być bardziej wykształceni ludzie niż ja, lekarza chciałabym tam mieć, jakiegoś biotechnologa, dobrego prawnika, ale w sumie paru znam więc mogłaby być współpraca, musieliby to być ludzie, których wcześniej bym znała i żebyśmy mieli zbieżne cele w tym wszystkim.
Fajny przykład z tym gościem, kurcze może by się skupić na przyciąganiu osób, które byłyby tym samym zainteresowane, tylko, że ja musiałabym być pewna, że na pewno tego chcę, a na razie to mgliste wyobrażenie. Cel czuję jako bardzo słuszny, dobry i generalnie z wielkim potencjałem :) Kurcze, spełnianie się naukowo z jednej strony, a z drugiej jakby duchowo, czad :D
I to jeszcze w tym, co mnie interesuje!jaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!
Dobra, nie nastawiam się na nic, pracuję obecnie ze swoją ścieżką życia i byłabym przeszczęśliwa gdyby to pojawiło się na niej i wszelkie możliwości spełnienia tego :)
-
A propos zbierania kasy na różne przedsięwzięcia - to jest dobra i właściwa ku temu strona :) http://www.kickstarter.com/
-
Karola jak będziesz pewna że chcesz to robić to ja w to wchodzę:) bo też chcę robić wielkie rzeczy w życiu. Mogę np. sprzątać kible i wtrącić coś od siebie od czasu do czasu :)
-
Sebastian,
spoko :D choć do sprzątania kibli bym Cię nie wzięła, a do czegoś dużo bardziej ambitnego, ale to się jeszcze wyklaruje do czego :)
zapytam Lecha.. tfu Leszka o ten cel, czy zgodny z moim ND, a jeśli tak to określę ramy czasowe 5-7 lat myślę, z możliwością wcześniejszej realizacji