Ha! Mam taką trochę dziwną sytuację teraz na styku samoocena-praca.
Słownie mnie doceniają, określają per "fachura", "pięknie zrobione", "idealnie" etc. - sama tez czuję, ze mój potencjał jest duży i mogę wiele - a jednocześnie nastąpiła próba wyrolowania mnie na kasie - czyli zapłaty o połowę mniej za ten miesiąc, niż to było ustalone w trakcie rozmowy wstępnej, 3 miesiące temu.
Wczoraj częściowo dałam się zmanipulować, ale po sprawdzeniu swoich zapisków, które poczyniłam po tejże rozmowie wstępnej, wiem, że ustalenia były takie, jak zapamiętałam, a nie jak to teraz próbowali mi wciskać. Na takie zresztą nigdy bym się nie zgodziła. No i jestem teraz w zawieszeniu, do poniedziałku zarówno ja, jak i moi obecni pracodawcy "mamy się zastanowić" co dalej

Wygląda mi to na próbę "kto kogo przetrzyma". Powysyłałam zatem dzisiaj Cv i portfolio do nowych firm, bo moje zaufanie do obecnej zostało mocno nadszarpnięte.
Jednocześnie wychodziło mi tuż przed tą sytuacją pewne niezasługiwanie na kwotę pieniędzy, którą miałam dostać. Z drugiej - ta, którą teraz chcą mi dać, jest dla mnie zdecydowanie za mała, i tez tak czuję. Jak się zgodzę dalej pracować za stawkę, jaką teraz mi wciskają, to się będę czuła źle sama ze sobą. Jak rzucę tę pracę - to trochę mam stracha, że nie znajdę od razu drugiej i to lepszej. Położyć lekko uszy po sobie i popracować za tą niską stawkę, aż znajdę lepszy dochód? Trochę mi duma nie pozwala

I co tu robić?
Mam zatem wrażenie, że z jednej strony praca nad samooceną przyniosła mi wymierne rezultaty - docenienie słowne, większą pewność siebie u mnie samej, większa chęć własnego rozwoju itp. - a z drugiej w materii jakoś nie chce się to wykrystalizować i nadal się w jakimś stopniu męczę - chociaż jeszcze parę dni temu myślałam, ze mam już to za sobą i zaczęło być w końcu tak, jak być powinno
