Readersy są baaaardzo uproszczone, jako że zaczynają się już od poziomu CEFR A2. Dodatkowo odpowiednio jest dobierane słownictwo, zawiera najczęściej używane słowa, które dodatkowo są często powtarzane -- aby łatwiej zapamiętać. No i jest pewność, że dane słowo czy ten zwrot będzie przydatny na naszym poziomie. I oczywiście odpowiednio dobrany stopień trudności gramatyki.
Do normalnych książek, nawet względnie łatwych, potrzeba znacznie większego rozeznania w języku. Nie tylko w słownictwie, a również w gramatyce. Uczenie się znacznie powyżej swojego poziomu jest drogą przez mękę i, z mojego doświadczenia, jest znacznie mniej skuteczne. A tak naprawdę póki nie osiągnie się jakiegoś w miarę dobrego poziomu konwesacyjnego (B1?) to większość książek będzie znacznie powyżej. Nie licząc książek dla dzieci, ale te już mają inne problemy (bo nadal są przeznaczone dla ludzi biegle władających językiem).
Zaletą dobrego readersa jest to, że czyta się go w miarę płynnie, więc uczy się też więcej podświadomie. (Przy słowniku jest ten problem że co chwilę przerywa się swój tok myślenia.) No i jest bardziej zabawą niż pracą.
Podsumowując: dla tych co lubią czytać, readersy są bezcenne, a dla samouków 3x bardziej:)