Pozytywne Inspiracje
Forum => Karma i reinkarnacja => Wątek zaczęty przez: Szafirowy Błękit w 2012-02-20, 12:57:54
-
Znalazłam bardzo interesujące artykuły na temat karmy wojownika,
opisujące jej charakterystykę,
mogą być też pomocne w identyfikacji tego typu wzorców
http://www.ezosfera.pl/ela-kruchowska/artykul/510
I tutaj bardzo ciekawy artykuł na temat przejawiania się karmy wojownika
w kobiecych wcieleniach, sporo wzorców jest fajnie opisanych i jest też
podanych kilkanaście afirmacji pomocnych w uzdrawianiu tego tematu
http://www.cudownyportal.pl/article.php?article_id=1424
-
Pomocne,BARDZO :-*
-
No, jakbym widział ontoję :)
Specjalnie dla byłych kozaków:
http://www.youtube.com/watch?v=D-uO6WqiChU&feature=related
I tu, jak lali naszych (chyba powstanie Chmielnickiego):
http://www.youtube.com/watch?v=dKLkUyVJS2I&NR=1&feature=fvwp
-
Gdy w dużym stopniu odreagowałam wzorce wojownika, napięcie oraz kontrolę z przyjemnością mogę radować się innymi relacjami z ludźmi. Mają do mnie większe zaufanie, otwartość, a ja Sama bardziej się wyluzowałam i odpuściłam ; )
Dobrze sobie przypomnieć te artykuły ; p
-
No więc to było tak - trochę się nakręcałem przeciw "władcom New World Order" i jeszcze paru rzeczom, pamiętam, że pogarszało mi to samopoczucie i musiałem afirmacjami się poprawiać. Ale potem i tak się znów nakręcałem walkami w umyśle.
Potem dostałem czegoś w rodzaju ataku - jakby zatrucia pokarmowego/silnej alergii pokarmowej albo nerwicy. Nie wiedziałem ale miałem nieciekawe reakcje - kołatanie serca, duszności, zawroty głowy. Czułem jakby mi się energetyka rozpadała. Toczyłem dość regularną walkę z wykorzystaniem pozytywnego myśleniao to, żeby się poskładać do kupy. ALe to i tak wracało choć coraz słabsze (jednak ciągle niepokoiło).
teraz przyszła analizka od Ani Atras
"Wygląda u ciebie to tak. W ostatnim czasie musiałeś doznać jakiegoś silnego zdenerowania na kogoś, ktoś cię zywczajnie zdenerował, ale to do takiego stopnia, że uruchomiła się u ciebie zdolność niszczenia. Niektórzy mistrzowie, dawniej potrafili energią własnej mocy zabić lub doprowadzić do pomieszania energii u innych, a nawet doprowadzić do szaleństwa.
Nie wiem, jakie noosisz dośwaidczenia karmiczne w tej kwestii, ale twoja reakcja była ciekawa, bo chcąc się powstrzymać, skierowałes tę energię w siebie samego. Uruchomiłeś wzorce autodestrukcji i krazy ta energia teraz w tobie, wciele, szalejąc po czakramach.
wzorce autodestrukcyjne działają u ciebie w 43%, to obudziło pamięć kilku wcieleń i płyna na tej linie energie wmacniajace od twoich uczniów. podsyłają energie demoniczne, które mają nakłaniać cię do wytwarzania większej mocy, ale im większą moc się w tobie wzmaga, tym silniej szkodzisz sobie. Masz 89% wpływ astralny z obszary magii(własnych wspomnień i parktyk). Jeśli tego nie uzdrowisz, możesz siebie zniszczyć doprowadzić nawet do własnej śmierci. "
no teraz by pasowało to poodkręcać :-P na tyle na ile to prawdziwe, co napisała Ania. Ale i tak jestem jej fanem :-)
-
43% autodestrukcji oznaczałoby że 43% twoich działań jest na to nastawionych (przy 20-30% są często opętania, próby samobójstw itp.) :) No ale chyba Anna Atras innej terminologii i definicji używa. Tak samo z wpływami astralnymi gdzie 89% oznaczałoby że jedynie 11% własnego działania i myślenia, jest własne (co jest nierealne).
A co do takiego hamowania to się dość często pojawia u osób, które mają mechanizmy destrukcji, ale nie chcą ich używać i uzewnętrzniać, wtedy zatrzymuje się to, tłumi w sobie.
-
też sie nad tymi procentami zastanawiałem, tym bardziej że juz mam w miarę spokój i przeafirmowałem większość tego gówna(tylko chwilowo wracają jakby takie presje od któych musze sie uwalniać). Sajgon to był z 2 - 3 tygodnie temu. Nie wiem jakie by mi wtedy wyszły te procenty ? :-P
-
No tak jak mówię - za tymi procentami muszą stać inne definicje niż u większości wahadlarzy.
-
może się jeszcze dopytam u Ani. Ona ma z jednej strony dość oryginalny i trudny do zastosowania system definicji - pamiętam, że niektóe analizy zawierały trochę niezrozumiałych i wyglądających na nieprzydatne dla mnie pojęć. A z drugiej to potrafi dośc genialnie rozpracować różne sytuacje. Przekonałem sie o tym wcześniej jak zacząłem toczyć pojedynek z czymś, co mnie w moim odczuciu "zaatakowało". Zaczałem nawet przegrywac mimo najlepszych starań przyjęcia Bożej Ochrony. Ostatecznie poprosiłem o diagnozę na opętanie, mimo że bardzo tego nie chciałem. Nie pamiętam dokładnie co napisała ale to było coś że uruchomiła mi sie jakas pamięć z poprzednich wcieleń, bo osiągnąłem wiek w którym kiedys, gdy byłem w podobnym wieku coś tam trgicznego sie wydarzyło.
No i nastapił spokój.. :-P
-
Witam
Muszę się dowiedzieć jednej rzeczy bo moja pś nie daje za wygraną. Najlepiej żeby każdy kto się orientuje w temacie się wypowiedział.
Otóż pracuje nad zaakceptowaniem siebie ze wszystkimi słabościami, wadami i ograniczeniami. Głownie chodzi o brak jaj który mam od urodzenia. W tym wcieleniu przejąłem go od nadopiekuńczej matki poprzez silne traumy. Ale stanąłem w miejscu. Tutaj w konflikcie stoi mój radykalny system wartości wojownika który stanowczo mówi NIE na akceptacje słabości.
I tutaj mam 2 wyjścia i nie wiem co wybrać bo jedno jest fajne i drugie też obiecujace.
Kilka przekonań mojego systemu wartości >
- niepozwalanie sobie na pokazywanie słabości bo to straszny wstyd
- pragnienie bycia nadludzko wytrzymałym na strach, zagrożenia, cierpienia
-zachłanność na bycie zauważanym i przedewszystkim podziwianym za to jaki jestem twardy.
Gdybym wybrał akceptacje siebie itd to wiadomo że miał bym komfort, polubił bym się otworzył bym się na miłość do siebie, zaczął bym być pewny siebie i było by git tyle że musiał bym zrezygnować z systemu wartości wojownika.
Druga opcja to uzdrowienie traum około narodzeniowych dzięki którym odzyskam pewnośc siebie i wreszcie będe miał możliwość stać się twardym sukinsynem o czym zawsze marzyłem. I tutaj chciałbym się dowiedzieć jakie wady by w sobie to miało gdybym to wybrał.
Ja widzę zachłanność na bycie podziwianym, twardość, nie pozwalanie sobie na okazywanie uczuć ale czy to takie złe ? Wydaję mi się że mógłbym zrobić niezłą kariere w służbach specjalnych z takim systemem wartości.
Zawsze mógłbym później przekształcić ten system żeby nie był taki radykalny.
Co o tym myslicie ? Mam możliwość uzdrowić traumy przez WHH.
-
"brak jaj" - to ewidentnie braki po stronie brania od taty... nasza składowa to energia żeńska i męska, poziom od mamy, pion od taty. Energia odpowiadająca za działanie idzie od taty. Praca nad akceptacją ojca takim jakim byl, lub go nie było. Przyjęcie postawy bycia dzieckiem swoich rodziców. (Nie partnerem mamy z miłości w zastępstwo za tatę, który się nie stawił do związku jak powinien.) Poczuj się malutkim dzieckiem i wyobraź sobie siebie na prawidłowej pozycji w stosunku do rodziców, usiądź przy nich nisko... i jak zacznie wywalać, to akceptuj takim jakim było/jest. Bo to takie jest, nie inne. I wtedy możesz się odwrócić do świata w odpowiedniej pozycji z rodzicami za plecami.
- niepozwalanie sobie na pokazywanie słabości bo to straszny wstyd
w EFT Z pozycji dziecka: pozwalam sobie na pokazywanie słabości, jestem dzieckiem i mam prawo być słaby. Nawet jeśli się wstydzę, że pokazuję słabość, to jestem w porządku. Jestem słaby. Wstydzę się, że jestem słaby, ale taki jest fakt, taki jestem.
Straszny wstyd. Mój wstyd. <---- walić do oporu, że taki jestem.... aż poczujesz, że to nie jest już prawdą :)
z pozycji dorosłego: Mam w sobie słabość dziecka i wstyd że mam słabość, ale mimo to akceptuje siebie.
Ta słabość mnie małego, ten wstyd z tym związany. <--- walić do oporu. I przejście do rundy pozytywnej: Uwalniam słabość i wstyd, zostawiam to co było za sobą. Takie miałem odczucia jak byłem mały, akceptuje to, że tak było, ale teraz jestem dorosły i otwieram się na swoją siłę i pewność. Czuję, że mam w sobie siłę dorosłego mężczyzny, sięgam do zasobów które posiadam, które są mi dane ze źródła. Już dziś pozwalam sobie na czerpanie z mojej siły, która jest ogólnie dostępną siłą wszechświata.
- pragnienie bycia nadludzko wytrzymałym na strach, zagrożenia, cierpienia
tu podobnie
-zachłanność na bycie zauważanym i przedewszystkim podziwianym za to jaki jestem twardy.
tu podobnie
Próbować, nie marudać :)
-
Ale dlaczego ? Dlaczego mam wybierac słabość jeśli mogę wybrać siłe
Może innaczej zapytam.
Co jest niewłaściwego w podejściu gdybym pierw uzdrowił swoją pewność siebie poprzez uzdrawianie traumy nie poprzez aceptacje ? Tzn pierw traumy i odzyskanie pewności siebie a dopiero potem otwieranie się na miłość.
-
Bez akceptacji nie idzie do końca uzdrowić traumy. A bez otwierania się na miłość (najpierw w sobie i wobec siebie) trudno zbudować zdrową samoocenę. Prędzej czy później idzie ona nie w tą stronę co trzeba
-
Co do dylematu silny a słaby - to pewien schemat, osoba uciekająca przed własną słabością, stara się być silna i pokazywać siebie taką innym. Ale ona po prostu ucieka przed słabością, nie przyznaje się do niej. Osoba kochająca siebie, akceptuje siebie z tą słabością, nie postrzega jej jako wady, czy czegoś czym należy się przejmować z uwagi na opinie innych. Zresztą, co to za siła, jeśli nie potrafi się czuć w porządku ze swoją słabością gdy wiedzą o niej inni?
Najwięksi twardziele to zazwyczaj najbardziej znieczuleni ludzie. Którzy własnych słabości się niesamowicie boją.
-
Ty nic na razie nie wybierasz, ale niczego nie da się uzdrowić, bez wejścia w to co doskwiera. Tylko odpowiedni ładunek emocjonalny, taki spotęgowany oczyszcza.. Zobacz prawie we wszystkich metodach, trzeba w to wejść, dotknąć jeszcze raz żeby uwolnić. Zatem nie możesz głaskać się po głowie, bo to nic nie da, tylko na chwile przykryje bolączki. Musisz w to uderzyć, wejść tam gdzie najbardziej boli, tak po maxie i najlepiej wtedy EFT rozładowywać ... A nie ma sensu komentować dopóki się nie sprawdzi :) Zatem najpierw zrób, a później powiedz o wrażeniach. Tylko bez miziania ... :)
-
Doktor-X
Zadaj sobie pytanie:
Jaką ceną zapłacisz za...niepozwalanie sobie na pokazywanie słabości bo to straszny wstyd?
Jaką ceną zapłacisz za...pragnienie bycia nadludzko wytrzymałym na strach, zagrożenia, cierpienia?
Jaką ceną zapłacisz za...zachłanność na bycie zauważanym i przedewszystkim podziwianym za to jaki jestem twardy?
Jeśli będziesz ze sobą szczery to Ci wyjdzie, że droga wojownika nie da Ci ukojenia. Droga wojaka da Ci tylko iluzję poczucia bezpieczeństwa ale słabe są tego fundamenty bo nawet gdybyś ćwiczył sztuki walki przez lata całe to i tak możesz spotkać jeszcze większego twardziela, który wdepta Cię w ziemię. Czasy honorowych pojednynków odeszły w dal - bandyta wyjmie klamkę, sprzeda Ci kulkę i co wtedy będzie? Nie jesteś przecież szybszy od kuli.
Miło będzie Ci wtedy? Mówię Ci - szkoda życia na zbrojenia.
Weź się za coś ambitniejszego-jak rozwijanie szacunku do siebie i do innych. To jest wyzwanie warte Twojego życia.
Moim zdaniem Twoja pśka boi się czegoś bardzo i dlatego każe Ci się zbroić. Zadaj jej pytanie w medytacji - może Ci powie czego się boi? Na kim chcesz się odegrać?
Popracuj nad zwiększeniem poczucia bezpieczeństwa. Może okaże się konieczym zmiana towarzystwa.
Szukaj pozytywnej inspiracji.
Przydała by Ci się sesja regresingu żeby zobaczyć na trzeźwo i przytomnie jakie są ,,korzyści" z żywota wojownika, weź się za EFT, polecam uwalnienie wg Lestera Levensona i oczywiście Akting.
Metod pracy z podświadomością jest sporo i znajdziesz coś dla siebie - coś Ci na pewno przypasuje.
Jak masz możliwość WHH to bierz się za to.
Pracuj z podświadomością w swoim tempie, byle w stronę światła w Tobie. Nie poganiaj się, nie porównuj z innymi- to nie wyścig.
Ważne, żeby puścić własne wzorce autodestrukcji.
Dobry to znak, że trafiłeś na to forum. Czytaj tu posty i wyciągaj wnioski zgodne z Twoim Dobrem i innych.
-
Prosta sprawa: chcesz sie rozwijac duchowo czy kombinowac? Bo mozna tylko jedno naraz.
-
Dzięki Witek, potrzeba mi było madrego wytłumaczenia ale jak byś mógł to napisz dlaczego do końca nie uzdrowi się pewnosci siebie bez akceptacji siebie ? Co takiego nie pozwala na uzdrowienie traumy ?
Właśnie o to mi chodzi bo tak na logike to uzdrawiając traumy uzdrawiam brak pewności siebie no i niby by się obeszło bez akcpetacji siebie bo już bym nie miał tych słabosci których tak bardzo się wstydzę.
Dzięki Davidia
Znam EFT a o tej metodzie Lestera mi się obiło tylko o uszy. Sprawdzę
Dariusz
Świetny post, umiesz docierać do ludzi. Dzięki, wlaśnie czegoś takiego też potrzebowałem żeby ktoś mi trochę przemówił do rozumu.
Musze przekonać pś że to właściwe że wybieram akceptacje siebie tylko że czuję sie z tym strasznie nie męsko, dziwnie.
Lynd.
Każda istota rozwija się duchowo, nawet morderca czy wojownik.
-
Problem jest w tym że póki nie ma akceptacji, pewność siebie też będzie nie do końca. Zamiast tego będzie się rozwijało tłumienie i unikanie konfrontacji ze swoimi słabościami. Akceptacja słabości, wad itd. jest jedną z cech pewności siebie. Nie ma potrzeby ich ukrywać i nie ma uzależniania się od oceny tych słabości przez innych
-
"dlaczego do końca nie uzdrowi się pewnosci siebie bez akceptacji siebie ?"
Jesteśmy doskonali na wzór źródła, zatem sami jesteśmy sobie katem i ofiarą, sami się każemy i nagradzamy.. Jak sobie wybaczysz, to masz wybaczone.. zaakceptujesz siebie, uzdrowisz pewność siebie, zmienisz jakość energii na plus i będziesz tym emanował i przyciągał podobne jakości.. Mamy wolną wolę nadaną na mocy źródła stworzenia i w zasadzie nią operujemy.. sami czujemy, że zrobiliśmy coś złego i sami się karamy.. czasami się mówi, że jestesmy w takim pędzie energetycznym do czasu aż poczujemy, że nadszedł czas końca wyrównania.. zadośćuczynienia za coś.. tak jakby tyle i tyle źle zrobilismy i teraz tyle i tyle pocierpimy..
Ciekawe, że obserwuje takie jednostki, co są w takim pędzie, że zupełnie niczego nie słuchają do czasu końca... coś ciśnie, gniecie, ale dusza gna do brzegu...
W każdym razie poczucie szeroko doskonałości energii szybciej nas "zabiera" "podnosi" ..czy jak to kto chce nazywać...
Ja to tak czuje, ale każdy może czuć inaczej :)
-
Każda istota gromadzi doświadczenia, a każde doświadczenie w końcu da motywację do rozwoju (te przyjemne się znudzą, te nieprzyjemne zmęczą). Samo męczenie się i znudzenie nie jest rozwojem duchowym. Jak by to powiedzial Leszek: nie ta jakość ;)
Uważam że warto sobie rozgraniczyć świadomy RD ("powierzam się Bogu całkowicie, na miarę mojej aktualnej świadomości") i kombinowanie ("to sobie pouzdrawiam, a tamto jeszcze zostawię, bo takie fajne"). W tym drugim przypadku tak naprawdę wiemy że sami się zakłamujemy i siłą rzeczy będzie o wiele słabiej.
(Przynajmniej ja tak zawsze miałem, kiedy nie podtrzymywałem świadomie żadnych oporów czy "skarbów" to natychmiast wyrywałem do przodu.)
-
To co przyjemne się nudzi. No wlasnie myslalam o tym ostatnio. Nad spelnieniem. Kiedys bylam przekonana, że o to chodzi w spelnianiu sie w materii...by bylo przyjemnie, spowszednialo, zniklo pragniennie i...no wlasnie nic sie wtedy nie dzieje zbytnio. Jak czegos mi brakuje to zaczynam pragnac, jak juz to mam, albo moge miec to nie pragne, ale jest mi za to jakos tak przyjemniej, wyzsza jakosc zycia. Ale powszednieje, jakby to bylo naturalne.
Potem poczułam, że dla mnie slowo "spelnienie" oznacza szczescie. Zastanawiam sie, czy takie spelnienie pragnien ma sie wiazac, z odczuwaniem coraz wiecej przyjemnosci i radosci, czy wlasnie efektem jest powszednienie i to jest ok, bo wtedy uwaga kieruje sie w inna strone, bardziej doswiadczania duchowosci( nie wiem jak to nazwac), istnienia?
-
" Właśnie o to mi chodzi bo tak na logike to uzdrawiając traumy uzdrawiam brak pewności siebie no i niby by się obeszło bez akcpetacji siebie bo już bym nie miał tych słabosci których tak bardzo się wstydzę. "
Ja też zaczęłam rozwój, żeby zlikwidować swoje słabości. Myślałam, że jak stanę się lepsza (naprawię się), to będę pewniejsza siebie, będę zasługiwać na lepsze zarobki, będę mogła znaleźć (będę miała prawo starać się o ...) lepszą pracę, będę lepszą żoną itp. itd.
Po kilku latach rozwoju wróciłam do punktu startu -> AKCEPTACJA, bez niej cały rozwój jest nic nie wart.
Zaakceptowanie siebie i czucie się bezpiecznym z tym jakim się jest to podstawa.
-
"Właśnie o to mi chodzi bo tak na logike to uzdrawiając traumy uzdrawiam brak pewności siebie no i niby by się obeszło bez akcpetacji siebie bo już bym nie miał tych słabosci których tak bardzo się wstydzę. "
Te definicje "pewność siebie" , "akceptacja" ci chyba wszystko mieszają i żeby nie iść w pomieszanie może warto je zostawić, ale na potrzeby dyskusji:
Pewność siebie (bardzo ogólne pojęcie, może być zarówno złe jak i dobre) no ale ta zdrowa... wypływa z akceptacji, brak akceptacji to zablokowanie własnej energii i nadanie jej ciśnienia, tak jak rura nadaje ciśnienie strudze wody,
to może być nawet atrakcyjne dla niektórych, swoista siła przebicia z tego wynika.
Brak akceptacji może być motorem ambicji i działań dlatego niektórzy za nic w świecie by się z nim nie rozstali... chcą stać się KIMŚ (głównie po pojęciem "kimś" kryje się pozycja względem innych , społeczna itp) i często stają sie "kimś" dzięki swojej nieakceptacji siebie - tylko wtedy zazwyczaj nie tym kim są i nie tym co do nich pasuje ;-)
A co do definicji to czesto ludzie nieakceptujacy siebie sa tak pewni siebie , że nikt nie ma ochoty na zadawanie się z nimi...
Uzdrawiając traume jakąkolwiek metodą , spotykasz sie z nia "twarzą w twarz" z jakąś częścią siebie którą wyparłeś, dopuszczając ją do świadomości = akceptacja tej części siebie, dzięki temu jest ona aktywna znów
-
tak, to były mądre słowa :) Tym wojownikiem przykrywamy tego pierdołe w sobie - może nikt go nie zauważy .. :)
-
urojonego pierdołe ;)
-
oj to już daleko poleciałeś ;)
-
Bycie wojownikiem rzeczywiscie ma konkretną przyczynę/y.
Macie rację z tym ukrywaniem pierdoly w sobie.
Wojownik to człowiek bardzo zakompleksiony, który chce ukryć swoje glebowe poczucie wartosci.
Pięknie napisaliscie :)
Grażyna Anna
Własnie to co napisałaś zaczęło do mnie coraz bardziej docierać.
Często budowałem coś nowego bez zaakceptowanie obecnego stanu.
Tak więc dzieki :)
-
Biorąc pod uwagę np. słabość ...
To jeśli chodzi o akceptację siebie, swoich słabosci, to niestety u mężczyzn problem zaczyna się od niemowlęctwa. Mężczyzna ma być twardy, nie pozwalać sobie na chwile słabości, łzy, a nawet jakieś "babskie" uczucia. W ten sposób zaczyna się udawanie...
Jest też pewna grupa ludzi, którzy bardzo lubią osoby udające kogoś wielkiego, silnego, twardego, macho. I dlatego mężczyźni chcąc się przypodobać, poprostu takich grają. Boją się że jeśli mieliby się przyznać do swoich słabości, to wystwiliby się na kpiny ze strony swoich znajomych. A w ogóle słabość jest pogardzana, chyba nigdy nie była w modzie ;)
Stąd bierze się trudność w jej akceptacji.
-
W ogóle to warto zacząć od przedefiniowania pewnych rzeczy i uświadomienia sobie, że pewne rzeczy uznawane przez społeczeństwo za słabość, wcale nią nie są np. facet mówiący bezpośrednio o swoich uczuciach jest tak naprawdę godny podziwu, gdyż ma odwagę być sobą i przejawiać się w sposób naturalny - nie to co te mięczaki, co się nawet własnego płaczu boją :D
Facet otwarty na siebie i swoje uczucia to ciepła, przyjemna w kontakcie istota. Macho, który nie zapłacze nawet jak mu ukochana umrze albo nogi mu połamią to człowiek skała. I teraz pytanie za milion - do czego wolą się przytulać inni ludzie (w tym piękne kobiety)? Do ciepłych i mięciutkich rzeczy czy do kamieni? :D
-
Fajnie piszecie:-)
"W ogóle to warto zacząć od przedefiniowania pewnych rzeczy i uświadomienia sobie, że pewne rzeczy uznawane przez społeczeństwo za słabość, wcale nią nie są "
Ważna rzecz na którą powinnam zwrócić uwagę. Dzieki:)
"Wojownik to człowiek bardzo zakompleksiony, który chce ukryć swoje glebowe poczucie wartosci."
Bingo:) Agresja, bunt, to taka maska siły. Żeby inni w to uwierzyli i my sami też.
-
No ja nie wiem, czy tak fajnie jak Clint o tych ciepłych mieciutkich :D :D
-
No dobra. Akceptacja siebie to podstawa ale u mnie to tak silnie działają te wzorce wojownika że ja poprostu nie wierze że dam sobie z tym radę.
Przykładowo gdy afirmuje :
"Ja Doktor X akceptuje siebie takim jakim jestem" to dosłownie moja podświadomość to rozumie że mam prawo być twardy i niepozwalać sobie na słabości. A ostatnio na sesji WHH gdy terapeuta napomniał mi o zrezygnowaniu z honoru, twardości i męskości zacząłem płakać jak gdyby mi matka umarła.
Nawet paniczny stres przed forum publicznym mnie nie motywuje do zaakceptowania swoich słabości a wręcz przeciwnie.
Może opiszę to będzie jaśniej >
-perfekcjonizm
-nadludzka wytrzymałość
-twardosć
-siła charakteru
-0 słabości, 0 strachu
-złość, pogarda dla mięczaków ludzi którzy mówią o swoich uczuciach jak np. post Clinta (bez obrazy Clint)
-wyrażanie emocji, uczuć, miłośći to słabość i wielki wstyd. Zawsze się źle czuje i niepozwalam gdy ojciec czy matka chcą mnie przytulić lub dotknąć. Czasem dostawałem nawet szału z tad wiem że to dla mnie prawda.
-honor, kultura, uprzejmosc i szacunek dla innych to cechy godne prawdziwego twardziela i wojownika ale jednoczesnie niezłomność i nadludzka twardość. Taka mieszanka... często mi pomaga jak jestem w stresie.
-im trudniejsze, bardziej niebezpieczne masz zadanie tym lepiej bo będziesz bardziej podziwiany jak sobie poradzisz. Oczywiście wszystko jest zawsze pestką.
Napewno też innaczej od was interpretuje pojęcie męskosci. Warto to zmienić.
Ale od czego zacząć żeby ruszyło ?? co mam robić gdybym miał już teraz zacząć ? Od zredefiniowania pojęć ? Jak to zrobić i czy napewno od tego ? Pragnę zaznaczyć że cały czas mi to imponuje a afirmacje czy modlitwy spływają po mnie jak woda po kaczce :(
-
Można "akceptuję swoje słabości", potem "jestem bezpieczny wraz ze swoimi słabościami".
-
-perfekcjonizm
-nadludzka wytrzymałość
Jestem zajebisty z nadludzką wytrzymałością i uwielbiam to. Taki jestem i to w sobie uwielbiam.
-twardosć
Jestem boski w swojej twardości, taki jestem i dobrze mi z tym.
-siła charakteru
Mam siłę charakteru i jestem z tego dumny, to jest moja zaleta.
-0 słabości, 0 strachu
Czuję się dobrze z brakiem słabości i strachu. Czuje się bezpieczny gdy nie mam słabości i strachu.
-złość, pogarda dla mięczaków ludzi którzy mówią o swoich uczuciach jak np. post Clinta (bez obrazy Clint)
Czuję złość i pogardę dla mięczaków, tak czuje i taki jestem. Jestem w porządku, że tak czuje.
.....
I taki jestem i jestem OK.
Nie wypieraj siebie takim jakim jesteś.
-
Mateusz :)
Powinno się tam znaleźć jeszcze coś :) Akceptacja siebie i czucie się bezpiecznym z tym jakim się jest oraz czucie się dobrze ze sobą :) I to chyba nawet w tej kolejności idzie :).
-
Witek juz pisze podobne afirmacje ale czuję się strasznie nie męsko, jak mięczak.
Davidia wogule nierozumiem co napisałaś.
Jak można zredefiniowac sobie pojęcia ? np. męskości ? Chcę żeby moja pś nie miała się/mnie za mięczaka tylko za normalnego faceta.
-
Miałem chwilowe olśnienie i ułozyłem taka mini modlitwe.
Boże który jestes czystą miłością, mądrością i moca we mnie dziękuje ci że już mi dajesz coś znacznie lepszego od zatwardziałości, tego systemu wartości, nieakceptowania siebie i swoich słabości. Dziękuje.
-
Ja mam inne spojrzenie trochę niż to żeby robić "nakładki" na coś co jest w środku nie załatwione ... Żeby wypłynęło źródło problemu, trzeba być dla siebie łaskawym, dobrym i opiekuńczym. Jak coś czuje to jestem z tym w porządku. I dopiero po uspokojeniu pierwszych konfliktów w sobie, zaczynają wypływać powiązania głębsze ..
-
Ludzie pomóżcie.
Zdecydowalem się na świadomym poziomie puścić tego wojownika i twardziela w sobie.
Zacząłem afirmować ze jestem cenny i wartościowy, ze mam prawo się akceptować ze to bezpieczne i ze zasługuje na szacunek - wszystko z końcówka "bez względu jakie mam słabości i ograniczenia"
Na afirmacje był opór. W moim przypadku jest to ekstremalna niechęć do pracy. 2 dni pod rzad miałem sen który dal mi do zrozumienia ze kolejna przeszkoda jest moje nastawienie do kobiet.
otóż w tych snach bardzo się balem ujawnić swoich słabości przed tymi kobietami. O ile w stosunku do mężczyzn by uszło pod wpływem pracy na sobą to jeśli chodzi o kobiety to bariera nie do przełamania ponieważ zależy mi na kobietach. Wiadomo ze kobiety lubią mężczyzn pewnych siebie, wygadanych a ja do nich nie należę i tutaj czuje się paskudnie gorszy :(
Co robić w tym przypadku ?
Bez obrazy ale te ćwiczenia co zaproponowaliście wcześniej wogule do mnie nie trafiają, są zbyt proste i poprostu nie wierze ze działają i dlatego nie działają.
jedyne co mi wychodzi to afirmacje.
Jeśli to ma jakieś znaczenie to tez internet mi wysiadł od wczoraj i pisze od ojca.
-
Lęk przed byciem nieatrakcyjnym dla kobiet - i wierzenie że twoja męskość, wartość jako mężczyzny, partnera jest zależna od tego czy jesteś dla kobiet atrakcyjny. Czyli że nie liczy się to jak ty siebie postrzegasz, a jak postrzegają Cię kobiety konkretnego typu.
Moja wartość jako mężczyzny, jest niezależna od ocen kobiet które mi się podobają (które mnie pociągają) :)
-
"Wiadomo ze kobiety lubią mężczyzn pewnych siebie, wygadanych a ja do nich nie należę i tutaj czuje się paskudnie gorszy :(
Co robić w tym przypadku ? "
Są różne kobiety to o czym piszesz to jakieś odzwierzęce pierwotne wzorce, które mają owszem swoje zastosowanie w materii ale dla ludzi ze świaodmością również kobiet nie maja znaczenia.
Jak trafisz taką że Wam będzie przez serca płynąć to to nie będzie miało az takiego znaczenia jakie masz wzorce i czy jesteś męski, znam osobiscie pare, gdzie mężczyzna jest troche bardziej yin a kobieta troche bardzije yang, ale sie kochają i akceptują to no i się ot też wiadomo poprzez miłośc uzdrawia.
Ja bym polecął afirmację : "akceptuję siebie takiego jakim jestem w obecności kobiet" i potem to co wyjdzie na kolejne afki rzucić.
-
Chyba bede musial, dzieki za afirmacje. Jak cos trudnego sie pojawi, bede pisac.
a wlasnie. Ja jeszcze nie moge sie zaakceptowac. Pierw musze poczuc sie normalny i wporzadku z tym ze mam te slabosci dlatego ze czuje sie strasznie bezwartosciowy a niezamierzam akceptowac sie bezwartosciowego tylko jak juz, to akceptowac sie ze slabosciami i wadami. Dobrze mysle ? cos mi tu teraz niezagralo.
-
No to możesz najpierw ustawić " jestem w pełni niewinny i w porządku kiedy przejawiam swoje słabości" bądź "jestem w pełni wartościowy i cenny pomimo swoich słabości" coś w ten deseń, czasem dobrze jest zrobić taki pakiet ze 3 afirmacji zazębiających się i pracowac jednocześnie, ale to jak już lubisz i Ci pasuje.
-
Tak też robię z tym pakietem. Pisze teraz 4 afirmacje.
Dzisiaj mi wyszła kolejna blokująca akceptacje siebie sprawa - honor. Honor jest ważniejszy niż moje życie. Żeby nie stracić honoru wybrałem dowalanie sobie za słabości i poczucie wstydu.
-Dodałem afirmacje ze mam prawo czuć się wartościowy i cenny niezależnie jakie mam słabości i ograniczenia.
Budda, ponoć jesteś jasnowidzem. Widzisz może u mnie japonie, samurajów ? Te klimaty bardzo pasują do mojego systemu wartości a ostatnio często widzę obrazy pięknej przyrody, ogrodów pięknych dolin wszystko o zabarwieniu lekko wojowniczym.
-
Doctor-X
Ja to czuję coś jak Wietnam bardziej, jakiś żołnierz, narkotyki, znieprzytamnianie się i chyba trochę gejostwa tam, ale to chyba kilka wcieleń się nakłada na te wzorce.
Z Japonii też coś idzie raczej, tylko bardziej jakis taki dumny samuraj dowódca dowodzący jakąś chorągwią, wydaje mi się, że w tym czasie robiłeś najazdy na mandżurię, raczej postawa agresywna najeżdżcza i przekonanie w ego, że to jest męstwo i przykrywanie swoich lęków i słabości agresją.
Wgląd może nie być dokłądny w szczegółąch.
-
Dzieki. Bardzo dobrze to sie pokrywa z moim terazniejszym zyciem. Jak bylem maly to mialem cos z gejostwa, i rowniez mam radykalny system wartosci dumnego wojownika, wiedzialem ze czegos takiego nie mogl miec zwykly zolnierz. Do narkotykow tez mnie ciagnelo, nie raz tez ich uzywalem.
-
Na czym mam oprzec teraz swoja samoocene ? Jak mam odkryć swoją wartość jak przez kilka wcieleń opierałem ją na ocenach innych ludzi ?
-
Znow musze zapytać was o porade.
Nie moge pisac afirmacji, męcze się. Wywaliła mi wczoraj i dzisiaj mocno pogarda dla słabości, oraz znacząco wzrosły we mnie uczucia dumy i honoru co uniemożliwiło mi pisanie tych afirmacji co pisze.
A piszę takie <
1. Ja doktor mam prawo czuć się wartościowy i cenny niezależnie od swoich słabości, wad i ograniczeń
2. Ja doktor mam prawo akceptować siebie bez względu jakie mam słabości, wady i ograniczenia
3. Ja doktor zasługuję na szacunek bez względu jakie mam słabości, wady i ograniczenia
4. Moja wartość jako mężczyzny jest niezależna od ocen kobiet i dziewczyn które mi się podobają.
Nie przychodzą mi do głowy żadne afirmacje jakie mógł bym pisać żeby uzdrowić pojęcie tego honoru, pogardy dla słabości czy dumy. Co można zrobić ?
Jedyne co dobrze umiem to afirmacje. Techniki uwalniania są dla mnie nieskuteczne bo są zbyt proste.
-
Wyobrażenia o tym co znaczy być mężczyzną czy wojownikiem u byłych wojowników mogą być bardzo pomieszane a to z tego powodu ,że w różnych kulturach w których żyli były różne wzorce męskości czy bycia dobrym wojownikiem .W różnych okresach czasu mogą też wychodzić na wierzch wzorce dominujące w jakiejś konkretnej tradycji czy kulturze akurat z jakiegoś tam wcielenia, domagające się uzdrowienia .Czym innym jest karma wasalnego samuraja a czym innym wolnego kozaka .Pierwszy jest dumny ,ze ma pana ,drugi ,że go nie ma .Przykłady można mnożyć a często w jednej osobie w różnych warstwach pś .są przekonania jednego i drugiego.
Wydawać by się mogło ,że dla wojownika zachwyt nad pięknem , poezją ,sztuką to wstyd a jednak ja z Japonii pamiętam ,że to było jak najbardziej męskie i godne wojownika a nawet było powodem do dumy.
Mam też takie przekonanie ,że wartościowy to był ten kto potrafił walczyć .Jak potrafił walczyć to mógł być jaki chciał i opinia innych co jest męskie a co nie mało go obchodziła .Mógł być nawet fircykiem ubranym w koronki (dobrze to pokazuje postać młodego Radziwiła przedstawiona w "Potopie").Mógł się wzruszać ,płakać i wąchać kwiatki,płakać ,mówić o swoich uczuciach a nawet kochać (formalnie nie było przeciwwskazań jednak często już po prostu nie potrafił).
Czy wojownik mógł kochać i czy potrafił to też nie jest jednoznaczne .Frontowiec ,który życie spędził na wojnach miał najczęściej serce jak kamień jednak mnich z Wudang wcale nie musiał się tak utwardzić ,być może nawet nie musiał z nikim nigdy w życiu stoczyć walki na poważnie. Tu też różnie bywało bo niektórych mnichów wysyłano bronić słabszych (a tak naprawdę doskonalić sztukę walki w "realu" ,żeby później mógł jej uczyć innych w klasztorze bo jakimś tam przeorom zależało ,zeby mieć armię wojowników).Z takiego wcielenia w Shaolin pamiętam degenaracje psychiczną i stopniowe ,trwające kilkadziesiąt lat utwardzenie i zamkniecie serca u mnie jako młodego pełnego dobrych ideałów buddysty, co doprowadziło mnie wtedy na skraj szaleństwa .
-
No tak właśnie jest. Czyli ty też miałeś / masz obciążenia ideałami japońskich wojowników. I jak ? Udało ci się to pouwalniać ? Ten źle pojęty honor, dumę, pogardę dla słabości ?
Jeśli tak to jak sobie poradziłeś ? Bardzo mnie do tego ciągnie a chwilami nawet tęsknie.
-
Byłam teraz w święta w kinie na "Igrzyskach śmierci'
Filmy dla nastolatków podobno...haha dobre sobie.
Dla mnie był dość ciężki. Polecam na odreagowanie karmy gladiatora. Oczywiście najlepiej potem podziałać, by to uzdrowić, może mocno wywalić.
Ontoja
Cenne spostrzeżenia:)
Ja w mojej rodzinie, przy ojcu nadal czuję, ze aby być wartosciowa i szanowana musze udowadniać jaka to jestem waleczna i zaradna, pomimo, że jestem dziewczyną. Łapię się na tym ostatnio. Zaradna rozumiane jest bardzo pokrętnie.
No wskoczyło mi też coś takiego, że nie przyznam się do słabości. Wole oszukać, że coś wiem, słyszałam co ten ktoś mówlił, niż pokazać, że nie jestem doskonała, że coś przeoczyłam( zwykle mnie to wcale nie interesowało). To nie jest cały czas i nie przy wszystkich osobach, tylko niektórych, ze specyficznymi wzorcami. Tłumaczyć też się nie będę;)
Chodzi chyba ogólnie o lęk przed oceną, a raczej oceną i konsekwencjami jakie będą dla mnie, jako skutek tej oceny. I tu świadomie wiem, że nie ważne czy ocena była słuszna, sprawiedliwa, prawdziwa czy też nie.
-
Laka :)
Oj tak. Ciężko się przyznać do słabości. Zwłaszcza, jak się ma tak jak ja, doświadczenie, że za słabość dostaje się po 4literach lub jest się skreślanym.
A głównie problem jest w tym, że samemu chce się dorosnąć do jakiś tam wzorców, ideałów i samemu się nie akceptuje, bo się nie jest taki jak ideał.
Dużo tłumaczenia potrzeba, że ma się prawo do słabości, gorszego dnia(a nawet dni), słabszej koncentracji itp. Dużo akceptacji dla siebie.
Ja mam tendencje do dowalania samej sobie za błędy i słabości.
Choć ostatnio naszła mnie taka myśl, że nie ma znaczenia, czy sobie dowale, czy nie. To i tak nie będzie miało wpływu na to czy ten bład da się naprawić.
Więc po co sobie dowalać. Można się uśmiechnąć i poszukać rozwiązania.
Oj. pś była w szoku. Jak to, usmiechnąć się jak się błąd zrobiło. Trzeba się samobiczować ;)
-
Grażyna Anna
Ja sobie na szczescie juz rzadko dowalam, w sensie karania siebie. Chyba, że już mi sie nazbiera i niezadowolenie z siebie, przejdzie pewną granicę irytacji i frustracji.
Choć szybsza jestem wtedy do obwiniania Boga:P Zwłaszcza, że " nic dla mnie dobrego nie ma, nie mam możliwosci"
To moja pś jeszcze najbardziej trzyma. Choć już doświadczyłam i wiem, ze tak nie jest.
U mnie bardziej chodzi o to, że uważam się za społecznie mało wartościową i nieprzystosowaną. A wcale się nie chcę przystosowywać, bo te oczekiwania wobec mnie są na miarę świadomości i wzorców, wyobrażeń tych ludzi, którzy mnie oceniają. Wywierają presje i zaniżają samoocenę. Widzę to doskonale.
Ja o to zahaczam mocno jeszcze, własnie dlatego, bo wierzę, że muszę sie dostosować do społeczeństwa, przyjąć ich reguły gry i co gorsza reguły gry różnych osób w różnych miejscach i sytuacjach, tak trochę cwaniakować. By móc normalnie tu egzystować. Nie widzę na razie innych opcji. A chodzi o ten brak możliwości, o którym pisałam powyżej. To powoduje we mnie niezadowolenie z siebie, wkurzenie na ludzi i sporo napięcia wewnętrznego i rożnych emocji od wkurzenia po poczucie beznadziei. W efekcie-> nie zasługiwanie na miłość i przekonanie, że w materii i żyjąc w społeczeństwie nie ma na miłość miejsca.
-
Doktor X
No tak właśnie jest. Czyli ty też miałeś / masz obciążenia ideałami japońskich wojowników. I jak ? Udało ci się to pouwalniać ? Ten źle pojęty honor, dumę, pogardę dla słabości ?
Jeśli tak to jak sobie poradziłeś ? Bardzo mnie do tego ciągnie a chwilami nawet tęsknie.
Wiesz co z japońskimi to mało kojarzę .Ja jeszcze czuje pogardę do ich uległości wobec panów :)
Bardziej mi mentalność wolnego kozaka pasuje ,buntownika :)
Pomódl sie o otrzeźwienie w tych tematach .Wtedy zobaczysz jak było naprawdę i jakie miałeś motywacje.Jak ja sobie przypomniałem jedno wcielenie z Shaolin to mi cała nostalgia za tym odpłynęła w siną dal.
-
Tak jak to pisze to mi sie coś kojarzy ,ze w Japonii to chyba byłem z jakiegoś bardzo bogatego wpływowego rodu ,jeden z synów i spadkobierców przyszłych jakiegoś możnowładcy .Taka trochę czarna owca i dziwak .Zajmowałem się gejszami ,malowaniem ? ale i fechtunkiem w czym byłem bardzo dobry .W nosie miałem zdanie innych ,nie przejmowałem sie majątkiem , polityką ,knuciem spisków ani napinainiem sie na największego wojownika .Od większości byłem lepszy a z racji tej ,ze byłem z takiego rodu to i tak byłem nietykalny dopóki mieliśmy wpływy i potęgę.Bracia się nawet cieszyli ,ze mam wszystko w nosie bo jeden konkurent do "tronu" mniej .No taki utracjusz byłem.
-
Gdy się było zawiedzionym samurajem, pod wpływem buntu, nie daleko szukać, można było zostać ninja;)
-
O tak ,tak ...liny,wspinaczka ,sprawność ciała :)
Mimo wszystko ta Japonia zawsze wydawała mi się jakaś popieprzona ,jakoś tak mało wolności ,wszystko w jakichś sztywnych ramach .Ludzie tak beznadziejnie fanatyczni.
Na razie to mi karma kozaka łazi po głowie ,wszystkie inne wojownicze wzorce sie pochowały i wydają nieatrakcyjne :)
-
To byli buntownicy ,którzy byli w tak dużej kupie ,że aż mieli moc i panom się kłaniać nie musieli a śmiać w twarz często mogli.
-
"Mimo wszystko ta Japonia zawsze wydawała mi się jakaś popieprzona ,jakoś tak mało wolności ,wszystko w jakichś sztywnych ramach .Ludzie tak beznadziejnie fanatyczni"
Dokładnie tak. Odrobiną wolności mogli się chyba cieszyć tylko ci, którzy stali wysoko w społecznej hierarchii. Ja tego szczęścia niestety nie miałam :( Japońskie wcielenie mocno rozwalało mi relacje z ludźmi i nieźle dało mi w kość. Nie da się żyć wśród ludzi na tej szerokości geograficznej, kiedy załącza się "mentalność japończyka", ale tęsknie za wspaniałą energią Japonii. No i zastanawiam się jak w kraju, gdzie jest taka delikatna energia ludzie są tak sztywni i poblokowani.
-
@Mimo wszystko ta Japonia zawsze wydawała mi się jakaś popieprzona ,jakoś tak mało wolności ,wszystko w jakichś sztywnych ramach .Ludzie tak beznadziejnie fanatyczni@
I pomimo tego niektórzy uważają to za świętość. Tu naprawde potrzeba trzeźwego spojżenia na temat i wytrwałosci. Wzorce z japoni są silnie kodowane o czym sam się przekonałem.
Osobiście nie mam tylko tej dumy z posiadania Pana, raczej taka zwykła chęć już została żeby np. służyć w armi, być jakimś prywatnym ochroniarzem ale to niejest zbyt mocne.
Japonia ma coś fajnego w sobie to prawda ale być może jak sie spojży na nią całą z całą jej spuścizną na trzeźwo i przytomnie jako obserwator to jedyne co tam będzie fajnego to natura i krajobrazy.
-
Japonia to jeszcze nie szczyt dziwactwa i okrucieństwa. Lepsi byli kozacy. Nie budzili oni tak wielkiej grozy jak jakies egzotyczne narody, ale tylko dlatego, że byli za miedzą. A co oni wyprawiali. Brałem udział w wojnach kozackich i do dzisiaj nie wiem dlaczego oni byli tacy pyszni i głupi, a zwłaszcza buntowniczy. Do szału doprowadzał mnie ich zacięty opór, walczyły nawet kobiety w samobójczych atakach wysadzając beczki z prochem igrając sobie ze śmiercią. Coś w japońskim stylu.
Do dzisiaj spotykam takich zbuntowanych, aspołecznych kozaków, z którymi nie wiadomo co zrobić, żeby nie szkodzili społeczeństwu.
Trochę mi wywala, ale za nic nie wiem po co im to buntowanie się i opór na oślep. Czy tylko dla samego buntu?
-
Mateusz:
Kozacy maja cos "fajnego" w sobie ;)) Nie odreagowywalem ich. U mnie to byly klimaty Azji.
Ile przeplakalem razy na Hero. Teraz ten film mnie nie rusza pod wzgledem zachowania bohatera. Zachwycaja kolory, przestrzen, budynki, przepych. Cesarzowa - to byl film. Mimo ze glupi, ale ten przepych, ach... wzruszylem sie. Kiedy pomysle o Europie, to mysle, co za dzicz, co za brzydota! ;P
Bunt pewnie wpisuje sie w sposob, w jaki zostali wychowani. Mocno byli pewnie ograniczani, czy to przez wladze, czy rodzicow, normy spoleczne. Nie znam historii kozakow.
Kiedys wedrowalem na ulicy Arbat, znanej w Moskwie ulicy, na ktorej wystawiaja sie artysci, malarze, piosenkarze. I byli zdaje sie .. kozako podobni ;p kupilem plyte :D Wkrecala mnie. ;)
-
Jaaaaaaaaaa!!! Hadźia!! :P
-
Siu ! siu!!! Adziaa!!!! Swist ... ;) zziuu
;P
-
Haha, smieje sie, ze przyszloby jakies : pif paf, i byloby po nas ;p ;))
-
Wiekszość ludzi z karmą wojownika częściej wybiera obecnie sporty walki. Kluby MMA ( mix martial arts ) to obecnie wylęgarnia takich ludzi.
Wczoraj ogladalem gale KSW 19 gdzie była rownież walka kobiet. Mowi sie ze wcielenie kobiety to ten etap gdzie najczęściej dusza decyduje sie na oczyszczenie karmy wojownika. Najwidoczniej dla tych pań jest jeszcze za wcześnie.
Co do azjatyckiej architektóry to mam to samo. Mógłbym cały dzień gapić się na taki japoński zamek czy chińską tradycyjną świątynie i podziwiać jej architektóre. Natomiast jak patrze na budynki europejskie, szczególnie na takie stare szkoły z 19 wieku to aż mnie niechęć a czasami obrzydzenie bieże.
Mam zamiar sobie urządzić kiedyś mieszkanie w japońskim lub chińskim stylu jak będe miał ku temu warunki.
-
Ludzie z karmą wojownika wybierają najcześciej fatalne warunki życiowe, w których celem jest przeżycie i udowodnienie "ja potrafię", na przekór wszystkemu i tak z tego wyjdę. Błędne podejście powodujące śmietnik i kręcenie się w kółko.
-
Mialem na myśli te osoby którym jeszcze to nie wywala w taki sposób że muszą zwrócić się na ścieżke rozwoju duchowego.
Np. Ja, zanim urodziłem się w tym wcieleniu w takich fatalnych warunkach to wcześniej moja karma wojownika była na tyle słaba, niedojrzała że życie niezmusiło mnie do jej zmiany. Dopiero w tym wcieleniu jest kulminacja bo nazbierałem sobie tego worek przez wcielenia że aż się z niego wysypuje i sygnalizuje że tu jest coś źle.
W takim mniej więcej punkcie co ja wtedy byłem, teraz jest większość tych współczesnych wojowników.
Jak spojrzeć na to z perspektywy czasu to fajnie widać tą drabinkę awansu ludzkiej świadomości na przestrzeni tysiącleci.
Kiedyś wojownicy się mordowali, brutalnie zabijali. Teraz już się niezabijają lecz walczą obijając sobie twarze. Co prawda wojny na świecie nadal się toczą ale ich ogniska wypalają się pod wpływem czasu.
Podążając takim tokiem myślenia.. pod wpływem czasu to wszystko łagodnieje aż za tysiące lat wogule zniknie takie współzawodnictwo.
To taka jedna z moich filozoficznych tez. Oczywiście moge się mylić choć conajwyżej, założyłbym że to się jakoś pokrywa w pewnym stopniu z prawdą.
-
Aa
No i masz racje bo ludzie którzy mają karme wojownika taką już dojrzałą to pewnie ją nabyli już dawno temu czyli właśnie w tych okropnych czasach z cąłą ich spóścizną i z tąd takie warunki.
Ale np. ludzie którzy dopiero zaczynają, w obecnych nam czasach, jakieś młode dusze, ta karma wojownika im kiełkuję i jak w to wejdą to będą mieć już zupełnie inny bagaż karmiczny niż ci którzy byli tymi wojownikami w zamierzchłych czasach. Napewno lżejszy. I ci co np. zaczą za kilka tysięcy lat, tą karmę będą mieć jeszcze lżejsza, może nawet taką że niebędzie tam już pasować określenie . karma wojownika.
-
Doktor-X napisz prosze czy schodzi ci ta duma i honor ok? Ja mam podobny problem i tez sie mecze z afirmacjami :)
-
Duma i honor mi troche zeszła już. Robiłem sobie modlitwe regresywną i używałem takich zwrotów >
Kochany Boże który jesteś czystą miłością mądrością i mocą we mnie
Dziękuję Ci że już się dokonało oczyszczenie i uzdrowienie wszystkich moich intencji, nastawień i wyobrażeń dotyczących honoru i dumy.
i również
Dziękuję Ci że już się dokonało uświadomienie mi na Trzeźwo i przytomnie prawdziwych intencji z jakimi trzymam się dumy.
Ogólnie chodziło o trzeźwe spojrzenie na to, oczyszczenie wyobrażen na ten temat. Jak też to masz z japoni to tam to kodowali troche hipnotycznie dlatego to się wydaje takie zajeb...ste.
Mnie w tej chwili przepotężnie wywala pragnienie bycia podziwianym.
-
Ostatnio przypomniało mi się, że waleczność nadawała wartość mojej osobie. Jeżeli potrafiłem sobie poradzić w walce na wojnie czy wspólczesnie w walce z problemami, przeciwnościami, to czułem sie wartosciowy. Jak nic sie trudnego nie działo, to nie mogłem się wykazać. To powodowało, że moja samoocena spadała. To jakiś wzorzec uzależniania swojej samooceny od skuteczności działań i kreowania sobie ciężkich warunków tylko po to, żeby móc z powodzeniem walczyć z nimi.
-
Hej
Jestem w trakcie uwalniania się z pod relacji Pan / Poddany.
natrafiłem na opór w tym temacie pod taką postacią że swego czasu gdy miałem Pana czułem się potężny, silny i dumny. Teraz nie ma to odzwierciedlenia bo mój ojciec ( ten niby pan ) nie jest już potężny ale pś patrzy przez pryzmat tamtych czasów i wzorców.
Jakie afirmacje z naciskiem na "unieatrakcyjnienie" tego mógłbym na to przywalić ?
Nie wiem jak sie za to zabrać bo dużo tu takich właśnie emocji jest, takich sztucznych dowartościowywaczy
-
Hej
Jestem w trakcie uwalniania się z pod relacji Pan / Poddany.
natrafiłem na opór w tym temacie pod taką postacią że swego czasu gdy miałem Pana czułem się potężny, silny i dumny. Teraz nie ma to odzwierciedlenia bo mój ojciec ( ten niby pan ) nie jest już potężny ale pś patrzy przez pryzmat tamtych czasów i wzorców.
Jakie afirmacje z naciskiem na "unieatrakcyjnienie" tego mógłbym na to przywalić ?
Nie wiem jak sie za to zabrać bo dużo tu takich właśnie emocji jest, takich sztucznych dowartościowywaczy
Co dawała ci taka relacja?
Jakie korzyści z niej miałeś?
Co ci gwarantowała?
A co by było gdyby nie było takiej relacji (nie teraz, ale wtedy)?
I co jest przeciwieństwem tych dowartościowujących emocji??
-
To niepomaga :/
1. ta relacja dawala mi podziw ludzi, ziemie, wladze i bogactwo
2. co by sie stalo gdymm z tego wtedy zrezygnowal ?
raczej pisac nietrzeba
A przeciwienstwem bylo by ze moglbym byc soba, niebal bym sie brac, w efekcie lepsza samoocena
no i jak to ugryzc ?
-
To niepomaga :/
1. ta relacja dawala mi podziw ludzi, ziemie, wladze i bogactwo
2. co by sie stalo gdymm z tego wtedy zrezygnowal ?
raczej pisac nietrzeba
A przeciwienstwem bylo by ze moglbym byc soba, niebal bym sie brac, w efekcie lepsza samoocena
no i jak to ugryzc ?
To zrób tak.
Zorganizuj sobie na jakieś 30 min. ciche i spokojne miejsce, tak by nikt ci nie przeszkadzał.
Skup się na odczuciach i emocjach związanych z tą relacją Pan-Poddany.
Pozwól je sobie odczuć w całości, wejdź w nie.
I zacznij zadawać pytania dlaczego, to czuję ...
I zacznij się obserwować, co wychodzi, jakie emocje, jakie odczucia ... i podążaj za nimi.
Jak pojawi się kolejne, to je odczuj, obejrzyj, zadaj sobie pytanie ... czuję to, bo ....
I idź za tym co się pojawi.
Jak będzie kilka emocji, idź za silniejszą, aż dojdziesz do głównej. Będziesz wiedział, że to ta. Najczęściej nic nowego się już nie pojawi.
A na podstawie tego co wyjdzie napisz afirmacje.
-
Podstawowe afki dla wszystkich wojownikow:
Bog uwalnia mnie od walki i od potrzeby walki i jestem z tym bezpieczny niewinny i w porzadku
Ja... rezygnuje z walki na rzecz (wymienic) i jest to dla mnie bezpieczne niewinne i w porzadku.
Bog ma dla mnie .... zawsze cos lepszego od walki.
No i oczywiscie ugruntowac bezpieczenstwo- bez tego nieruszy sie dalej tematu.
-
Nie wymyśliłem nic ciekawego oprócz tej która mi się spodobała ale długawa jest
> Ja Doktor/X mam prawo szanować siebie i swoje potrzeby bez względu co o tym myślą i mówią inni ludzie & mój ojciec
-
Nie wymyśliłem nic ciekawego oprócz tej która mi się spodobała ale długawa jest
> Ja Doktor/X mam prawo szanować siebie i swoje potrzeby bez względu co o tym myślą i mówią inni ludzie & mój ojciec
I jest ok :)
-
dzięki :)
Przyszła mi taka inspiracja, a własciwie intencja żebym ja sam teraz stał się Panem swojego życia, może kimś ważnym na dobrym stanowisku. Dzięki temu łatwiej puszcze pewnie poddańczość
-
Przyszła mi taka inspiracja, a własciwie intencja żebym ja sam teraz stał się Panem swojego życia, może kimś ważnym na dobrym stanowisku. Dzięki temu łatwiej puszcze pewnie poddańczość
Nieźle, cie ego podpuszcza :D
Już jesteś Panem swojego życia. Już teraz nim kierujesz.
Nie musisz być kimś ważnym, by łatwiej puszczać przekonania. Raczej będzie z ciebie szef despota w ten sposób ;)
-
Cześć
Czy ktoś z byłych wojowników tu na forum, zmieniał intencje walki na intencje współpracy ? Ostatnio chodzi mi to po głowie ale wyskakują mi niemiłe sytuacje które mnie prowokują do walki.
-
http://www.ezosfera.pl/sylvia/artykul/853
-
doktor-x
masz intencje walki. wygranie walki to powod do dumy, satysfakcji. Dopoki nie zauwazysz co daje realnie walka, z czym sie wiaze, to jasne ze beda sytuacje w ktorych walczysz bedziesz "musial". Sam je prowokujesz, bo innej opcji dla ciebie nie ma. Nie widzisz jej. Rozwiazywanie sytuacji pokojowo kosztuje mniej energii, no ale ktory by wojak szanowal woja energie. Trans nie powoduje, ze widzi sie swoje zachowanie przytomnie.
Odpusc satysfakcje z wygrywania, i wstyd gdy przegrasz. Tylko idioci chca osiagnac milosc, z intecjami walki. Nie da sie.
A tak glebiej , to trzeba dokopac sie do zranienia, np ojciec, gdy sie bylo upokorzonym, przypominalo to walkę (jakas np szarpanina, klotnia), i gdy zostales pokonany. Wtedy chec zemsty dominuje przez lata, za te jedna "akcje", bo powstaje chec walki, odwetu. Samo stawanie sie "lepszym" zajmuje lata, tylko to i tak nie ma sensu. W oczach tego kogos nadal mozemy byc smieciem, czy idiota, bo on z zasady jest sfrustrowany, i sieje nienawiscia do wszystkiego. Cóż, taki jest skutek koncentracji na wygrywania, walce, i niszczeniu :)
uzaleznienie od opinii, tez trzeba odpuszczac.
duzo by o tym pisac, a pozno..
-
A dało by się ugruntowac w życiu bezpieczeństwo z intencjami walki ?
-
Intencje walki bardzo często wynikają z poczucia zagrożenia, czasem chęci satysfakcji. Ale tak czy siak, wojownik potrzebuje cały czas być w napięciu - żeby uniknąć zagrożenia trzeba cały czas kontrolować to co się dzieje w otoczeniu. Czyli ktoś kto chce walczyć zawsze potrzebuje jakiejś formy lęku. Potrzeba i jedno i drugie rozpracowywać, zwiększać poczucie bezpieczeństwa i uwalniać się od intencji walki (jeśli jest się bezpiecznym, to po co one?).
-
Chyba będe musiał. Będzie ciężko mi się z tym rozstać to wiem napewno.
-
Witam
Czy jak się oczyści intencje do walki to przejdzie ochota na walke i zabijanie ?
I czy trzeba zrezygnowac z dowartościowywania się walką zeby oczyścić intencje do walki ?
-
Na oba pytania - TAK :-)
Za intencjami do walki zawsze stoi jakis fałsz. Albo nas kobiety nie kochały i sobie wymyśliliśmy wojowanie, albo nas ktoś ważny dla nas wciągnął, albo jeszcze coś. Ja sobie ostatnio przypomniałem jakieś inicjacje z kultur wyspiarskich (chyba z Pacyfiku) gdzie po wielkim wysiłku(żeby sobie zasłużyć) i cięzkich presjach na serce wreszcie zostałem wojownikiem. Znaczy się dało mi to godność bycia wojownikiem.
-
Rozumiem.
Oglądałem dzisiaj james bonda 007 i troche kurde było to dla mnie niewygodne że gościu wojował i miał zawsze koło siebie mnóstwo lecących na niego kobiet.
Tego typu filmy to takie opóźniacze w oczyszczaniu intencji walki. Mogą sporo namieszać.
A ty co robiłeś na początku Mariusz ze swoimi intencjami walki ? Nie wiem czy u Ciebie tak mocno działały jak w moim przypadku.
-
Dzisiaj miałem paskudny humor, zmęczony walką z lękiem i innymi emocjami siadłem przed kompem i włączyłem jakąś mantre na yt.
Poczułem się troche bardziej udochowiony przez chwilę więc pomyślałem że warto wykorzystać ten stan na prace nad sobą.
Odmówiłem kilka zwrotek modlitwy na uwolnienie od wszelkich intencji walki.
I nagle zobaczyłem jak żałośni są ludzie którzy parają sie i dowartośiowują się walką. Ciągle próbują zostać pochwaleni, docenieni za najmniejszą rzecz. Walczą między sobą o to kto jest mądrzejszy i kto ma racje. Oczywiście prowadzi to do nikąd a oni tak sobie płyną i płyną...
Kiedyś myślałem że jak przepracuje jakiś temat to będzie nagle BUM ! teraz widze że zmiany następują stopniowo. Krok po kroku na drodze prowadzącej do celu pojawiają się uświadomienia, wzloty i upadki, dołki i te lepsze stany samopoczucia. A wszystko i tak zmierza ku wyzdrowieniu.
-
Wojowniczki hehe:))
Razem z kobieta wojowniczka idzie ta silna kobieta o której pisałam w innym watku:))
Wiec zaczełam od afirmacji Ja . .. akcepuje siebie jako kobiete. Tu sie dzieje, bo kobiecość u wojowniczki tu jest pracy!! musze sobie jeszcze medytacje na kobiecość zamówić anny Atras.
W modlitwie to prosze Boga, by pokazał mi wsród kobiet żebym mogła zobaczyć jak wyglada. Wiec jak zaczeły mi sie kobiety pokazywać - to żeby koło nich stanąć to musze samoocene podnieść.
-
Teraz to ja rozumiem dlaczego taka ciape na męża sobie przyciagnełam. ile ja korzyści podswiadomie z tego miałam.
Jak sobie pomyśle ile nad tym pracy to mi sie płakać chce - co u wojowników nie do pomyślenia:))
-
Ale mi gniew buzuje od paru dni.
Czasem jakaś mała pierdoła potrafi wyprowadzić mnie z równowagi i przypomnieć jakąś niemiłą sytuacje która później chodzi za mną kilka dni.
Tak też się stało teraz.
Przypomniało mi się jak kilka tygodni temu jeden starszy gościu mnie obrażał a ja niepotrafiłem odpowiednio go zripostować. Potem przypomniały mi się osoby które traktowały mnie w podobny sposób i gorzej, upokarzały mnie a ja nieumiałem wydusić z siebie odpowiednich słów. To takie frustrujące gdy człowiek niepotrafi się bronić z jakichś powodów. Mam ochote rozerwać tych ludzi na strzępy. W ogóle czasem mam ochote zabijać, katować i zabijać tak długo aż niebęde miał siły. Aż ta nienawiść się wypali i odbije sobie za wszystko co ludzie mi robili. Boli mnie myśl że ci ludzie też mają swoje WJ, że nad nimi też czuwa Bóg. Z mojej perspektywy niezasługują na nic dobrego ale Bóg ich kocha i to jest bardzo niewygodne.
Wczoraj umówiłem się z kolegą na 16. Przed 16 zadzwoniłem do niego żeby upewnic się że jest w domu. Okazało się że go niema i będzie po 19. Tak się wnerwiłem że przez kolejne 2 godziny układałem sobie w myślach jak bym go wyzywał. Miał potem odezwac się o 19 ale nieodezwał się bo telefon mi się skrzanił i niemiałem łączności. Oczywiście tego niezauważyłem i wyciągnąłem wniosek że poprostu mnie olał. Tak się wpieniłem że byłem gotowy go zbić gdyby tylko pokazał cień niezadowolenia.
W takich dniach jak te ciężko mi zaprzestac walki. Chciałbym czuć się bezpiecznie, nie walczyć już więcej ale inni ciągle dają mi we znaki. Niemożna tego tak zostawić.
Doradzali mi ludzie żebym zaprzestał walki. Tylko że ja zaprzestaje tej walki od urodzenia. Od urodzenia albo i dłużej unikam konfliktów a ludzie ciągle mi gnoją. I jak tu zaprzestac walki ?
Mam nadzieje że z biegiem pracy nad bezpieczeństwem wyklaruje sie pewien tor którym podąże i będzie lepiej.
-
John mieszkał na farmie leżącej na kompletnym odludziu, o kilkanaście mil od najbliższej siedziby człowieka. Pewnego razu postanowił zrobić porządki w swym ogrodzie. Ale nie miął sekatora, wybrał się wiec po niego do swojego najbliższego sąsiada. Ponieważ dzielił go od niego szmat drogi (John szedł piechota) facet z nudów zaczął po drodze kombinować jak to będzie gdy już dojdzie do kumpla...
"Ja powiem "cześć" a on się zapyta co mnie sprowadza. Wiec powiem mu, ze chce pożyczyć sekator. On się pewnie zapyta po co mi sekator. Wiec ja mu powiem, ze to nie jego interes. No to on powie, ze jak sekator jest jego to chce wiedzieć po co go pożyczam. Wiec ja jemu powiem..."
No i John pokłócił się sam z sobą. I gdy po paru godzinach dotarł do celu to aż się gotował ze złości. Załomotał pięścią w drzwi. Sąsiad otworzył.
- O, cześć stary! Co cię sprowadza?
- W DUPIE MAM TWÓJ SEKATOR!!! - wrzasnął John i zawrócił do domu.
-
swietne
rozbawilo mnie
DZIEKI
-
czasami takie atakowanie ludzi daje nam fałszywe poczucie władzy i mocy, oraz chwały i jako takiego panowania nad otoczeniem lub swoim życiem. bo nikt się nie odważy nam "fiknąć" jak będziemy groźni i mocarni... mhm, akurat...
http://c3201142.cdn03.imgwykop.pl/comment_P5pVA33gPlDUn5HDOoiV5G8IreWaSpxP.jpg (http://c3201142.cdn03.imgwykop.pl/comment_P5pVA33gPlDUn5HDOoiV5G8IreWaSpxP.jpg)
-
Doktor,
Siergiej Lazariew pisal o chlopaku, ktory nie potrafil reagowac na rozne "zaczepki" - nie potrafil sie "odgryzc" slownie, a nawet jak go ktos bil to czul paralizujacy strach i nie byl w stanie sie bronic. Chlopak ten zadreczal sie myslami ze jest tchorzem itp, podejmowal sie tez wielu niebezpiecznych rzeczy aby udowodnic sobie, ze tchorzem nie jest. Okazywalo sie, ze nie boi sie narazac zycia w roznych sytuacjach, ale jesli tylko dochodzi do konfrontacji, kiedy jest ponizany, nie jest w stanie nic zrobic, tak bardzo strach go paralizuje.
Wg Lazariewa ten paralizujacy strach byl dla niego "ratunkiem". Zgromadzila sie w jego duszy ogromna ilosc pogardy do "lajdakow", wiec sytuacje ponizania byly sposobem na jej "blokowanie". Gdyby nie uczucie strachu, chlopak bylby zdolny do obrony i nie dalby sie ponizac. Wtedy jednak negatywna karma prawdopodobnie odbilaby sie na jego zdrowiu w postaci powaznej choroby. Gdyby potrafil zamanifestowac swoja sile wzgledem innych, jego pycha jeszcze by wzrosla.
Poczucie nizszosci (ponizenia) wynika z poczucia wyzszosci (pychy wlasnej i pogardy dla innych - nawet jesli sa to "lajdacy"). Akceptowanie tych sytuacji i traktowanie ich jako "lekarstwa" (blokowania negatywnej karmy) nie dopuszcza do poczynienia wiekszych szkod - w zdrowiu, zyciu itp. Jesli jednak tych sytuacji nie przyjmujemy z "pokora" tylko gromadzimy jeszcze wiecej gniewu i pogardy, to moze sie zdarzyc ze nastapia bardziej drastyczne sposoby blokowania karmy - zazwyczaj jest to uszczerbek na zdrowiu. Oczywiscie wszelkie nieprzyjemnosci to "lekarstwo" dorazne - ostatecznym i najskuteczniejszym lekarstwem jest milosc do Boga (Milosc, milosc bezwarunkowa). Jesli ona jest to juz nie sa "potrzebne" zadne nieprzyjemnosci.
Wazne, zeby tylko nie nastapil taki mechanizm, ze zamiast obwiniac innych za to, co Ci zrobili, zaczniesz obwiniac siebie. Najlepszym rozwiazaniem jest uswiadomic sobie, ze nie ma czegos takiego jak "wina", jest tylko dogrywanie sie intencji.
-
Tak wiem coś o tym.
Miecz ma dwa ostrza. Gdy kogoś atakowałem i wygrywałem to czułem satysfakcje, czułem się lepiej chwilowo podnosząc swoją samoocene ale gdy przegrywałem czułem żał, rozdarcie i nienawiść.
To błędne męczące koło w którym kazdy przegrywa.
Po sesji u Martinusa poświęconej na tematy walki i bezpieczeństwa w świecie zrozumiałem że tak naprawde mógłbym czuć się zawsze bezpiecznie. Dlatego że świat zawsze mnie wspiera, życie mnie wspiera. A życie to ludzie zatem ludzie też mnie wspierają. Nawet gdy ktoś mnie pobije, napadnie czy oszuka to też jest to wsparcie od życia. Patrząc z szerszej globalnej perspektywy w ostatecznym rozrachunku życie w ten sposób chce obudzić nas z kłamstwa. Wskazać co w nas jest takiego co powoduje te sytuacje. Trzeba wtedy rozszyfrowac o co chodzi i zająć się tym.
Jednak tak trudno mi się na to otworzyć. Wiele mam oporów przed otwarciem się na taki spokój i bepieczenstwo. Po pierwsze wciąż mam całkiem sporo intencji dla których chciałbym walczyć i to nie byle jakich. Pomijając samo dowartościowywanie się walką czy poprostu lubowanie się w tym, moja dusza pamieta nagrody i chwałe jaka wiązała się ze zwycięstwami
Od lat nieświadomie dotąd próbowałem zrekompensowac sobie namiastke tego grając w przeróżne gry online i starając się być najlepszym wojownikiem na serwerze. A ile kasy w to wtopiłem. Często odinstalowywałem te gry i mówiłem że nigdy wiecej niezagram bo marnuje czas ale ciągle wracam bo mi mało.
kolejnym z oporów przed otwarciem się na takie bezpieczeństwo i spokój jest to że wydaje mi sie to nie atrakcyjne. Chciałbym z jednej strony żyć w pokoju ale czuje duży dyskomfort na myśl o byciu takim spokojnym facetem. Byłbym wtedy za dobry, za spokojny, za grzeczny. Tęsknił bym wtedy za czymś.
Bycie takim spokojnym facetem i patrzenie na badboyów i to jak bawią się w świecie opisał bym z mojej teraźniejszej perspektywy jako bycie takim dzieckiem któremu matka zabroniła wychodzić na dwór a on by bardzo chciał widząc jak inni bawią się na zewnąrz. Takie wewnętrzne rozdarcie. Nie wiem jak to lepiej opisać.
Mam sporo namieszane w tych tematach, nie widze tego napewno jasno i na trzeźwo. Wierze że z biegiem czasu to się wszystko wyklaruje a ja stopniowo będe się otwierac na spokój. Z tym że moja osobowość nie jest spokojna. Napewno niemógł bym być takim spokojnym facetem. Czuje że będe taki pół na pół i już cholernie mi sie to podoba bo wiem że to od Boga. To mi daje motywacje do otwierania się na bezpieczeństwo i zaprzestanie walki.
-
matek
dzięki za infro, później zanalizuje, jeszcze chciałem dopisać coś.
Pracuje sobie teraz nad tym otwieraniem się na bezpieczeństwo i dzieją się ciekawe rzeczy. Ze wszystkim stron życie tak jakby próbuje mnie odwieść od moich zamiarów, nasyłając na mnie różne sytuacje. To oczywiście nie życie tylko mój opór tak się stara.
Do ciekawszych zdarzeń zaliczył bym dzisiejszą rozmowe ze jedeym moim znajomym który pracował ponoć dla mafii pruszowskiej. O ile to prawda był pewnie jakąś płotką wykonującą proste zlecenia.
To było naprawde niecodzienne, uderzyło mnie poprostu to co mi zaproponował.
Na początku nie wiedziałem o co mu chodzi. Chciał żebym przychodził do niego jak będzie do mnie dzwonił. Nie rozumiałem do czego zmierzał z tym całym przychodzeniem do niego. Mówił że stane sie bogaty.
Potem zajarzyłem że chce żebym dla niego pracował.
Niechciał mówić na czym ta praca polega ale wspomniał coś o transporcie alkocholu. Odrazu mi sie niespodobało. To jak mówił i w ogóle to co proponował uczciwą pracą nie zalatywało. Powiedziałem mu że nikt nie będzie mi rozkazywac bo poczułem się zniewalany a na to jestem bardzo drażliwy. Zjadłem obiad i poszedłem.
Mam nadzieje że więcej nie zadzwoni.
To brzmi troche jak wyjęte z filmu albo wyolbrzymiona przykolorowana bajeczka.
W każdym razie odebrałem to bardzo poważnie. Coś takiego nigdy mi sie niezdarzyło ale to widac jak na dłoni że to tylko opór mojej pś przed otwieraniem się na lepsze. Z tym że troche hardcorowo. Troche sie przestraszyłem tej całej sytuacji.
kolejne wywałki były gdy do mojej siostry przyszedł nowy chłopak. Odrazu mi sie załączyło coś dziwnego. Lęk, walka i napięcie że niepozwole żeby byle kto był z moją siostrą. Pewnie karma jakaś się odpaliła
Nie wiem czy składnie w miare to napisałem. Szczać mi sie chce. Czułem potrzebe opisania tego. Niechciałem tego trzymać w sobie. Te doświadczenia są dla mnie dosyć trudne i ciesze sie że to z siebie częsciowo tu zrzuciłem.
-
matek
Kurde, a ja sie kiedyś zastanawiałem czemu ja nigdy na nic chory niebyłem. Tyle we mnie złej karmy ale nigdy żadna choroba sie mnie niełapała. Właśnie dlatego co napisałeś.
Czyli z tego co pisze ten Łazariew to bycie poniżanym jest skutkiem pogardy dla innych.
Ciekawa sprawa.
Sporo we mnie pogardy dla chytrych, niehonorowych.
Jak ta książka sie nazywa ?
-
Doktor,
"Diagnostyka karmy", Siergiej Lazariew. W Polsce wyszlo juz chyba co najmniej 7 tomow (nie sa jakies opasle). Ale wystarczy ze przeczytasz ze 3 pierwsze, powinno Ci wystarczajaco duzo rozjasnic.
Dla mnie w ogole jestes bardzo ciekawa postacia:)
Na pewno nie bedziesz musial byc "grzecznym chlopcem", kiedy otworzysz sie na spokoj. W koncu, rozwoj to wolnosc, a nie odgrywanie spolecznie narzuconych rol.
Z drugiej strony, chyba az tak "zle" z Toba nie jest, skoro nie chcesz miec nic wspolnego z przestepczoscia.
Wiec zawsze mozesz byc uczciwym i spokojnym (przynajmniej wewnatrz) badboyem...
-
Matek
Dzięki
Zdecydowanie tak :)
Spokojny badboy to ja w przyszłości :)
PS.
Komputer mi sie sam naprawił. Mulił się od kilku dni okrutnie. Coś się poluzowało we mnie :)
-
Doktor - X
,, Dlatego że świat zawsze mnie wspiera, życie mnie wspiera. A życie to ludzie zatem ludzie też mnie wspierają. Nawet gdy ktoś mnie pobije, napadnie czy oszuka to też jest to wsparcie od życia. ''
Czy wszystko co nas spotyka, to nas wspiera?
Czy wszystko co nas spotyka jest dla nas najlepsze ?
Czy wszystko co nas spotyka jest zgodne z naszym i innych najwyzszym dobrem ?
Dla mnie zdrowym, naturalnym odruchem na wsparcie jest radosc, wdziecznosc i nie wyobrazam sobie sytuacji gdy osoba pobita, oszukana, okradzona itp. cieszy sie, odczuwa radosc badz wdziecznosc.
Nie wiem ale podobno sa masochisci, moze to u nich wystepuje.
Sytuacja - bijacy do broniacego sie :,, nie uciekaj , nie bron sie przeciez ja cie wspieram a ty nie chcesz mojej pomocy ''
Czasami dobrze jest poczytac forum chociazby po to aby dowiedziec sie co jest wsparciem,. a nie myslec ze wsparciem jest to co my o tym myslimy.
Doktorze, teraz to obawiam sie zyczyc komukolwiek wsparcia poniewaz wiem - moge sie mylic -iz to co zyczymy innym zyczymy tez sobie, a nie chce abym zostal okradziony, oszukany, pobity lub aby spotkalo mnie to z czego bede niezadowolony.
I pomyslec, ze czasami wspieralem osoby proszace o to.
-
Zalezy, jak rozumiemy slowo "wsparcie".
Czy wszystko co nas spotyka, to nas wspiera?
Czy wszystko co nas spotyka jest dla nas najlepsze ?
Czy wszystko co nas spotyka jest zgodne z naszym i innych najwyzszym dobrem ?
To ulozmy afirmacje:
Wszystko, co mnie spotyka, wspiera mnie.
Wszystko, co mnie spotyka, jest dla mnie najlepsze.
Wszystko, co mnie spotyka, jest zgodne z Najwyzszym Dobrem moim i innych istot.
Prawda?
Prawda.
-
Wnibowziecie Grubego
Rozumiem twoj tok myslenia.
Mozna podchodzic do wszystkiego z dwojakim podejsciem.
Pisalem ze patrzac z szerszej perspektywy cos codziennego postrzeganego jako zle okazuje sie dobrodziejstwem.
Nawet jak ktos mnie zabije i wszystko sie skonczy to dusza to zapamieta i nastepne zycie bedzie inne pod tym katem. Bedzie mozliwosc wyciagniecia wnioskow skoro w poprzednim bylismy na nie tak zamknieci ze tylko smierc zdoöala nas obudzic.
-
To ulozmy afirmacje:
Wszystko, co mnie spotyka, wspiera mnie.
Wszystko, co mnie spotyka, jest dla mnie najlepsze.
Wszystko, co mnie spotyka, jest zgodne z Najwyzszym Dobrem moim i innych istot.
Prawda?
Prawda.
Nie wiem co Cie spotyka.
Jednak powstal temat : Prosba o wsparcie
i bardzo dobrze, ze jest i dzieki temu pomyslodawcy.
Czy powiesz komus proszacemu o wsparcie : wszystko co cie spotyka jest dla ciebie najlepsze, jest zgodne z twoim i innych najwyzszym dobrem,
wszystko co cie spotyka wspiera cie, wiec po co prosisz o wsparcie ?
Jezeli wszystko co nas spotyka wspiera nas , to po co jest zalozony ten watek o wsparciu i po co ludzie prosza o wsparcie , jezeli wszystko co ich spotyka jest wsparciem?
Prosze o wsparcie poniewaz spotkalo mnie wsparcie - mozna i tak.
-
Prosze o wsparcie poniewaz spotkalo mnie wsparcie - mozna i tak.
Dobre :))
-
Doktor - x
Naprawde nie chce , zeby ktos pozbawial Cie zycia nawet gdyby mial oczyszczone i uzdrowione wszystkie swoje i swojej duszy intencje dotyczace zabijania, tylko po to aby dusza to zapamietala i aby nastepne zycie bylo inne.
Mysle , ze nie tylko smierc poprzez zabicie jest jedynym sposobem na wyciagniecie wnioskow.
-
"Prosze o wsparcie bo spotkalo mnie wsparcie"
Pomysl ze dostajesz prace domowa do odrobienia ktora jest nieprzyjemna. Niedajesz rady dam wiec prosisz o pomoc. Praca domowa musi byc odrobiona bo dalej nieprzejdziesz.
Gdy jednak odrobisz ta prace dostaniesz 5 i bedziesz szczesliwy ze masz to za soba, yto cie czegos nauczy i juz nigdy wiecej niebedziesz musial tego odrabiac bo juz to opanowales, odrobiles
-
Wsparcie w akceptacji tego, że: wszystkie uczucia nawet te najtrudniejsze są do przeżycia, że wszystko co nas spotyka jest tak naprawdę wsparciem, bo pomaga nam zobaczyć nasze błędne przekonania, które daną sytuację spowodowały. Z boku jest łatwiej to zobaczyć niż tkwiąc w sytuacji z całym zalewem uczuć. Dzisiaj będąc na przejażdżce rowerowej, w którymś momencie przypięłam rower i poszłam coś załatwić. Wracam, odpinam rower, patrzę, a kluczyk mi się złamał, zanim odpięłam rower, najpierw dostałam ataku paniki - daleko od domu, rower przypięty, kluczyk złamany, jestem sama, no beznadziejna sytuacja. Usiadłam, zaczęłąm sobie oddychać i troszkę otrzeźwiałam. Potem patrzę: na szczęście przypięłam rower do drewnianej deski ławki, która okazała się wogóle nie przymocowana, więc bez problemu rower wraz z zapiętym zamknięciem wyjęłam. A teraz gdy juz jestem w domu to jeszcze bardziej mi sie rozszerzyło widzenie, że przecież tam niedaleko od miejsca zajścia widziałam punkt naprawy rowerów, więc nawet jakbym nie mogła odczepić roweru to i tak by mi pomogli zapewne. Ale w pierwszym momencie - poczułam sie jak małe dziecko w pułapce.:)) Wsparcie jest po to by, jak wpadamy w uczucia dziecka, ktoś nam powiedział np.: Nie panikuj, jest dużo możliwości, dasz radę.
-
Prosze o wsparcie poniewaz spotkalo mnie wsparcie - mozna i tak.
Zgadza sie:)
Przede wszystkim, co rozumiemy mowiac wsparcie? Wsparcie w czym? Co jest celem, w ktorym mam byc wspierany?
Jesli wsparcie rozumiemy po prostu jako glaskanie po glowie, to ok, nieprzyjemnosci nie nazwiemy wtedy wsparciem.
Jesli celem jest rozszerzenie swiadomosci, to zarowno nieprzyjemnosci jak i wskazowki, jak oczyscic sie z ich przyczyn beda forma wsparcia. Najpierw nas te nieprzyjemnosci spotykaja, i wtedy przynajmniej widzimy, ze cos z naszymi "programami" jest nie tak.
Wiec owszem, nieprzyjemnosci sa forma wsparcia od Wszechwiata. Czesto nie potrafimy ich sami zrozumiec, wtedy szukamy...wsparcia. Co rozumiem jako pomoc w dotarciu do przyczyn, pomoc w szerszym widzeniu sytuacji, w rozszerzeniu swiadomosci.
-
Matek jak ty to robisz ze taki madry jestes ? :)
-
Doktor - X
Z ta praca domowa to jeszcze bym zaakceptowal, chociaz nie zyczylbym innym zeby byla nieprzyjemna, bo niby dlaczego.
Medytowalem nad tym i nie otrzymalem odpowiedzi.
A tych napadow, pobic , oszukanstw to juz w ogole.
Generalnie jestem za ulatwianiem innym, za prostowaniem innym sciezek.
Moze wygladac to na pouczanie, ale w mojej przeszlosci z wdziecznoscia przyjalbym kazde madre pouczenie.
-
Jesli celem jest rozszerzenie swiadomosci, to zarowno nieprzyjemnosci jak i wskazowki, jak oczyscic sie z ich przyczyn beda forma wsparcia. Najpierw nas te nieprzyjemnosci spotykaja, i wtedy przynajmniej widzimy, ze cos z naszymi "programami" jest nie tak.
Pytanie: czy mozna rozszerzac swiadomosc bez doznawania nieprzyjemnosci?
--- nie
- dlaczego ?
--- BO TAK
Te ,, BO TAK '' jest niepodwazalnym argumentem na to , ze nie mozna rozszerzac swiadomosci bez doswiadczania nieprzyjemnosci.
-
Wiec owszem, nieprzyjemnosci sa forma wsparcia od Wszechwiata. Czesto nie potrafimy ich sami zrozumiec, wtedy szukamy...wsparcia. Co rozumiem jako pomoc w dotarciu do przyczyn, pomoc w szerszym widzeniu sytuacji, w rozszerzeniu swiadomosci.
A co z osbami przez ktore to spotykaja nas nieprzyjemnosci i ich karma.
Bycie pobitym i okradzionym jest na pewno nieprzyjemne i czy sprawca tegoz czynu nie obciazyl sie negatywna karma.
Bo jezeli tak , to za pomoc w rozszerzaniu swiadomosci spotka go negatywna karma, ktorej tworzenia na duchowej sciezce powinno sie unikac poniewaz jej stwarzanie nie przybliza nas do oswiecenia.
Czyli - wspierajac innych w rozszerzaniu ich swiadomosci w ten sposob, ze jest to dla nich nieprzyjemne gromadzimy coraz wiecej negatywnej karmy, oddalajac sie tym samym od oswiecenia i w ten sposob sami siebie nagradzamy.
-
Wsparcie, jak sama nazwa wskazuje to coś co wspiera, na czym mozna się oprzeć, coś co podnosi do góry i dodaje siły. Więc przeciwności losu na pewno nie są wsparciem a jedynie tym co wymusza na nas zmiany.
-
Wniebowziecie,
Pytanie: czy mozna rozszerzac swiadomosc bez doznawania nieprzyjemnosci?
--- nie
- dlaczego ?
--- BO TAK
Te ,, BO TAK '' jest niepodwazalnym argumentem na to , ze nie mozna rozszerzac swiadomosci bez doswiadczania nieprzyjemnosci.
Czy ktokolwiek napisal, ze nie mozna rozszerzac swiadomosci bez doswiadczania nieprzyjemnosci?
Bardzo prawdopodobne, ze mozna, ale tutaj rozmawialismy o nieprzyjemnosciach wlasnie i jak one sie maja do "wsparcia".
Skoro juz spotykaja nas nieprzyjemnosci, to nie dzieje sie to przypadkowo, wiec mozna je z powodzeniem wykorzystac - zarowno do odkrycia przyczyn, jak i "oczyszczenia" karmy poprzez akceptacje sytuacji.
Oczywiscie nie trzeba nazywac tego "wsparciem" jesli komus to przeszkadza, kazdy sobie decyduje jak co nazywac, wolna wola.
Ja wole miec poczucie, ze co by sie nie dzialo, to Wszechswiat mnie wspiera. Na roznych poziomach i na rozne sposoby.
-
A co jeśli okaże się, ze oświecony może ulec smutkowi? np widząc cudze zaślepienia? Przecież wtedy nie jest to już 100% radości i nirwany..:) Co jeśli okaże się ze Oświecenie jest po prostu pewnym wglądem? który daje pewne skutki i możliwości? Co jeśli można oświecić się mając jeszcze karmę?
Co jeśli można być oświeconym i jednocześnie zachować swoją osobowość, taką jaka jest? Co jeśli to wszystko co robimy kompletnie nie ma znaczenia,nasze "starania" bo i tak dzieje sie to co ma się zadziać? Co jeśli chęć choćby szczodra, wynika tylko z ego? Co jeśli pojęcie wolnej woli jest pojęciem na wyrost?
Groch z kapustą, co nie ;)
Czasem trzeba siać ziarno zwątpienia, by pójść dalej, oto jest nieprzyjemność.
-
A może coś, co my pojmujemy jako "oświecenie", bo jako ludzie nie widzimy aż tak bardzo dalej, to tak naprawdę odblokowanie kolejnego levelu drabiny kolejnych etapów duchowości? i dopiero osiągnąwszy ten pułap zdajemy sobie z tego sprawę? może są niższe poziomy, na których można doświadczać smutku. zresztą, na wyższych też i wtedy następuje zaniżenie wibracji? kto wie? a może po oświeceniu wcale nie trzeba mieć non stop haju energetycznego, może czasem po prostu się odczuwa uczucia inne niż nirwana?
-
w sumie to nie ma powodu aby oświecony przejawiał się jakoś "specjalnie" może być podobną osobą jak przed oświeceniem.
Myślę że oświecony może odczuwać emocje ale już na innym poziomie - może mieć świadomość swoich emocji bez "bycia przez nie pochłoniętym".
ja tak obserwuję że ludzie wybierają różne drogi , jedni idą przez wcielenia cierpiąc , inni rozrywkowo ale w sumie oba te stany na ekstremalnych końcach są nieprzytomnością w końcu i tak oba stany idą w kierunku wygasania i oprzytomnienia. Ludzie którzy dużo cierpieli lubują się w pławieniu w tym cierpieniu a ludzie którzy szli rozrywkowo mają problem od uwolnieniu się od pociągu do ekstremalnych emocji i jazd. Mogą być też wybory pośrednie raz cierpienie raz rozrywkowo albo ambicjonalnie np. władza i walka która wdł. mnie jest związana z cierpieniem przeplatającym się z jazdami . :) Wydaje mi się że oświecony podchodzi do tych swoich upodobań z dystansem , humorem i zrozumieniem :)
-
Przeczytałem w ebooku Siergieja Łazariewa artykół Pycha i duma. Opisuje tam że pycha jest przyczyną dla której ludzie są poniżani, wyśmiewani i umniejszani. O dumie napisał tam nie wiele. W każdym razie dało mi to do myślenia ponieważ sam od urodzenia byłem umniejszany i wyśmiewany. Położyłem się na łóżku i w myślach prześledziłem swoje doświadczenia z całego życia pod kątem bycia umniejszanym. I to z tą pychą by do mnie pasowało z tym że mi się wydaje że we mnie nie ma żadnej pychy. Wiem że nosze w sobie pogarde do niektórych ludzi i dume ale nie pyche. Nawet nie wiem tak naprawde czym ona dokładnie jest bo nigdy o tym za wiele niemyślałem. A być może pycha duma i pogarda są ze sobą złączone i dają takie same skutki karmiczne co sama pycha ?
-
Doktor-X
w sumie nie wiadomo czy S. Łazariew miał rację, dużo w tych tekstach straszenia i podświadomej zachęty do karania za coś tam, co by człowiek nie zrobił i tak źle dlatego moim zdaniem lepiej zwracać się do Boga prawdziwego z prośbą o wyjaśnienie w miłości poprzez inspiracje :)
To że ktoś był poniżany czy umniejszany wcale nie przeszkadza aby siebie kochać, szanować i czuć miłość Boga.
-
Hej
Faktycznie jakoś ten rusek do mnie nie przemawia. Mądrze pisze, widać że facet jest na konkretnym poziomie rozwoju ale za bardzo o cierpieniu pisze i pisze w taki sposób o nim jak gdyby ono było celem. Może opacznie zinterpretowałem bo czytałem tylko jeden artykół i tylko raz.
"To że ktoś był poniżany czy umniejszany wcale nie przeszkadza aby siebie kochać, szanować i czuć miłość Boga. "
Jasne że tak i działam w tym kierunku ale fajnie by było gdyby ludzie zaczeli szanować moje pomysły i mnie, fajnie by było skończyć z tą karmiczną czkawką bycia poniżanym. Dlatego chce się dowiedzieć czy aby napewno coś takiego we mnie jest jak ta pycha. Pewnie sobie to wszystko uświadomie to tylko kwestia czasu, zobaczymy.
-
Doktor x
masz do wyboru DWIE opcje :
1) Lazariew sie MYLI
2) Lazariew sie NIE MYLI
ale caly czas mozna zweryfikowac te wiadomosci z bogiem
-
Olga
A co jeśli okaże się, ze oświecony może ulec smutkowi? np widząc cudze zaślepienia?
To by świadczyło o uzależnieniu od innych .Jak dla mnie nie jest to stan umysłu osoby oświeconej.
Co jeśli to wszystko co robimy kompletnie nie ma znaczenia,nasze "starania" bo i tak dzieje sie to co ma się zadziać?
Dla mnie wszelki duchowy sukces to składowa "boskiej łaski" i własnej pracy .
Przypatrywałem się przez lata pewnej osobie ,która płynie z prądem a życie jej się po prostu dzieje .Nawet ją podziwiałem ,bo wydawało się ,że ma tak łatwo ,że nie ma rozterek ,wywałek ,że jest szczęśliwa.Jednak z biegiem lat widzę ,że to jednak upadek ,że bierze wszytko co życie jej przynosi a tak naprawdę realizuje wole osób ,które akurat wiedzą czego chcą i znalazły się jej otoczeniu ,a często to nie jest nic dobrego.
Co jeśli chęć choćby szczodra, wynika tylko z ego?
A to dosyć ławo sprawdzić obserwując siebie i swoje motywacje .
Jeśli coś wynika z ego ,z chęci ,choćby najsubtelniejszego ale jednak dowartościowania, to jak dla mnie nie jest to stan umysłu osoby oświeconej .
-
W ktorejs ksiazce Lazariew rozroznia pyche i dume - duma jako poczucie godnosci, pycha jako poczucie bycia lepszym od innych (czyli poczucia ze inni sa gorsi).
Jak sie poczyta ksiazki, to u Lazariewa pycha jest bezposrednio polaczona z pogarda, jedno z drugiego wynika.
A propos milosci do siebie - Lazariew zwraca uwage, ze milosc do siebie jest bardzo wazna. On nie zacheca do ponizania siebie, tylko wyjasnia przyczyny, dlaczego tak sie dzieje. Jesli kochamy siebie, to warto byc wobec siebie uczciwym, wtedy mozna sie szybciej uzdrowic. Czy mozna naprawde kochac siebie, gardzac innymi? Mnie to jakos sie nie widzi.
w sumie nie wiadomo czy S. Łazariew miał rację, dużo w tych tekstach straszenia i podświadomej zachęty do karania za coś tam, co by człowiek nie zrobił i tak źle
Nie wiem zupelnie, skad taki poglad - chyba, ze sie wyjmie z kontekstu pojedyncze fragmenty. Jak dla mnie, to nie ma kwestii czy Lazariew sie myli czy nie, moze ewentualnie nie pasowac forma przekazu. Jezyk jest czasami nie do konca przejrzysty, na pewno nie jest tez "landrynkowy", a takze widac momentami, ze sam Lazariew bywa jeszcze troche pomieszany w pogladach, ale jesli oddzielimy plewy od ziarna (a ziarna jest zdecydowanie wiecej), to sa to genialne ksiazki o dzialaniu mechanizmow karmy. Zreszta, ten Lazariew to zadne odkrycie Ameryki w sumie, ta jego cala "koncepcja" zupelnie zgadza sie tak naprawde z koncepcjami karmy w wiekszosci "szkol" tzw. rozwoju duchowego. Mysle, ze cale zamieszanie wynika z charakterystycznego stylu Lazariewa - ludzie czesto wyjmuja jakies pojedyncze zdanie i na jego podstawie potepiaja w czambul calosc. Ja akurat Lazariewa nie postrzegam jako "Mistrza duchowego", raczej jako jasnowidza-eksperta i badacza.
-
Ontoja, to był zestaw pytań w których nie chodzilo mi o odpowiedzi i o prawdy nieprawdy zawarte w tych zdaniach, i dlatego też pomilczę sobie :)
-
Napisze jeszcze, ze najpiekniejsza rzecza, jaka zrozumialem dzieki ksiazkom Lazariewa, to ze nie musze walczyc z otoczeniem, z innymi. Ze to tak naprawde walka z samym soba. I ze najlepsza droga do dokonania zmian w otoczeniu, to zmiana w sobie.
-
W ktorejs ksiazce Lazariew rozroznia pyche i dume - duma jako poczucie godnosci, pycha jako poczucie bycia lepszym od innych (czyli poczucia ze inni sa gorsi).
Jak sie poczyta ksiazki, to u Lazariewa pycha jest bezposrednio polaczona z pogarda, jedno z drugiego wynika.
W koncu pisze o tym na czym sie zna.
A ktoz oprocz Boga, zna lazariewa jak nie on sam.
-
Ontoja, to był zestaw pytań w których nie chodzilo mi o odpowiedzi i o prawdy nieprawdy zawarte w tych zdaniach, i dlatego też pomilczę sobie :)
acha:)
-
Doktor, matek
może ja nie mam wiedzy odnoście całokształtu tekstów Łazariewa i stąd te odczucia.
Jednak przyznam że jestem szczerze zmęczona obserwacją jak ludzie wykorzystują teksty o świadomości lustra lub diagnostyki karmy aby wytykać innym, odpłacać karmicznie itd...
Dla Boga nasza karma nie ma znaczenia i nie musimy za nic odpłacać innym. Gdy ludzie zaczynają kochać siebie i przyjmować miłość to łagodnieją bo dobrze im i wtedy karma , pycha , duma i co tam jeszcze nie jest im do szczęścia potrzebne bo to tylko substytuty.
-
Dla Boga nasza karma nie ma znaczenia
Rozmawiałaś z nim osobiście? :-)
http://25.media.tumblr.com/264c23e1b9d8b1ad21f14579f7ad35e4/tumblr_mv6kmqxC101slj3vuo1_1280.jpg
-
Rozmawiałaś z nim osobiście? :-)
http://25.media.tumblr.com/264c23e1b9d8b1ad21f14579f7ad35e4/tumblr_mv6kmqxC101slj3vuo1_1280.jpg
no pewnie :)
-
Artykuł o traumach żołnierskich (myślę, ze cała książka może być mocna i przydatna, szczególnie dla kogoś, kto był weteranem w XX wieku - Wietnam, wojny światowe itp)
http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103454,15271288,_Nie_szukal_juz_we_wraku_rosomaka_nog_przyjaciela_.html?as=1
"Czasem próbowałam ustalić, kogo widzi Adam, patrząc przed siebie tym dziwnym, prawie zupełnie pustym wzrokiem.
Myślałam nawet, że to może mi przynieść ulgę, przerwie ciszę albo w jakiś sposób zmusi Adama do mówienia. I żeby to nie były słowa: "W tym tygodniu chcę spróbować wyjść na ulicę, może nawet dojść do Biedronki". Weterani często stawiali sobie taki cel, ale zwykle nie potrafili osiągnąć go w pojedynkę.
Umawiali się na takie wyjścia, wychodzili grupkami, osłaniając się wzajemnie. Droga nie była dla nich łatwa, prowadziła między ogródkami działkowymi przez dużą, otwartą przestrzeń, a potem zatłoczonymi uliczkami. I jedno, i drugie stanowiło zagrożenie. Po kilku tygodniach prób zwykle potrafili dojść do targowiska na głównym placu dzielnicy, odległym od szpitala o kilkaset metrów. Przez piętnaście tygodni, jakie spędziłam w klinice, nie poznałam nikogo, kto wszedłby między targowe budy. Strzelec pokładowy Chętny przyniósł sznur do wieszania bielizny na dowód, że był na targu, ale przyznał, że kupił go w zewnętrznym kręgu straganów."
-
Noo i pewnie jest mocna, już mam motylki w brzuchu jak to przeczytałem.
Dzięki, może kiedyś sie przyda.
Kurde, bardzo sie ciesze że ja niemiałem tak jak Ci ludzie w opisie książki. Masakra..
-
Coś dla wojowników:
http://iptak.pl/film-online/wojownicy-teczy-seediq-bale-sagraveideacutekegrave-balaacutei-2011/
-
weteran - co za zakłamana nazwa ,, człowieka " palącego napalmem czujące istoty.
No cóż, była to tylko walka z komunizmem.
-
coś o uwalnianiu się od powstałych obciążeń związanych z kontaktem : ) z wojownikami, żołnierzami i ogólnie od często połączonej z takimi spotkaniami (albo wyobrażeniami o nich) nienawiści i przemocy:
wiersz Thay'a "Zalecenie" (Recommendation)
Obiecaj mi,
obiecaj mi dzisiaj,
obiecaj mi teraz,
kiedy słońce jest nad twoją głową
dokładnie w zenicie,
obiecaj mi:
Nawet jeżeli
powalą cię na ziemię
górą nienawiści i przemocy;
nawet jeżeli rozdepczą cię i rozgniotą
jak robaka,
nawet jeżeli poćwiartują cię i wyprują twe wnętrze,
pamiętaj, bracie,
pamiętaj:
człowiek nie jest twoim wrogiem.
Jedyną rzeczą wartą ciebie jest współczucie -
niepokonane, nieograniczone, bezwarunkowe.
Nienawiść nie pozwoli ci stawić czoła
bestii w człowieku.
Pewnego dnia, kiedy staniesz przed tą bestią sam,
z niewzruszoną odwagą, z oczami wypełnionymi życzliwością
i spokojem
(nawet, jeśli nikt ich tak nie widzi)
z twojego uśmiechu,
rozwinie się kwiat.
Wtedy ci, którzy cię kochają,
ujrzą cię
poprzez tysiące światów narodzin i śmierci.
A ja, znów sam,
Pójdę dalej z pochyloną głową,
wiedząc, że miłość stała się wieczna.
Na długiej, wyboistej drodze,
Słońce i Księżyc
będą świecić nadal.
http://www.usmiechbuddy.org/cloud/index.php?option=com_content&view=article&id=16:20060824-wspoczucie&catid=9:archiwum2006&Itemid=15
i na otarcie łez tym którzy byli okrutnymi wojownikami, żołnierzami czy żołdakami:
"Duchowa moc Ksitigarbhy określana jest jako niepojęta, ponieważ wszystkie istoty w piekłach czerpią z niej pożytek, umożliwia ona porzucenie cierpień nawet tym, które w zasadzie na to nie zasługują. Ponadto, jego współczucie określane jest jako niepojęte, ponieważ nie ma nikogo, komu by nie współczuł.
Istnieją trzy główne typy współczucia: współczucie ofiarowane wraz z warunkami, współczucie w odniesieniu do Dharm Buddy i współczucie ofiarowane bezwarunkowo. Ten ostatni rodzaj współczucia jest szczególnie cudowny i niewyobrażalny."
http://mahajana.net/teksty/sutra_jizo/17.html
-
Witam
Zaczalem sluchac medytacji Darka Logi - Moje prawo do istnienia i afirmuje ze przyjmuje ochrone Boga.
Niemoge zabardzo sobie poradzic z glosem wewnetrznym ktory mi ubliza za to ze wybieram latwizne przyjmujac ochrone Boga zamiast walczyc jak prawdziwy facet i zwyciezyc.
probowalem afirmacji w stylu ze to korzystne dla mnie lepsze itp. ale na cos takiego rosla we mnie agresja ze pieprze jak baba. Odrzuca mnie od takich afek. Czuje sie ogolnie nie meski z calym tym otwieraniem sie na Boga
Jaki jeszcze jest sposob zeby przekonac to cos we mnie ze to jest meskie i najlepsze rozwiazanie by przyjac ochrone Boga ? Ktos mial podobnie ?
Narazie wylazlo to a pewnie jest jeszcze niegodnosc i inne rzeczy
-
Doktor-x,
spróbuj sobie robić przez jakiś czas modlitwę o oczyszczenie intencji dot. postrzegania swojej męskości i widzenia męskości na trzeźwo i przytomnie.
Może to pomoże ?:)
-
Doceniam wartość i korzyści płynące ze zdawania się na Boga. Jestem pełnowartościowy i męski gdy otwieram się na Boga (przyjmuję go, etc.). Nawet jeśli nie jest to wprowadzane w postaci afirmacji, to potrzeba gdzieś kontaktu z energiami tych treści.
Myślę że można popróbować modlitwy o oczyszczenie wszystkich energii i wyobrażeń o byciu męskim w sobie. Czysta energia też się potrzebuje poprzebijać do tego obszaru w tobie.
Odpowiednia metoda pracy z tym w środku, być może się ujawni :)
-
Z wczorajszego dnia , "przypadkiem " ;)
dwa filmy ogladałam jednoczesnie Ostatni samuraj i nieustraszony z jetem li
złapałam m/in taką myśl , nawet wojownik musiał się poddać Bogu, zrobic dla niego miejsce, pozbyc mysli, oczyścić umysł a na polu walki komu powierzać duszę jak nie Jemu? błogosławić innych i siebie a takze unikać pychy bo konczyło się to zawsze źle , a z Bogiem ramię w ramię iść jak z wiernym kompanem to dopiero coś!
Bóg to nie słabość
Z Bogiem w sercu i kobiety i mężczyźni są mężni. To nie hanba. To przywilej.
-
A jak robisz dla niego miejsce to widzisz go coraz więcej , łagodność
walenie mieczem we wrogów z zewnątrz ani wieczna czujność nie są potrzebne.
-
Przepraszam, nie zdazyłam zmodyfikować więc klepię 3 posta ;)
Doktor jak chcesz to obejrzyj ten film Fearless i tam jest ważna scena kiedy główny bohater pracuje zwyczajnie na polu z innym mężczyznami, sadzą ryż. W pewnym momencie oni się zatrzymują, przerywają pracę by skorzystać z drogocennej chwili powiewu wiatru, to jest jak medytacja z wdzięcznością, ten moment. A on w tym czasie robi cos innego ...nie bede pisała co zobacz sobie .
Ufać Bogu choć tak jak to ziarenko ryżu, które dostaje w odpowiednim czasie wszystko co mu jest do wzrostu potrzebne. I nie jest przez to ciotą. Jest mądre :)
-
Kinga to napewno pomoze. Tego mi wlasnie trzeba.
Slabo mi modlitwy wychodza ale sprobuje.
Dziekuje Witek za wskazowki. Dodam sobie to do dekretu.
Filmy o wojownikach czasem ogladam. Unikam tylko tych o samurajach bo za bardzo mi wywala.
Wkuza mnie troche ze tyle zlej karmy zawdzieczam byciu wojownikiem a wciaz mnie do tego ciagnie. Z jednej strony widze jakie to zalosne a z drugiej mnie pociaga.
Jesli o temat bezpieczenstwa chodzi to zazdroszcze roznym bandytom i marginesom tego ze oni niczego sie nieboja. Zastanawiam sie skad sie bierze ich naturalna pewnosc siebie, przeciez tacy ludzie Boga maja w glebokim poszanowaniu. Moze to przez ich doswiadczenia i system wartosci ?
-
A może po prostu brakuje ci przekonania że sam z siebie możesz czuć się bezpiecznie tak jak ci bandyci i nie musisz prosić Boga o ochronę.
Taka cipa jak ja musi uciekać się do Boga bo sam sobie nie dam rady a inni mają to gdzieś i nikogo się nie boją, bo są silni i odważni- to chyba ten tok myslenia.
-
Takie poczucie bezpieczeństwa wynika z samooceny a nie z proszenia Boga o ochronę. Bo taka ochrona kojarzy się z uciekaniem po spódnicę mamy a nie z własną siłą czy poczuciem bezpieczeństwa.
-
Chyba doszedlem
Bardziej chcialbym byc w ciaglym zagrozeniu rodem z filmow akcji nieczujac przy tym strachu niz wybrac spokojne zycie gdzie poczucie bezpieczenstwa wynikalo by ze swiadomosci ze wszystkie dzialania innych sa dla mnie bezpieczne.
Inga otoz to !
-
ZWRACANIE SIĘ O POMOC DO BOGA JEST ATRYBUTEM, PRAWEM I PRZYWILEJEM CZLOWIEKA
-
Doktor
Wolałbyś te niebezpieczne sytuacje bo to znasz i wiesz jak to się czuję natomiast te bezpieczne tylko sobie wyobrażasz, bo tego nigdy nie miałeś. Trudno pragnąc czegoś czego nigdy się nie czuło.
-
doktor
Zagrożenie , jeśli jest realne, skutkuje naturalną potrzebą działania na rzecz jego uniknięcia, bo jest związane z groźbą realnej straty życia lub zdrowia (albo pojawienia się bólu). Jeśli nie ma takiego działania to musi być intencja niszczenia siebie.
Jeśli zagrożenie jest nierealne to nie ma zagrożenia tylko urojenie zagrożenia. Wtedy nie ma się czego bać
-
Doktor
Wolałbyś te niebezpieczne sytuacje bo to znasz i wiesz jak to się czuję natomiast te bezpieczne tylko sobie wyobrażasz, bo tego nigdy nie miałeś. Trudno pragnąc czegoś czego nigdy się nie czuło.
a to dlaczego? przecież doktor chodzi całkiem nieuszkodzony ... :-)
-
Z wczorajszego dnia , "przypadkiem " ;)
dwa filmy ogladałam jednoczesnie Ostatni samuraj i nieustraszony z jetem li
złapałam m/in taką myśl , nawet wojownik musiał się poddać Bogu, zrobic dla niego miejsce, pozbyc mysli, oczyścić umysł a na polu walki komu powierzać duszę jak nie Jemu? błogosławić innych i siebie a takze unikać pychy bo konczyło się to zawsze źle , a z Bogiem ramię w ramię iść jak z wiernym kompanem to dopiero coś!
Bóg to nie słabość
Z Bogiem w sercu i kobiety i mężczyźni są mężni. To nie hanba. To przywilej.
Pozwolę się tutaj nie zgodzić.
Im lepszy/ skuteczniejszy wojownik tym połączenie z aspektami boskości w sobie gorsze. Skuteczny wojownik nie może pozwolić sobie przykładowo na miłość bliźniego bo to czyni go słabszym niż przeciwnik. Poza tym wojownik MUSI mieć zamknięte serce by zabijać w mgnieniu oka bo jeśli okaże ,,słabość" czyli jakieś aspekty boskości w sobie to polegnie na polu walki.
To co zauważyłaś w tych filmach to sztuczki mające na celu chwilowo oczyścić umysł ze zbędnych myśli w celu łatwiejszego skupienia na celu jakim jest wyeliminowanie przeciwnika. Jest taka zasada, że przeciwnik pokazuje słabe strony danego wojownika. Im lepszy przeciwnik TYM BARDZIEj trzeba się wznieść na wyżyny swoich możliwości by przeciwnika pokonać. Dlatego im lepszy przeciwnik tym większe ,,błogosławieństwo" dla danego wojownika bo może zgromadzić więcej doświadczenia w zabijaniu.
Kiedy wojownik idzie ramię w ramię z Bogiem to wtedy znika ZEWnętrzny przeciwnik, potem znika WEWnętrzny przeciwnik a na końcu okazuje się, że żadnego przeciwnika nie było a cała ta walka przez stulecia to tylko iluzja a ,,wojownik" to tylko rola w przedstawieniu zwanym życiem.
-
o te etapy mi wlasnie chodziło
a na koncu bezpieczny i ufny wobec Boga i siebie jak to kiełkujace nasiono ryzu na polu
w przełozeniu na człowieka to dotarcie do odwagi i siły by zyc i sie rozwijac a nie niszczyc
zobaczenie iluzji w jakiej sie wczesniej tkwiło
-
Doktor
A może taka afirmacja- mogę być silny
-
Inga
Myślałem nad tym co wczoraj sobie uświadomiłem. Będę nadal podnosił samoocenę i odbudowywał kontakt z Bogiem żeby przyjąć jego ochronę. Myśle że to samo przyjdzie i się poukłada z tym bezpieczeństwem. Dzięki za to co napisałaś o tym przekonaniu że samemu z siebie można czuć się bezpiecznie. Nie zdawałem sobie sprawy z tego dopiero jak to przeczytałem i wyobraziłem sobie wtedy zrozumiałem o co chodzi.
-
Doktor X
Dobrze zrobic sobie test skojarzeń - szeroko opisać czym jest i jak się przejawia dla Ciebie męskość.
Rola wojownika ma swoje przyczyny, więc co chciałeś sobie przez nią osiągnąć?
A jak wyjdzie to modlitwa o uwolnienie od tego.
-
o kulturowych różnicach :
http://www.wudang.cis.com.pl/zbaw_ucz8.html
-
Uczcie dzieci mandaryńskiego. :-)
-
ja się uczę koreańskiego
-
uczcie się skutecznie działać (w tym zabijać wrogów, którzy was chcą zabić)
/na marginesie : również zabijać zwierzęta - przyczyniacie się przecież do ich śmierci nawet wybierając dietę wegetariańską.../
z miłością i współczuciem w sercu : )
-
uczcie się skutecznie działać (w tym zabijać wrogów, którzy was chcą zabić)
(...)
z miłością i współczuciem w sercu : )
To nie ma pozytywnej przyszłości. To jest tylko dalsze wikłanie w karmę.
Żołnierz ucząc się zabijać utwierdza się w przekonaniu o tym jak bardzo realny jest jego wróg. A tak zwany ,,jego wróg" to przecież tylko iluzja.
Wojskowość/ wojsko itp. to pozostałość myślenia z poziomu jaskiniowca tzn. ktoś może mi zagrozić więc potrzebna mi maczuga (np: wojsko).
Pisanie poematów nt. wojskowości to dorabianie pocieszającej ideologii do lęków jaskiniowca o przeżycie.
W wojsku nie ma miejsca na myślenie- tam jest miejsce WYŁĄCZNIE na wykonywanie rozkazów. Podkreślam, że te rozkazy podyktowane są wyłącznie różnymi lękami czyli wszystkim tym od czego szanujący rozwojowiec powinien się uwalniać. Tymsamym nikt mi nie wciśnie- jakie to wzniosłe być ,,troskliwym generałem". Uważam, że zamiast być ,,troskliwym generałem" to lepiej przebranżowić się na inny, bardziej pożyteczny społecznie zawód.
,,Z miłością i współczuciem w sercu" wolę dom wybudować niż walczyć z kimkolwiek w imię jakichkolwiek zasad.
W sytuacji gdy wzrasta świadomość - ludzkość powinna zauważyć, że metody militarne powodują dalsze wikłanie w karmę. A ponieważ większość ludzkości tego nie zauważa, więc ciągle jest konieczność wydawania kasy na anachronizm jakim jest wojsko. Nie nawołuję do likwidacji wojska z dnia na dzień. Widzę, że wojsko jest obecnie potrzebne tak jak są potrzebne zamki w drzwiach.
Na moje szczęście mnie do woja nie ciągnie więc nie poszedłem ,,w kamasze" w tej inkarnacji.
Lubię pograć na komputerze ale to już nie to samo. Przynajmniej żadna kobieta nie opłakuje syna, którego bym mógł zabić będąc żołnierzem. Samemu nie marzę także by zostać ,,ofiarą wojny".
Ludzie mogą zrobić więcej pożytecznych rzeczy będąc żywymi a nie martwymi, natomiast instytucja wojska uczy jak szybko i skutecznie wysyłać masy chłopa na tamten świat. Niestety z grobów nie ma żadnego pożytku.
Co prawda nawet jeśli ludzkość powyżyna się w imię mniej lub bardziej wydumanych powodów to i tak Bóg nas kocha ALE... minus tego jest taki, że będzie więcej karmy do przepracowania.
Ktoś musi przerwać ten łańcuch wzajemnego nakręcania się na walkę jeśli mamy podnosić wibracje a nie kisić się w astralu emocjonalnym pt. ,,zabili go i uciekł" - dlatego lepiej wybrać Boga zamiast oręż.
Tylko w Bogu nadzieja, nie w orężu. Oręż zardzewieje i przeminie a Bóg nie.
Mam nadzieję, że nie mam już takiej karmy do przepracowania bym musiał walczyć (w obronie czegokolwiek ani kogokolwiek) skoro urodziłem się w tej części świata gdzie panuje względny spokój i mam czas spojrzeć na całą tą wojskowość z dystansem.
P.S. Tym postem odniosłem się też do innego Twojego postu gdzie indziej na tym forum gdzie pisałeś o opiewaniu funkcji ,,troskliwego generała".
-
Nie można być innym generałem jak tylko ,, troskliwym " ,gdy wydaje sie rozkazy,,humanitarnych bombardowań".
humanitarnie
-
Dariusz
Bardzo mądre to co napisałeś
-
gdyby wszyscy rodzice kochali swoje dzieci nie byłoby wojen
-
Dariusz
To nie ma pozytywnej przyszłości. To jest tylko dalsze wikłanie w karmę.
to jest droga uwolnienia od karmy , miłość i współczucie sprawią, że zrobisz to w ostateczności, bez nienawiści, okrucieństwa, zemsty, zadawania zbędnego cierpienia itp. a gdy zrobisz to w duchu wyrzeczenia wtedy to działanie Cię nie zwiąże (swoimi skutkami), gdy tego ostatniego nie ma to jakiekolwiek działanie Cię zwiąże
modlitwa żołnierza:
http://swietarita.blogspot.com/2013/05/modlitwa-zonierza.html
Żołnierz ucząc się zabijać utwierdza się w przekonaniu o tym jak bardzo realny jest jego wróg. A tak zwany ,,jego wróg" to przecież tylko iluzja.
skoro patrzysz na to z poziomu bycia poza/ponad iluzją to zapewne patrzysz na wszystko w taki sposób?
jak tam Twoje iluzoryczne związki, iluzoryczna potrzeba pracy, jedzenia, seksu, dbania o ciało, zarabiania itp. itd. czy angażując się w to i ucząc jak sobie to zapewniać utwierdzasz się w przekonaniu, że są to realne potrzeby, czy nie? przecież to iluzja : )
angażując się w świecie w którym rządzą prawa natury nie zawsze udaje się wznieść ponad iluzję i te prawa, wtedy gdy pojawia sie ktoś kto chce nam coś zabrać albo/i nas zabić to oczywiście można się wyrzec tego wszystkiego , np. zrezygnować z tego co się posiada, celów , ciała i życia ... albo zwyczajnie walczyć o swoje, w tym również zabijać
Tylko w Bogu nadzieja, nie w orężu. Oręż zardzewieje i przeminie a Bóg nie
modląc się o ochronę Boga czasem udaje się sprawić, że nasi wrogowie giną bez naszego aktywnego udziału, to jak z jedzeniem, również wegetariańskim, inni zabijają dla nas podczas produkcji żywności i tylko z tego korzystamy z wdzięcznością... albo wypierając to ze świadomości
Mam nadzieję, że nie mam już takiej karmy do przepracowania bym musiał walczyć (w obronie czegokolwiek ani kogokolwiek) skoro urodziłem się w tej części świata gdzie panuje względny spokój i mam czas spojrzeć na całą tą wojskowość z dystansem.
też mam taką nadzieję , ale nie uważam że z faktu urodzenia się tutaj wynika brak tej karmy więc i wystąpienia tej potrzeby,
więc jeżeli będziesz jednak musiał to zabijaj z miłością, współczuciem, zgodnie z toku, de, czy dharmą : )
lepiej polec spełniając swój obowiązek niż przeżyć uciekając ze strachu - oczywiście jeżeli faktycznie jesteś ponad to , ponad iluzją, wtedy nie będziesz musiał ani walczyć (również o przetrwanie), ani uciekać ,
(czasem udaje się również utrzymać taką iluzję bycia ponad, ale nie zawsze)
-
Dariuszto jest droga uwolnienia od karmy , miłość i współczucie sprawią, że zrobisz to w ostateczności, bez nienawiści, okrucieństwa, zemsty, zadawania zbędnego cierpienia itp. a gdy zrobisz to w duchu wyrzeczenia wtedy to działanie Cię nie zwiąże (swoimi skutkami), gdy tego ostatniego nie ma to jakiekolwiek działanie Cię zwiąże
modlitwa żołnierza:
http://swietarita.blogspot.com/2013/05/modlitwa-zonierza.html
Kiedy staram się poczuć co czuje żołnierz na polu walki to daleki jestem od skojarzeń o ,,współczuciu do przeciwnika". Tak jak pisałem już- skuteczny żołnierz musi mieć zablokowane serce by zabijać BEZ chwili zawahania bo inaczej sam polegnie. Żołnierz musi niszczyć szybko i skutecznie swoich wrogów. Gdzie w tym jest miejsce na współczucie dla wroga? Moim zdaniem całe to mówienie o ,,współczuciu o wroga" to jakaś próba pocieszania-siebie-że-muszę-kogoś-zabić.
Nie czuję tego co mówisz a odwołuję się do moich odczuć co do walki jakie mam z poprzednich stuleci.
Wygląda na to, że masz odmienne spojrzenie na pole walki niż ja i raczej się nie dogadamy. Taki to jest urok życia - różnorodność opinii.
skoro patrzysz na to z poziomu bycia poza/ponad iluzją to zapewne patrzysz na wszystko w taki sposób?
jak tam Twoje iluzoryczne związki, iluzoryczna potrzeba pracy, jedzenia, seksu, dbania o ciało, zarabiania itp. itd. czy angażując się w to i ucząc jak sobie to zapewniać utwierdzasz się w przekonaniu, że są to realne potrzeby, czy nie? przecież to iluzja : )
angażując się w świecie w którym rządzą prawa natury nie zawsze udaje się wznieść ponad iluzję i te prawa, wtedy gdy pojawia sie ktoś kto chce nam coś zabrać albo/i nas zabić to oczywiście można się wyrzec tego wszystkiego , np. zrezygnować z tego co się posiada, celów , ciała i życia ... albo zwyczajnie walczyć o swoje, w tym również zabijać
Tak jest- tak zwany ,,wróg" to jedna z wielu iluzji tego materialnego świata. Przecież dusza ludzka jest nieśmiertelna, po uwolnieniu z okowów materii nie będzie potrzebować tego co materialne (jedzenia, ubrania itp.). Paradoks polega na tym by zaakceptować te materialne ,,dodatki do duszy" bo tylko wtedy można się od nich uwolnić. Dlatego akceptuję, że ktoś chce iść do wojska itp. choć sam zauważam, że to mnie jest niepotrzebne. U mnie ciągle się miele ten temat iluzoryczności materii - coś z tego będzie.
modląc się o ochronę Boga czasem udaje się sprawić, że nasi wrogowie giną bez naszego aktywnego udziału, (..)
nie uważam że z faktu urodzenia się tutaj wynika brak tej karmy więc i wystąpienia tej potrzeby,
więc jeżeli będziesz jednak musiał to zabijaj z miłością, współczuciem, zgodnie z toku, de, czy dharmą : )
lepiej polec spełniając swój obowiązek niż przeżyć uciekając ze strachu - oczywiście jeżeli faktycznie jesteś ponad to , ponad iluzją, wtedy nie będziesz musiał ani walczyć (również o przetrwanie), ani uciekać ,
(czasem udaje się również utrzymać taką iluzję bycia ponad, ale nie zawsze)
Gdybym wziął miecz do ręki i stanął przed ,,przeciwnikiem" i poczułbym do tego chłopa naprzeciw mnie współczucie to nie zrobił bym NIC by mu w jakikolwiek sposób zaszkodzić. Dla mnie współczucie to jakiś odprysk (coś pokrewnego) do miłości. Będąc we współczuciu do mojego ,,wroga" wolałbym już próbować go jakoś bezkrwawo obezwładnić lub zwyczajnie zwiać stamtąd bo przecież JA mam tą informację, tu i teraz, że ja i on bracia jesteśmy tylko, że pogrążeni w sztucznym konflikcie a on (skoro chce mnie zaciukać) nie ma tej świadomości więc uważam, że lepiej będzie gdy sam dla siebie a przy okazji dla niego dam świadectwo mojej odwagi nie zabijając go bo wtedy moje nieszablonowe, łamiące utarte schematy zachowanie może dać mu do myślenia. Wiadomo, że ,,gwałt się gwałtem odciska".
W świecie materialnym jak i na polu walki liczy się ten kto przeżyje. Umarli nie mają prawa głosu. Polec na polu walki to jak przyznać się do porażki. Tym samym ja - nie chcąc go zabić wymykam się tym utartym schematom i daję mojemu ,,wrogowi" do myślenia. Kiedyś zrozumie...albo i nie. Ma do tego i do tego prawo. Właściwie to ja to robię przede wszystkim dla siebie.
Być może Ty uważasz, że skoro ,,dusza ludzka jest nieśmiertelna" to mój przeciwnik po śmierci odrodzi się gdzieś indziej i dalej będzie dojrzewał po swojemu do oświecenia (albo i nie). A ja uważam, że zabijając wroga wikłam się w karmę- bo on ma wolną wolę i może chcieć się mścić i gotowa opera mydlana rozpisana na stulecia o zbrodni i karze.
Moim zdaniem postawa, którą lansuję to nie jest uciekanie ze strachu. Domyślam się, że tego nie napisałeś bezpośrednio do mnie, odnoszę się tylko do Twoich słów.
Tak jak napisałem powyżej -moim zdaniem ja i mój ,,wróg" jesteśmy braćmi, niestety pogrążonymi w sztucznym konflikcie. Dostrzegając iluzoryczność tego konfliktu chcę być mądrzejszy przede wszystkim -za siebie a przy okazji - za nas dwóch. Skoro celem jest podnoszenie wibracji a nie wikłanie w karmę to także moja ewentualna ucieczka z pola walki nie jest ucieczką ,,ze strachu" tylko z szerszego postrzegania tej sytuacji.
-
Dariusz
Tak jak pisałem już- skuteczny żołnierz musi mieć zablokowane serce by zabijać BEZ chwili zawahania bo inaczej sam polegnie. Żołnierz musi niszczyć szybko i skutecznie swoich wrogów. Gdzie w tym jest miejsce na współczucie dla wroga? Moim zdaniem całe to mówienie o ,,współczuciu o wroga" to jakaś próba pocieszania-siebie-że-muszę-kogoś-zabić.
jest wielu takich którzy walczą w taki sposób jak piszesz, jest tez wielu którzy mylą współczucie z litością i poczuciem winy, ale
skuteczne działanie połączone ze współczuciem , poczuciem niewinności i zgodnością z Prawem Niebios sprawi, że pokonasz wszelkich wrogów :
Trzy skarby
Wszyscy zgodnie twierdzą, że tao jest wspaniałe.
Według mnie nie ma w nim nic niezwykłego.
Twierdzę tak, ponieważ wspaniałość tao jest czymś całkowicie naturalnym.
Jak szybko i jak nisko upadłby człowiek,
gdyby próbował na siłę osiągnąć wspaniałość?
Tao zawiera w sobie trzy cenne skarby,
których zawsze będzie strzegło.
Pierwszy zwany jest współczuciem.
Drugi to umiar.
Trzecim natomiast jest pokora.
Tylko człowiek, który potrafi współczuć
może być prawdziwie odważny.
Tylko człowiek, który potrafi zachować umiar,
może być prawdziwie szczodry.
Tylko człowiek, który potrafi pochylić głowę w pokorze,
może być dobrym władcą.
Gdyby człowiek był odważny
– lecz nie znałby współczucia,
gdyby człowiek był szczodry
– lecz nie znałby umiaru,
gdyby człowiek był władcą królestwa
– lecz nie znałby pokory,
jego dni byłyby policzone.
Jeśli natomiast człowiek zna prawdziwe współczucie,
zawsze będzie zwyciężał w bitwie, pokonując każdego wroga.
Jeśli użyje współczucia w obronie,
zawsze odeprze atak.
Niebiosa chronią swych wybrańców przy użyciu współczucia.
http://przewodnikduchowy.pl/tao-te-ching/trzy-skarby.php
o! ciekawe , że następny rozdział jest o Prawie Niebios, haha teraz dopiero zauważyłem, a dokładnie te same słowa użyłem chwilę temu powyżej:
Prawo Niebios
Kto jest doskonałym wojownikiem,
nie jest z natury wojowniczy.
Najlepiej walczy ten,
kogo nie przepełnia gniew.
Najwspanialszy zdobywca
nie jest najeźdźcą.
Kto chce być dobrym pracodawcą,
sam stosuje się do własnych wymagań stawianych pracownikom.
Oto prawdziwa cnota niesprzeciwiania się.
Oto sekret pozwalający odkrywać i korzystać z umiejętności innych ludzi.
Oto sposób na działanie zgodne z prawami Niebios.
Już w starożytnych czasach takie postępowanie było uznawane za największą zaletę.
-
Między wojownikiem a żołnierzem jest subtelna różnica.
Żołnierz jest bardziej ograniczony umysłowo, wychowany do spełniania rozkazów, często ślepo. Żyje w wąskim tunelu, co powinienem, a co nie. Lubi mieć lub narzucić sam sobie rygor i schematy w życiu, przypominające mu żołnierski poukładany tryb życia.
Osoby takie mogą mieć trudność ze zmianą zdania, wypaczone poczucie honoru. Podchodzą mało elastycznie do relacji międzyludzkich i życia.
Wojownicy, często najemnicy, nawet jeśli wynajmowali się dla kogoś to bez fanatyzmu służenia jedynej słusznej sprawie. Zwykle cechowali się większym poczuciem wolności, sporą dozą fantazji. Wywodzą się najczęściej z assurów, stąd oprócz typowych fizycznych umiejętności żołnierskich posiadali umiejętności energetyczne - ataku i obrony, np. tworzenia energetycznych płaszczy ochronnych.
Z moich obserwacji - mają mniej zamknięte serca i umysły niż żołnierze.
-
jest różnica między assurą, który nie ma pojęcia czym jest najwyższe dobro, Prawo Niebios itp. a ograniczonym umysłowo żołnierzem, który często też nie ma tego pojęcia i mało go to obchodzi : )
czym innym jest jednak postawa assury, bardziej świadomego , ale odłączonego od Prawa, a przez to pozbawionego (istotnego rodzaju) zdolności rozróżniania, więc i zasad , a czym innym postawa świadomego wypełniania obowiązków
"Wypełniając zobowiązania
Zawierając umowy i podpisując kontrakty,
ludzie przyjmują na siebie zobowiązania,
które powinni wypełniać.
Niestety dla wielu dane komuś słowo znaczy niewiele,
toteż często nie dotrzymują obietnic.
Mędrzec, będąc przeciwnym takiemu zachowaniu,
zawsze dotrzymuje słowa,
chociaż od innych tego nie wymaga.
W taki oto sposób objawia się jego cnotliwość.
Nie można nazwać cnotliwym tego,
który wykorzystuje innych do wypełniania swoich zobowiązań.
Droga natury nie narzuca niczego w sprawach tego typu,
pozwalając każdemu działać wedle własnej woli.
Pamiętajmy jednak,
że tao zawsze stoi po stronie dobrego człowieka,
będąc dla niego nagrodą samą w sobie.
http://przewodnikduchowy.pl/tao-te-ching/wypelniajac-zobowiazania.php
-
Frisky
Nie wiem w końcu czy Ty piszesz o:
1) moralnym/ duchowym zwycięstwie nad wrogiem bez względu na to czy polegnę czy przeżyję na planie fizycznym,
2) dosłownie o fizyczno-materialnym triumfie nad przeciwnikiem,
3)= 1)+2)
Poza tym nadal uważam, że współczucie a walka to dwa odrębne światy. Ten kto współczuje sobie i bliźniemu - nie zabije, a ten kto chce zabić nie może współczuć (bo wtedy nie zabije).
Tu się nie dogadamy.
małgosia
Z mojej autoobserwacji wynika, że w praktyce te dwa zespoły wzorców, które podałaś, przeplatają się ze sobą choć zauważam, że jeden z nich dominuje.
-
Mozna to jeszcze rozpatrywać na inny sposób:
Wojownicy w kulturze hinduskiej, buddyjscy i samuraje - to zupełnie inna bajka
A wojownicy nasi europejscy to też inna bajka
:)
-
Dariusz,
Pewnie jak się bywało żołnierzem i wojownikiem to ma się wszystko ;)
Grażyna Anna,
Miałam na myśli wojowników starych czasów.
-
Był taki czas, że jak patrzyłam na mojego syna, to miałam wrażenie, że on dopiero co z Iraku u mnie zlądował:P
Tak się złożyło, że przypadkowo trafiłam na film dokumentalny o żołnierzach w Iraku i tak mi ten klimat pasował do niego.
-
Byli wojownicy karmiczni są fajni i wbrew pozorom mają dużo ciepła i wrażliwości w sercu :).
Najbardziej to czuć, gdy odpadną już transy walki.
-
No jak tyle sie tłukli w przeszłości to przyszła pora na ciepło i wrazliwość
-
Kiedyś musi, najlepszy moment jest teraz ;)
-
Dokładnie :)
-
Dariusz
Ten kto współczuje sobie i bliźniemu - nie zabije, a ten kto chce zabić nie może współczuć (bo wtedy nie zabije).
współczucie może się łączyć z różnymi sytuacjami
- możesz współczuć tym którzy cierpią ... lub wszystkim istotom, czyli również katom, a nie tylko ich ofiarom
- możesz współczuć komuś, gdy ten ktoś Cię dręczy zadaje ból i cierpienie, lub zabija,
- również można współczuć zabijając wroga ...
wcześniej było o trzech skarbach więc jeszcze z tao te king ostrzeżenie przed przemocą, czyli o działaniu zawierającym/pielęgnującym te skarby:
"Będzie atakować wroga,
jednocześnie wystrzegając się próżności czy gloryfikowania swych czynów,
a w szczególności arogancji w działaniach.
Atakuje, ponieważ atak jest czynem koniecznym."
http://przewodnikduchowy.pl/tao-te-ching/ostrzezenie-przed-przemoca.php
i o praktyce pokoju.... czyli również zabijaniu:
Człowiek oświecony za zaszczytne zwykle uważa miejsce po swojej lewej stronie,
lecz w czasach wojny skłania się ku prawicy.
Jednakże ostry miecz jest narzędziem cierpienia,
nie jest narzędziem oświeconego człowieka.
Używa go tylko w ostateczności.
http://przewodnikduchowy.pl/tao-te-ching/praktyka-pokoju.php
podobnie można też współczuć i zabijać przyjaciela , zwierzę lub człowieka, wtedy przychyla się ku temu nawet prawo ludzkie
http://pl.wikipedia.org/wiki/Zab%C3%B3jstwo_na_%C5%BC%C4%85danie_i_pod_wp%C5%82ywem_wsp%C3%B3%C5%82czucia
-
rozpalone miłością, współczuciem i szczerością serce wojownika:
http://bujinkanninjutsu.wordpress.com/2011/07/29/do-you-have-the-heart/
i fajne zasady:
http://bujinkanninjutsu.wordpress.com/2011/10/31/dojo-code-precepts-of-perseverance-in-the-martial-ways/
-
Frisky
możesz współczuć komuś, gdy ten ktoś Cię dręczy zadaje ból i cierpienie, lub zabija,
- również można współczuć zabijając wroga ...
Ale z psychologicznego punktu widzenia jest to niemożliwe.
Wyjaśnij co się dzieje w uczuciach takiego człowieka, wszystkie procesy jakie w nim zachodzą, po kolei.
-
Frisky chyba zbyt dużo naczytał się wschodnich poematów o wojownikach ;)
Dla mnie pewne zachowania się wykluczają.
Trzeba się bardzo mocna samooszukiwać by mieć "rozpalone miłością, współczuciem i szczerością serce wojownika" lub kierować się jakąś silną misją. Ani jedno ani drugie dobre nie jest.
-
Poziom samozakłamania porównywalny z piciem mleczka z kerfura z "wdzięcznością i współczuciem" dla krówek i cieląt.
-
Grazyna Anna
Mi to wygląda na pozakładane hipnozy których w tych azjatyckich klimatach też niebrakowało
-
Inga
co do współczucia wobec tych którzy zadają cierpienie (innym lub tej osobie) to np. z Jezusem można by porozmawiać : )
albo z wieloma innymi którzy to demonstrowali i opisywali, oczywiście o wiele łatwiej jest współczuć temu kto kogoś kopie lub zabija jeśli to nie my jesteśmy kopani lub zabijani (choć dla wielu nawet to jest trudne i np. nienawidzą albo gardzą tymi, którzy zabijają zwierzęta albo tylko jedzą ich mięso)
co do współczucia do tych których się zabija to z mistrzami walki ... albo z tymi którzy np. dawali do uśpienia ukochanego zwierzaka czyli zabijali go kierując się współczuciem , w tym ostatnim przypadku będzie to często mieszanka różnych odczuć
czyli ogólnie z mistrzami duchowości, którzy mają nieporuszonego i nieustraszonego Ducha, albo ze zwykłymi ludźmi którym dane było tego doświadczyć,
współczucie związane z działaniem w zależności od tego z czym się styka daje w efekcie albo podawanie wody spragnionym w szpitalu i opatrywanie ich ran albo prostowanie wypaczonych umysłów żądnych krwi ludzi np. zabijając ich i chroniąc w ten sposób to co kochamy na tym świecie
współczucie niezwiązane z działaniem to postawa tych którzy którzy się wycofali ze świata , wyrzeczonych,
jest też postawa tych, którzy opowiadają o wolności a potem uciekają przed wrogiem, albo w ładną iluzję ; )
wszystko to dzieje się na styku iluzji i rzeczywistości, im większy wpływ iluzji tym bardziej wydaje się to niemożliwe, albo skomplikowane psychologicznie i pod każdym innym względem
-
kopergamin
: )
ależ zapraszam do dyskusji w wątku o wegetarianizmie , jestem bardzo ciekaw jak sobie radzisz z tym, że korzystając dla swojej wygody i przyjemności np. ze swojego kompa, przyczyniasz się do cierpienia i śmierci wielu ludzi... oraz zwierząt
-
Frisky,
https://yourlogicalfallacyis.com/tu-quoque
-
Lynd
dlatego pytam bo interesuje mnie, przyglądając się postawie jaką przyjmujecie i mentalnym konstrukcjom jakie budujecie , jak w takim razie sobie radzicie z tym samym o co krytykujecie ludzi pijących mleko... bo mi wygląda na to że to samo robicie wobec milionów ludzi i zwierząt,
więc jak to jest Lynd u Ciebie? jak przyjmując taką postawę wytykania innym hipokryzji tłumaczysz sobie i uzasadniasz konieczność korzystania z tych dobrodziejstw technologicznych wiedząc dobrze że ludzie, zwierzęta, rośliny cierpią i umierają... dla twej przyjemności i wygody?
jeszcze uwaga do tych którym nie mieści się w głowie ze można dziękować za mleko wiedząc że gina przy tym zwierzęta i korzystać z tego:
czy zdarzyło się wam dziękować za przedmioty które pragnęliście posiadać ? np. samochód, dom, elektronika itp. itd. ? więc robiliście to samo co ci którzy dziękują za mleko i kefirek hehe, oczywiście nie wiedzieliście o tym .... a teraz skoro wiecie że jest na tym krew i cierpienie ludzi oraz zwierząt i "sumienie" wam nie pozwala to na pewno z tego zrezygnujecie....
tak na dobry początek dyskusji:
http://www.wiadomosci24.pl/artykul/smierc_w_amazonii_korupcja_i_morderstwa_na_drodze_do_bogactw_287207.html
http://student.agh.edu.pl/~damianb/wydobycie%20w%20ekwadorze.html
http://biznes.interia.pl/wiadomosci/news/brudny-zysk-gdzie-znajduja-sie-fabryki-smierci,1970330,4199,2
-
wracając do tematu :
If you think that compassion is passive, weak, or cowardly, then you don't know what real understanding or compassion is. If you think you that compassionate people do not resist and challenge injustice, you are wrong. They are warriors, heroes, and heroines who have gained many victories.
(...)
Our enemy is not the other person. Our enemy is the violence, ignorance, and injustice in us and in the other person. When we are armed with compassion and understanding, we fight not against other people, but against the tendency to invade, to dominate, and to exploit. We don't want to kill others, but we will not let them dominate and exploit us or other people.
Thich Nhat Hanh
http://www.awakin.org/read/view.php?tid=460
-
Jak sobie z tym radzę... średnio sobie z tym radzę ;) Zakładam że tak jest, bo na dobrą sprawę zawsze tak było, od kiedy tylko pojawiło się życie cudzożywne ;)
Warstwa społeczna doszła kiedy pojawiły się cywilizacje większe niż małe osady. Uważam że sytuacja i tak jest znacznie lepsza niż 100 czy 200 lat temu. (Oczywiście u nas, bo przeszliśmy przez te przemiany. Oczywiście w dużym stopniu kosztem innych. Czy teraz pomożemy innym, to kwestia otwarta.)
Tyle że widzę w naszych podejściach dwie duże różnice:
Jedna, to nie potrzebuję sobie tego usprawiedliwiać żadnym współczuciem. Nie idealizuję pewnych nieprzyjemnych rzeczy, jak Ty starasz się to zrobić w tym wątku.
Life sucks, get a helmet. Jak jako ludzkość zmądrzejemy, będzie lepiej. A póki co "ktoś nie śpi aby spać mógł ktoś." Fajnie byłoby zminimalizować swój negatywny wpływ, np nie kupując tony niepotrzebnych rzeczy, albo dobierając to, gdzie się kupuje.
Druga różnica, to cała dyskusja ze współczuciem wydaje się dla mnie tylko wielkim samozakłamaniem.
Jak to już powiedziałem w wątku o wege: po co mam płacić 4 zł za litr mleka od rolnika, jak mogę zapłacić 2 i mieć z tego karfura. Różnicę w cierpieniach zwierząt mogę sobie nadrobić współczuciem dla nich. A zresztą dla mnie jest żadna, bo i tak jej nie widziałem.
Dodatkowo, taki tok myślenia można łatwo eskalować. Skoro ten Lynd i Koper korzystają z kompów, to ja mogę sobie kupić tańsze mleko. W końcu każdy przyczynia się do cierpienia. Odrobinka więcej cierpienia nie zaszkodzi. Więc mogę kupić jeszcze tańsze mleko, za 1 pln, bo lokalny supermarket korzysta z pomocy farmy która obcina krowom nogi przy urodzeniu i zawiesza je pod sufitem, dzięki czemu mogą dawać więcej mleka i potrzebują mniej miejsca. Czy takie krowy cierpią bardziej? No może i tak, ale jaka to różnica, w końcu Lynd i Koper korzystają z kompów. A 50% tańsze mleko to 50% tańsze mleko.
I o 50% bardziej jestem wdzięczny i współczujący tym krówkom. W końcu ja i one jesteśmy w takiej samej sytuacji jak Indianie i ich zwierzyna łowna.
Biorąc pod uwagę ile piszesz w tej dyskusji i jak bardzo starasz się przekonać innych, wygląda na to że ta racjonalizacja ze współczuciem średnio Ci działa :)
-
Lynd
1. ja tego nie usprawiedliwiam współczuciem, to co robię to wybieram zrozumienie i współczucie w sytuacji w jakiej się znajduję,
a) to samo wybieram wobec siebie i wobec tych którzy się tu znajdują
b) to że wydaje Ci się to nieznaczące to już nie mój problem : )
2. to nie ja wymyśliłem zasady tu panujące, zwyczajnie je akceptuję i uznaję, że wszyscy w to mniej lub bardziej zaangażowani i uwikłani są niewinni , więc ani siebie ani innych negatywnie nie oceniam, nie muszę też oskarżać tych którzy z tego w taki czy inny sposób korzystają czy nadużywają, ani nie muszę się z nimi porównywać, nawet z tymi co np. zabijają i obwiniać ich... żeby się lepiej poczuć? a może udowodnić, że wszyscy jesteśmy tacy źli? co z tego rodzaju postawy wynika dobrego?
3. patrząc na to czego różni ludzie tutaj "nie piszą" czyli wrzucają tylko gdy ich poniesie... to faktycznie średnio sobie z tym radzą
-
tak kilka dni temu podczytałem trochę książki wielkiego mistrza sztuk walki :
http://www.amazon.com/The-Essence-Budo-Teachings-Grandmaster/dp/4770031076#reader_4770031076
i oprócz kilku bardzo ciekawych spostrzeżeń i odpowiedzi na pytania jakie gdzieś tam miałem w sobie od jakiegoś czasu, to on tam pisze, że gdy sytuacja (konfrontacji) jest nie do uniknięcia, wtedy swoją prawdziwą formę (czyli można powiedzieć, że Ducha) osiąga się podnosząc poziom odwagi tak, że człowiek jest gotowy na śmierć,
przypomniało mi się jak kilka razy udawało mi się to zrobić i siła (również zmian) z tym związana była niezwykła, ale piszę o tym tutaj dlatego, że jakoś dwa dni temu w dzienniku w tv pojawił się ranny Ukrainiec z Majdanu , który powiedział coś takiego, od 1 minuty i 18 sekundy:
http://www.youtube.com/watch?v=pm7OC7Pb9EA
-
o kilku rodzajach heroizmu (czyli o różnych źródłach odwagi) :
http://www.nacjonalista.pl/2013/10/10/julius-evola-rodzaje-heroizmu/
a tu o m. in. obdarzaniu nieustraszonością:
http://mahajana.net/teksty/osogen_zen_and_budo.html
stamtąd:
"Ktoś zapytał raz Tesshu: „Co jest tajemnicą Drogi Miecza?”. Tesshu odpowiedział: „Jest ona powierzona Asakusa Kannon”.
Uczeń natychmiast udał się do Asakusa, szukając wszędzie w świątyni i uświadomił sobie, że znak, ze zdaniem „Se Mu I” (Se — dawanie jałmużny, prowadzenie; Mu — pustka; I — strach) musi być tym, czego szuka. Powiada się, że kiedy powiedział to Tesshu, ten odparł: „Kekko” (bardzo dobrze) i roześmiał się.
Se Mu I pochodzi z sutry Bodhisattwy Wielkiego Współczucia (jap. Kannon, chin. Kwan Yin). W sutrze tej, Bodhisattwa Kannon (Kanzeon Bosatsu Makasatsu) daje nieustraszoność w obliczu wszelkiego rodzaju klęsk. W konsekwencji ludzie nazywają tego Bodhisattwę Se Mu I Sha — „Dawcą Nieustraszoności”.
Dar nieustraszoności jest usunięciem strachu czy niepokoju z kokoro (umysłu, serca). Mówiąc inaczej, dawanie nieustraszoności jest dawaniem absolutnego spokoju umysłu."
-
https://www.youtube.com/watch?v=_qzATF8R1XE
Stres test dla jednej z prywatnych organizacji ochroniarskich. Raczej niemiał bym już ochoty na taką "zabawe."
-
Afirmowałem teraz bezpieczeństwo i wsparcie Boga i całego świata i przyszedł mi na myśl ten film który udostępniłem wyżej.
Bóg i życie, w zasadzie cały wszechświat wspiera nas byśmy wzrastali ku najwyższemu dobru. Często jednak pozornie jest na odwrót, rzucane są kłody pod nogi, zamiast wsparcie gdy pracujemy nad sobą pojawiają się przeszkody, opór. Te kłody pod nogi i przeszkody są jak zachowanie tego trenera który szkoli tego kolesia. Trener nie chce go unicestwić tylko utwardzić by pokonał te przeszkody i osiągnął cel. To samo dzieje się w życiu. Każda przeszkoda i trudność jest swego rodzaju motywacją, jest zawsze obecnym składnikiem w drodze do uzdrowienia i być może gdyby niebyło tych trudności i kłód pod nogi nie było by możliwe prawdziwe uzdrowienie i wolność.
-
Martial Arts = Sztuki walki
Steven Seagal in Russia
Coś ? Ktoś ? Rings any bell ?
https://www.youtube.com/watch?v=Gbh1N-5tcRs (https://www.youtube.com/watch?v=Gbh1N-5tcRs)
Bo mi sie przypomniało ;)
-
Dla byłych lub obecnych wojowników ;)) - Aikido.
Manipulation of power - redirecting the force.
https://www.youtube.com/watch?v=yGIoGFdrKLQ (https://www.youtube.com/watch?v=yGIoGFdrKLQ)
-
ja to nie wiem sama
byłam nie byłam
wojownikiem
królowa
samurajem
złodziejem
szpiegiem
biedakiem
żebrakiem
spiewakiem
szarym zjadaczem chleba
potrafie sie wczuc w kazda z ról
i bądź tu mądry ;)
może szybciej by było policzyć w jakiej roli sobie siebie nie wyobrażam :)
wiem wiem, wyobraźnia to jedno , wspomnienia to wspomnienia