Jadąc dziś autobusem zrobiłam medytację połączoną z modlitwą o uzdrowienie tych moich napięć i stresów z żołądka i 3 czakry.
Ostatecznie wyszło na to, że wszystko co się ostatnio dzieje, a raczej co odczuwam i co mi wywala, to silne lęki związane z realizowaniem własnej woli. A konkretnie brak wiary w to, że mogę przeprowadzić własną wolę oraz wiara w to że inni ludzie i świat zewnętrzny ma wolę silniejszą ode mnie i to oni/on decydują o tym jak i w jakim stopniu zaspokajam swoje potrzeby i czy w ogóle jest to możliwe.
Stąd moje wywałki, oczekiwanie na atak i bycie w gotowości do obrony, złość, wściekłość, chęć zmiany innych, by w końcu móc zaspokoić własne potrzeby, czasem chęć zemsty, gdy ulegnę czyjejś woli wbrew swoim przekonaniom.
W pewnym momencie przyszła mi afirmacja, że Bóg ma większą moc od wszystkich ludzi razem wziętych. Ale pś wypaliła "tak ma, ale nie łamie wolnej woli innych". No i pióra mi opadły.
Ale może dobra będzie inna afirmacja "Bóg ma większą moc od wszystkich moich negatywnych programów i przekonań"

"
A na e-mail dostałam afirmację "Zawsze na czas mam twórcze pomysły i podejmuję właściwe decyzje związane z nimi"

Na razie czuje przyjemne ciepełko na 3 czakrze
