W książce Bruce'a Moena "Podróże do zycia po śmierci" wspomina on o uzdrowieniu swojego stłumienia odczuwania uczuć.
opis
"{pamiętam, że}Szedłem tamtą drogą pewnego chłodnego alaskańskiego dnia, kiedy miałem sześć lat.
Martwiłem się. Potężne, okropne uczucia wpływały we mnie środkiem piersi i rozlewały
się po całym ciele odkąd tylko sięgam pamięcią – niezrozumiała, pomieszana plątanina
radości i bólu, wstydu i wściekłości, gniewu, miłości i obrzydzenia. Niektóre z nich były
tak błogie, że moje małe serce unosiło się nad drogą z radości nie dbając o świat,
podczas gdy inne ciskały mnie mocno, twarzą w dół, w piach i żwir, raniąc mą duszę do
żywego.
Idąc tak, patrząc na to dziecko, wiedziałem że tylko ja widzę i czuję tubę wychodzącą
z mojej piersi. Wiedziałem, że owa tuba łączyła mnie z uczuciami wszystkich innych istot
zamieszkujących mój sześcioletni świat. Wiedziałem, że to te istoty przynoszą w me
serce radość, miłość, gniew, ból i wściekłość, gdzie uczucia te ścierały się w
nieopanowanej, chaotycznej walce, z którą nie umiałem sobie poradzić i której nie byłem
w stanie zrozumieć. Radość i miłość były tak cudowne, a gniew i wściekłość raniły tak
głęboko, że nie potrafiłem tego znieść. Do tej pory nic w moim sześcioletnim życiu nie
przypominało owej szaleńczej, chaotycznej plątaniny.
Wiedziałem, że jeśli chcę dalej żyć, to te uczucia muszą zniknąć. Stwierdziłem, że
miłość i radość nie były warte tego bólu. W jednej chwili sięgnąłem prawą ręką duszy i
chwyciłem tubę, i ścisnąłem mocno, aby zatrzymać przypływ uczuć. W mojej lewej dłoni
pojawiły się nożyczki mamy, którymi przeciąłem połączenie serca ze światem. Ból ustał.
Od tego dnia nic nie wpłynęło ani nie wypłynęło z mego serca. Miłość, radość, gniew,
żałość i ból odczuwałem jednakowo – jak pozbawioną barw i życia szarość.
Bob powiedział, “Później jest teraz". Coś się wydarzyło. Serce tamtego małego chłopca
właśnie znów złączyło się ze światem, po czterdziestu jeden latach braku wszelkich
odczuć. Uświadomiłem sobie, że mówiąc mi, iż nic nie zdarzy się teraz, a dopiero później,
Bob i Ed wyeliminowali wszelkie oczekiwania z mojej strony. Doskonały sposób pozbycia
się niepokoju związanego ze zrobieniem czegoś. Bob obiecał, że nic się nie zdarzy, więc
to nie ja siedziałem za kierownicą, ja po prostu pozwalałem się wieźć.
Kiedy spotkanie się skończyło, chciałem podziękować Robyn za jej udział w całym
zdarzeniu, ale nie mogłem wykrztusić ani słowa; jedynie łzy radości płynęły mi z oczu.
"