Kiedyś, tak dawno temu, że tego okresu nie ma chyba w podręcznikach historii, był pewien "czarny mag". W zasadzie było ich kilku. Rywalizowali ze sobą kto więcej na świecie uczyni zła, które sprowadzało się głównie do "zsyłania" na ludzi nieszczęść np. takich jak śmiertelne choroby. Jeden z nich szczególnie się wykazywał na tym polu. Tak szczególnie, że nie mogłem tego dłużej tolerować. Nie byłem magiem ani nim nie jestem. To nigdy nie była moja droga. Nie znaczy to, że w owym czasie nie posiadałem "mocy". Kiedy już nie mogłem patrzeć na skutki działania tego maga, przybyłem do jego "pracowni". Wiedział po co przybyłem. W swym zaślepieniu i głęboko skrywanym pragnieniu swojej śmierci zaatakował mnie "energetycznie", lecz ja jedyne co zrobiłem, to zwróciłem mu to co do mnie posłał. Widziałem jak słabł coraz bardziej, aż po około dwóch minutach zmarł. Oczywiście tuż przed śmiercią poprzysiągł zemstę.
W obecnym życiu ta osoba po dziś dzień ponosi skutki bycia "czarnym magiem". Całe jej życie to kreacja trudnego życia i kłopotów. Niestety jest tak głupia, że nie zdaje sobie sprawy, że to jej "czarnowidztwo" i poczucie, że "świat ją skrzywdził" materializują się właśnie w jej życiu. Na szczęście nie para się magią, ale moc, choć już dużo słabszą, ma nadal. Nieuświadomione pragnienie zemsty na mnie, ma również.
Dotychczas jakoś z tym sobie radziłem, ale ostatnio "przeholowała" do tego stopnia, że chcę to ostatecznie zakończyć. Obecnie wykonuję rano medytację oczyszczającą i modlę się do Boga o opiekę i wsparcie. Ale czuję, że to doraźne środki. A chcę problem rozwiązać całkowicie i do końca, zgodnie z Najwyższym Dobrem.
Ktoś wie jak to zrobić?