Autor Wątek: Poczucie braku - jak się uwolnić i uzdrowić?  (Przeczytany 13096 razy)

Olga

  • Wiadomości: 2 175
  • Płeć: Kobieta
  • olga.sarzala@gmail.com
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2013-07-03, 21:49:24 »
Marylka:)

Afirmacje blokują bardzo często głebokie uzdrowienie u osób z lękami, u osób z toksycznych rodzin z silnym zaznaniem bycia ofiarą. Takie osoby są zbyt przerazone wewnętrznie. I mozna je poznać na 1szy rzut oka po zacisnietej energii, aurze. Takie kruszynki, puki co:) mogłyby spotkac na swej drodze w uzdrawianiu ludzi, któży wytłumaczą im w jakiej pozycji są i z czego to wynika i jak można z tego wyjść, i ze można. to często daje więcej, niż afirmacja, która np o bezpieczeństwie- przyprawic moze o jeszcze wiekszy lęk z ktorym sobie ta osoba nie poradzi i nabieze złych przekonań do afirmacji- które same w sobie nie są złe, sa dobre. jest tylko czasem zły czas na afirmacje a lepszy na terapię i inne techniki, takze z działu rozwoju ducha. Ale przedewszystkim- samoświadomośc położenia.

Tess

  • Wiadomości: 2 607
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-07-03, 21:39:58 »
Martinus, fajnie piszesz co do afirmacji.
Przez ostatnie 20 lat zastosowałam ich chyba 5-6 .
Nigdy nie lubiłam ich pisać.
I  faktycznie te, które pisałam - zadziałały :)
Ale ja je czułam ! I pisałam chętnie.

Wolę modlitwę. Wizualizacje. Regresing.

Olga

  • Wiadomości: 2 175
  • Płeć: Kobieta
  • olga.sarzala@gmail.com
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2013-07-03, 21:28:27 »
Ooojjj.....:)
Dobrze piszesz

Własnie tak jest, ze często rozwuj, jego narzedzia, są wykorzystywane do tworzenia miłych kokonów. Narzędzia takie jak afirmacje, dekrety, ale nie tylko. Różne kursy bazujące na energi "skądś".

Z technikami jak z nożem. Mozesz sie nim zabić lub ocalić życie. W zalezności od intencji wszystko działa.

Często stosuje sie techniki rozwoju by nie widzieć głębszych ran w sobie i móc zwalić tzw lustro w zyciu na karmę negatywną innych wobec nas. Często się zdaża.

Martinus

  • Wiadomości: 313
  • Płeć: Mężczyzna
    • Terapia Duszy
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-07-03, 21:16:10 »

Tylko jak rozpoznać że to nie miłość prawdziwa, gdy się czuje że ona jest tak wspaniała i cudowna że na pewno jest prawdziwa?

Temat bycia w pustce i kreacji substytutów jest mi bardzo znany i analizowany u siebie od kilku lat.
Ja w wyniku traumy odcięłam się zupełnie od siebie i stworzyłam nowy substystut siebie, nową sztuczną siebie, nową sztuczną osobowość którą oparłam na wzorowaniu się na starszej siostrze.

Poczucie pustki miałam bardzo silne, czułam się samą pustką, bo nawet nie potrafiłam dostrzec swojego istnienia.

Miałam w swoim życiu przyjemne okresy z dużą ilośćią przyjemnych uczuć i będąc pewna że to przejawiam się prawdziwa ja z prawdziwymi emocjami.
Teraz wiem że potrafiłam stworzyć sobie substytuty przyjemnego życia dzięki sprzyjającemu otoczeniu i śćiągając to od innych ludzi. Gdy otoczenie się zmieniło, nie potrafiłam tych uczuć utrzymać i znikły mi wszystkie. Z zewnątrz wprowadzałam do wewnątrz.

Ja cały czas stosuje metodę wychodzenia z pustki poprzez wchodzenie w nią, na tyle ile dam radę bo to jest trudne i trzeba do tego odwagi aby dać radę to poczuć.
Njałatwiej to poczuć podczas sesji oddechowej.


Nie wiem, jak ktoś może rozpoznać miłość, czy inną rzecz, czy to substytut, czy nie. Raczej potrzebna jest duża samoświadomość. Czasami te silniejsze bardzo, bardzo trudno u siebie zobaczyć, praktycznie niemożliwe. Tak bardzo utożsamiamy się z tym, scalamy. Im pewnie silniejsza trauma na duszy, tym silniej trzymamy się jakiegoś substytutu, żeby stracić świadomość tej traumy.

Z tego, co zauważyłem, większość tego, co robią ludzie, to wchodzenie w substytuty. Większość działań ludzi odcina świadomość od traum na duszy, żeby wchodzić w substytuty.

Mi jakiś czas temu pojawiła się zdolność widzenia, czucia przestrzeni w duszy, i czuję obszar, gdzie jest aspekt, co symbolicznie pokazuje mi się też jako stojąca postać, i jednocześnie w innym miejscu widzę i czuję część zapętlonej świadomości danej osoby, w takiej pętli, gdzie ta świadomość jest w sztucznej tożsamości, która robi pewne działania w celu gromadzenia, tworzenia danego substytutu. Im więcej tych działań, tym więcej substytutu i większe zamknięcie w tworzonej iluzji. Mniejsza świadomość tego, co jest poza.

Te pętle można przyrównać do takich kokonów. W tych kokonach zamknięta jest część świadomości, która utożsamia się z daną sztuczną tożsamością. I z tej sztucznej tożsamości wykonuje się jakieś działania, których celem jest właśnie gromadzenie, tworzenie substytutów. Im większe zamknięcie w takim kokonie, tym słabsze widzenie, że jest się w kokonie, że jest się w iluzji, że to substytut, a nie rzeczywistość.

Jak zobaczę z dalsza daną osobę, widzę jak wiele jej części tkwi w takich pętlach karmicznych, ciągle tworząc, gromadząc substytuty, aby tylko odcinać się od głębszych poziomów siebie.

Z tego, co widzę od dłuższego czasu, większość ludzi, którzy idzie niby duchową ścieżką, tak naprawdę ucieka od traum na duszy, i tworzy swój iluzoryczny, piękny i uduchowiony świat. Taki sen. Fajny, uduchowiony sen. Wydaje się wtedy, że wszystko jest ok, bo jest w życiu fajnie, bo są fajne uczucia itd., ale jak patrzę na to z zewnątrz, to widzę, jak bardzo dana osoba jest zamknięta w swoim kokonie. Żyje we śnie.

Większość kreacji, czy to wykorzystując źle napisane afirmacje, czy inne metody, tak naprawdę tworzy cięcie świadomości od tych głębszych poziomów siebie, gdzie są nieprzyjemne odczucia, gdzie są traumy na duszy itd., i tworzy również ten kokon energetyczny, w którym zamykana jest świadomość. A w tym kokonie wchodzi się w trans, iluzję. Jest fajnie. Jest przyjemnie. Ale dla mnie to podobny stan, jak po wzięciu narkotyków.

Bardzo ważna jest szczerość do siebie w tym wszystkim.

Jeszcze jedno. Może komuś się to nie spodoba, co napiszę, ale z tego, co widzę, większość osób, które używa rozwoju duchowego, tak naprawdę ucieka od siebie. Afirmacje, dekrety itd. po to, żeby uciec od siebie, w jakąś wersję fajniejszą, uduchowioną siebie. Ciągle takie bycie odwróconym plecami do siebie i szukanie czegoś fajniejszego. Bo ja jestem niedoskonały, bo ja jestem niepełny, bo czegoś mi brakuje, bo coś trzeba zmienić we mnie itd.

Prawdopodobnie jest tak, że im silniejsze odcinanie czegoś w nas, tym silniej będzie się to przejawiać przed naszymi oczami, w otaczającej rzeczywistości, w lustrze. I będą pojawiać się w naszym życiu osoby, które będą nas drażnić.

Nie wszystko da się przeafirmować. Osobiście nie lubię afirmacji, bo zauważyłem, jak one odcinają od głębszych poziomów siebie. Jak wrzucają w te kokony, w którym tworzy się kolejną iluzję. Traci się wtedy świadomość głębszych poziomów siebie. Bardzo głębokich poziomów siebie. I ma się wtedy wrażenie, że to działa. Tak, działa, ale jakim kosztem. Działa, bo wrzucamy siebie w kolejny sen, jednocześnie tracąc świadomość rzeczywistości.

Afirmacje działają jak farba. Jest coś w nas, co nam się nie podoba, afirmujemy, i tworzy się warstwa farby na tym. Jest super, to, co było wcześniej, zniknęło. Niestety, raczej nie zniknęło.

Na pewno są pewne afirmacje, które tak nie działają. Trzeba je też odpowiednio stosować. Na pewno nie na siłę, żeby wypieprzyć syf z siebie (nie lubię tego określenia), jak to często wiele osób robi.

Takie moje myśli z tego, co zauważyłem ostatnio, od jakiegoś czasu. Nikogo oczywiście nie zmuszam, żeby się zgadzał z tym. Najlepiej sprawdzić samemu.

Ja stosuję sesje z duszą do integracji tych wypieranych aspektów siebie. Widzę, jak jakaś część mnie jest w pętli, jak wykonuje jakieś działanie, które podtrzymują dany substytut. Potem czuję opór duszy przed rzeczywistym aspektem, następuje odstrojenie duszy od wyobrażeń, myśli itd., związanych z tym, potem dusza wchodzi w taki obłok światła, w którym widzi naturę danego aspektu, wtedy otwiera się na przyjęcie tego aspektu, potem poznaje informacje związane z tym aspektem, z jego naturą, i na koniec jest przyjęcie tego aspektu, integracja.

Na początku trudno mi było zauważyć, że jestem w pętli, ze wchodzę w taką pętlę, z czasem zacząłem wchodzić w pętle, jednocześnie obserwując to. I wtedy zacząłem też czuć w tle dany rzeczywisty aspekt.

Tess

  • Wiadomości: 2 607
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-07-03, 20:07:06 »
Inga,
kiedyś miałaś substytuty, bo inaczej byś nie przetrwała.
Cos o tym wiem :)
Teraz znikły, bo widocznie dasz radę ? :))
Bless you !

Inga

  • Gość
[#]   « 2013-07-03, 17:23:24 »

Gdy np. nie ma kontaktu ze swoją rzeczywistą wartością z powodu traumy, jest tam pustka, bo ten rzeczywisty aspekt jest wypierany poza świadomość i znika z oczu duszy. Wtedy ona dąży do wypełnienia tego wartością, ale jest to sztuczna wartość, substytut. Wartość, którą dusza bierze z zewnątrz do wewnątrz.

Według mnie, rozwiązaniem nie jest ucieczka od poczucia braku. Bo zawsze będzie się wchodzić w substytuty czegoś, co tak naprawdę już w nas jest. A substytuty to iluzja, to sen. Rozwiązaniem jest wejście w tą pustkę. Nie walka z nią, wejście w nią. Pustka jest iluzją.

Kreacje bazujące na poczuciu pustki, tworzą iluzję, tworzą substytuty. Wchodzimy jeszcze bardziej w świat iluzji. Może być super, fajnie, ale to dalej sen. W śnie też może być przyjemnie i fajnie, ale sen to sen.

Miłość, nawet najprzyjemniejsza, może okazać się substytutem tej rzeczywistej. Rzeczywistą odrzuca się na bardzo głębokim poziomie siebie, i wypełnia powstałą pustkę substytutem tej miłości, iluzoryczną miłością, sztuczną.


Tylko jak rozpoznać że to nie miłość prawdziwa, gdy się czuje że ona jest tak wspaniała i cudowna że na pewno jest prawdziwa?


Temat bycia w pustce i kreacji substytutów jest mi bardzo znany i analizowany u siebie od kilku lat.
Ja w wyniku traumy odcięłam się zupełnie od siebie i stworzyłam nowy substystut siebie, nową sztuczną siebie, nową sztuczną osobowość którą oparłam na wzorowaniu się na starszej siostrze.

Poczucie pustki miałam bardzo silne, czułam się samą pustką, bo nawet nie potrafiłam dostrzec swojego istnienia.

Miałam w swoim życiu przyjemne okresy z dużą ilośćią przyjemnych uczuć i będąc pewna że to przejawiam się prawdziwa ja z prawdziwymi emocjami.
Teraz wiem że potrafiłam stworzyć sobie substytuty przyjemnego życia dzięki sprzyjającemu otoczeniu i śćiągając to od innych ludzi. Gdy otoczenie się zmieniło, nie potrafiłam tych uczuć utrzymać i znikły mi wszystkie. Z zewnątrz wprowadzałam do wewnątrz.

Ja cały czas stosuje metodę wychodzenia z pustki poprzez wchodzenie w nią, na tyle ile dam radę bo to jest trudne i trzeba do tego odwagi aby dać radę to poczuć.
Njałatwiej to poczuć podczas sesji oddechowej.



Karina

  • Wiadomości: 3 331
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-07-03, 14:36:41 »
Polecam wszystkim książkę "W dżungli niepewności" Beaty Pawlikowskiej. Jest to dialog autorki listowny z jedną z jej czytelniczek właśnie o braku poczucia własnej wartości, braku miłości. Szczera do bólu książka, czytelniczka pisze o tym jak czuje się jak śmieć, a Beata wspiera ją i daje swoje wskazówki z drogi, którą juz sama przeszłą. Dla mnie ta książka jest bardzo osobista i kobieca, ale być może i mężczyźni tam odnajdą coś dla siebie.

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2013-07-03, 13:49:10 »
Każdy sposób jest dobry, jeśli działa :)

Ja lubię przykładać dłonie do czakry przy kontemplacji, bo pomaga to w koncentracji jakby na źródle danej cechy. Tak jakoś konkretniej potrafię to poczuć.

Blackrose

  • Wiadomości: 1 330
  • Płeć: Kobieta
  • Access Bars, psychoterapia, masaże, uzdrawianie duchowe
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2013-07-03, 13:35:11 »
Odkrywać w sobie miłość i nią zapełniać tą pustkę.

Najlepszym sposobem na poradzenie sobie z pustką czy poczuciem braku jest koncentracja na przeciwieństwie tego, czyli dostatku tego czego nam brakuje.

To daje dobre efekty, jednak nie każdy potrafi wytworzyć w sobie pożądany stan czy cechę. Mi w medytacji najlepiej udaje się koncentrować na radości i zadowoleniu i tak też robię. Z miłością idzie nawet dobrze, ale zawsze po drodze jakieś opory wychodzą. Im więcej tych oporów, tym kontemplacja trudniejsza, pojawia się senność, uciekanie myślami ;) Rączek do czakr nie przykładam, bardziej staram się całą sobą wprowadzić w konkretny stan, na przykład poczucie wdzięczności.

Tess

  • Wiadomości: 2 607
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-07-03, 12:59:30 »
Cierpliwość i samozaparcie - nie są moją mocną stroną. Nie kojarzą mi się miło z poprzednich wcieleń. Byłam cierpliwa dla idiotów. I z samozaparciem harowałam, chociaż nie musiałam.   
 To było 'in vain' ;))

Ale łapka na czakrze przemawia do mnie :)
 Kontemplacja troche trudna ( bo jak zacznę to może zacznie się coś niemiłego uruchamiać ), ale ok with me, bo mało wysiłku, a ja już ciut zmęczona jestem.
Lustro ? Too.
Chociaż jak widzę tą kobitkę w lustrze, która tak próbuje i próbuje, to albo czuję zażenowanie, albo mnie to śmieszy i zniechęca :)

Ale w sumie "W tym naprawdę nie ma nic trudnego" , tylko motywacja, cierpliwość i samozaparcie. Choćby lata . . .  ;)))

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2013-07-03, 12:26:07 »
Cytuj
Trudno koncentrować się na dostatku znając tylko brak, bo nawet trudno go sobie WYOBRAZIĆ !
W sensie , jak to wygląda.
Podobnie z ODKRYWANIEM w sobie miłości . Trochę to może przypominać takie 'wyduszanie' na siłę.
To wcale nie jest takie trudne - wymaga tylko motywacji, cierpliwości i samozaparcia. Przede wszystkim każdą cechę urzeczywistnienia, której nam brakuje można kontemplować. Kładziemy łapkę na odpowiedniej czakrze i powtarzamy sobie dane słowo koncentrując się na odczuciach i obserwacji tego co się dzieje. Przy większych oporach można przeafirmować to, co nam blokuje daną cechę. Jak się człowiek uprze to nie ma szans, żeby to nie wyszło, nawet gdyby to miało zająć lata i wymagało dodatkowych zabiegów.

Ja miałem ogromne braki w miłości, gdy zaczynałem rozwój. Strasznie tęskniłem za nią i potrzebowałem, żeby ktoś mi jej w końcu dał, bo przez całe życie praktycznie w ogóle jej nie doświadczałem. Siebie nienawidziłem, czułem tylko niechęć i brak akceptacji dla tego jaki byłem. No, ale zależało mi na tej miłości, więc poświęciłem naprawdę dużo czasu na jej kontemplacje i medytacje w temacie. Starałem się też ją dawać sobie na różne sposoby - mówić do lustra, że się kocham, zmieniać nastawienie do siebie, afirmować, wizualizować sobie jak daje miłość tym niekochanym częścią mnie, itd. Dużo pracy w to włożyłem, ale efekty przeszły moje najśmielsze oczekiwania.

W tym naprawdę nie ma nic trudnego. Trzeba tylko szczerze chcieć i być gotowym zrobić to, co konieczne.

Tess

  • Wiadomości: 2 607
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-07-03, 12:05:25 »
Davvidia,
wibracja śmierci ( w różnych wariantach - czy to chorob czy to ludzi, którzy z uporem maniaka zawzięli się żeby zniszczyć człowieka, totalnie w proch - skąd ja to znam ),   towarzysząca człowiekowi, kiedy on ucieka i stara się ratować za wszelką cenę.
 Wejść w to ? Strach samemu :(
Są ludzie pomagajacy wyjść z tej pętli ? Really ? :)

Clint - easier said than done :)
Trudno koncentrować się na dostatku znając tylko brak, bo nawet trudno go sobie WYOBRAZIĆ !
W sensie , jak to wygląda.
Podobnie z ODKRYWANIEM w sobie miłości . Trochę to może przypominać takie 'wyduszanie' na siłę.

Davvidia

  • Wiadomości: 499
  • Płeć: Kobieta
    • http://www.podlasem.manifo.com
  • Regresja EFT Trener, NLP Coach zaśw. MEN
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-07-03, 11:33:38 »
Martinus fajnie, że to napisałeś :) Tak jest, działanie w swoich pętlach karmicznych. Coś udało nam sie uzyskać na poziomie iluzorycznym, to powstaje przekonanie, że tak własnie należy działać. Utwierdzanie się w swojej petli z której ciężko wyjść, bo to jest „znane” używane często.  Odpuszczenie prowadzi przez wejście w swój strach , a tego nikt nie lubi doświadczać, więc wracamy do znanego w swoje pętle.

Marylka, są tacy ludzie co potrafią duszy pokazać wyjście z pętli :) ale jeżeli pracujemy sami, to jednak nie mozemy unikać pokonania swojego strachu nie wchodząc w niego. Moja dusza zmierzała mocno do śmierci, wiec żeby przestała naciskać, musiałam posiedzieć w tej śmierci.. Fizycznie opadłam z sił maksymalnie, energia mnie składała, ale przecież to od nas wszystko  zależy. Pozwolenie sobie na przekonanie się, że to tylko nasz kod na duszy, a przecież i tak jesteśmy tu i teraz i nic nam nie grozi. Po takich przejściach zaczynamy rozumieć swoją siłę, że my decydujemy o naszej energii, a nie ona decyduje o naszym życiu.

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2013-07-03, 11:19:24 »
Odkrywać w sobie miłość i nią zapełniać tą pustkę.

Najlepszym sposobem na poradzenie sobie z pustką czy poczuciem braku jest koncentracja na przeciwieństwie tego, czyli dostatku tego czego nam brakuje.

Tess

  • Wiadomości: 2 607
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-07-03, 11:14:17 »
Martinus, pięknie !
"Czym innym jest związek, w który wchodzimy, żeby dostać miłość, a czym innym związek, w który wchodzimy, żeby wyrażać miłość która już w nas jest".
Dziękuję.
 Bardzo  :)

Wynika z tego, ze odczuwanie braku/pustki może być zbawienne.
Bo dopiero wchodząc w pustkę - dajemy szanse światełku, żeby zaiskrzyło :)

Ale jest taki lęk przed tym wejściem !
Bo chyba trzeba najpierw wejść w tą traumę od której się tak ucieka, którą nie chce się już pamiętać i do niej wracać.
I do tego taka melancholia, ssanie, nuda, lęk, po prostu.
 Że już nie ma nic. Żadnej nadziei.

I jak w tę pustkę wejść - bezpiecznie ?
Pozwolić jej na zaistnienie ?
Medytować na pustkę ?
Czy po prostu już opuścić ramiona , usiąść w załamaniu kompletnym i  powiedzieć - dalej już nie daję rady ?  :)
« Ostatnia zmiana: 2013-07-03, 11:23:33 wysłana przez Marylka »