Pozytywne Inspiracje
Forum => DDA i terapia wewnętrznego dziecka => Wątek zaczęty przez: Karina w 2016-01-23, 12:57:10
-
Motto : "Cierpienie można znieść, jeśli nie musimy znosić go w samotności".
Zakładam ten watek, bo pracuję własnie nad swoim poczuciem krzywdy z dzieciństwa i wiem jak trudno jest skontaktować się ze swoim skrzywdzeniem, gdyż świat zewnętrzny najczęściej w tym przeszkadza karząc jak najszybciej wybaczać, nie pozwalając narzekać i skarżyć się. Tutaj ma byc mejsce nad wylewaniem swoich żali bez oceniania i oskarżania. Można jedynie pocieszać i wspierać.
-
Gdy wszystkie światła zgasły a nadzieja na uzdrowienie umarła, jedna myśl dawał mi skrawek małej ziemi na której moja świadomość mogła odpocząć.
Na samym końcu wszystko będzie dobrze, jeśli nie jest to znaczy że to jeszcze nie koniec.
-
Bardzo potrzebny wątek dla niektórych. Dobrze że taki powstał. Mnie Frisky omal nie wyrzucił z forum za to że go zaśmiecam swoimi żalami, skargami, cierpieniami a tutaj będę mogła pisać całkiem legalnie i bez poczucia że ktoś jest o to zły na mnie, bo mu przeszkadzam czuc sie dobrze.
-
To może ja skorzystam.. Uzdrawiam relacje ze sobą, dociera do mnie jak bardzo ch**** miałem dzieciństwo, jak bardzo wkurza mnie moja rodzina, jeszcze żona mi tu się szwęda koło mnie jak to pisze! Kur... m..ć !!! Co ja w ogóle tu robię !
Nawet sobie ku**** nie mogę poklnąć legalnie bo coś tyłu głowy mówi "tak nie wolno, nie wypada, Ty taki nie jesteś". Noż kurwa właśnie, że jestem ! Jestem sobą !! Chce być W KOŃCU SOBĄ !!!! <płacz>
popłakałem się ostro......
-
Fajny wątek :)
Ja ostatnio czuję się rozbita, bezbronna i totalnie otwarta. Nie jest to miłe.
W świecie zewnętrznym też dzieją się dziwne rzeczy.
Z drugiej strony mam całe mnóstwo uświadomień.
Czuję, że po winnam zaufac temu co sie dzieje, ale najzwyczajniej w świecie boje się.
Czuję też, ze powinnam trzymać kontakt ze sobą, swoim ciałem i uczuciami.
-
MichalK
Mam nadzieje że dziś już troche lepiej sie czujesz :)
Na takie stany pomaga głebokie oddychanie i bycie tu i teraz.
Mnie bardzo często męczyly sprzeczności, nerwica. Teraz gdy jeszcze doswiadczam takich stanow staram sie niemyśleć zbyt wiele, odpuścic wszystko i skupic sie na sobie na oddechu w tu i teraz.
BlueEyes
Tak, mnie też zawsze uspokoja ta myśl że koniec końcow uzdrowienie naszego życia i pogodzenie sie ze sobą pozostaje tylko kwestią czasu. Porażka niewchodzi w gre, mozemy tylko wygrać
-
Lilliole
Wspieram, niech się porządkuje.
Bóg czuwa i ochrania :)
-
Jedzie mi destrukcja Atlantydy i całe zakłamanie z tym związane.
Acz przecież niektórzy odnowili swoje praktyki manipulacyjne na duszy, i teraz zabudowali się w białe/boskie kokony i oferują zabiegi uzdrawiające taki dar Boży acz inklinacja jest ta sama. Wymóg czasów się zmienił, ale zabiegi są te same i generalnie nie wiadomo czy pomagają klientom, bo z tym różnie bywa, ale za to wiadomo że pomagają finansowo i życiowo tym którzy robią te zabiegi.
Nie zostałem oszukany ani trochę... gdy poszedłem bo zarządcy aby rozwiał moje wątpliwość dotyczące destrukcji, wypełnił moją głowę światłem i oświecenie, i o to mogłem w tym oświeconym rozszerzonym stanie, niszczyć i niszczyć; co chciałem to dostałem. Dzisiaj te same światło wkładane do głów świeci tym samym oświeceniem, tak samo otępia... tak samo przyciąga ludzi którzy chcą światła i boskości i tak samo "działa".
Walę teraz głową w ścianę tej iluzji i zakłamania światka duchowego z nadziej że mur runie ( z tą samą jak wtedy ), a pewnie tak nie będzie. Atlantyda runęła iluzje pozostały.
Więc nie wierze w "boskość" tych którzy dzisiaj stoją na czele wyznaczanie tego co jest rozwojem duchowym i oświeceniem ... acz nie ma się co przejmować tym co piszę, przecież to ja jestem popierdolony.
-
Lilliole
Wspieram, niech się porządkuje.
Bóg czuwa i ochrania :)
Dziękuję
-
Fajny wątek :)
Ja ostatnio czuję się rozbita, bezbronna i totalnie otwarta. Nie jest to miłe.
A propos otwarta.
Kiedyś byłam na zajęciach u Darka Logi. I on tam zaznaczył coby uważać z tym stwierdzeniem "Otwieram się ....."
Bo jak się otwiera to się obnaża. Jest się bardziej podatnym, bezbronnym.
A przy nie do końca ugruntowanym poczuciu bezpieczeństwa jest to narażanie się.
Otwieranie się też może spowodować otwarcie puszki Pandory :)
Też problem :(
Tak że ogólnie rzecz ujmując - trzeba uważać na słowa.
-
Nie wiem co się dzieje, od kilku dni odczuwam tak silne cierpienie, poczucie skrzywdzenia, że boję się wziąść głębszy oddech. Większość życia uciekałam od czegokolwiek co mogło się kojarzyć z cierpieniem, nazywałam tych co lgnęli do cierpienia - cierpiętnikami. Unikałam wszelkich filmów, które jakoś nawiązywały do cierpienia. Koncentrowałam się na miłych, przyjemnych filmach. A teraz widzę, ze się we mnie coś potężnie zmienia, chcę sięgać po filmy mocne, mówiące o ludzkim cierpieniu, o byciu w cierpieniu. Nie chcę juz dłużej wypierać tego cierpienia. Dla zainteresowanych na pierwszy ogień polecam film pt: "Joanna" z 2011 roku.
-
Ja zaryzykuję :).
Nie jestem już bezbronnym dzieckiem, nawet jeżeli tak się w tym momencie czuję.
A z tym poczuciem bezpieczeństwa to nie da się go ugruntować bez otwarcia się. Przynajmniej częściowego. Budując mury wokół siebie czy siedząc we własnych okopach, nie da się doświadczyć wsparcia i ochrony.
Pewnie najlepiej otwierać się o troszku i sprawdzać co się dzieje.
-
Michał Karina Lilioe,
Aby się uzdrowić, nie można od siebie uciekać w światło.
Z tą ciemną naszą stroną trzeba się spotkać. Przyznać się do agresji, strachu, podłości ludzkiej i podłości przeciw ludziom.
Ba. Trzeba pójść dalej i... poczuć tą agresję , strach, etc. całym sobą. Trzeba wejść w te emocje do samego dna. Zatopic sie wnie i pozwolić sobie je przeżyć do końca.
Jak trzeba klnac, to klnij głośno. Gdy trzeba się bać, zwiń się w kłębek i cały trzes się ze strachu. Tylko nie rób przy tym innym ludziom krzywdy. I o dziwo co się okazuje - wcale nie cofniemy się w rozwoju, nie zabrudzimy emocjami, tylko pozwolimy je sobie przeżyć i... wtedy odejdą.
Dlatego nie zgadzam się z Leszkiem, ze trzeba dostrajac się do uczuć wyższych, aby emocje zniknęły. Gdy ktoś ma bardzo silne emocje, byłoby to tylko ich tłumienie. Emocje trzeba nauczyć się doświadczać.
Inga
Posty niektórych osób traktuje jak reklamy w przeglądarce internetowej - nawet ich nie zauważam, a tym bardziej nie czytam. ;)
-
Doktor-X dzięki za wskazówki - fakt, czasem nie mogę się odnaleźć w stanach nerwicowych, gdy jest jakiś atak..
Brak wsparcia wyniesiony z domu potrafi nieźle się włączyć czasem przechodząc w stan "samoobsługi" - nie wiem wtedy jak się nazywam.
Dziś już faktycznie lepiej się czuję :). Wyłapuję automatycznie treści z Waszych postów, które są wspierające i dzięki którym przekazujecie mi coś, co w zasadzie już sam wiem, wiedziałem, ale zapomniałem.. Dzięki !
Dzień przepłakany to dzień przepracowany !
Dzień pozytywny to owoc przepracowania ! :)
-
Ja zaryzykuję :).
Pewnie najlepiej otwierać się o troszku i sprawdzać co się dzieje.
O to to, dokładnie to miałam na mysli :)
-
Dzień przepłakany to dzień przepracowany !
Dzień pozytywny to owoc przepracowania ! :)
Inspirujące :)
-
Wklejam tę piosenkę jako pocieszenie: Hands f Love Miley Cyrius
https://www.youtube.com/watch?v=s5kiIcM9XD0
-
Piszę to ja cierpiąca bo skrzywdzona przez swoją rodzinę. Właśnie odkryłam w jaki sposób dokonuje transferu energi moja siostra z mojego serca do swojej córki.
Piszę bo się chciałam podzielić odkryciem.
Otóż nie jest przypadkowe to że ktoś się nagle przypomina, pojawia się w głowie jakaś osoba. Do niedawna myślam że to przypadek i ignorowałam takie myśli. Teraz widze że dzieje sie to nie bez powodu. Już któryś raz udaje mi się dzieki temu coś zobaczyć. Gdy mi sie pojawia ktos na myśli to zaczynam się zastanawiac dlaczego. I się okazuje że jest jakis powód. Teraz nagle mi się przypomniała siostra. Zastanowiłam się dlaczego i okazało się że ona teraz sobie pobierała energię z mojego serca aby ją posłać swojej córce. Czuję sie wykorzystana.
-
A 2 dni temu miałam sen w którym moja siostra krzyczła n a mnie że ja jestem silna i zdrowa więc powinnam pomagać jej córce.
I nie chciała słuchać że na badaniach wyszłam jako bardzo chora.
-
Okropnie było, ale trochę mi się poukładało.
Uświadomiłam, ze nie musi byc tak, że otwarcie oznacza bezbronność. Tak jest w przypadku małego dziecka. Bo ono nie ma granic. Dorosły albo je ma albo może się nauczyć je stawiać.
Jak ktoś nie ma granic to otwarcie jest totalne i wtedy łatwo o zranienie. Gdy zranienie jest duże to cżłowiek bez granic stawia mur. Też totalny.
Myślę, ze człowiek który tłumi swoje emocje nie ma granic. Bo nie ma czucia w ciele. Tłumienie emocji czyni ciało martwym.
Odkąd postanowiłam przestać tłumić emocje coraz więcej czasu czuje, ze jestem w ciele. To bardzo przyjemne. Nawet jeżeli czuje mnóstwo napięć w ciele to i tak warto.
A co do emocji to ostatnio tak sobie myślę, że może warto oddzielić własne emocje od tych , które przejęliścmy od innych. Od rodziców na przykład. Rodzice tłumiąc swoje emocje przerzucają je na dziecko. I możliwe, że od tych emocji warto sie uwalniać.
Natomiast swoje emocje, czyli te które wynikaja z niezaspokojenia naszych potrzeb czy tez agresji innych warto odczuwać i traktować jako drogowskaz czy informację.
-
Dziś miałem ciężką noc, cały czas się motam, czuję olbrzymie parcie ma 3 oko, jakbym bał się puścić to, że można żyć będąc po prostu sobą.
Chyba boję się dopuścić do wiadomości to, że naturalnym jest że nikt na Ciebie nie naciska cały czas, że czegoś od ciebie chce, że można żyć po prostu sobą i po swojemu.. Aż czuję zażenowanie sobą kiedy piszę o tak błahych i oczywistych sprawach, które pewnie inni wiedzą, a ja dopiero teraz to staram się dopuścić do siebie..
Ataki nerwicy też bardzo mi się nasiliły i przyjmują ruch oscylacyjny - raz ulga, raz atak. Co ciekawe rodzina się uspokoiła i czuję, że tylko ja muszę sobie samemu odpuścić - jak zwykle powracam do prostego wniosku, że to nie inni są winni tylko to ja sam byłem dla siebie podły..
Mam już dość, chcę odpuścić, chcę spokoju.. problem w tym, że nadal czegoś szukam w spokoju, nadal szukam "ruchu", a tam już nic nie ma, jest tylko spokój, od którego tak długo uciekałem....
Dzięki wszystkim.
-
Ja już od 13 dni choruję, to grypa..poźniej zatoki..teraz uszy, kłócie i uczucie zatkania.. gdyby nie leki przeciwbolowe to bym zwariowała. Dostałam szansę pracy.. ale chyba chorobą to sabotuje.. chyba tak wielki lęk przed nowym. Leże całymi dniami w łóżku nie mam siły się nawet synem zająć. Wychodzi mi taka bezsilność, lęki, złość na siebie, na syna, na byłego, jeszcze poczucie ,ze jestem beznadziejna bo krzyknęłam na syna. Juz z tego bólu nie wyrabiam. No nic moze to miało wyjść .. nie wiem czy się cofam czy idę do przodu.. ale ostatnio życie mnie przytłacza.. jeśli ktoś chce sie za mnie pomodlic to proszę bo ja cały czas się modlę:)
-
Muszko, kochana, a czego ty się tak bardzo boisz? I co cię tak bardzo boli, że nie mogąc z tym wewnętrznym bólem wytrzymać, zamieniasz go na fizyczny?
-
Muszka
Wspieram.
Ja, mimo ze w mojej korpo pracuje już kilka lat, to już w sobotę! zaczynam się bać, ze w poniedziałek idę do pracy. Mnie też to przytłacza, więc tym bardziej Cię wspieram.
A co mi pomaga - od kilku miesięcy chodzę na terapię do psychologa, gdzie uczę się zachowań w życiu od Nowa - bo nikt mnie ich w rodzinie i w życiu nie nauczył - a także stawiania granic i pracy nad lękiem i agresja w pracy i w domu.
Wiem, ze dużo rozwojowcow pomysli, ze terapią u psychologa to obciach, ale jak ma się skrajnie silne obciążenia, to ciężko jest sobie poradzić. Wówczas potrzebna jest zdrowa osoba, która podpowie zdrowe i normalne zachowania. Bo ja takich zachowań nie znałem i przez to myślenie o relacjach z ludźmi, i strachu przed nimi i przed pracą, mnie przytlaczalo.
W dużych miastach są fundacje, gdzie takie wizyty są za darmo.
-
Mariomar, żaden obciach, też chodzę. I dopiero tam, w przytulnym gabinecie doświadczyłam takiej całkowitej akceptacji, jakiej mi przez całe dzieciństwo brakowało.
Ale, żeby trafić na dobrego psychologa też potrzebny jest pewien rodzaj otwarcia na pozytywne zmiany. Bo koleżanka, ktora poszła na konsultacje do kogoś innego, na koniec wizyty usłyszała, że jest wredną zołzą ;) Dogranie intencji? ;) :p
-
" Muszka
Wspieram.
Ja, mimo ze w mojej korpo pracuje już kilka lat, to już w sobotę! zaczynam się bać, ze w poniedziałek idę do pracy. Mnie też to przytłacza, więc tym bardziej Cię wspieram. ":
Pytanie na poważnie bo słyszałem, że już rekalmuja uspokajające środki.
Czy to ściema czy ludzią faktycznie tak stres daje.
Czy to słabość jednostki czy jedak mobing w pracy ?
-
Muszka
Światełko i wsparcie dla Ciebie, tam gdzie najbardziej Ci potrzeba. Zdrowiej, powodzenia:)
-
Mariomar, fajnie że napisałeś o tej terapii. Ja miałem kilka prób chodzenia na terapię ale chyba nie byłem gotowy, żeby w pełni skorzystać z tego co może dać terapia. Mi też by się przydało zaznajomić ze zdrowymi wzorcami, a gabinet terapeutyczny wydaje się do tego bardzo dobry.
JenKa, fajnie że doświadczyłaś tej bezwarunkowej akceptacji od psychologa, mam wrażenie że teraz ta akceptacja rozlewa się od Ciebie na innych. :)
-
Muszka
Zacznij wreszcie wymagać od syna! Niech Ci ulzy w codziennych obowiązkach! Tobie bedzie lżej na i dziś, i na przyszłość, że nie wychowałas pasożyta.
-
muszka91
Pewnie schodzą Ci samooskarżanie i samoograniczenia. Ty już nie chcesz słuchać swojej samokrytyki.
Dobrze dać sobie luz ze wszystkim i często powtarzać, że mogę...
mogę nakrzyczeć na dziecko, moge od niego wymagać, mogę sie nim nie zajmować - oczywiście chodzi o psychiczny luz,
mogę czuć bezsilność, lęki, bezradność, moge być zła, mogę zawalić w pracy - nic się nie stanie.
Poprosić Boga o pomoc i razem z Nim prowadzić ze sobą rozmowę o tych sprawach, które Cię męczą, których się boisz. Pytać samą siebie, np.: a co się stanie kiedy powiedzą, że jestem zła ... no i co sie stanie... i co się stanie... i czy rzeczywiście to jest prawdą? - i zapisywać takie rozmowy. Pytaj Boga, czy to co ja myślę o sobie to jest prawda?
Polecam też technikę uwalniania, działa.
-
Mateusz
Krzyczenie na innych, w tym na dziecko, to ZACHOWANIE AGRESYWNE! Więc nie powinno mieć miejsca. Bo swoja złość można wyrażać BEZ AGRESJI.
A pod zachowaniami agresyenymi zwyczaj kryje się własna bezradność.
-
Muszka
Zacznij wreszcie wymagać od syna! Niech Ci ulzy w codziennych obowiązkach! Tobie bedzie lżej na i dziś, i na przyszłość, że nie wychowałas pasożyta.
Leszek, aż w oczy kłuje, to w jaki toksyczny sposób się wypowiadasz o dzieciach.
Toksyczny, dlatego, że to jest takie przedmiotowe traktowanie.
A dziecko to też człowiek.
Jak pisał Korczak:
'Nie ma dzieci - są ludzie'
-
Moja znajoma postanowiła być najlepszą matką na świecie. Chuchała i dmuchała na swojego jedynaka. Wszystko mu podstawiała pod nos. Wyręczała w trudniejszych sprawach, byle tylko synalek był szczęśliwy i wychowywał sie bezstresowo. I trwało to przez 12 lat. Po tym czasie zaniemogła i nawet nie potrafiła się ruszyć z łóżka. I wtedy do akcji wkroczył skrzywdzony sytuacją, zaniedbany przez cały dzień synuś. Odezwał się w ten deseń:
MATAKA! Co ty sobie k..a myślsz? Mnie się chce jeść, a ty się k...a wylegujesz w łóżku?
Znajoma poczuła się winna, ale... i tak ruszyć się z łóżka nie mogłą, bo ciało odmówilo posłuszeństwa.
Kto tu kogo skrzywdził? I w jaki sposob?
Dziś wałkoń na pewno czuje się jeszcze bardziej skrzywdzony bo mamusia nie wytrzymala i umarła sobie!
tod
To, co napisałeś, świadczy o nieuzdrowionej relacji z rodzicami, a szczeólnie o nienawiści do nich, że czegoś od Ciebie wymagali! Może też czujesz sie winny pasożytowania na rodzicach? Przecież w innym przypadku nie ruszyło by CIę!
Moja rada:
Przyjrzyj się wścieklości, jaką u Ciebie wywołł mój wpis i... z tym odkryciem udaj się na psychoterapię :)
-
tod
To, co napisałeś, świadczy o nieuzdrowionej relacji z rodzicami, a szczeólnie o nienawiści do nich, że czegoś od Ciebie wymagali! Może też czujesz sie winny pasożytowania na rodzicach? Przecież w innym przypadku nie ruszyło by CIę!
Moja rada:
Przyjrzyj się wścieklości, jaką u Ciebie wywołł mój wpis i... z tym odkryciem udaj się na psychoterapię :)
Ja nie przeczę, że mam nieuzdrowione relacje z rodzicami. Nawet otwarcie się przyznaję się do tego.
Eeee.... właściwie to żadnej wściekłości we mnie Twój wpis nie wywołał (chyba że to jest wściekłość wyparta, nieuświadomiona), po prostu stwierdziłem fakt. Raczej poczułem coś w rodzaju irytacji i zdegustowania, że osoba bądź co bądź, tak znacząca w światku rozwojowym, będąca pewnie (nadal) dla wielu autorytetem, wypowiada się w taki sposób. Przecież inni mogą brać z Ciebie przykład, postrzegając się jako jakiś autorytet.
Może i masz rację, ale sposób w jaki ją przekazujesz jest... ekhm... troszkę niedojrzały.
-
tod
Jak wreszcie wychwasz swoje wewnętrzne dziecko, bedziesz mógł zwracać uwagę starszym :)
-
tod
Jak wreszcie wychwasz swoje wewnętrzne dziecko, bedziesz mógł zwracać uwagę starszym :)
Dobrze. :)
A Ty, jak wreszcie nauczysz się pokory, to inni przestaną się Ciebie czepiać.
-
Tod w tym co napisal Leszek nie ma nic toksycznego , to rada ktora zastosowana wyjdzie na dobre i dziecku i matce... postepujac w dany sposob mozna kogos wychowac na pasozyta czy manipulatora , po co owijac w bawelne te prawde?
-
nie wiem gdzie widać w wypowiedzi Leszka jakieś negatywne nastawienie do dzieci, ludzie często niechcący wychowują swoje dzieci na pasożytów (choćby przykład z życia podany przez Leszka) albo nieudaczników, o jednym i drugim :
Jak nauczyć dziecko zaradności
http://www.dzieciaki.net.pl/wychowanie/jak-nauczyc-dziecko-zaradnosci/
Żeby nasze dziecko zostało życiowym nieudacznikiem nie potrzeba wiele
-
Dla mnie to miało wybrzmienie toksyczne, bo były użyte słowa o negatywnym wydźwięku.
Tak jak już wspomniałem, skojarzyło mi się to z przedmiotowym traktowaniem dzieci, zamiast z wychowaniem opartym na nawiązywaniu kontaktu i DOSTRZEGANIEM drugiego człowieka - jego potrzeb, uczuć, pragnień i predyspozycji itp.
-
Lepiej nawiązywać kontakt z tym co jest w dziecku dobre (np z dostrzeganiem przez dziecko ze druga osoba to wartosciowy czlowiek, niezalezny od niego tak na prawde, a nie automat do spelniania jego zachcianek) niz ze sklonnosciami negatywnymi - ktore dzieci mają - dostrzeganie ich jest przytomne, nie dostrzeganie / wypieranie prowadzi wlasnie do wychowania kogos na pasozyta czy manipulatora (itd)
-
taka kilku zdaniowa rada raczej zwykle nie jest nastawiona na wyczerpanie całego tematu, a użycie słowa o jakimś tam negatywnym wydźwięku o niczym automatycznie nie świadczy : )) wychowanie i obowiązki nie wykluczają innych, również pozytywnych, rzeczy?
inny rodzaj przegięcia:
Chcesz, by twoje dziecko stało się nieudacznikiem i pasożytem ? Pozbaw go miłości, ciepła i troski. Z najnowszych badań wynika, że pracownicy, wobec których w dzieciństwie stosowano tzw. zimny chów, do niczego nie doszli.
http://finanse.wp.pl/kat,18453,title,Zimny-chow-Jak-wychowac-nieudacznika,wid,12607295,wiadomosc.html?ticaid=116798&_ticrsn=3
-
ale się dyskusja wywiązała :) jest wiele szkół wychowywania.. mam wiele teorii za sobą, ale jak człowiek jest zaburzony i stara się poradzić sobie sam ze sobą to ciężko wszystko ogarnąć przy dziecku.. ktoś by powiedział trza było wiedzieć z czym się wiąże posiadanie dzieci.. TAK to prawda, ale staram się i ponoszę konsekwencje swoich działań. Krzyknęłam i już. Stało się. Przeprosiłam syna, powiedziałam,ze to moja wina a on jest niewinny. TO ja jestem odpowiedzialna za to co robię z naszą relacją. Na szczęście potrafię przeprosić i pracować nad sobą ,żeby było takich zachowań jak najmniej. To prawda ,ze pod krzykiem jest bezradność, cierpienie . Chodziłam rok ta terapię dla DDA i teraz na pewno jestem lepszą matką niż kiedyś. Być moze jeszcze skorzystam z terapii dla siebie. Całe szczęście ,nie jest jeszcze za poźno by było ok i po wprowadzeniu kilku korekt będzie ok. Mój syn jest dzieckiem z cesarki wiec ma wzorzec - kto inny zrobi to za mnie, czeka aż ktoś za niego wykona robotę. Przez kanał nie musiał się przeciskać. U mnie w domu obowiązki były narzucane siłowo- stąd nie dość dobrze mi się kojarzą. Ale wszystko koło siebie umiem ogarnąć. Sama się garnę do prac domowych itp. Muszę to przemysleć jak w sposob pozytywny zaszczepić w nim obowiązkowość itp :) ma dopiero 5 lat wiec nie wszystko stracone, pasożyta nie chcę:)
-
TAK to prawda, ale staram się i ponoszę konsekwencje swoich działań. Krzyknęłam i już. Stało się. Przeprosiłam syna, powiedziałam,ze to moja wina a on jest niewinny. TO ja jestem odpowiedzialna za to co robię z naszą relacją.
Ja jakbym był rodzicem to też właśnie chciałbym mieć taką postawę. Na pewno popełniałbym masę błędów, ale chciałbym brać za nie wszystkie odpowiedzialność. Jak bym skrzywdził dziecko, to chciałbym je przeprosić.
Nie wiem jak by było w rzeczywistości, czy potrafiłbym się tak zachowywać, ale na pewno bym do tego dążył.
Leszek
To co opisałeś kilka postów niżej o tej matce i 'wałkoniu' którego wychowywała, to przykład niezdrowej relacji rodzicielskiej. To jest przykład nadopiekuńczości. Matka wyręczając swego 'synalka' wyrządzała mu jednocześnie krzywdę, bo nie pozwalała mu na naukę brania odpowiedzialności za siebie.
O czym my mówimy....
-
Muszko, spokojnie dasz radę nauczyć syna wszystkiego, co będzie jemu i tobie w przyszłości potrzebne. Przede wszystkim miej na uwadze, że dzieci uczą się przez powtarzanie i naśladowanie. W toksycznych domach istnieje ogromna rozbieżność pomiędzy tym, czego rodzice wymagają i oczekują od dziecka, a tym, co robią sami i dla siebie NAWZAJEM. A dziecko to widzi i - nie robi nic. Bo nie wie, które zachowanie jest właściwe.
Więc najważniejsze, to pracować nad tym RAZEM z dzieckiem, wymagać, ale i tłumaczyć, i rozmawiać. I nie oczekiwać od dziecka tego, czego nie wymagałabyś od siebie samej. Np zrobienia czegoś co przekraczało by twoje umiejętności, zdolności lub siły. A reszta sama się dopasuje :)
-
Mateusz
Krzyczenie na innych, w tym na dziecko, to ZACHOWANIE AGRESYWNE! Więc nie powinno mieć miejsca. Bo swoja złość można wyrażać BEZ AGRESJI.
A pod zachowaniami agresyenymi zwyczaj kryje się własna bezradność.
Mariomar, czytaj uważniej.
mogę nakrzyczeć na dziecko, moge od niego wymagać, mogę sie nim nie zajmować - oczywiście chodzi o psychiczny luz,
To jest tak jak z akceptacją.
Nie będą wspominał co ja afirmowałem, żeby kogos nie zbulwersować, ale zadziałało świetnie.
-
Dostałem ostrzezenie od Admina, proszę o wsparcie...
-
Muszka, nie musisz być idealną matką. To, że od czasu do czasu krzykniesz na synka to nie koniec świata, najważniejsze że on czuje miłość od Ciebie. Wymagaj stosownie do wieku i dużo chwal:)
-
medżikowsky
Nie rozumiem, czemu dostałeś ostrzeżenie? Może Admin poczuł, że to, o czym piszesz, "krzywdzi" go jako nieuzdrowione dziecko?
Muszka
Kiedyś zamieszkała u mnie lokatorka z 2 dzieci. 4 i 5 lat. No, ale to były dziewczynki. I to moze byc róznica, choć nie musi.
Dziewczynki potrafiły sobie ugotować herbatę, podgrzać mleko, a nawet inne potrawy, łacznie ze zrobieniem jajecznicy. Potrafiły też posprzątać po sobie, umyć naczynia i sztućce. Tylko krojenie chleba im nie wychodziło. Ale to akurat mogła zrobić ich mama, albo ja. Poza tym były wspaniale samodzielne, a mamusia medytowała nad ich szczęściem, zamiast się nimi zajmować, czy nie daj Boże, je niańczyć :)
Inna historia z nimi:
Mama chciała dzieci wychowywać bezstresowo, tylko że one nie mialy najmniejszej ochoty jej się odwdzięczać. Kopaly się, gryzły, targały za włosy, opluwały, szczypały, nawet pod oczami. Raz jedna, raz druga skarżyła. Matka była bezsilna. I tak było kazdego dnia od rana do wieczora.
I teraz napiszę coś, co rozsierdzi toda i innych skrzywdzonych, a nie uzdrowionych.
Poradziłem jej, żeby wzięła kawałek plastykowego węża i obiecała dzieciom, że jak znów będą sobie robiły krzywdę, to przyleje obu bez pytania, kto zaczął. Zapanowała konsternacja, dzieciaki trwożnie popatrzyły na mamę, czy mówi poważnie i na kawałek węża w jej ręce. Caly dzień był spokój, zgodnie się bawily.
No, ale, jak to dzieci, postanowiły wypróbować stanowczośc mamusi i już następnego dnia zaczłęy sobie wyrzadzać bolesną krzywdę i skarżyć na siebie na wzajem. Wtedy mama spełniła obietnicę, przylała jednej i drugiej i, jak łatwo się domyślać,... "w domu zapanował terror nieolmal jak w obozie dla uchodźców!"?
Nie, to nie ten scenariusz! Zupełnie nie ten.
Dzieci twórczo się bawiły, przy okazji miały mnóstwo świetnych pomysłów, które im wcześniej w ogóle nie wpadły do głowy, gdy były zajete wajemnym krzywdzeniem się.
Jednakże pociąg do zabaw sprawijących ból i cierpienie tkwił w nich nadal. Czasami namawiały mnie, żebym zdjął z szafy kawałek węża i schował go tak, by mama nie znalazła go. Ale nie dawałem się przekupić.
Marzenia jednak się spelniają, a dzieciom dość szybko. Po miesiącu dziewczynki pojechaly na kilka dni do babci. Wróćiły w świetnych nastrojach, bo babcia bezstresowo przyzwoliła im na wzajeme bicie, kopanie, szczypanie, plucie itd.
Tym razem zapanowanie mamy nad szaleństwem dzieci zabrało 3 dni, a ostatniego jednak w ruch poszedł wąż. I znow był spokój aż do kolejnej wizyty u babci. Jednakże po tej wizycie dzieci już wiedziały co je czeka. I szybko wróciły do twórczych zabaw bez krzywdzenia sie.
Straszne, nieprawdaż?
furyah ma rację. :)
Bez przesady i nie obwiniaj się, bo dzieciek to wykorzysta przeciw Tobie!
-
Póki utożsamiamy się ze skrzywdzeniem, a szczególnie kiedy uważamy, ze zostaliśmy skrzywdzeni w wyjątkwy sposób, tym samym zamykamy się na mozliwość uzdrowienia. Dopiero zaakceptowanie, że inni byli w podobnej sytuacji i że nie jesteśmy jakikmis wyjątkami na skalę kosmiczną, otwiera przed nami możliwośc uzdrowienia!
-
Mateusz
Masz dzieci? Bo to, co piszesz o krzyku do dziecka, to AGRESJA. Każdy psycholog Ci to powie.
Muszka
Mój Synek też miał cesarke, a nie jest leniwy, tylko pracowity. Bo to kwestia wychowania. Żona bardzo dużo poswiecala mu cały czas uwagi, i to widzę teraz procentuje.
-
Mariomar
Jeszcze raz. Napisałem: "mogę nakrzyczeć - oczywiście chodzi o luz psychiczny" - gdzie tu widzisz praktykowanie krzyku i agresję.
Samo danie SOBIE pozwolenia wcale nie oznacza robienia tego. Do tego napisałem że chodzi o wolność w tej sprawie. Ja mogę krzyczeć, ale nie muszę krzyczeć. Tu chodzi o dystans do samego siebie a nie kurczowe trzymanie sie reguł. Tak właśnie jest, że wielu psychologów nauczy się reguł i w kółko powtarza: nie wolno, bo to agresja. I tak się pilnują i kontrolują, a tu nagle, nieoczekiwanie zdarzy im sie krzyknąć. Nie opanowali się i co wtedy? Katastrofa. To jest przejaw agresji, a co za tym idzie bezradności, a dalej oznacza, nie są dobrymi rodzicami, nie radzą sobie. Do tego trzeba dodać, że takie kontrolowanie się i piętnowanie prowadzi napięć i nerwicy.
Mariomar, nigdy nie zdarzyło Ci się krzyknąć?
Widzę, jak psychologowie bezradnie próbują stosować wyczytanie reguły a efektów nie widać. W każdej szkole jest pedagog, psycholog a uczniowie zachowują się co raz gorzej.
Można nigdy nie krzyknąć i ponieść porażkę w wychowaniu.
Bo w wychowaniu chodzi o ZUPEŁNIE coś innego.
-
Mateusz,
Jeszcze raz zapytam - masz dzieci?
-
A ja zapytam:
Mariomar, nigdy nie zdarzyło Ci się krzyknąć?
-
Czyli nie masz, więc teoretyzujesz.
-
A wiedzę, że ego nie pozwoli Ci się przyznać do tego, że czepnąłeś na wyrost nie doczytawszy dokładnie. To dlatego zacząłeś z innej beczki.
-
To powiedz mi Mateusz taką rzecz:
Masz przyzwolenie na krzykniecie na inną osobę, a to już agresja, ale nie robisz tego.
Czy w takim razie masz przyzwolenie na pobicie kogoś czy zabicie kogoś, bo to też jest agresja? Bo ja nie mam.
A zarówno krzyczenie na kogoś, bicie go lub zabicie, to wszystko jest CZYNIENIE KRZYWDY DRUGIEJ OSOBIE, A WIĘC AGRESJA.
Pytasz, jak to było u mnie? Zabiłem tysiące ludzi, bo byłem okrutnym człowiekiem. Wtedy myślałam, ze mam luz i przyzwolenie na zabijanie. Dziś nigdy bym już tego nie zrobił i nie mam luzu i przyzwolenia na to.
A w tym wcieleniu, gdy pisałem afki, to też myślałem, ze mam luz i przyzwolenie na krzyk, a zatem na agresję. I dopiero jak mnie kilka razy pod rząd wyrzucono z pracy, otrzezwialem. Dziś wiem, ze nie mam luzu i przyzwolenia, aby na kogoś krzyczeć, bo to jest krzywdzenie innych, a więc agresja.
-
Mariomar
Jeśli czegoś nie robię to co w tym złego. Jeśli nie krzyczę to co jest nie w porządku.
Co do tego, że krzyknięcie to agresja - owszem tak może być, ale nie musi. Jeśli dziecko pakuje rękę w ogień, to odruchowo rodzic krzyknie, czasem nawet nie ma chwili na co innego. I tak jest w innych sprawach. Dla dobra dziecka trzeba krzyknąć, żeby przestrzec, żeby ochronić. Ono doskonale wyczuwa o co chodzi w krzyku, że to jest zagrożenie, że takie postępowanie jest niewłaściwe, że rodzic podniesionym głosem chce przemówić, żeby go dobrze wychować.
Znałem takiego nauczyciela, którego nikt nie lubił, on nigdy nie krzyczał. Nie robił nic złego, i nie zmuszał też do niczego. Niewiele ich nauczył i nie wychował, robili to inni nauczyciele.
Potem:
Masz przyzwolenie na krzykniecie na inną osobę, a to już agresja, ale nie robisz tego.
Czy w takim razie masz przyzwolenie na pobicie kogoś czy zabicie kogoś, bo to też jest agresja? Bo ja nie mam.
W ten sposób to możemy na wszystko rozciągnąć. Noo jest przeciez różnica między krzyknięciem a morderstwem.
Ale nie oceniam, nie przekonuję, można też tak, można inaczej, jak służy...
Przecież sie uzdrawiamy, nie tylko Tobie, bo mi również sporo powychodziło.
Ps. Mariomar, ja doceniam jak wiele osiągnąłeś i szczerze gratuluję. Cieszę się że Ci się ładnie uzdrawia i życzę dalszych sukcesów.
-
Napisałem: "mogę nakrzyczeć - oczywiście chodzi o luz psychiczny" - gdzie tu widzisz praktykowanie krzyku i agresję.
Samo danie SOBIE pozwolenia wcale nie oznacza robienia tego. Do tego napisałem że chodzi o wolność w tej sprawie. Ja mogę krzyczeć, ale nie muszę krzyczeć. Tu chodzi o dystans do samego siebie a nie kurczowe trzymanie sie reguł.
Ja to tak rozumiem, że chodzi o wolny wybór. I o to, żeby się nie biczować, gdy zdarzy nam się zachowanie, którego sami nie akceptujemy. Bo samobiczowanie i poczucie winy nie prowadzi do naprawienia krzywd. Często prowadzi do zaprzeczania faktom i wypierania tego, że się coś zrobiło. Więc zamiast sie samobiczować lepiej przeprosić za to co się zrobiło i popracować nad swoja agresją.
No i za każdym wkodowanym zakazem jest silny lęk. I często jest właśnie tak, że ten lęk przed zrobieniem czegoś prowadzi do kreacji tego czego się boimy. Bo się na tym koncentrujemy i poświęcamy temu uwagę i energię.
-
W czasach, gdy pracowałem w szkole, wolno było krzyczeć na dzieci i młodzież. Nie wolno było bić.
Czasami, jak uczniowie coś zbroili, to trzeba było z nimi ostro pogadać. Byli z takich rodzin, gdzie przemoc była obecna na codzień i w kórych lekceważyło się "mięczaków", który nie potrafili okazać agresji, czy słabości. 1/3 z nich miła nadzór kuratorski.
Tak więc, zdarzało mi się wezwać ucznia do pokoju wychowawców i tam nakrzyczeć na niego. On rozumiał wtedy, że uczynił źle i przepraszał. Kiedy już uczeń przeprosił i potwierdził, że nie będzie więcej tak czynił, udając gniew wyrzucałem go z pokoju wychowawców i śmialem się z wrazenia, jakie zrobiłem na nim. Zazwyczaj więcej nie powtarzał nieodpowiedniego zachowania. Uczniowie, których okrzyczałem, nie czuli się skrzywdzeni, nie unikali mnie, nie okazywali lekceważenia, czy złości. Szanowali! Częśto w wyniku takiego podejścia przychodzili pytać o radę i mieli zaufanie.
Jak pisałem, uczniowie lekceważyli mięczaków.
Mieliśmy w szkole nauczycielkę, kobietę niziutką i wydawałoby się bezradną. Jej wychowankowie kpili sobie z niej, również z tego, że opowiadała o swej pasji - wycieczkach rowerowych. ALe tylko do czasu. Wybraliśmy się z jej klasą na wycieczkę w góry. I tam, bez agresji, dostali lekcję wychowania i szacunku dla wychowawczyni. Przegonliśmy ich po dzikich górach. Po wycieczce zupełnie zmienili zdanie o wychowawczyni, bo ona przez cały czas miała świetną kondycję, a oni wymiękali (do czego żaden przed kobietą by się nie przyznał!). Od tego czasu już nikt się z niej nie śmiał.
Generalnie ten system wychwawczy, oparty na demonstracji siły i przewagi, działał dobrze i skutecznie. Znalazł się tylko jeden wiecznie skrzywdzony, który walczył o swoje prawa i przez kilka lat niczego nie wywalczył. Kiedy skończył szkołę, od razu wstąpił do Solidarności, gdze awansował w strukturach miejskich, a potem nawet powiatowych. Jednak, kiedy wreszcie się na nim poznali, pozostał z niczym, a pracować mu się nie chciało. Już nikt nie potrzebował jego buntu i skrzywdzenia i nikt więcej nie chciał mu za to płacić!
W tamtych czasach błędów i wypaczeń wychowawczych nie bylo w modzie bezstresowe rzucanie prezerwatywami na lekcjach religii. Nie było też takich przypadków, żeby uczniowie wkładali kosz na śmieci na głowę nauczyciela, czy zmywali mu łeb w muszli klozetowej.
W stanie wojennym, kiedy kilku uzniów naćpało się butaprenem i stawiało wychowawcom, po zdemolowaniu pokoju, wezwano ZOMO. W koszarach dostali tak fachowy wpieprz, że nawet śladów nie było widać, ale długo bolało. Więcej takich wybryków nie było.
Poza wszystkim, uczniowie tej szkoły mieli jedną zalete, której brak rozwojowcom. Kiedy zrobili cos głupiego, przyznawali się, że to było głupie. I korona im z głowy nie spdała.
-
Moja znajoma postanowiła być najlepszą matką na świecie. Chuchała i dmuchała na swojego jedynaka. Wszystko mu podstawiała pod nos. Wyręczała w trudniejszych sprawach, byle tylko synalek był szczęśliwy i wychowywał sie bezstresowo. I trwało to przez 12 lat. Po tym czasie zaniemogła i nawet nie potrafiła się ruszyć z łóżka. I wtedy do akcji wkroczył skrzywdzony sytuacją, zaniedbany przez cały dzień synuś. Odezwał się w ten deseń:
MATAKA! Co ty sobie k..a myślsz? Mnie się chce jeść, a ty się k...a wylegujesz w łóżku?
Znajoma poczuła się winna, ale... i tak ruszyć się z łóżka nie mogłą, bo ciało odmówilo posłuszeństwa.
Kto tu kogo skrzywdził? I w jaki sposob?
Dziś wałkoń na pewno czuje się jeszcze bardziej skrzywdzony bo mamusia nie wytrzymala i umarła sobie!
Moim zdaniem w tej historii matka skrzywdziła dziecko. To nie było żadne bezstresowe wychowanie. Matka realizowała program bycia najlepsza matką na świecie (oczywiście w jej mniemaniu) przypuszczalnie bez specjalnego dbania o to co dziecko tak naprawdę potrzebuje.
Jeżeli matka nie pozwala dziecku na aktywność, na rozwój tylko wszystko podsuwa mu pod nos to jest wychowanie bardzo agresywne a nie bezstresowe. Powiedziałabym wręcz ubezwłasnowolnianie. Uzależnianie od siebie dziecka. To mi przypomina chów zwierząt.
Bo jedną z ról rodziców jest nauczenie dziecka samodzielności i radzenia sobie w zyciu dorosłym.
Rodzic nie jest po to, żeby obsługwac dziecko (chyba że to niemowlak), ale żeby go wspierać w rozwoju. Nauczyc jak w życiu doroslym samemu zaspokając swoje potrzeby. (w tym robic sobie kanapki, sprzątać po sobie, współpracowac z innymi)
Ta matka niczego go nie nauczyła, więc mówienie o sobie, że była najlepszą matką na świecie było zwyczajnym kłamstwem i manipulacją.
Rozwój tego chłopaka został agresywnie zatrzymany i jeszcze zostało mu wmówione, że tak miał cudownie. Agresja nie bierze sie znikąd.
Ta historia jest naprawdę straszna. Matka uzależniła od siebie dziecko i zostawiła bezradnego 12-latka. Matka "nie wytrzymała i umarła sobie"?Tylko czego nie wytrzymała? Kto jej kazał sie tak zajeżdżać i udowadniać, że jest niezastąpiona?
I po co to tak naprawdę robiła? Dla dziecka czy dla siebie?
-
Rozumiem, ze moi przedmowcy (oprocz Muszki) nie mają WŁASNYCH dzieci, więc teoretyzuja na podstawie cudzych doświadczeń.
Michał
Rozumiem że masz przyzwolenie i luz, by krzyknac na SŁABSZEGO OD SIEBIE - na małe i bezbronne dziecko, na slabsza od siebie żonę. I oczywiście nie jest to agresja z Twojej strony.
To zapytam tak: czy masz dalej w sobie ten luz i przyzwolenie w sobie, aby głośno krzyknąć na Golote lub Darka Michalczewskiego? Oczywiście w ich obecności!
Myślę, ze nie, bo nawet gdy Twoim zdaniem krzyk ten nie będzie agresją, zapewniam Cię, ze wyżej wymienione dwie osoby odbiorą Twój krzyk jako przejaw agresji i spuszcza Ci taki wpier...ol, ze się nie popamietasz.
Więc jeszcze raz zapytam, masz luz i przyzwolenie na krzykniecie na osobę WIELE RAZY SILNIEJSZA FIZYCZNIE od Ciebie, czy tylko na SŁABSZĄ, KTÓRA CI KRZYWDY W ZAMUAN NIE ZROBI?
-
Mateusz
I jeszcze jedno.
W dzieciństwie byłem cały czas krzyczany przez ojca.
A i obecnie - niestety - zdarzyło mi się krzyknąć na żonę i synka, co potem zalowalem. Zwłaszcza jak po chwili synek przynosił mi liscik, w którym prosił, abym go przeprosił.
Obecnie chodzę na terapię do psychologa do ośrodka leczenia przemocy w rodzinie. Nigdy nikogo nie bilem, ale ze strachu zacząłem się robić agresywny w stosunku do najbliższych. Niestety, zacząłem iść w ślady ojca.
Teraz już jest o wiele lepiej. Mam oparcie w poradni, a i w rodzinie jestem już lepszy. Dlatego trochę wiem o agresji, jak, nie nazwana, jest powszechna.
-
Lilliole
O to chodzi: « 2016-02-14, 00:55:09 »
Mariomar
Mówiąc o krzyku wcale nie miałem na myśli, że mam się wyżywać na innych. Proszę nie podkładać własnych skojarzeń i wyobrażeń, bo tak wyjdą z tego zupełnie inne rzeczy, które mi nawet na myśl nie przyszły. Jeżeli w kimś "wolność" wywołuje samowolę i krzywdzenie innych, to niech sobie myśli, mi nic do tego, ale niech nie narzuca innym swoich wyobrażeń.
Natomiast jak ktoś ma z czyms trudności i chce dobrej zmiany, to chodzi na terapię, i to jest słuszne podejście, wręcz naturalne.
Ja nie krzyczę na ludzi, a tym bardziej, żeby się wyżywać czy wyładowywać agresję, frustrację, czy cokolwiek innego. To nie moja bajka. Zdarzało mi sie podnieść głos wtedy, kiedy ktoś ewidentnie mnie atakował lub naruszał moje dobro, i to jeszcze kiedy zwykłe mówienie nie nie docierało do niego.
W dzieciństwie nie miałem jakiś krzyków w domu, choć zdarzały się.
A jeśli chodzi o dzieci, to sprawa jest indywidualna. Żeby się nie rozpisywać powiem, że znam dość dojrzałych rodziców, którzy mają trójkę chłopców i każdego traktują zupełnie inaczej, i zarówno oni jak i ich pociechy wiedzą o tym. Najstarszy jest taki, że jak by mu cokolwiek popuścić, to by sie trzeba z domu wyprowadzić. Często się zdarza, że go upominają podniesionym głosem. Drugi jest taki spokojny i wrażliwy, że trzeba mówić bardzo spokojnie i zachęcać go żeby zaczął cokolwiek przejawiać. Trzeci z kolei jest niezdecydowany i chciałby, żeby rodzice wszystko zrobili za niego. A rodzice mówią: nie, ty masz wybrać, zadecydować, ty wiesz np. czy ci sie chce pić czy jeść.
-
Leszek
Myślę, że w dzisiejszej szkole też byś sobie świetnie radził :)
Leszek
Generalnie ten system wychwawczy, oparty na demonstracji siły i przewagi, działał dobrze i skutecznie.
Uczniowie wbrew pozorom chcą silnej osobowości, tak naprawdę chcą, żeby ich zmotywować, zmobilizować i wymagać.
Zdają sobie sprawę, że sa leniwi i często im się nie chce, ale też wiedzą, że przydałoby się nauczyć np. tego j. angielskiego, i wtedy zdają się mówić: nauczycielu, pogoń mnie do nauki, bo samemu mi się nie chce.
-
Z cyklu "konsultacje e-mailowe z G.Sz".
Bezradność dziecka (wewnętrznego) należy utulić i wycałować, ono jest bezbronne, natomiast bezradność w obliczu ciężkich spraw, losu, wielkich trudności, choroby i uwiklania to coś cennego, nie każdego na nią stać.
Moc i potega są wywyższane w dzisiejszych czasach.... tak naprawdę, to od bezradności zaczyna się ruch, ku prawdziwej wewnętrznej sile.
Proszę uszanować swoją bezradnosć dobrze? Tę część, która nauczyła Panią pokory, skromności, wyrozumiałości, wrażliwości na innych, taktu.
Na coś to bylo, niech nie pójdzie na marne.
Myślę, że bardzo ważne, że Pani jednak dziala, jak Pani widzi, "działanie obdarowuje".
G.Szatkowska
-
wspierające rady poety z drugiego końca świata:
"Moje małe dziecko - biegaj i baw się! Nie jest dobrym pozostawać bezczynnym i leniwym na tym świecie. Ciało zawsze powinno być zajęte, ale umysł powinien być spokojny. Moje maleństwo! Najlepiej jest zawsze bawić się wspólnie z innymi dziećmi. Nie wykluczaj nikogo i nie faworyzuj wybranych przyjaciół. Nie krzycz i nie bądź agresywne wobec innych dzieci. Bądź jak mały wróbelek latający dookoła. Zadawaj się ze wszystkimi ptaszkami. Inne dzieci są jak kolorowe ptaki różnych rodzajów. Każde dziecko ma swoją własną osobowość. Bądź przyjacielskie wobec nich. Wspólnie spożywaj posiłki i baw się z nimi w duchu jedności. Uczyń zasadę harmonii częścią swoich zabaw i działań.
Wrona żywi się tym co ukradnie. Nie bierz z niej przykładu, ale miej dla niej miłosierne współczucie. Krowa daje nam mleko, jest dobrym i łagodnym stworzeniem. Pies jest wiernym towarzyszem - zaprzyjaźnia się machając ogonem. Koń ciężko pracuje ciągnąc wóz, wół pomaga orać pole, a koza wierzy, że zawsze będziesz ją karmić. Bądź uprzejme wobec innych stworzeń i rozwijaj cechę ufności. Moje maleństwo! Mam dobrą radę na całe twoje życie. Najlepszym czasem na naukę jest rano , a wieczorem najlepiej jest słuchać piosenek, które przynoszą umysłowi spokój. Zawsze pamiętaj, że nie powinno się dzielić ludzi na różne poziomy. Prawdziwym grzechem jest mówić, że niektórzy są wyżej, a inni niżej. W oczach Boskości wszyscy są równi. Jednocześnie są tacy, którzy są bardziej dojrzali - są to ludzie którzy stali się ucieleśnieniami najwyższej wiedzy, wykształcenia, prawa i miłości.
Dziecko, potrzebujesz kochać wszystkie żyjące istoty. Urzeczywistnij w sobie to, że Bóg w istocie jest Prawdą. Miej silne serce podobne do twardego i doskonałego diamentu. Moje maleństwo, oto jak powinna wyglądać droga twego życia!"
Bharatiyar
-
Mam pytanie do pana Leszka w związku z tą "najlepszą matką na świecie" (wpis z 13.02) : gdzie był ojciec tego "wałkonia"? Też "umarł sobie" czy tylko "nie wytrzymał"? Bo z powodu braku opisu tego elementu cała ta historia wydaje mi się dość niespójna :(
-
JanKa
Tatuś, jako osobnik niedoskonały, został przegoniony.
-
Leszek
Myślę, że w dzisiejszej szkole też byś sobie świetnie radził :)
Leszek
Uczniowie wbrew pozorom chcą silnej osobowości, tak naprawdę chcą, żeby ich zmotywować, zmobilizować i wymagać.
Zdają sobie sprawę, że sa leniwi i często im się nie chce, ale też wiedzą, że przydałoby się nauczyć np. tego j. angielskiego, i wtedy zdają się mówić: nauczycielu, pogoń mnie do nauki, bo samemu mi się nie chce.
Agreed ;))
-
Dochodzą mnie słuchy, że we współczesnej szkole to nauczyciele są poddawani procesowi wychowania przez uczniów i ich rodziców!
No i ma to przełożenie na atmosferę na Forum :(
-
"Generalnie ten system wychwawczy, oparty na demonstracji siły i przewagi, działał dobrze i skutecznie. Znalazł się tylko jeden wiecznie skrzywdzony, który walczył o swoje prawa i przez kilka lat niczego nie wywalczył. Kiedy skończył szkołę, od razu wstąpił do Solidarności, gdze awansował w strukturach miejskich, a potem nawet powiatowych. Jednak, kiedy wreszcie się na nim poznali, pozostał z niczym, a pracować mu się nie chciało. Już nikt nie potrzebował jego buntu i skrzywdzenia i nikt więcej nie chciał mu za to płacić! "
A co zrobić żeby chciało mi się pracować?
-
JanKa
Tatuś, jako osobnik niedoskonały, został przegoniony.
Najwyraźniej, rzeczywiście był niedoskonały, skoro tak łatwo pozwolił się z tego procesu wychowawczego wykluczyć :(
Ale za odpowiedź oczywiście Dziękuję :)
-
jaskier
Usunąć karmę dotyczącą wysiłku intelektualnego, czy fiycznego. Teoretycznie każdy ma jakieś predyspozycje do pracy, tylko są one często tłumione podczas procesu wychowawczego i przez to później taka osoba nie ma ochoty na rozwój i pracę.
-
jaskier
Metoda jest banalnie prosta. Trzeba się przekonać,że lubisz. Temu celowi służą afirmacje i wizualizacje :)
Byle mądrze przygotowane.
-
JenKa
Możesz mi wierzyć, albo nie, ale ja bym z taką kobietą nie wytrzymał nawet tygodnia :)
-
Domyślam się,że po przeczytaniu tego posta wielu Forumowiczów poczuje, że ich skrzywdziłem. No cóż.... taka tu ostatnio panuje moda.
POCZUCIE SKRZYWDZENIA to odczucie całkowicie subiektywne! Znaczy, że zależy tylko od odczuwającego je!
Osoby uznawane za krzywdzicieli, mogą z krzywdą skrzywdzonego nie mieć nic wspólnego. Osobom patrzącym z boku reakcja skrzywdzonego może się wydawać zupełnie irracjonalną i bezpodstawną. I taka postawa krzywdzi go jeszcze bardziej, "bo jak można nie zauważyć, że jestem krzywdzonym? To jest jakieś s-syństwo, żeby tego nie widzieć, czy wręcz temu przeczyć!"
Poczucie skrzywdzenia najczęściej nie ma nic wspólnego z intencjami rzekomych krzywdzicieli. Skrzywdzonego krzywdzi JEGO WŁASNA reakcja psychiczna na to, co się dzieje wokół.
W opozycji do wiecznie skrzywdzonych są ci, którzy twierdzą: "co mnie nie zabije, to mnie wzmocni".
Osoba wiecznie skrzywdzona nigdy tak nie pomyśli. Ona często myśli, że wszystko ją krzywdzi i wszyscy ją krzywdzą, tym samym niesprawiedliwie ją dobijają. Już samo życie w tym krzywdzącym świecie jest wielką, niezawinioną krzywdą, jak zresztą niezawinionymi są wszystkie inne krzywdy. Słowem, wszyscy krzywdziciele (czyli nieomal wszyscy) są winni cierpienia i krzywdy skrzywdzonego! Niektórym sie na dodatek wydaje,że największym krzywdzicielem jest Bóg ("s-syn, który mnie tu zesłał"). Tak to wygląda w wersji maximum.
Oczywiście, mamy też bardziej lajtowe wersje skrzywdzenia. Np krzywdzony znajduje sobie krzywdziciela, któremu przypisuje winy za swoje złe samopoczucie, za trudności, kłopoty, konflikty itd. Tak to czyni kilku Forumowiczów.
Czy wiecznie skrzywdzonemu można jakoś pomóc?
Nie wiem, bo jak takie osoby do mnie trafiają, to z programem "wszyscy mnie krzywdzą", wychodzą w poczuciu skrzywdzenia!
Wiecznie skrzywdzony może sobie pomóc sam. Najpierw powinien zadać sobie pytanie, czy nadal chce się czuć podle i zwalać za to winę na innych? Jeśli tak, to niech nawet nie próbuje niczego zmieniać. Ale jeśli odpowie sobie, że ma już tego dość, o.... wtedy ma szansę z tego wyjść.
Najważniejsze będzie wziąć odpowiedzialność za własne odczucia, za własne reakcje emocjonalne. Problem jednak w tym, że w jego strukturach poznawczych istnieje ZAKAZ odczuwania czegokolwiek pozytywnego! Często zakaz samodzielności. Zakaz ten jest wynikiem tresury rodzicielskiej, a często też poglądów manichejskich, gnostyckich, ascetycznego samoudręczania się z poprzednich wcieleń.
Może być trudno z samego początku, ale jeśli się chce, to sposób się udaje znaleźć.
Mógłbym napisać,ze ważne jest przebaczenie, ale.... to boli. Jednakże bez przebaczenia będzie bolało i bardziej i dłużej. Tylko trzeba pamiętać,że prócz przebaczenia trzeba wreszcie zacząć sobie dawać i przyjmować coś fajnego, miłego przyjemnego tu, w tym materialnym świecie.
Trzeba się przestroić z żalów, pretensji i roszczeń na ZADOWOLENIE z siebie i z życia.
A o resztę pytajcie swego Wyższego ja (Boga, Intuicji), bo to nie moja bajka.
-
Czy wiecznie skrzywdzonemu można jakoś pomóc?
Nie wiem, bo jak takie osoby do mnie trafiają, to z programem "wszyscy mnie krzywdzą", wychodzą w poczuciu skrzywdzenia!
Dla mnie wiecznie skrzywdzeni to tacy gracze w pseudo ofiary, żeby czerpać z innych, pasożytować, nie wziąć się za swoje poczucie własnej wartości.
Natomiast sa tez osoby, które doświadczyły skrzywdzenia, traumy, negatywnego traktowania, braku szacunku np. przez rodziców, czy partnerów i Ci łatwiej wyjdą z wzorca skrzywdzenia, niż gracze w skrzywdzenie. Szczera intencja dużo zmienia.
Wiecznie skrzywdzony może sobie pomóc sam. Najpierw powinien zadać sobie pytanie, czy nadal chce się czuć podle i zwalać za to winę na innych? Jeśli tak, to niech nawet nie próbuje niczego zmieniać. Ale jeśli odpowie sobie, że ma już tego dość, o.... wtedy ma szansę z tego wyjść.
Najważniejsze będzie wziąć odpowiedzialność za własne odczucia, za własne reakcje emocjonalne. Problem jednak w tym, że w jego strukturach poznawczych istnieje ZAKAZ odczuwania czegokolwiek pozytywnego! Często zakaz samodzielności. Zakaz ten jest wynikiem tresury rodzicielskiej, a często też poglądów manichejskich, gnostyckich, ascetycznego samoudręczania się z poprzednich wcieleń.
Może być trudno z samego początku, ale jeśli się chce, to sposób się udaje znaleźć.
Mógłbym napisać,ze ważne jest przebaczenie, ale.... to boli. Jednakże bez przebaczenia będzie bolało i bardziej i dłużej. Tylko trzeba pamiętać,że prócz przebaczenia trzeba wreszcie zacząć sobie dawać i przyjmować coś fajnego, miłego przyjemnego tu, w tym materialnym świecie.
Trzeba się przestroić z żalów, pretensji i roszczeń na ZADOWOLENIE z siebie i z życia.
A o resztę pytajcie swego Wyższego ja (Boga, Intuicji), bo to nie moja bajka.
Najlepsze rozwiązanie jak wyżej:)
I przestawić się na pozytywne nastawienie do siebie i do świata.
Pozytywne nastawienie do siebie tworzy zdrowsze granice, pozytywne nastawienie do świata powoduje otwartość. Oba te stany we właściwej równowadze dają ochronę.
-
medżikowsky
Nie rozumiem, czemu dostałeś ostrzeżenie? Może Admin poczuł, że to, o czym piszesz, "krzywdzi" go jako nieuzdrowione dziecko?
Muszka
Kiedyś zamieszkała u mnie lokatorka z 2 dzieci. 4 i 5 lat. No, ale to były dziewczynki. I to moze byc róznica, choć nie musi.
Dziewczynki potrafiły sobie ugotować herbatę, podgrzać mleko, a nawet inne potrawy, łacznie ze zrobieniem jajecznicy. Potrafiły też posprzątać po sobie, umyć naczynia i sztućce. Tylko krojenie chleba im nie wychodziło. Ale to akurat mogła zrobić ich mama, albo ja. Poza tym były wspaniale samodzielne, a mamusia medytowała nad ich szczęściem, zamiast się nimi zajmować, czy nie daj Boże, je niańczyć :)
Inna historia z nimi:
Mama chciała dzieci wychowywać bezstresowo, tylko że one nie mialy najmniejszej ochoty jej się odwdzięczać. Kopaly się, gryzły, targały za włosy, opluwały, szczypały, nawet pod oczami. Raz jedna, raz druga skarżyła. Matka była bezsilna. I tak było kazdego dnia od rana do wieczora.
I teraz napiszę coś, co rozsierdzi toda i innych skrzywdzonych, a nie uzdrowionych.
Poradziłem jej, żeby wzięła kawałek plastykowego węża i obiecała dzieciom, że jak znów będą sobie robiły krzywdę, to przyleje obu bez pytania, kto zaczął. Zapanowała konsternacja, dzieciaki trwożnie popatrzyły na mamę, czy mówi poważnie i na kawałek węża w jej ręce. Caly dzień był spokój, zgodnie się bawily.
No, ale, jak to dzieci, postanowiły wypróbować stanowczośc mamusi i już następnego dnia zaczłęy sobie wyrzadzać bolesną krzywdę i skarżyć na siebie na wzajem. Wtedy mama spełniła obietnicę, przylała jednej i drugiej i, jak łatwo się domyślać,... "w domu zapanował terror nieolmal jak w obozie dla uchodźców!"?
Nie, to nie ten scenariusz! Zupełnie nie ten.
Dzieci twórczo się bawiły, przy okazji miały mnóstwo świetnych pomysłów, które im wcześniej w ogóle nie wpadły do głowy, gdy były zajete wajemnym krzywdzeniem się.
Jednakże pociąg do zabaw sprawijących ból i cierpienie tkwił w nich nadal. Czasami namawiały mnie, żebym zdjął z szafy kawałek węża i schował go tak, by mama nie znalazła go. Ale nie dawałem się przekupić.
Marzenia jednak się spelniają, a dzieciom dość szybko. Po miesiącu dziewczynki pojechaly na kilka dni do babci. Wróćiły w świetnych nastrojach, bo babcia bezstresowo przyzwoliła im na wzajeme bicie, kopanie, szczypanie, plucie itd.
Tym razem zapanowanie mamy nad szaleństwem dzieci zabrało 3 dni, a ostatniego jednak w ruch poszedł wąż. I znow był spokój aż do kolejnej wizyty u babci. Jednakże po tej wizycie dzieci już wiedziały co je czeka. I szybko wróciły do twórczych zabaw bez krzywdzenia sie.
Straszne, nieprawdaż?
furyah ma rację. :)
Bez przesady i nie obwiniaj się, bo dzieciek to wykorzysta przeciw Tobie!
Myślę ,że jak mama nie ma jakichś problemów z sobą, kocha dzieci ,akceptuje to się takie rzeczy nie dzieją a dzieci są po prostu grzeczne.Dzieci idealnie odgrywają emocje ,które siedzą w rodzicach .
Nie mam dzieci ,więc to tylko teoria, ale miałem psa .Jak go przygarnęliśmy miał swój charakterek .Właził na kanapę nawet, przy mnie bo tak chciał ,zwalałem go z niej ze 30 razy a on wskakiwał i się w nią wczepiał na ile mógł.Walił kupy gdzie popadnie .Wył jak nas chwilę nie było i gryzł kwiatki i wszystko co było na wierzchu, ze złości .Nie znam się na wychowaniu psa .Wkładałem mu nos w te kupy ,dawałem w dupę i wywalałem na dwór .Nic to nie dawało .W końcu odpuściłem .Mimo wszystko bardzo go lubiłem ,często był głaskany ,przytulany .On uwielbiał chodzić na spacery a ja z nim często chodziłem .Nie wiem kiedy i jak ale sam się nauczył ,że się na kanapie nie śpi ,że do sypialni to tylko na próg a kupę to robił tylko na spacerze z dala nawet od swojego podwórka .
Emocje mi tylko puszczały jak np.dopadał małego kotka czy kurę i próbował zagryźć czy zagryzał .Wtedy dostawał bardzo mocno w dupę .Oczywiście nic to nie dawało .Nauczył się tylko ,że jak do niego biegłem w takiej sytuacji to ciągnął tyłek po ziemi .Po wszystkim machał ogonem zadowolony z siebie .No ale to pies myśliwski instynktu się nie zmieni.
-
Sylvia
bardzo ładnie uzupełniła to, czego nie zdążyłem napisać :)
Tak to jest.
Skrzywdzony ma interes w tym, żeby przeżywać swoje skrzywdzenie i okazywać całemu światu, jak bardzo jest nieszczęśliwy z powodu przewin tegoż świata wobec niego.
A jaki to interes? Tego trzeba sie dowiedzieć od własnej podświadomości, bo mimo ogólnej prawidłowości, szczegóły się różnią.
-
Póki utożsamiamy się ze skrzywdzeniem, a szczególnie kiedy uważamy, ze zostaliśmy skrzywdzeni w wyjątkowy sposób, tym samym zamykamy się na możliwość uzdrowienia.
Dopiero zaakceptowanie, że inni byli w podobnej sytuacji i że nie jesteśmy jakimiś wyjątkami na skalę kosmiczną, otwiera przed nami możliwość uzdrowienia!
To naprawdę może pomóc.
-
To jest prawda ale czasem potrzeba uznać swoją własną krzywdę. Zwłaszcza gdy jest wypierana, gdy walczy się z nią jako z negatywnym uczuciem. Trzeba uznać że poczuło się skrzywdzonym, przyjąć to i pozwolić sobie siebie pokochać, wspierać (emocjonalnie) wraz z tym (pomimo). Wtedy krzywda (powoli bądź nie) ustępuje.
Nieuznawane krzywdy - wypierane, ciągną się latami bądź wcieleniami.
Wszystko jest w tym co się teraz zrobi jak już krzywda jest uznana. Jeśli jest skupienie na sobie, nie na krzywdzicielu (na zapewnieniu sobie wsparcia emocjonalnego, uznawania kolejnych wychodzących powodów skrzywdzeń - jak bliskiemu dziecku) to idzie to w dobrym kierunku i człowiek w końcu wychodzi z tego i czuje ulgę.
edit: to się nie dzieje po to by siebie dowartościować a by pozwolić wyjść na światło dzienne tej skrzywdzonej części siebie. Jak ona nie wyjdzie i będzie tłumiona, to i tak wyjdzie ale w toku niepoprawnych zachowań - odwracaniu ról, poniżaniu obiektu (źródła krzywdy), dumie, pyszałkowatości etc. w formie rzeczy związanych z wyparciem siebie
-
Witek,
No, jak zwykle ładnie to uzupełniłeś :)
Oczywiście, że tak jest.
Illuminate the negative.
Jakkolwiek by sie ten zwrot nie kojarzył ;)
A do tego Carl Gustav Jung mawiał : "Until you make the unconscious - conscious, it will rule your life & you will call it destiny."
Dopóki nie uczynisz nieświadomego świadomym, będzie ono rządziło twoim życiem a ty to nazwiesz przeznaczeniem.
-
: )
-
Skrzywdzony ma interes w tym, żeby przeżywać swoje skrzywdzenie i okazywać całemu światu, jak bardzo jest nieszczęśliwy z powodu przewin tegoż świata wobec niego.
A jaki to interes? Tego trzeba sie dowiedzieć od własnej podświadomości, bo mimo ogólnej prawidłowości, szczegóły się różnią
.
oczywiście można i często na pewnych etapach warto zajmować się skutkami , czy pośrednimi etapami (które są skutkami jak i przyczynami kolejnych problemów), ale najlepiej dotrzeć do pierwotnych przyczyn i uwalniać się od nich, w tym przypadku, i nie tylko w tym, taką uniwersalną przyczyną z punktu widzenia rd jest interesowność!
przerost ego, patrzenie na wszystko z tej perspektywy (ja i moje), niezależnie od tego z czym związane i jak się objawia w szczegółach, jest szkodliwe dla człowieka, takie czy inne egoistyczne (często piękne) plany, wyobrażenia, zamiary, oczekiwania i ich forsowanie, tudzież przywiązanie do nich, mogą i najczęściej wywołują w przypadku ich niespełnienia (albo zmiany niezgodnej z nimi) negatywne reakcje, a na tym świecie zmiany które dokonują się są wypadkową wielu różnych czynników nie tylko naszego indywidualnego chcenia, które w tych układach w jakich funkcjonujemy, jakby nie jest siłą dominującą : )
w dodatku w rd (uwaga dla tych którzy są nim zainteresowani) częstym i najlepszym narzędziem służącym rozwojowi są problemy i konieczność stawiania im czoła, dzięki nim np. dowiadujemy się jakie mamy ograniczenia, a uczenie się transformacji ich związane jest ściśle z akceptacją natury świata i doświadczeń z tym związanych (przykład nauk Buddy), bez tego wikłamy się w jakieś walki z własnymi reakcjami, odbiciami i oddźwiękami
takie związane z ego utknięcie w żalach można więc rozwiązywać poprzez zmianę na poziomie priorytetów ego (interesów skupionych wokół ja i moje) albo wychodząc ponad to, czyli na poziom bezinteresowności, poziom niezależny od zaślepienia w uwikłaniach opozycji przyjemność-ból , gdzie zwykle podąża się za tym co przyjemne a ucieka przed tym co bolesne... ale pod wpływem silnych przywiązań może się to odwrócić o 180 stopni , jednak niezależnie od polaryzacji i skłonności, cały czas jest to odgrywanie tego samego ; )
wzniesienie się ponad perspektywę odrębnego ego i związane z nim pobudki i utożsamienia (np. ze świadomością ciała), to takie właśnie przestrojenie na zadowolenie niezależnie od doświadczeń i sytuacji, czyli zakorzeniona w duchowości bardziej realna niezależność od tej niezależności budowanej na usilnej kreacji określonych sytuacji które mają zapewnić niezależność ego od wpływów które uznaje z tego ograniczonego punktu widzenia za ograniczające (jako niezgodne z pragnieniami), bo to wcześniej czy później kończy się żalami i pretensjami (do innych, świata, Boga i siebie), jako że oparte jest na iluzji kontroli przez ego złożonych uwarunkowań które to wcześniej czy później wymykają się tej kontroli : )
-
Walka z ego i z własną - bądź cudzą interesownością, piętnowanie jej, to nie jest ani droga do bezinteresowności, ani bezinteresowność (działanie z poza poziomu ego). Co lubi ego które nie chce się rozstać ze swoim ego? Krytykować ego. Przypisywać mu najgorsze cechy, albo największe ograniczenia. Wtedy czuje się poza tym/ponad tym. Ale czuć się że jest się poza tym, to nie jest bycie poza tym. To jest po prostu wyparcie swojego ego, wyparcie swojego kontaktu z ego (to miłość rozpuszcza je, nie nakazy, zakazy, manipulacje, tłumaczenia - autentyczne i akceptujące to co spotyka takim jakim jest, uczucie. Miłość nie boi się ego. Człowiek się boi, który je sobie obrzydził. Z poziomu miłości, nie ma nakazywania czegoś ego, wpasowania w to jakim ma ono być, nie ma podziału między sobą a ego, jest przyjęcie tego co się widzi w sobie i akceptacja "to ja, to ja też taki jestem". Przyjąć to to pozwalać temu się wyrażać i istnieć).
Świadomość ciała jest wspaniała, bo nie oszukuje człowieka. Człowiek który wchodzi w pełni w bycie świadomym swojego ciała, w każdym momencie, czuje to co czuje, takim jakim to dla niego jest, czuje swoje emocje, czuje to co chciałby wyprzeć. Nie da się jednocześnie czuć w pełni swojego ciała i czegoś przy tym wypierać. Jak człowiek nie ucieka, ma kontakt z rzeczywistością - swojego czucia, doświadczania i tego w czym tak naprawdę w danej chwili jest. Tego nie da się oszukać, jeśli człowiek autentycznie czuje swoje ciało.
Dodam jeszcze - działanie z ponad ego, to nie jest wychodzenie z postawy "ja i moje", tylko uznawanie że "ja i moje, jest tak ważne jak cudze i ich" Nie gorsze ani nie lepsze. Jeśli uznajemy jedno z tych za gorsze, to to już nie jest bezinteresowność, bo stawiamy coś o równej sobie wartości na dwóch oddzielnych krańcach. Tworzy się oddzielenie wartościowania i różnicowanie w nadawaniu im znaczeń. Nie ważne czy to co moje uważa się za gorsze, czy to co cudze, bo dzieli się w ten sposób albo swoje żywotne sprawy, albo cudze, na posiadające różną wartość. I to że człowiek więcej działa w swoim życiu niż cudzym, może wynikać z równego doceniania spraw cudzych jak i swoich, ale jednocześnie ze świadomością, że mam dwie ręce i głowę i mogę ich używać w życiu swoim i tam czasem gdzie czuję że jest to korzystne, wzbogacające, rozwijające, wspierające. Mam dwie ręce i głowę i inni też mają i ja mogę swoich używać bo mam inne plany, i inni swoich bo mają swoje plany. I ani jedne ani drugie plany, nie muszą być od siebie gorsze. Ale to że do każdej osoby cierpiącej, potrzebującej etc. pobiegnę to nie będzie nigdy przekroczenie ego, bo nadal będę zostawiał tą jedną osobę, w której życiu moje zaangażowanie jest najbardziej potrzebne.
-
Witek
Podziwiam cię! Jesteś w stanie zrozumieć, co pisze Frisky? :)
Na pewno walka z sobą, ze swoimi "złymi" skłonnościami, ze swą pożądliwością, pychą, interesownością, czy ze swoim ego, prowadzi do fatalnych konsekwencji karmicznych, do których należy m in. trudna do uzdrowienia autoagresja.