Szkodliwe mogą być tylko nasze własne ograniczenia. Nic więcej. Cały rozwój duchowy to bardzo krótka droga, bo zajmuje tylko 40 cm, które dzielą głowę od serca. :-) Ale niektórym to może zająć całą wieczność nim zrozumieją (a właściwiej będzie powiedzieć: POCZUJĄ), że mistrz jako paramatma żyje w ich sercu a nie w głowie (umyśle).
I tenże sam mistrz jako wyraz swojej największej miłości przychodzi do nas osobiście, manifestując się dla nas w fizycznym ciele. Tak jak nikt się samodzielnie w tym materialnym świecie nie urodził, bo potrzebował do tego rodziców, tak samo nikt się nie narodził duchowo, jeśli nie spotkał wpierw swojego duchowego rodzica. Ostateczne wyzwolenie jest bowiem zawsze sprawą jego łaski. Wszystkie nasze wysiłki i starania zmierzają właśnie w tym kierunku.
Nawet gdy już sami stajemy się za sprawą jego łaski mistrzami, to nasz guru nigdy nie staje się kimś kogo przerośliśmy, stając się zbytecznym. Satguru, mistrz naszego własnego serca, jest pełną i boską manifestacją najwyższej kosmicznej energii. Nie istnieje więc nic, co mogło by być wyższe od niego. Nawet kiedy osiągamy ten sam pułap świadomości co mistrz, to stajemy się mu równi, ale nigdy wyżsi czy lepsi.
Dopiero momencie naszej samorealizacji mistrz usuwa się w cień, ale jako cień zawsze stoi za swym zrealizowanym uczniem, który niczym lustro bez skazy promieniuje odbitym blaskiem swego mistrza.