O, ja jestem jednym z tych przypadków, który nie wytrzymał presji perfekcjonizmu i dość szybko zaczął olewać wszystko - i tak z wzorowego ucznia z paskami na świadectwach staczałem się coraz bardziej z kolejnymi latami edukacji, ale nie narzekam z tego powodu, bo na swój sposób mi to służyło. Słabsze oceny z liceum i tak nie miały dla mnie żadnego znaczenia, na studia poszedłem i tak dobre, bo kierunek był ciężki i mało popularny, więc brali wszystkich jak leci. Studia przebimbałem z niemal rekordową ilością dwój, co i tak nie miało znaczenia, bo pracodawca mi nie patrzył w oceny, ani nawet na ocenę na dyplomie. Liczyło się to, że miałem skończone te studia. A najśmieszniejsze jest to, że drugi stopień zrobiłem już na zwyczajnym zarządzaniu(bo się nie chciałem męczyć już na nudnej i trudnej ekonometrii), które są pseudostudiami, kiedy moi ambitni koledzy zostali na tej ciężkiej informatyce i ekonometrii, a jeden nawet robił na drugim stopniu oba kierunki. Kiedy szukałem pracy to i tak patrzono na mnie jak na osobę z dwoma kierunkami studiów (serio!

), a co ja wykorzystywałem jako argument że szersze horyzonty, łączenie nauk ścisłych i humanistycznych, itp. pierdoły.
No i teraz część moich ambitnych kolegów ma prestiżowe stanowiska w różnych korpo, gdzie mają wątpliwą przyjemność zapieprzać jak dzikie świnie i robić ciągle nadgodziny, itp. Tyle z tego mają, że zarabiają więcej, ale szczerze mówiąc co to za radość, kiedy się nie ma czasu i sił żeby się tą kasą cieszyć?
Ja w międzyczasie, z moim totalnie olewczym stosunkiem, całe studia nie pracując i nie robiąc praktyk (nie licząc obowiązkowych praktyk i jednej, wakacyjnej pracy, gdzie się bardziej bawiłem niż pracowałem z fajnymi ludźmi), słuchając od lat że sobie nie poradzę i będę miał totalnie przerąbane - praktycznie od razu po skończeniu studiów dostałem pracę, w której w ciągu 3 miesięcy okazało się, że mam prowadzić sobie dział po swojemu, mając do dyspozycji 4 pracowników zdalnych. I w efekcie wyszło tak, że szef jest zadowolony, ja wykonuje swoje obowiązki solidnie, a nawet robię więcej niż muszę, a i tak pracuję średnio 1-3 godzin z 8, a resztę czasu siedzę na necie, gram sobie, czytam książki czy piszę jakieś opowiadanka. Interes się sam kręci, a ja przez większość czasu muszę tylko czuwać nad wszystkim i rozwiązywać różne dziwne problemy. I dostaję za to już prawie dwa tysiące, a pensja cały cas sobie powoli rośnie

Jak pomyślę, że miałbym się zaharowywać przez te lata, tylko po to, żeby teraz też się zaharowywać zamiast mieć swoją luźną i wygodną posadkę to aż mnie dreszcze przechodzą

Perfekcjonizm jest be, mówię Wam
