Spotykamy wiele osob na drodze swojego zycia. Z zalozenia, wszyscy jestesmy niepowtarzalni, stanowimy indywidualnosci. Wraz z biegiem czas jednak nie mozemy jednak nie zauwazyc, ze pewni ludzie sa podobni. Nie chodzi nawet o system zachowan, gradacje moralnosci, czy upodobania kulinarne.... Czasami mamy wrazenie, ze mamy do czynienia jakby z jedna swiadomoscia w dwoch roznych cialach. Moze to byc kwestia partnera (i nie koniecznie musi chodzic o stawanie lustrem do nas ale o indywidualne cechy), czasami kumple z pracy w dwoch roznych miejscach, okolicznosciach i profesjach, czasami wspolny znajomy znajomego. Mowie o powtarzalnosci "blysku w oku", specyficznej maniery, identycznego sposobu artykulacji wypowiedzi, konstruowania zdan, reakcji, blizniaczym podobienstwie wnetrza itp itd. Jest to podobne do tego jak dwie osoby mysla podobnie i niby przechwytujemy czyjes mysli - ale tak na prawde mozemy miec z kims podobne zdanie na podobny temat i myslec podobnymi kategoriami i w podobnym schemacie. Jest to tez zupelnie inne i dalej idace. Bedac w towarzystwie tej osoby mozemy na nia patrzec tylko katem oka i wtedy wrecz podswiadomie nasz umysl wstawia tam przeblysk innej osoby, ktora poznalismy wczesniej. Rozmawiajac z tym kims mozemy miec poczucie jakbysmy rozmawiali z tym kims innym kogo znamy z innych okolicznosci i na prawde musimy sie pilnowac by nie pomylic imion

. Wiecie o czym mowie? Doswiadczyliscie kiedys czegos takiego? Skad moze sie to brac?