Jakiś czas temu wydawało mi się że trudno jest stworzyć jakiś związek. Kiedy się odpuszcza determinację, okazuje się że tworzenie związków to najnaturalniejsza rzecz na świecie. Pobedziesz trochę w czyjejś aurze, , czując przy tym miłość do siebie, ta osoba Cię dotknie albo spojrzy, odwzajemni uczucie, i na drugi dzień już jest przyjemny ślad w aurze - zalążek związku. Bardzo łatwo przesiakac drugą osobą dlatego bardzo ważna jest wspolna droga życia i harmonia na wszystkich poziomach. Mam coraz klarowniejsza wizję takiego związku i widzę wyzsze plany duchowe i to co z nich wynika. A wygląda to często tak, że obiecujące z pozoru związki nie mają realnych podstaw z góry, i są skazane na szybkie rozwiązanie ( co nie znaczy że nie są cenne!) a te które wyglądają z wierzchu na niemożliwe, gdzie wszystkie znaki na Ziemię wskazują na to że nic z tego nie będzie, w Niebie mają swietlista autostradę. Wolę trzymać się świadomością nieba i pozwalać na to żeby ono się przelewalo w moje serce i poprzez to w rzeczywistość fizyczna. Coraz więcej rozumiem, i wiecie, uszczesliwia mnie ten fakt.
Prawdziwy związek pokrywa się z moimi wyobrażeniami o oswieceniu, głębszego oświecenia niż ten stan nie jestem w stanie dostrzec. Urzwczywistnienie czegoś takiego wiąże się z odpuszczaniem kolejnych bzdur i wysiłków. A prawda nie musi się reklamować i zawsze znajduje drogę do serca. Ona też przepala wszystkie intencje manipulowania nią i reklamowania. To trochę bolesny dla ego proces...