Jolanta, ale czy Ty masz znajomych muzlumanow, czy moze po prostu obserwujesz ich na ulicach, patrząc z dystansem tak, jak np. patrzy się na Cyganow na Węgrzech?
To co opisujesz to jak dla mnie przykład bezlitosnej głupoty... samych Europejczyków, którzy w imię tzw. tolerancji wprowadzają nadmierne przywileje i uprawnienia dla pewnych grup społecznych. Debilizm do potęgi. Ja nigdy nie spotkałem się z sytuacją, aby jakikolwiek muzułmanin mówił mi, że nie wolno mi jeść w Ramadan. Wprost przeciwnie - zahaczyłem w trakcie wizyty w Iranie o dwa dni Ramadanu, i tyle, co się wówczas objadłem, to chyba nie zjadłem w żaden z poprzednich dni. Wyjeżdżając żartowaliśmy z dziewczyną, że dobrze iż opuszczamy ten kraj, jako że pewnie nie wytrzymalibyśmy dłużej takiego obżarstwa, zresztą, serwowanego nam przez poszczącą od świtu do zachodu irańską rodzinę. Jeszcze lepsza historia - niedawno też, w innym muzułmańskim kraju - Barhajn, w piątek, święty dzień Islamu, w środku Ramadanu, przed głównym meczetem w kraju, w samo południe, przed grupą wychodzących po modlitwach muzułmanów, moja dziewczyna wyciągnęła butelkę z wodą i zaczęła sobie najzupełniej w świecie gasić pragnienie. Przez najbliższe pół godziny oboje brechaliśmy się z tego wydarzenia, określając je jako "antyislamską prowokację" hehe. Najciekawsze, nikt *absolutnie nic* nie powiedział pod naszym adresem, poza mną, gdy przypomniałem jej aby respektować lokalne zwyczaje

Z drugiej strony... przypominam sobie jedną z ostatnich moich wizyt w zabytkowym, historycznym kościółku we Wrocławiu, gdzie jakiś ksiądz chamsko i bezlitośnie opierd*lił mnie za to, że... trzymam w kościele ręce w kieszeni. Koledzy z Węgier byli w szoku takim zachowaniem. W moim biurze, tak na marginesie, też jest kapliczka do modlitw. I co? Nic, nikomu nie przeszkadza.
Mój dwóch z moich bliskich, najlepszych przyjaciół to muzułmanie (Turek i Pakistańczyk), byłem w wielu muzułmańskich krajach, mieszkałem z muzułmanami pod jednym dachem, imprezowaliśmy razem, umawiałem się na randki z laskami, kulturę i obyczaje regionu (np. Iranu) znam tak dobrze, że wchodząc do perskiej restauracji czasami nawet nie patrze w menu, bo wiem, że i tak wezmę ghormeh sabzi. Byłem w wielu muzułmańskich domach i wiem na 100%, że przynajmniej kobiety z tamtych regionów zakładają chustę bo chcą, nie że muszą. Znam pewną parę z Shiraz w Iranie, gdzie dziewczyna w moim wieku nigdy nie odważyłaby pokazać się mi bez chusty na głowie nawet w swoim domu... i uwierzyłabyś, że ma ona doktorat? Jej koleżanka, wprost przeciwnie, siedzieliśmy sobie razem wieczorkiem w pokoju oglądając zdjęcia, jej mąż spał, moja dziewczyna też spała, ona i ja w pidżamie i nikt nie robił z tego żadnej afery. To, że islam ma jakieś wymagania wobec kobiet, to jedna sprawa. Druga, o której raczej na zachodzie się nie mówi, to że islam daje też kobietom pewne przywileje. Dlatego też, wiele kobiet islamu, zupełnie dobrze się w tej religii czuje.
Różni są muzułmanie i różne się zachowują. Przypisywanie cech im negatywnych z powodu religii to jak ocenianie Polaków po wątkach w których opisują wywałki.