Leszek
Kiedy zwykły człowiek spotyka się z kimś, kto jest bardziej podłączony pod energie boskie, wówczas może doznać podniesienia wibracji! Taki jest główny cel darszanów.
Ale, żeby taki był skutek, człowiek musi być otwarty na taką możliwość.
Osobiście spotykam ludzi, którzy reagują podniesieniem wibracji widząc mnie, bądź przebywając w moim towarzystwie. Niektórzy nawet są tego świadomi, a innym po prostu jest przyjemnie. Ale są i tacy, którzy robią wszystko, by się tej "manipulacji" nie poddać i trwać w swoim ograniczeniu i zdołowaniu. To samo zresztą widziałem w tłumku na spotkaniu z Vishwanandą. Bo spora część ludzi przychodzi na spotkania z kimś takim, w jednym tylko celu - possać energię, powampirzyć!
Gdy przebywałem w Puttaparti zbliżały się urodziny Sai Baby. W związku z tym przyjeżdżali znamienici goście ze świata POLITYKI (tak bardzo nielubianej przez naszych OMC oświeconych!). Sai wyjeżdżał na ich powitanie, a potem razem z nimi wracał do aśramu. Siłą rzeczy trafiłem więc na szpaler ludzi, którzy z zachwytem mnnie poinformowali,że zaraz będzie przejeżdżał tędy sam Sai z premierem Karnataki. No i za kilkanaście minut pojawił się konwój, a w nim też srebrny samochód Sai. Uśmiechnięty Sai patrzył na prawą stronę (gdzie byłem) i machał ręką. Gdy tylko przejechał, uszczęśliwieni mieszkancy wioski wzdychali "ale darszanI Ale darszan!".
W aśramie z kolei Sai udzielił błogosławieństw przedmiotom, które miały służyć podczas jego urodzin. Czekaliśmy na niego ponad półtorej godziny. Ludzie sie zaczęli rozchodzić, a ja siedziałem obserwując obyczaje religijne czcicieli Sai. No i wreszcie się doczekałem. Była fajna energia.
aż się rozmarzyłem bo przypomniałem sobie te formalne i mniej formalne darszany u Sai i tak co do tego co napisałeś o celu darszanu to ujął bym to tak, że
celem darszanu jest wewnętrzna transformacja, a wiąże się to z przekazem pewnej boskiej energii, przy tym
niezależnie od doraźnych odczuć i reakcji, taka obecność i wpływ wywołuje transformujące skutki, skoro w obrębie tego wpływu się już znaleźliśmy (można mówić że nic w życiu nie jest przypadkowe, ale dotyczy to stwierdzenie zwłaszcza darszanów na których doświadczamy boskich energii)
- choć skutki tego manifestują się czasem po długim okresie czasu, a co do otwartości to różnie z nią bywa, ale jej brak to nie jest przeszkoda tylko pewien materiał do transformacji, bo związane to jest z ego i karmą, które właśnie są pod wpływem tego (tak czy inaczej adekwatnie do ograniczeń i struktur) transformowane, czy ktoś jest świadomy czy nie ta energia wnika niego i w nim zaczyna pracować, dla Boga nie ma trudnych, czy nierozwiązywalnych przypadków i Jego wpływy to nie są to wpływy krótkotrwałe, ani powierzchowne, wręcz przeciwnie: )
więc darszan jest to taka piękna forma łaski i niedawno czytałem jednego z bliskich wielbicieli Sai (albo wielbicielkę) gdzie autor pisał, że często ludzie spodziewają się, że gdy Sai mówił im na takich osobistych spotkaniach (często całym rodzinom), że od dziś cieszą się jego szczególną łaską i ich nią obdarzał, no to tacy ludzie często myślą że będą żyli od tej chwili w samym dobrobycie, bez żadnych przeszkód etc. (zgodnie z wizjami wziętymi z poziomu rozwoju osobistego i doczesnych pragnień)... może i tak bywa jak ktoś nie ma już ego i ma tylko dobrą karmę heheh, ale u wielu chwilę potem zaczynało się pasmo wielkich dramatów życiowych, których głównym celem była pełna transformacja duszy i uwolnienie od karmy, w tym jej spłata,
warto choćby poczytać co działo się z kobietą która prowadziła po ojcu pierwsze centrum Sai Baby w Indiach (jej książkę kupiłem w Aszramie u Baby) , tam są opisy nieprawdopodobnych cudów i łask jakimi się cieszyli z jego strony w tym wczesnym okresie życia Sai Baby i przez wszystkie kolejne lata, przeplatane historiami z jej życia obfitującymi w różne przeszkody, konflikty, zwroty, zapaści... i tak przez wiele lat : )
pamiętam pierwsze darszany u Sai gdzie przyjechaliśmy z dużymi oczekiwaniami (związanymi niejako z życiem i śmiercią), a on nas omijał szerokim łukiem i właśnie pod wpływem tego ostentacyjnego wręcz omijania wychodziłem z nich całkowicie zdruzgotany, ale nie traciłem nadziei, dopiero po trzech dniach nie było porannego darszanu, a zamiast tego przy bramie załapałem się na jego błogosławieństwo gdy wyjeżdżał do Whitefield (podniósł rękę i tak trzy razy zaznaczył nią ruch przekazywania energii w moim kierunku) - akurat przypadkiem zgodnie z planem zostaliśmy we trójkę i zamiast za Sai Babą to pojechaliśmy do jego szpitala i w dniu tego jego pierwszego błogosławieństwa zawaliło nam się tam w tym szpitalu wszystko, ale tak jakby ktoś walnął bombą i zrównał wszystko z ziemią i to był nasz całkowity koniec...
który okazał się być nowym początkiem, ale odbudowanie tego trwało kilkadziesiąt kolejnych dni i bardzo różnych codziennych darszanów, podczas wielu pozornie nic się nie działo, inne były wykańczające z różnych względów, jeszcze inne niezwykłe i podnoszące, kulminacją tego wszystkiego było święto Mahaśiwaratri... i tak sobie myślę, że każdy dzień tam spędzony był jakby jednym rokiem mojego życia ( przynajmniej wiem ile jeszcze pożyję i nawet zgodne jest to z tym co powiedzieli mi tam astrolodzy) , bo te pierwsze dni w Aszramie i wielka zapaść z tym związana odtworzyły nam się - i to znowu zupełnie niespodziewanie dla nas - chwilę po powrocie do domu... w takim dłuższym wymiarze... i trochę zdarzeń w Aszramie mogę przypisać temu co się potem działo w moim życiu - dokładnej chronologii nie znam bo nie prowadziłem dziennika, ale najlepiej pamiętam początek, kulminacyjne momenty i koniec ; )
ot i siła łaski DARSZANU, widzenia Boga, w tym przypadku w i poprzez Sai Babę, więc Bogu i Sai Babie niech będą wielkie dzięki! : )