Pozytywne Inspiracje
Forum => Rozwój osobisty i prosperity => Wątek zaczęty przez: Tess w 2015-01-07, 23:38:15
-
odczucie, ze ciągnie mnie gdzieś do obcych krajów.
,
jak misjonarza ? ;)
To jest pytanie istotnie do Leszka :)
-
,
jak misjonarza ? ;)
To jest pytanie istotnie do Leszka :)
Nie :). Jako zwykłego człowieka.
Powiem Ci coś bo to chyba dobrze opisze moja sytuacje - pomimo ze mam już z lekka ponad trzydzieści lat, żyjąc tutaj w Polsce, nigdy nie zaznałem żadnego z poniższych uczuć/wydarzeń w życiu, które przeważnie doznają ludzie na całym świecie:
-spełnienia w miłości/prawdziwego uczucia
-spełnienia zawodowego
-poczucia, ze jest się częścią danego społeczeństwa (krotko mówiąc, ze czujesz się jak u siebie w domu).
Nie potrafię tego wytłumaczyć, ale od bardzo dawna towarzyszy mi uczucie, ze dopiero jak wyjadę za granice, ze wtedy dopiero odczuje swój cel w życiu, ze będzie mi się tam układać.
-
Coś czuję, że ty naprawdę masz na myśli to, co mówisz :)
To jest możliwe.
Niemcy ?
Chociaż z drugiej strony, karmicznie patrząc, urodziłeś się tutaj, żeby ???
I, być może, dopiero po tym, jak sobie to uswiadomisz/ odreagujesz / spełnisz - zdecydujesz dokąd pojechać. I czy w ogóle jeszcze cię gdzieś ciągnie :)
-
No bo to we mnie siedzi tak bardzo mocno, chyba potrafię już emanować tą energią na odległość :).
Niemcy mogą być ale tak naprawdę serce mocniej mi bije na myśl o krajach typu Holandia, Wielka Brytania, Irlandia czy...USA. Przede wszystkim USA! Choć nie podoba mi się to, co ich politycy wyprawiają, odczuwam, że zwyczajni ludzie stamtąd sa tacy...spontaniczni, otwarci, gotowi na wszelkie nowe idee, bardzo pomocni dla siebie. Coś, czego nigdy tutaj nie zaznałem i czego mi bardzo brakuje.
Chociaż z drugiej strony, karmicznie patrząc, urodziłeś się tutaj, żeby ???
Żeby zrozumieć i docenić sprawy, o których tutaj mowie/czego pragnę? Żeby nauczyć się dawać to od siebie innym aby również to samo otrzymywać? Ze być może po to się urodziłem w tym kraju i w takim miejscu aby poczuć na sobie samym, ja to jest być w takiej sytuacji?
Ilekroć oglądam labo jakiś film, który rozgrywa się w tamtych krajach albo cokolwiek co tych krajów dotyczy zawsze pojawia się to samo odczucie: otwartość, możliwość wyrażania siebie w prawdziwy sposób, akceptacja...coś czego w ogóle nie spotykam (z małymi wyjątkami) tutaj, gdzie jestem. I czego mi bardzo głęboko brakuje bo te cechy potrafią przynieść człowiekowi to, co opisałem poniżej: miłość, spełnienie zawodowe, poczucie ze jest się we właściwym miejscu.
-
Hej, ja mieszkam w Niemczech od dziesieciu lat i dobrze mi tu. Choc mentalnosc inna od polskiej, czuje sie karmicznie dobrze tutaj...popieram idee, ze jak cie ciagnie do innego kraju to byloby fajnie tam pojechac albo nawet zamieszac. Niektorzy lubia Indie, Austalie, Gruzje, czy Japonie. Prawdopodobnie czekaja tam ludzie na dopelnienie z Toba czegos. Ty jesli sie tam zjawisz to poczujesz sie dobrze albo i nie.ale warto sprobowac.
Ja na twoim miejcu zrobilabym sobie jakas analize, albo sesje z kims, kto moze pomoc odpowiedziec na pytania o cel i zadania karmiczne.mozna przeanalizowac tez talenty czy zdolnosci.
Na tym forum jest duzo fachowcow, ktorzy to moga podpowiedziec, sama korzystalam i bede korzystac z ich pomocy....bo jest lepiej i prosciej i szybciej lepiej sie poczuc kiedy sie cos dowiem ...co dalej...jakie mam mozliwosci...cele....potem przemyslec i do dziela....tylko kreowac.
-
Hej, ja mieszkam w Niemczech od dziesieciu lat i dobrze mi tu. Choc mentalnosc inna od polskiej, czuje sie karmicznie dobrze tutaj...popieram idee, ze jak cie ciagnie do innego kraju to byloby fajnie tam pojechac albo nawet zamieszac. Niektorzy lubia Indie, Austalie, Gruzje, czy Japonie. Prawdopodobnie czekaja tam ludzie na dopelnienie z Toba czegos. Ty jesli sie tam zjawisz to poczujesz sie dobrze albo i nie.ale warto sprobowac.
Ja na twoim miejcu zrobilabym sobie jakas analize, albo sesje z kims, kto moze pomoc odpowiedziec na pytania o cel i zadania karmiczne.mozna przeanalizowac tez talenty czy zdolnosci.
Na tym forum jest duzo fachowcow, ktorzy to moga podpowiedziec, sama korzystalam i bede korzystac z ich pomocy....bo jest lepiej i prosciej i szybciej lepiej sie poczuc kiedy sie cos dowiem ...co dalej...jakie mam mozliwosci...cele....potem przemyslec i do dziela....tylko kreowac.
Hej, a jak poradziłaś sobie w temacie pt. praca? Bo to chyba jest najtrudniejsze. Ja nie mam żadnego wyuczonego zawodu czyli mogę tzw. wszystko i nic. Wiem, ze na budowę czy ciężką prace fizyczna się nie nadaję bo nie mam tyle krzepy. Ratuje mnie w miarę dobra znajomość języka ale chyba to trochę za mało.....
Co do miejsca to jakoś intuicyjnie przychodzi mi na myśl Londyn czy inna duża metropolia, generalnie ciągnie mnie tak gdzie jednocześnie można czuć się anonimowym i móc wyrażać się w nieskrepowany sposób, gdzie ludzie przyzwyczajeni są do otwartości i indywidualności i gdzie jest to atut przyciągający innych ludzi.
-
Moja przygoda z UK była króciutka, bo zaledwie dwudniowa, ale dzięki temu zmieniło się całkowicie moje nastawienie do życia w przekonaniu, że gdzieś daleko, w innym państwie, ustroju, klimacie będzie mi się żyło lepiej. Polecieć chciałam niemal od zawsze, z wypiekami słuchałam opowieści tych, co mieli okazję w tym kraju pracować, albo chociaż pozwiedzać. Ale zawsze brakowało mi najpierw odwagi, potem finansów. Wreszcie w zeszłym roku zdecydowałam się spełnić to swoje wielkie marzenie, mimo już istniejącego debetu. Z kilku miesięcznym wyprzedzeniem kupiłam bilety - w dodatku na raty! I stać mnie było tylko na dwa noclegi. I co się potem stało? Nie dość, że ktoś obdarował mnie kwotą równoważącą cenę biletów, część funduszy kosztów pobytu znalazłam na ulicy - tak, tak, kilka razy banknoty stuzłotowe w krótkim przeciągu czasu :))) Za to sama Anglia mnie rozczarowała. Nikt z przebywających tam na stałe imigrantów nie piał z zachwytu. Ludzie tacy sami, jak tu, z takimi samymi problemami i ten dziwny, nienaturalny wręcz spokój, jak powierzchnia oceanu, pod którą powoli coś zaczyna się burzyć.
Ale to może dlatego, że pojechałam do miasta, a tak naprawdę ciągnie mnie do lasu, szczególnie gór. I zupełnie bez znaczenia na jakim będą znajdować się kontynencie :D :D :D
-
A w jakim mieście byłaś?
Mi się ten spokój kojarzy bardziej ze stabilizacja plus to, ze przyjeżdżając, czułaś się pewnie dość mocno wyobcowana. Nikt Cie nie znal, wszystko wydawało się ,,płynąć" gdzieś poza tobą. Ja miałem podobne odczucia ale wręcz przeciwnie - podobało mi się to plus to, ze na imprezach czy spotkaniach towarzyskich to nie ja bylem zagadujący ale bardzo często to obcokrajowcy podchodzili do mnie i zagajali pierwsi rozmowę. Podobało mi się to bo czułem taka..akceptacje, ciekawość mojej osoby i nawzajem. Bardzo przyjemna energia. Nie czułem się w ogóle tym skrepowany tak jak mam to tutaj. No i brak było tam tzw. tematów tabu. Odnosiłem wrażenie, że dla tych ludzi nie ma tematów nie do dyskutowania.
-
Wyjeżdżając dokądkolwiek - zabieramy ze sobą siebie :)
-
To jest prawda, ze zabieramy ze soba siebie i swoje problemy, ale to nie zmienia faktu, ze trafic tez mozemy na lepsze uklady i bardziej podatny grunt dla nas w innym miejscu i srodowisku. Mi sie wydaje, ze jesli czegos sie chce wewnetrznie to "cos w tym jest", nie powinno sie ignorac wewnetrznego systemu naprowadzajacego. Tak jak i negatywne emocje sa na pewnym poziomie tylko taka nawigacja, pokazuja nam co jest dla nas zle, czego nie chcemy. Inaczej skad bysmy to wiedzieli?
-
Najgorsze jest to wewnętrzne rozdarcie, bo czuje, ze tutaj się urodziłem i coś mnie łączy z tym miejscem, mam mnóstwo pozytywnych skojarzeń i wspomnień a z drugiej strony czuje, ze muszę stad wyjechać, coś mnie ,,wola"...tak jakbym musiał stracić coś aby coś zyskać, a tak naprawdę czułbym się spełniony gdym mógł mieć i jedno i drugie.
-
Jak widziałeś że był atakowany to dlaczego nie stanąłeś w jego obronie? Tak sobie patrzyłeś obojętnie jak ktoś słabszy jest kopany?
I dopiero potem wkroczyłeś z obwinianiem atakujących?
Ja zawsze staję w obronie słabszych i atakowanych na forum. Ale do tego trzeba odwagi.
Dlaczego zakładasz, że to ktoś słabszy jest atakowany? W tym kraju atakuje się przeważnie silniejszych (nawet jeśli to tylko wrażenie we własnej głowie, ze ktoś jest taki silny, że trzeba się z nim zmierzyć i dokopać), wybitnych, tych co poszli dalej od średniej. I niestety ofiary,a raczej pseudoofiary i psychopaci przeważnie są nagradzani społecznie. Dzieje się tak powodu wzorców i traum, które tutaj dominują.
Oczywiście zdrowi, dobrzy, pozytywni ludzie też znajdą tutaj swoją przestrzeń jeśli mają wystarczającą moc i odpowiednią pozytywną karmę.
JenKa
Zgadza się, że problemy są wszędzie do rozwiązania, tylko pytanie jak się je rozwiązuje i jakie jest wsparcie społeczne, systemowe oraz dominujące wartości.
Znam takich, którzy są już długo za granicą i sobie chwalą. Też spokój, życzliwość i szacunek, który jest naturalny na co dzień. Również w UK. I nie chcą wracać, bo po kilku dniach tutaj mają dosyć.
W ostatnich latach też byłam w kilku krajach Unii Europejskiej (wcale nie musi to być drogie, nawet niedrogo, jak się dobrze zaplanuje i wykreuje) i mam dużo pozytywnych wrażeń. Są to kraje lżejsze i łatwiejsze do mieszkania, niż w Polsce. Szczególnie dla osób, które chcą coś zrobić, działać, pracować, użyć swojej wyjątkowości na rzecz społeczeństwa, w normalnych relacjach miedzyludzkich i żyć spokojnie i normalnie.
Takie podróże mają swoje plusy, bo odpadają samoistnie pewne polskie wzorce społeczne. Kilka razy po powrocie byłam zaskoczona co się w tym kraju dzieje energetycznie. Tak łatwo podświadomość przestroiła się za granicą na coś pozytywnego i lżejszego.
Była to dla mnie dobra motywacja do pracy z tematem, że prawdziwa miłość i prawdziwa wartość nie potrzebują obrony, czyli m.in. konfrontacji, napinania się i walczenia o swoje. Bezbronność w prawdzie, miłości i poczuciu własnej wartości jest najlepszą ochroną. To daje najlepsze granice na inne wymiary (jak to było w innym wątku o spektrum możliwości).
-
Sylwia
Wiesz, im bardziej otwieram się na lekkie i łatwe życie, tym częściej myślę o wyprowadzce za granicę.
Bo lepiej mieć poprosu milszą atmosfere wokół siebie na co dzień społecznie. NORMALNĄ:)
-
To ze zabieramy siebie to jeszcze bym pociagnal tak ze mysle, tak z doswiadczenia, ze (no poza jakimis ekstremalnymi miejcami) gdzie bym nie wyjechal, to po jakiejs chwili przyzwyczajenia wszedzie sie bede czul identycznie jak u siebie, moze tylko jakies okolicznosci czy tam mozliwosci beda inne. Wszedzie zycie sie toczy, wszyscy jestesmy ludzmi, funkjonujemy tak samo, zasady nie sa inne. Tak ze nie balbym sie jakiegos "tracenia" czegos tam. Jedyne co to ze trzeba sie dogadac umiec i nie widze innych problemow.
Tak :). Coś jakby dopasowanie się do kultury, mentalności ale ze świadomością, ze wszędzie są takie sam prawa. I to wydaje mi się piękne. To ułatwia zmiany :). Dlatego tak bardzo pragnę zmiany miejsca bo choć prawa są te same, kultura/mentalność są już mocno rożne. I to jest piękne!...I dlatego czuje aż tak głęboką potrzebę wyjazdu stad...aby być wśród ,,swoich". Jak dawniej....
-
Czasem zastanawiam się, czy dobrze rozumiem, to co tu czytam. Czy zmiana kraju oznacza, że już zmieniliśmy swoje intencje i oczyściliśmy co było do oczyszczenia, czy też ratujemy się ucieczką do miejsca, gdzie będzie lżej, ale nie dzięki własnej pracy nad sobą?
A co do zmian w relacjach w miejscu pracy: odkryłam, że działałam, jak ktoś biorący na siebie odpowiedzialność za wszystko i za wszystkich. W dodatku im więcej było moich starań, tym więcej mi się obrywało i wreszcie ze strachu przed popełnieniem błędu - rzeczywiście go popełniałam. Spirala się nakręcała. Być może chodziło o brak akceptacji i misję udoskonalania świata i ludzi, bo kiedy zaczęłam to sobie odpuszczać zauważyłam pierwsze zmiany. Wreszcie po bezpośredniej konfrontacji z kierowniczką, w której okazało się, że ponoć na niczym się nie znam, odpuściłam całkowicie. Nie biegam z nowymi pomysłami, które i tak były przypisywane innym, a wszelkie sporne sprawy przekazuję do rozwiązania tym, co na wyższych szczebelkach ;) Szef się nie czepia, z kierowniczką mam spokój, a jak coś sknocę to trudno - nobody's perfect!
Laka, skoro to szef jest szefem, to niech szefuje na wszystkich polach - po co sobie humor psujesz użeraniem się z marudą?
-
Zmiana kraju/miejsca jak dla mnie działa oczyszczająco i dopingująco. Będąc w innym środowisku i mając inne relacje można starać się budować swoje życie inaczej, a jeszcze lepiej, kiedy się wie, co nas ogranicza bo wtedy można jechać na tzw. pustej karcie i zaczynać wszystko od nowa, starać się eliminować wcześniej popełniane błędy. No i ja osobiście nie ukrywam, ze mnie po prostu ciągnie tam gdzieś, podoba mi się mentalność ludzi tam, ich bezpruderyjność, otwartość na nowe, chęć zmian. U nas tego nie widzę aż tak bardzo, nawet w dużych miastach. Np. kwestia pracy. U nas przeważnie pracuje się do końca życia w jednej dziedzinie. Tam przyjęło się, ze co jakiś czas zmienia się zawód/branże/specjalizacje, często tez miejsce zamieszkania bo jedzie się za nowa praca. To wymaga otwartości i mobilności, zmiany nastawienia. No i wielokulturowość. Mi osobiście bardzo się to podobało, ze w jednym mieście mieszkało tylu różnych ludzi. Inspiruje mnie takie coś.
-
Jeśli chodzi o zmianę miejsca jako odświeżającą i mobilizującą, to z całą pewnością masz rację. Sama miałam okazję mieszkać prze sześć lat w zupełnie innym środowisku, z dużo lepszymi możliwościami, z inaczej nastawionymi ludźmi, generalnie znacznie bardziej otwartymi i życzliwymi niż wcześniej. Niestety, po powrocie momentalnie kompletnie nieświadomie wpakowałam się w jeszcze cięższe niż poprzednie klimaty. Prawdopodobnie wewnętrzne wzorce i przekonania cały czas działały, jak radar, a zmiana środowiska była tylko takim "wyklepywaniem" i "lakierowaniem" bez dokonania rzeczywistych napraw.
Poza tym znam wiele osób, które mieszkają w tych "lepszych" państwach od wielu lat i osiągają tylko tyle, co, przy odrobinie dobrej woli, mogłyby osiągnąć i tutaj. Poza tym ta zmiana zawodu też nie jest takim cudownym rozwiązaniem - nie zdobywa się przecież ot, tak sobie wyższego wykształcenia, a jedynie średnie, co w Polsce też przecież można osiągnąć.
-
No wedlug mnie wiele nalezy wlasnie od naszego nastawienia i od uswiadamiania sobie, co tam w naszej bani sie dzieje. Jest dla mnie jasne, ze jak czlowiek jedzie z tymi samymi intencjami to i cuda nie pomoga. Dla mnie dobrym tego przykladem sa osoby liczace na to, ze w innym kraju dostana cos za darmo, najczesciej zasilek. No i dostaja go ale to i tak nie poprawia im zbytnio samopoczucia w tym sensie, ze te osoby np. nie ksztalca sie, aby wyjsc z poczucia bycia najnizsza klasa spoleczna. Chca aby ciagle im cos dawac a sami nie chca i chyba nie potrafia zmobilizowac sie i zaczac zyc jak ludzie tam. Nie ucza sie jezyka, nie szukaja mozliwosci awansu spolecznego bo w ich mniemaniu panstwo powinno im samo to zapewniac. Chyba w ogole duzo imigrantow ma ten problem i jakos taki wzorzec pierwszy mi sie nasunal na mysl.
Co do wyksztalcenia tam to odnosze wrazenie, ze jest troche inaczej. Wyksztalcenie zdobywa sie podobnie, ale mozna je wykorzystywac na rozne sposoby. Jeden chce sie specjalizowac w czyms do konca zycia i ok, a drugi potrzebuje jakis zmian od czasu do czasu. Mam kolege w Londynie, ktory wyjechal wiele lat temu i zaczal pracowac w sektorze budowlanym. Zrobil sobie uprawnienia na prace na koparce i teraz to on wybiera atrakcyjne dla niego ogloszenia a nie na odwrot. Z zawodu jest anglista, w Polsce ledwo wiazal koniec z koncem. W UK poszedl najpierw do pierwszej lepszej pracy, zaoszczedzil, zaczal ksztalcic sie i dzisiaj ma bardzo dobre warunki bytowe i perspektywe na dalszy rozwoj zawodowy. Mysle, ze dla kogos, kto chce tam cos osiagnac, jest tam duza szansa. No i najbardziej podstawowa sprawa - dlaczego u nas jest problemem utrzymaniem sie z zawodow przecietnych/jakichkolwiek a tam nie? Wedlug mnie z powodu gospodarki i plac. To tez przyciaga czlowieka. Oczywiscie, najlepiej tez szukac pracy nie u Polakow czy cudzoziemcow, ale u native'ow. Duzo sie slyszy o naduzyciach czy oszustwach dlatego znajomosc jezyka gra duza role, warto go znac na dobrym poziomie bo i czlowiek czuje sie bezpieczniejszy, wie co sie wokol niego dzieje. No i czlowiek wtapia sie w ichnia kulture, przyzwyczaja sie, a nie ucieka od tego.
Sorki, ze zaczalem pisac bez polskich znakow ale od wielu lat sie pryzwyczailem do tego i bardzo trudno teraz mi wrocic do tego :).
-
No tak, zmiana z anglisty na kierowcę koparki fajna sprawa :))) I wcale się z tego nie nabijam, bo sama miałam kiedyś ochotę zmienić moją pracę "pod dachem" na fuchę listonosza ;) tylko jak sprawę przemyślałam, to korzyści okazały się niewspółmierne do całej reszty :(
Dużo piszesz o wielokulturowości. A mnie się zdaje, że sami się ograniczamy, ładując wszystkich Polaków do jednego worka. Przecież Góral jest inny od Ślązaka, Poznaniak ma inną mentalność niż ten z Warszawy, a są jeszcze np. Łemkowie, czy Cyganie. A i religii jest sporo, bo chociaż się o tym głośno nie mówi to samych chrześcijan jest wiele różnych odłamów, np. nie wiem dlaczego z taką antypatią odnosi się do Świadków Jechowy, są greko-katolicy i jak deklaruje większość rzymsko-katolicy, z których potem wyrastają buddyści, hare kriszna, czy nawet muzułmanie. A do tego jeszcze na razie nieliczna garstka mieszkających u nas na stałe obcokrajowców, z których część już deklaruje, że czują się Polakami. Więc?
-
No tak, zmiana z anglisty na kierowcę koparki fajna sprawa :))) I wcale się z tego nie nabijam, bo sama miałam kiedyś ochotę zmienić moją pracę "pod dachem" na fuchę listonosza ;) tylko jak sprawę przemyślałam, to korzyści okazały się niewspółmierne do całej reszty :(
Dużo piszesz o wielokulturowości. A mnie się zdaje, że sami się ograniczamy, ładując wszystkich Polaków do jednego worka. Przecież Góral jest inny od Ślązaka, Poznaniak ma inną mentalność niż ten z Warszawy, a są jeszcze np. Łemkowie, czy Cyganie. A i religii jest sporo, bo chociaż się o tym głośno nie mówi to samych chrześcijan jest wiele różnych odłamów, np. nie wiem dlaczego z taką antypatią odnosi się do Świadków Jechowy, są greko-katolicy i jak deklaruje większość rzymsko-katolicy, z których potem wyrastają buddyści, hare kriszna, czy nawet muzułmanie. A do tego jeszcze na razie nieliczna garstka mieszkających u nas na stałe obcokrajowców, z których część już deklaruje, że czują się Polakami. Więc?
No wiesz...kazdego ciagnie w swoja strone :). On lubil takie budowlane klimaty wiec mu bylo latwiej. Mnie np. ciagnie do poznawania innych nacji, kultur, a pracowac moge w roznych pracach. Dla mnie wazny jest klimat, jaki tworza ludzie i zeby w tej pracy panowal sprzyjajacy klimat, odpowiednie podejscie. Wtedy sie tez latwiej pracuje.
A co wielokulturowosci to jednak dostrzegam istotan roznice miedzy dajmy na to Polakiem z Wielkopolski a Slazakiem a np. Polakiem a Szkotem.
-
A co dokładnie nie odpowiada ci w naszej rzeczywistości?
Widzę, że faktycznie bardzo cię ciągnie za granicę ;) Może być też tak, że tam znajdziesz rozwiązanie, którego stąd nie możesz dostrzec, choć jest na wyciągnięcie ręki.
Mnie np. zaskoczyło budownictwo. Bo klimat mamy podobny, tam może nawet więcej wilgoci, a domy owszem, niektóre takie, jak na filmach, ale część budowana bez piwnic, z wejściem do domu bezpośrednio z poziomu ulicy. A potem taki mieszkaniec płacze, że mu zimno i rachunki za ogrzewanie wychodzą kosmiczne. To gdzie tu sens? A dla mnie warunki bytowe są bardzo ważne.
Warto więc wziąć pod uwagę wszystkie aspekty takiej długoterminowej przeprowadzki. Ale jeśli korzyści okażą się przeważające, i nie mam na myśli tych czysto materialnych, to nie ma co się wahać. Trzeba spróbować, nawet gdyby się miało sparzyć ;)
-
JenKa :). Nie umiem tego okreslic, opisac slowami. To jest jakby taka inna energia. Zawsze, jak wyjezdzalem, czulem ze moge tam doslownie wszystko. A tutaj ciagle jakbym czul, jakby oblepialo mnie cos, czego sie nie widzi ale co sie czuje ,,szostym" zmyslem. I sie to sprawdzalo na poziomie rzeczywistym czesto - tam spotykalem otwartych ludzi, z ktorymi umialem sie od razu dogadywac a tutaj czesto mam jakies zgrzyty, chociaz tez mam paru bliskich mi znajomych. Ale juz nie przyjaciol czy kogos, kogo bym kochal - to tez znamienne dla mnie.
-
Na zachodzie są wyższe wibracje, lepsza atmosfera mentalna, ławiejsze i przyjemniejsze życie, łatwiej tam coś osiągnąć.
Ale ja mam inne pytanie. Czy to łatwiejsze życie ułatwia pracę nad sobą, pozbywanie się swoich ukrytych w podświadomości wzorców, czy też utrudnia?
I jeszcze jaki kto ma cel. Czy w miarę dobrze przeżyć swoje życie czy jak najwięcej oczyścić i jak najbardziej podnieść swoje wibracje.
Jakie życie bardziej służy pracy nad sobą?
-
Ja mysle, ze mozna miec obydwie te rzeczy. Bo zeby cos osiagnac, trzeba tez nad soba pracowac. Zmienic przyzwyczajenia, ktore ida czesto z tym, co w naszej podswiadomosci.
Tak w ogole pierwsze, co odczulem po tym, co napisalas o latwosci zycia ze gdzies z Twojej podswiadomosci poszedl taki sygnal, ze jednak nie warto cieszyc sie zyciem, taka latwoscia, tylko mozolnie pracowac, oczyszczac sie. Poczulas to moze tez? Bo mi sie wydaje, ze mozna sie oczyszczac w bardzo przyjemny sposob, podnoszac swoje wibracje, przebywajac w lepszym dla nas klimacie. Wlasnie tego mi u nas brakuje, tej latwosci cieszenia sie zyciem, radoscia ktora idzie z wewnatrz, za duzo tutaj mowi sie o problemach i jakby ludzie nosza w sobie jakies ,,koltuny".
-
Na zachodzie są wyższe wibracje, lepsza atmosfera mentalna, ławiejsze i przyjemniejsze życie, łatwiej tam coś osiągnąć.
Ale ja mam inne pytanie. Czy to łatwiejsze życie ułatwia pracę nad sobą, pozbywanie się swoich ukrytych w podświadomości wzorców, czy też utrudnia?
I jeszcze jaki kto ma cel. Czy w miarę dobrze przeżyć swoje życie czy jak najwięcej oczyścić i jak najbardziej podnieść swoje wibracje.
Jakie życie bardziej służy pracy nad sobą?
Podejrzewam, że wszystko zależy od intencji z jakim ktoś się inkarnuje. Jedni moga się inkarnować z intencją doświadczania cały czas bogactwa i nieróbstwa i ani w głowie im rozwój. Inni mogą wybrać względną obfitość i rozwój. Jeszcze innych karma kieruje w stronę startu w rozwój zaczynając od problematycznych rodzców z wzrocami biedy itp
-
czy jak najwięcej oczyścić i jak najbardziej podnieść swoje wibracje.
Uważam że te dwie rzeczy są w pewnym momencie ze sobą sprzeczne. Jeśli człowiek całe życie się oczyszcza, to albo siedzi w wielki brudzie (mniej prawdopodobne), albo postrzega wszystko jako brudne. Niezależnie od tego, które to jest, brud nie ma za wiele wspólnego z podnoszeniem wibracji.
Moment w którym przechodzi się z oczyszczania do podnoszenia jest kluczowym momentem, bo wtedy właśnie "dobre życie" przestaje przeszkadzać w rozwoju :)
Jest też oczywiście trzecia możliwość, że człowiek oczyszcza się od tego co nie trzeba. Czyli stara się albo zaprzeczyć swojej naturze, albo pilnuje swoich obciążeń (np. oczyszcza się od przyciągania krytykujących go przełożonych, a tak naprawdę jest niekompetentnym pracownikiem).
Warto też pamiętać, że podświadomość uznaje za wartościowe to, na co kładziemy nacisk. Jeśli podświadomość jest przywiązana do wkładania pracy a nie do rezultatów, będzie widzała wartość w syzyfowej pracy. Niezależnie od tego, czy jest to codzienne klepanie różańca przez 2h, klepanie afek przez 2h czy klepanie orków w grze online przez 2h.
EDIT:
Jakie życie bardziej służy pracy nad sobą?
Na to tak naprawdę każdy może sobie odpowiedzieć tylko sam, bo dla każdego ten punkt jest inny. No i wielu mądrych ludzi po przekroczeniu go zauważało że wcześniej zajmowali się zupełnie niepotrzebnymi pierdołami -- ale paradoksalnie te pierdoły były im wtedy potrzebne :)
-
Moim zdaniem oczyszczając podświadomość podnosimy wibracje - trwale.
Oczywiście są rożne sposoby szybkiego podnoszenia wibracji. Ale ja bym tego nie polecała przy ciężkich wzorcach, bo przy ciężkich wzorcach podnosząc wibracje możemy uaktywnić wzorce (wiele wzorców na raz), które nas przerosną przy danym poziomie świadomości. Co więcej, wysokie wibracje wg mnie zwiększają możliwości kreacji i np przy wysokim poziomie lęku i poczucia winy łatwo sobie wykreować coś z tego poziomu.
Oczywiście jest sporo osób, które się oczyszczają, oczyszczają i oczyszczają. I siedzą w tym "brudzie" jak napisał Lynd.
Dlatego ważne jest nie to, żeby się oczyszczać, tylko żeby się oczyścić.
Z najgorszego brudu. I wtedy w sposób naturalny człowiek przestawia się oczyszczania na otwieranie się. I przyjmowanie tego co najlepsze.
-
Lynd
Możesz podać swoją definicje oczyszczania podświadomośći?
Bo w ogóle nie rozumiem tego co piszesz.
-
"oczyszcza się od przyciągania krytykujących go przełożonych, "
Chyba problem wynika z innych sposobów pracy nad sobą.
Ja nigdy nie oczyszczam się z przyciągania krytykujących przełożonych i nie miałam na myśli tego typu oczyszczania.
-
"Uważam że te dwie rzeczy są w pewnym momencie ze sobą sprzeczne. Jeśli człowiek całe życie się oczyszcza, to albo siedzi w wielki brudzie (mniej prawdopodobne), albo postrzega wszystko jako brudne. Niezależnie od tego, które to jest, brud nie ma za wiele wspólnego z podnoszeniem wibracji."
Dziwne rzeczy mnie spotykają na forum.
Wczoraj jedna osoba stwierdziła że w przeciwieństwie do tego co ja pisze, to słabsi atakują silniejszych, dzisiaj druga mi pisze że oczyszczanie podświadomośći nie wpływa na podniesienie wibracji.
CZyli że można pozostać z podświadomośćią jaką się ma i przy tym podnosić wibracje.
-
Olga
Ja wiem:) Coś musi być na rzeczy. Dlatego się zastanawiam.
Co ciekawe jak sobie przypomniałam to karmicznie wiele razy dostałam naprawdę wpierdziel za przejawianie swojej Boskości. Tak tak, może brzmi dziwnie, ale tak było. A dokladniej od osób
które Boga się wyparły i nienawidzily, a gdy przejawiałam takie energie, otwartość na Boga, Boskie cechy czy moce duchowe, to mnie tępiły jak największe dla siebie zagrożenie. Bo ich świat mógłby się rozsypać. Na pewno były w tym moje jakieś intencje, że byłam podatna na ataki takich osób. Ale jeszcze nie doszłam do tego. Teraz już mocno zdecydowana jestem na wybór Boga i znów temat wraca.
Jeśli chodzi o wyprowadzenie się za granice, to faktem jest, że różne kraje, podobnie jak miasta mają swoje energie. I mogą ludziom różne miejsca odpowiadać, w zależności od tego co potrzebuje, lubi. Może też być pozytywna karma związana z krajem, albo nawet jakieś miejsce może być z daną osobą bardziej harmonijne ze względu na klimat, otoczenie przyrody:)
No i każdego może inspirować np inne miasto.
Ja mam np bardzo pozytywne karmiczne wspomnienia z Anglią, Londynem, gdy tam wjeżdżałam, poczułam się jakbym wracała do domu:) Z Niemcami już mniej sympatycznie i nie wyobrażałam sobie nigdy, by tam mieszkać i słuchać tego ich języka... Ale już mi się trochę uzdrowiło i dopuszczam powoli taką możliwość. Poza tym Niemcy od dziecka mnie materialnie bardzo wspierały:) Miałam wszystko stamtąd, gdy w Polsce prawie nic nie było. Więc chyba nie jest tak źle.
-
W zasadzie Lillole bardzo dobrze uzupełniła mój post, nie mam wiele do dodania :)
Można to porównać do stwierdzena że "aby mieć zdrowe i wysportowane ciało, należy wyleczyć wszystkie złamania i skaleczenia." Owszem, to zdanie jest prawdziwe -- każde wyleczenie zbliża nas do zdrowia i wysportowania, podobnie jak każde oczyszczanie podwyższa nasz poziom wibracji. Ale to tylko niezbędny wstęp, po którym powinno nastąpić działanie i samorealizacja. Po wyleczeniu zranień będziemy mieć ciało zdrowe ale wątłe. Podobnie po "oczyszczeniu*" będziemy mieć życie spokojne, ale nijakie.
Po prostu w którymś momencie musi nastąpić działanie. Bo inaczej można się cały czas "oczyszczać" od lęku przed ludźmi, światem, porażką czy czymkolwiek, od kolejnych wzorców i wcieleń. Pś jest przywiązana do tego jako do treści życia, więc będzie podsyłać kolejne obrazy, nawet i latami.
A w każdej technice oczyszczania można się zakałapućkać, jeśli się tylko chce ;) Oczywiście nie mówię że Ty czy inni oczyszczający tam utknęli -- dlatego powiedziałem że każdy może to ocenić tylko sam.
--
* Dałem cudzysłów, bo o ile łatwo sprawdzić stan obrażeń ciała, to nie ma takiego kryterium dla umysłu.
EDIT:
Nie powiedziałem że nie wpływa, tylko że wpływa w bardzo ograniczonym zakresie. Początkowo jest wręcz niezbędne. A im "dalej" jest się w rozwoju i bliżej spełnienia, tym mniej.
-
"Co ciekawe jak sobie przypomniałam to karmicznie wiele razy dostałam naprawdę wpierdziel za przejawianie swojej Boskości. Tak tak, może brzmi dziwnie, ale tak było. A dokladniej od osób
które Boga się wyparły i nienawidzily, a gdy przejawiałam takie energie, otwartość na Boga, Boskie cechy czy moce duchowe, to mnie tępiły jak największe dla siebie zagrożenie. Bo ich świat mógłby się rozsypać. Na pewno były w tym moje jakieś intencje, że byłam podatna na ataki takich osób. Ale jeszcze nie doszłam do tego. Teraz już mocno zdecydowana jestem na wybór Boga i znów temat wraca."
Laka.
To mamy tak samo. Byłam niesamowicie tępiona z moją Boską naturę, za moje wysokie wibracje i to z tych samych powodów co ty.
Z tym że u mnie się to powtórzyło w mojej rodzinie.
-
Lynd
Bardzo fajne porównanie z tym ciałem.
-
Ja kiedyś dłużej zwlekałam z działaniem, wydawało mi się, że muszę mieć super czysto by działać.
Teraz widzę, że częściej działam, nawet jeśli wiem, że temat wymaga jeszcze przepracowania w dużym stopniu. I dopracowuję w trakcie. Bo łatwo jest unikać działania tłumacząc sobie ile jeszcze
trzeba przepracować;) I tak można stać w miejscu. A gdy się zacznie działać, może jednocześnie pracować nad tym co wychodzi. Może to kwestia tego, że ogólnie dużo już przerobiłam i jest łatwiej?
Nie paraliżuje mnie lęk. Ale jestem zwolennikiem, żeby działać tam gdzie już sie da i nie czekać na cudowne uzdrowienie;)
Czasem działanie pomaga przełamywać blokady i lęki. Motywuje pś do puszczania obciążeń:)
-
Lynd
Oczyszczanie połączone z wprowadzaniem nowego. Samo oczyszczanie nic nie da.
Np oczyszczenie z przekonania że nie dam sobie rady bez ojca musi być połączone z nowym wierzeniem że dam sobie radę bez ojca. Z tym że ja takiego wierzenia sobie nie wprowadzam za pomocą afirmacji. Po prostu obserwuję że daję sobie radę bez niego.
-
Inga
U mnie też w rodzinie ;) W tym wcieleniu oczywiście. W końcu do mnie dotarło co "do mnie ma" mój brat.
-
A do mnie- czego tak bardzo się bał mój ojciec.
-
Nie paraliżuje mnie lęk.
Uważam że większość tego typu problemów spowodowana jes właśnie sparaliżowaniem przez lęk. I większość rezultatów z oczyszczania to właśnie uwolnienie od tego zaślepiającego lęku.
W temacie działania :)
http://zenpencils.com/comic/157-amy-poehler-great-people-do-things-before-theyre-ready/
Inga,
To o czym mówisz nadal podpada pod "leczenie ciała". Ćwiczenie go to już samorealizacja, działania podjęte z wewnętrznego impulsu a nie zewnętrznego przymusu, i wewnętrznie, nie zewnętrznie, korygowane. Taki samostanowiący człowiek może bez problemów mieć i dobre życie i podwyższanie wibracji.
-
Lynd
Też tak myślę:)
-
No to logika wskazuje że każdy kto przebrnie przez etap oczyszczania, powinien wyjechać za granicę. A ty Lynd gdzie mieszkasz?
-
Czasem zastanawiam się, czy dobrze rozumiem, to co tu czytam. Czy zmiana kraju oznacza, że już zmieniliśmy swoje intencje i oczyściliśmy co było do oczyszczenia, czy też ratujemy się ucieczką do miejsca, gdzie będzie lżej, ale nie dzięki własnej pracy nad sobą?
U jednych to będzie zmiana od wewnątrz i kreacja na zewnątrz. U innych może i ucieczka, ale czy można uciec od siebie. Czasem tak, chociaż niekoniecznie w coś lepszego dla siebie. To by było kuriozum i duże zaślepienie czy to co lepsze jest na pewno realnie lepsze, czy tylko wydaje się lepsze.
U wielu ludzi zmiana kraju wypływa z decyzji i działania. I to jest generalnie pozytywny proces kreacji, nie obciążony wzorcami.
-
Może jednak nie kuriozum, gdy odniesie się to do czegoś innego, niż zmiana kraju. Przy wzorcach samosabotażu dość często idzie się w coś co wydaje się lepsze, a niekoniecznie jest realnie lepsze.
-
Tak paraekonomicznie to opisalbym to mniej wiecej w nastepujacy sposob...
Kiedys tam mieszkalem w jednym kraju europejskim i obserwowalem cos takiego, ze niektore artykuly, np. szampon, kosztuja tam 3 euro a w Polsce 12 zlotych, czyli tyle samo nominalnie, a przelicznik plac byl mniej wiecej podobny jak euro, czyli ze 4x. Czyli wychodzi na to, ze w Polsce ten szampon kosztowal realnie okolo, w przyblizeniu 4x wiecej dla ludzi. To sie chyba fachowo sila nabywcza pieniadza nazywa, czy jakos tak. To sie przeklada na luz psychiczny. Bo tam mozna bylo pracowac za NAJNIZSZA place i byc sobie w stanie wszystko kupic. I nie trzeba bylo miec nawet lepszej pracy, zeby sie niczym zbytnio z takich spraw nie martwic. Rzeczy potrzebne kosztuja kilka euro, a nie kilkadziesiat zlotych, itd. Po prostu patrzac ile sobie mozesz za wyplate kupic, juz tak spojzmy czysto przykladowo ze tu masz tysiac i tu masz tysiac, nie przeliczajac walut, i co z tym mozesz zrobic. Lepszy system. Mozesz myslec nie tylko o przetrwaniu, ale o czyms wiecej;) Jest lzej.
Ale co do ucieczki, to jest tez chyba ogromna ilosc takich ludzi, ktorzy maja w Polsce dlugi, wyroki, albo koledzy lobuzy chca ich drapnac, bo cos doniesli na policje i przed tym, dokladnie to ujmujac uciekaja za granice. Ja tez takich spotykalem i to na pewno nie jest maly odsetek emigrantow. Czesto sa to tacy, ktorzy niestety "musza";) Wprawdzie nie wszyscy, ale nie zawsze to jest "kwiat" narodu..
-
A jeszcze z tym luzem, to w tych krajach jakies normalne jest ze nieznajomi sie pozdrawiaja na ulicy itd, a Polsce patrza sie wtedy dziwnie. Albo takie rzeczy ze ktos sobie jedzie rowerem i spiewa, w Polsce by chyba pluli za nim przez ramie;)
-
Inga, niekoniecznie musie wyjechać bo dochodzą jeszcze inne, bardziej przyziemne, aspekty. U mnie to się wiąże z zarabianiem na zdolnościach językowych -- za granicą z samym angelskim raczej wiele nie zdziałam, tu mogę spełniać się tłumacząc czy uczyć się. Chcę też zainwestować w kolejny język "na blachę", ale to zajmie lekką ręką kilka lat.
Swoją drogą, jakoś w zeszłym roku zobaczyłem że moje postrzeganie Polski bardzo się zmieniło, że jakoś jest dużo fajnych, ciekawych, wysokiej jakości miejsc i ciekawych i otwartych ludzi.
-
Na zachodzie są wyższe wibracje, lepsza atmosfera mentalna, ławiejsze i przyjemniejsze życie, łatwiej tam coś osiągnąć.
Ale ja mam inne pytanie. Czy to łatwiejsze życie ułatwia pracę nad sobą, pozbywanie się swoich ukrytych w podświadomości wzorców, czy też utrudnia?
I jeszcze jaki kto ma cel. Czy w miarę dobrze przeżyć swoje życie czy jak najwięcej oczyścić i jak najbardziej podnieść swoje wibracje.
Jakie życie bardziej służy pracy nad sobą?
Mi się wydaje, że błędne jest założenie, że tam jest łatwiejsze życie i że zmieniając kraj coś sobie ułatwiamy. Tak jak już pisali inni wzorce zabieramy ze sobą. Jeżeli ktoś odnajduje lepsze miejsce dla siebie to wiąże się to też z jego wewnętrzną zmianą. Poza tym dla mnie podniesienie wibracji to właśnie lepsze i łatwiejsze życie. Nie da się chyba mieć łatwiejszego życia bez pozbycia się tych ukrytych w podświadomości wzorców. Nie da się iść na skróty.
Znam wiele ludzi którzy wyjechali i zagranicą żyją o wiele gorzej niż ja czy znajomi tu w Polsce. Poza tym ja widzę dużo plusów z życia w Polsce. Nigdy nie myślałam o przeprowadzce w celach ekonomicznych. Fajnie jest gdzieś pojechać i pomieszkać ale żeby poznać kulturę i ludzi. A ostatnio myślę o Teneryfie, ze względu na klimat i piękno tej wyspy.
-
To czym wyjaśnisz fakt że tak wielu Polaków wyjechało z zachód, jeżeli tam nie jest łątwiej niż w Polsce? Dlatego że nie lubią Polski? I dalczego muzułamanie chcą się osiedlać na zachodzie a nie w Polsce?
-
Większość wyjechało ze względów ekonomicznych. Tylko czy im się tam żyje lepiej łatwiej, może jakiejś części tak? Ja takich nie znam osobiście, aczkolwiek nie znam tych ludzi też jakoś bardzo wiele. Zazwyczaj jest to coś za coś.
Ogólnie z tego co zauważyłam zmienia się ludziom po wyjeździe bardzo stosunek do pracy. Tam jakoś nie chorują, pracują na kilka etatów, wykonują pracę której w Polsce to za żadne pieniądze by nie wzięli itd.
-
Zgadzam się z Kają :).
Zresztą widzę to na swoim przykładzie. ok 6 lat temu mieszkałam przez 1,5 roku w Anglii. Miałam tam styczność z wieloma Polakami, którzy w Polsce pracowali w różnego rodzaju fabrykach i tam w Anglii robili to samo. Mieli poczucie, że żyje im się o wiele lepiej, bo naprawdę żyło. Tam nawet zarabiając najniższą krajową, mogli spokojnie żyć, wynajmując mieszkanie i jeszcze odkładać część pieniędzy. I jeśli komuś o to chodzi, to nawet ze słabym angielskim znajdzie tam pracę, jeśli tylko będzie chciał. Dla mnie to był czas, w którym ugruntowałam sobie, że nigdy więcej nie chcę pracować na etacie, nigdy nie chcę pracować po 8h dziennie przez 5 dni w tygodniu i nigdy więcej nie chcę zarabiać mniej niż ... . I tak się nigdy więcej nie stało. Mój brat jest już prawie 10 lat w Anglii i mimo że zna świetnie angielski nadal pracuje w fabryce i nie wychodzi poza pewien pułap jakości życia.
W Polsce da się dobrze prosperować, tylko trzeba wyjść poza Polski mental - zmęczenia, ograniczenia i niemocy. Podnieść samoocenę i przede wszystkim sobie ugruntować, że "ja podlegam Boskim Prawom i Bóg jest po mojej stronie, kiedy z łatwością i lekkością żyję i prosperuje, nawet jeśli wszyscy wokoło żyją zupełnie inaczej". A potem i to się zmieni, wokół też zaczną się pojawiać ludzis, którzy dobrze prosperują, cenią sobie dobrą jakość swojego życia i swoja osobą będą wspierać jeszcze naszą prosperitę :).
-
Kinga
Czyli twierdzisz że na zachodzie żyje się trudniej niż w Polsce?
To dlaczego Polacy wyjeżdżają tam gdzie jest trudniej?
Unity
No to szerokiej drogi
-
Inga,
ja tak nie twierdzę. Błędny wniosek wyciągnęłaś z mojej wypowiedzi.
-
Napisałaś że zgadzasz się z Kają. Kaja twierdzi że na zachodzie żyje się trudniej. I stąd mój wniosek.
-
Kinga chyba nie przeczytała całego wpisu Kai.
Z wpisu Kingi wynika, że tam żyje się łatwiej
-
Jednym się żyje lepiej, drugim się żyje gorzej, w zależności od intencji do życia i tego nie zmieni fakt, gdzie się żyje. Chociaż trzeba przyznać, że w niektórych miejscach jest większy potencjał, niż w innych i gdy rozwijamy swój własny potencjał, czasami ciągnie nas do miejsc, w których w pełni może się on przejawić i może być to "za granicą" :).
-
oglądałem dokument o polakach w UK i Irlandii
http://www.polishexpress.co.uk/tam-gdzie-da-sie-zyc-dokument-o-polakach-zyjacych-na-wyspach-wstrzasnal-mediami/
wydaje mi się że jest mocno przemanipulowany z tymi późniejszymi wyznaniami o szkalowaniu polaków w UK od jakiegoś czasu ale...
-
Nie wiem jak to wytłumaczyć, chyba właśnie chodzi o wzorce.
Mnie nawet angielskiego uczy amerykanka która wyemigrowała do Polski bo tu jej się żyje lepiej, ale chyba jestem specyficznym przypadkiem.
-
"W Polsce da się dobrze prosperować, tylko trzeba wyjść poza Polski mental - zmęczenia, ograniczenia i niemocy. Podnieść samoocenę i przede wszystkim sobie ugruntować, że "ja podlegam Boskim Prawom i Bóg jest po mojej stronie, kiedy z łatwością i lekkością żyję i prosperuje, nawet jeśli wszyscy wokoło żyją zupełnie inaczej". A potem i to się zmieni, wokół też zaczną się pojawiać ludzis, którzy dobrze prosperują, cenią sobie dobrą jakość swojego życia i swoja osobą będą wspierać jeszcze naszą prosperitę :)."
Tak dokładnie. Jestem teraz na tym etapie;)
-
Obejrzałam częściowo ten dokument.
Mnie rusza jedno, dlaczego ci ludzie którzy tak narzekają na zus (którego absolutnie nie jestem zwolenikiem, ale płace) przyjeżdżają do polski się leczyć, zamiast korzystać z tamtejszej służby zdrowia.
-
Tak paraekonomicznie to opisalbym to mniej wiecej w nastepujacy sposob...
Kiedys tam mieszkalem w jednym kraju europejskim i obserwowalem cos takiego, ze niektore artykuly, np. szampon, kosztuja tam 3 euro a w Polsce 12 zlotych, czyli tyle samo nominalnie, a przelicznik plac byl mniej wiecej podobny jak euro, czyli ze 4x. Czyli wychodzi na to, ze w Polsce ten szampon kosztowal realnie okolo, w przyblizeniu 4x wiecej dla ludzi. To sie chyba fachowo sila nabywcza pieniadza nazywa, czy jakos tak. To sie przeklada na luz psychiczny. Bo tam mozna bylo pracowac za NAJNIZSZA place i byc sobie w stanie wszystko kupic. I nie trzeba bylo miec nawet lepszej pracy, zeby sie niczym zbytnio z takich spraw nie martwic. Rzeczy potrzebne kosztuja kilka euro, a nie kilkadziesiat zlotych, itd. Po prostu patrzac ile sobie mozesz za wyplate kupic, juz tak spojzmy czysto przykladowo ze tu masz tysiac i tu masz tysiac, nie przeliczajac walut, i co z tym mozesz zrobic. Lepszy system. Mozesz myslec nie tylko o przetrwaniu, ale o czyms wiecej;) Jest lzej.
Ale co do ucieczki, to jest tez chyba ogromna ilosc takich ludzi, ktorzy maja w Polsce dlugi, wyroki, albo koledzy lobuzy chca ich drapnac, bo cos doniesli na policje i przed tym, dokladnie to ujmujac uciekaja za granice. Ja tez takich spotykalem i to na pewno nie jest maly odsetek emigrantow. Czesto sa to tacy, ktorzy niestety "musza";) Wprawdzie nie wszyscy, ale nie zawsze to jest "kwiat" narodu..
Wlasnie o ten luz zwiazany z zarabianiem i wydawaniem pieniedzy miedzy innymi mi chodzilo. Poza tym tam mozna zmienic prace na lepsza o wiele latwiej niz u nas. Sa ku temu lepsze warunki, spoleczenstwo jest bardziej dynamiczne, otwarte na zmiany, kreatywnosc.
Ja jeszcze dodalbym mentalnosc. Dla mnie Polska i Polacy sa smutni, malo luzni, brakuje mi tutaj tej autentycznej otwartosci w relacjach ale na pewno duzy wplyw na to maja warunki ekonomiczne, choc pewnie tez jest sporo wzorcow czy jakis spolecznych uwarunkowan.
-
A jeszcze z tym luzem, to w tych krajach jakies normalne jest ze nieznajomi sie pozdrawiaja na ulicy itd, a Polsce patrza sie wtedy dziwnie. Albo takie rzeczy ze ktos sobie jedzie rowerem i spiewa, w Polsce by chyba pluli za nim przez ramie;)
No wlasnie :). Dlatego ciagnie mnie aby tam pozyc przez jakis czas. Tutaj czuje, ze wyczerpala mi sie inspiracja do robienia czegos nowego wlasnie przez brak otwartosci wsrod ludzi. Potrzebuje kopa swiezej, pozytywnej energii do dzialania. Bodzce fajnie motywuja.
-
Większość wyjechało ze względów ekonomicznych. Tylko czy im się tam żyje lepiej łatwiej, może jakiejś części tak? Ja takich nie znam osobiście, aczkolwiek nie znam tych ludzi też jakoś bardzo wiele. Zazwyczaj jest to coś za coś.
Ogólnie z tego co zauważyłam zmienia się ludziom po wyjeździe bardzo stosunek do pracy. Tam jakoś nie chorują, pracują na kilka etatów, wykonują pracę której w Polsce to za żadne pieniądze by nie wzięli itd.
Ja nie widze akurat w tym nic dziwnego. To jest to, co pisalem o motywacji i od zewnetrznego otoczenia. Kiedy pracodawca traktuje Ciebie nalezycie, czlowiek automatycznie nabiera checi do motywacji, czesto zaczyna tez myslec, co moze zrobic aby jeszcze bardziej usprawnic prace lub szukac jeszcze bardziej interesujacej/lepszej. I tam jest to naturalne. U nas, w moim odczuciu, czesto jest to odbierane jako nudzenie sie danym zajeciem, jakby pracownik ciagle marudzil w imie powiedzenia, ze skoro masz jakas prace, to powinienes byc szczesliwy ze w ogole ja masz. Dla mnie to jest ogromnie obciazajacy wzorzec. Pozbawia on czlowieka checi do zmian, do kreacji.
-
Ja np. z Polski nabralem duzego uprzedzenia do wszelkiego typu prac etatowych czy tzw. zawodow ,,prostych" a to dlatego, ze pracujac tam spotykalem sytuacje i ludzi, ktorzy odpychali mnie. I stad zle skojarzenia. Wydaje mi sie, ze kiedy czlowiek trafia na dogodne warunki to czasmi nawet bardzo ciezka praca potrafi nie meczyc az tak bo atmosfera w niej jest sprzyjajaca.
-
Ok czas zajac sie bardziej osobistymi sprawami.
Kto tutaj jeszcze byl lub jest na tzw. emigracji i jest chetny podyskutowac nie tylko o czysto duchowym aspekcie takiego wyboru?
Mnie w tym momencie ,,meczy" kwestia pt. jak sobie poradziliscie odrywajac sie od miejsca zamieszkania (dotychczasowi znajomi, miejsce zamieszkania, cos do czego byliscie przyzwyczajeni). Sa tutaj jacys kosmopolici?
dawajacie! Im wiecej bede wiedzial, tym latwiej samemu bedzie mi rozeznac co i jak na miejscu juz :).
-
Kosmopolitów to tu nie brakuje.
Byli lub od dawna są.
Jaki kraj ? You name it ;)
A co do oderwania, to nie powinno być trudne, kiedy jest internet, komórki, etc. Rozmawiasz na skypie. Kiedyś to się wyjeżdżało. W ciemno ! :)
-
No raczej Europa :).
A tak serio: to poza Asia z Niemiec mieszka na ,,obczyznie"?
Piszcie smailo, co robicie tam za granica. Czy pracujecie tam, a moze jeszcze sie uczycie? Jak Was sie ukladaly pierwsze dni, jakie pomysly mieliscie na wyjazd i jak sie Wam potoczylo w ,,praktyce"...
-
Jolanta dużo o swoich przeżyciach pisała - Niemcy. Sprawdź w postach.
Sa też w GB - Obywatel Wszechświata na ziemskim bankiecie ;))
Sorry M. , to jest takie fajne, że nie mogłam sie oprzeć :))
-
Aske juz ,,czytalem", ma troche inny uklad niz ja :).
A co to jest GB?
-
Great Britain ;))
-
Aha. Ale to jest tytul jakiegos filmu czy watku na tym forum bo troche sie pogubilem :).
-
Ludzie z forum są w GB :)
W Kornwalii, np.
-
No to niech pisza :).