Autor Wątek: Zdrada w związku  (Przeczytany 17818 razy)

Mariusz

  • Wiadomości: 4 015
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2013-12-03, 08:30:23 »
a masz jakis link do tej prawie identycznej??

Monika Korbut

  • Gość
[#]   « 2013-12-02, 22:04:22 »
Ale sa dwie wersje Sai Baba mówi o zwiazkach jedna jest prawie identyczna z Sai mówi do zachodu a druga jest o wiele obszerniej napisana i na więcej tematów

Mariusz

  • Wiadomości: 4 015
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2013-12-02, 21:52:49 »
też tak czułem

znaczy tą "SB mówi o związkach" czuje się jak pochodzącą z przeciętnej inteligencji(dużo gadania, dużo osądów, mało rozwiązań ) w porównaniu do "SB mówi do Zachodu"
« Ostatnia zmiana: 2013-12-02, 21:58:26 wysłana przez Mariusz »

Leszek.Zadlo

  • Wiadomości: 10 566
  • Płeć: Mężczyzna
    • Cuda Ducha
  • Leszek Żądło - regresing, huna, radiestezja, rozwój duchowy, uzdrawianie duchowe
  • Status: Ekspert
[#]   « 2013-12-02, 21:47:14 »
Sai się wypowiedział. Stąd to wiem.
Pobłogosłąwił ksiazkę "Sai mówi do Zachodu", ale tę o związkach uznał za fałszerstwo popełnione dla kasy.
Pisałem o tym wielokrotnie.

Wniebowziecie Grubego

  • Wiadomości: 2 288
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2013-12-02, 21:28:07 »
Mysle , ze  najlepszym  i  najprostszym  rozwiazaniem  byloby  spytac  sie  samego  SAI

Monika Korbut

  • Gość
[#]   « 2013-12-02, 21:21:39 »
Chyba strona sie nie otwiera ,wiec przesyłam kopie histori

Słowo wstępne
Książka ta ma długą historię. Rozpoczęła się ona w 1987 roku, kiedy pojechałem znowu do Sai Baby, i prosiłem Go o łaskę, by móc w mojej terapeutycznej pracy pomagać parom. W odpowiedzi Sai Baba nie tylko połączył mnie z Constanze, lecz również tak nieskończenie wiele nauczył, że chciałem to utrwalić w formie książki.
Od 1988 roku omawiałem wszystkie powstające rozdziały z moją żoną Constanze, która była mi bardzo pomocną.
Podczas świąt Bożego Narodzenia 1988 byłem znowu z Constanze u Sai Baby. Zachorowałem tam na czerwonkę, ale nie została ona rozpoznana.
W marcu 1989 roku zachorowałem na grypę, która jakoś „dziwnie" nie chciała przejść, przeciwnie, w kwietniu tak się pogorszyła, że niemal nie mogłem już pracować. Na koniec kwietnia planowaliśmy z Constanze i jej bratem Christophem podróż na Cypr do Daskalosa (mag ze Strovolos), gdyż chcieliśmy poznać tego wielkiego mędrca i uzdrowiciela. Jechałem tam z ciężkim „przeziębieniem" i gorączką myśląc, że ciepło dobrze mi zrobi i pozwoli wyleczyć się z „grypy".
Kiedy przybyliśmy do Daskalosa, była u niego z wizytą pewna uzdrowicielka. Kiedy mnie zobaczyła, wzięła Constanze na stronę i powiedziała: „Czy wiesz, że twój mąż umiera? Byłam pielęgniarką. Zawsze wiedziałam, kiedy ktoś umierał. Czasami lekarze sądzili, że dany człowiek umrze, ja jednak widziałam, że będzie żył. Nigdy się nie omyliłam, i widzę teraz, że twój mąż umiera".
Constanze była wstrząśnięta. Czułem się tak źle, że Daskalos co i raz stawiał swoją stopę na mojej, dzięki czemu dostawałem natychmiast energii. Przepływała przeze mnie fala ciepła, która mi dodawała siły. Czasami jednak było mi tak źle, że kładł mnie na swoje łóżko. Mówił też o wirusach w wątrobie, ale ani Constanze, ani Christoph, ani ja nie uświadamialiśmy sobie, co ma na myśli. Dopiero później niektóre zależności stały się dla nas jasne.
Pewnego dnia czułem się tak źle, że nie byłem w stanie jak co dzień pójść do Daskalosa. Dostawałem ciągle takich napadów dreszczy, że musiałem się przyciskać do Constanze, bo inaczej chyba bym zamarzł. Potem jednak pociłem się tak bardzo, że co godzinę musiałem zmieniać ubranie i pościel. W końcu pewnej nocy, na skutek skrajnego osłabienia doszło do zatrzymania akcji serca. Zauważyłem, jak przenoszę się do innej sfery. Poczułem jednak, jak ktoś bezpośrednio pracuje nad moim sercem, jak czyjeś palce masują je w klatce piersiowej, i jak ponownie zaczęło ono bić. Zastanawiałem się, kto to może być, kto mi właśnie ratował życie. Był to Daskalos, który ze swojego domu dostrzegł, że umieram i przybył w swoim ciele eterycznym, by mnie ratować.
Następnego dnia byłem za słaby, żeby iść do niego. Cały dzień leżałem w łóżku i słyszałem wewnętrznym głosem bądź też widziałem swoje poprzednie inkarnacje - również i tę, która mnie wiązała z Daskalosem. Następnego dnia Constanze i Christoph tak mnie wzmocnili swoją troskliwą opieką, że mogłem pójść z nimi do Daskalosa. Zapytałem go, czy tej nocy był u mnie i czy zgadza się to, co widziałem odnośnie naszego poprzedniego, wspólnego życia. Potwierdził i jedno, i drugie.
Moja karma warunkowała dalsze pogarszanie się mego stanu zdrowia. Daskalos przekazał mi tyle energii, że wystarczyło jej akurat na powrót do Berlina. Tutaj coraz bardziej się rozchorowywałem. Ale ani lekarz, u którego byłem jeszcze na Cyprze, ani homeopata, u którego się regularnie leczyłem, ani trzej lekarze w szpitalu nie zdiagnozowali czerwonki. Byłem leczony na zapalenie płuc i po pewnym czasie odesłany do domu. Nikt nie badał mi wątroby, co należy do rutyny. Tak więc stan mojego zdrowia pogarszał się nadal. Znowu pewnej nocy zatrzymała się akcja serca. I znowu przybył Daskalos i uratował mi życie masując serce. Jaką miłością, jaką opiekuńczością mnie obdarzył! Dziękuję mu z całego serca.
Teraz czułem się już tak źle, że po raz pierwszy poprosiłem Sai Babę, by zechciał jednak zachować mnie przy życiu. Zareagował natychmiast. Prosiłem go wieczorem, a już następnego dnia rano zadzwoniła nasza przyjaciółka Dorothee, odbywająca wówczas praktykę u lekarza, który mnie również badał. Constanze zwróciła mu uwagę, że moje białka w gałkach ocznych były żółte. Zlekceważył on jednak tę ważną wskazówkę i pouczył nas, że jest to całkiem normalne.
Dorothee była pierwszą, która wpadła na pomysł przeanalizowania wyników badań mojej wątroby. Poszczególne wskaźniki przekraczały dziesięciokrotnie stan normalny! Wykonano badanie USG, które wykazało, że w wątrobie wytworzył się ropień zawierający litr ropy. Dwa, maksymalnie trzy milimetry brakowały jeszcze do jego pęknięcia!
Natychmiast odwieziono mnie do szpitala, dostałem różne leki - i dwa dni później znajdowałem się w stanie agonalnym.
Nadeszła owa straszna noc. Wszystko mnie bolało. Czułem jak serce, nerki i wątroba zawodzą.
Prosiłem Sai Babę by mnie nie opuszczał. Był przy mnie nieprzerwanie. Zapewniał mnie, że przeżyję. Mówił, że trzyma rękę na ropniu i dlatego nie może on pęknąć. Tej nocy siedmiu różnych ludzi śniło, że umrę. Bez łaski Sai Baby tak by się też stało. Dał mi on nowe życie. Dał mi wiedzę, że wszystko zawdzięczam jemu.
Co to wszystko ma wspólnego z tą książką? Dla mnie nieskończenie wiele. Podczas pobytu w szpitalu i potem, Sai Baba prowadził mnie poprzez wewnętrzny głos. Powiedział mi, że mam opuścić szpital już po kilku dniach, chociaż lekarze uważali, że będę musiał pozostać jeszcze kilka tygodni. Mówił mi, co mam jeść, kiedy mam zrobić pierwszy spacer i wiele innych rzeczy. Dzięki temu nabierałem coraz więcej zaufania do mojego wewnętrznego głosu i nauczyłem się ponadto stawiać Sai Babie dokładne pytania.
Historia mojej choroby ma również dlatego wiele wspólnego z tą książką, gdyż owej nocy, kiedy bez łaski Sai Baby bym umarł, uświadomiłem sobie dokładnie dwie rzeczy: że w momencie śmierci istnieje tylko Bóg i ja, i że wszystko inne stanowi tylko przywiązania, które utrudniają przejście na drugą stronę. W moim wypadku chodziło o dwa przywiązania: do Constanze, o którą się bardzo martwiłem, bo nie wiedziałem, kto po mojej śmierci będzie się o nią troszczył, i do tej książki. Nie chciałem umierać, dopóki książka nie będzie gotowa. Czułem bardzo wyraźnie moje przywiązanie do niej. Czułem, że chciałbym się ponownie narodzić tylko po to, by tę książkę skończyć.
Dlatego skoro tylko byłem już w stanie pisać, pracowałem nad nią dalej, jednakże szło mi bardzo opornie. Dopiero jesienią 1991 roku miałem uczucie, że będę wkrótce gotowy.
Wtedy Sai Baba podarował nam dom i centrum terapeutyczne. Jak już pisałem w przedmowie do Sai Baba mówi do Zachodu, przebudowa tego domu pochłonęła wszystkie nasze siły. Tak więc książka ta leżała na razie niedokończona.
Kiedy w 1993 roku ponownie się do niej zabrałem, moje życie do tego stopnia się zmieniło, że czułem wyraźnie, iż musiałbym książkę zmienić całkowicie. Było też dla mnie jasne, że nie pisałbym jej już sam, tylko z Constanze.
Kiedy w 1993 roku byliśmy u Sai Baby, powiedział mi pewnego dnia, bym w ciągu trzech dni zakończył korektę Sai Baba mówi do Zachodu, gdyż podyktuje mi wtedy plan do książki o związkach.
Tak też się stało. Sai Baba podyktował mi plan. Pewne punkty pozostawił jednak otwarte, ze wskazówką, że powinna je uzupełnić Constanze. Miał oczywiście rację, gdyż pomysły wprost z niej tryskały.
Na zakończenie naszego pobytu, Sai Baba udzielił nam interview, podczas którego pobłogosławił zarówno Sai Baba mówi do Zachodu, jak i tę książkę.
Następnie udaliśmy się jeszcze na Goa i prawie cały czas omawialiśmy tę książkę. Również w kolejnych miesiącach była ona ciągle tematem rozmów. Spędzaliśmy wiele godzin pracując nad jej przyszłym kształtem. Byłem bardzo zadowolony z tego, że pisałem ją wraz z Constanze, gdyż idealnie uzupełniała mnie. Miała pomysły, komentarze, propozycje i odczucia odnośnie rozmaitych tematów, na które nigdy bym nie wpadł.
Pewnego dnia w styczniu 1994 doszedłem wreszcie do tego, by uprzątnąć szafę w moim gabinecie. Od niedawna mieszkaliśmy już na górze i chciałem wszystko uporządkować. Chwyciłem kilka paczek papieru, które się tam zebrały, chcąc je wynieść na makulaturę.
Gdy zamierzałem je wrzucić do kontenera, przyjrzałem się im jeszcze. I co zobaczyłem? Były to rękopisy i notatki do naszej książki o związkach! Zapytałem spontanicznie Sai Babę jak należy to rozumieć. Odpowiedział: „Już ich nie potrzebujesz. Wyrzuć je. Podyktuję ci tę książkę, gdy przyjedziesz do mnie w lutym!". Ponadto powiedział, że chce ją podyktować, gdyż temat ten może o wiele lepiej przekazać niż my. Rozumiałem to. Według rozkazu, wyrzuciłem wszystkie kartki, byłem jednak jak rażony piorunem.
Kiedy kilka godzin później odbierałem Constanze z dworca, byłem nadal tak poruszony, że uszkodziłem samochód.
Constanze przeciwnie, była zdumiewająco opanowana. Sai Baba dał jej miesiące przedtem całkiem jasne uczucie i świadomość odnośnie tego zwrotu, co przygotowało ją na taką dramatyczną zmianę. Mimo to pożegnanie z naszą wspólną pracą było dla niej bolesne.
Na koniec zdarzyło się coś dla mnie zupełnie nowego. Czułem całymi dniami, jak w mojej głowie zbierała się wiedza. Miałem uczucie, jak gdyby leżały tam gotowe zdania, wślizgujące się nieustannie do mojej świadomości.
Sai Baba powiedział mi, żebym jeszcze nie pisał. Miałem czekać.
Pewnej niedzieli przybyliśmy wreszcie do Sai Baby, do Puttaparthi. Przyjął nas bardzo miło i dał nam poczucie, że znowu jesteśmy na miejscu. Mnie powiedział, by jeszcze nie zaczynać pisania. Miałem czekać do jutra, do poniedziałku. Nie było to proste, bo zdania cisnęły się teraz jeszcze bardziej. Miałem wrażenie, że moja głowa jest pełna zdań, które chcą wyjść.
Od poniedziałku mogłem pisać. Sai Baba dyktował z tak niewiarygodną prędkością, że ledwo nadążałem z pisaniem. Pisałem niemal wyłącznie w obrębie świątyni. Sai Baba wychodził często ze świątyni i rozmawiał ze studentami. Kiedy nieco dłużej przypatrywałem się, z jaką miłością obchodził się ze swymi uczniami, wkrótce poprzez głos wewnętrzny przychodziło upomnienie: „Nie patrzeć, pisać!".
Sai Baba był samą miłością. Polecał mi pisać wtedy, kiedy rzeczywiście miałem na to czas. Wtedy zdania same ze mnie wypływały. Kiedy jednak byłem z Constanze i rozmawialiśmy, tzn. „pielęgnowaliśmy nasz związek", wtedy w mojej głowie panował całkowity spokój. Sai Baba wskazywał mi, że powinienem się wtedy zupełnie poświęcić byciu z Constanze.
Chociaż mieliśmy rzeczywiście dużo czasu dla siebie, a również grupa, z którą przyjechaliśmy do Puttaparthi zajmowała sporo czasu, Sai Baba dyktował w takim tempie, że w ciągu 14 dni napisałem 320 stron. Niemal dokładnie tyle samo co książki Sai Baba mówi do Zachodu!
Dziwiło mnie, że Sai Baba wybierał do przykładów w książce imiona z różnych krajów. Kiedy Go zapytałem o powód, odpowiedział, że nie powinno powstać wrażenie, jak gdyby omawiana tematyka ograniczała się tylko do Niemiec. Ponadto dusze żyją w swoich rozmaitych inkarnacjach w różnych krajach. Przykłady mają to podkreślić.
Dla Constanze moje pisanie u Sai Baby nie było łatwym doświadczeniem. Musiała się przyglądać, jak książka, którą chcieliśmy pisać razem, była teraz dyktowana tylko mnie. Ponadto musiała ćwiczyć swoją cierpliwość, bo nie byłem w stanie tak szybko przepisywać tekstu, żeby móc jej go jako tako płynnie odczytać.
Sai Baba zatroszczył się jednak także o nią. Powiedział, że powinniśmy razem czytać manuskrypt i Constanze ma wyrażać swe komentarze oraz pytania, a On będzie na nie zawsze odpowiadał. W ten sposób Constanze została wciągnięta w proces powstawania tej książki i przez swoje pytania czy propozycje, na które Sai Baba odpowiadał, wniosła również ważny wkład w jej napisanie.
Po powrocie z Puttaparthi nie miałem początkowo czasu, by przepisywać rękopis na komputerze. Mogłem to dopiero zrobić w połowie roku.
We wrześniu Sai Baba powiedział mi, że książka musi być gotowa na Boże Narodzenie. Nie mogłem w to uwierzyć, ani tego zrozumieć, gdyż główny rozdział o mężczyznach i kobietach nie został przez Niego jeszcze w ogóle podyktowany. Kiedy miałby zresztą zostać napisany, skoro mieliśmy już tyle pracy terapeutycznej i przy wydawaniu książki Sai Baba mówi do Zachodu?
Sai Baba znalazł jednak rozwiązanie: budził mnie każdego ranka punktualnie za pięć pół do szóstej. Powiedział mi, że mam wypić herbatę, medytować, wykonać moje ćwiczenia i potem pisać. Będę wtedy wystarczająco obudzony do pisania. Nie było to jednak dla mnie łatwe. Siedziałem przed pustym ekranem i w najmniejszym stopniu nie wiedziałem, co mam pisać. Sai Baba zachęcał mnie jednak mówiąc, że nie mam myśleć, tylko po prostu pisać to, co słyszę. Nie miałem robić nic więcej. I w ten sposób praca szła cudownie. Wszystko było w porządku aż do rozdziałów o agresji i komunikacji. Obawiałem się ich. Byłem tak wyjałowiony przez długie dni, które ciągnęły się często od piątej rano do jedenastej, czy nawet pół do dwunastej, że ledwo mogłem jeszcze pisać. Pewnego dnia wstałem rano, wypiłem herbatę, pomedytowałem, usiadłem przy komputerze i nie usłyszałem nic. Doszedłem do punktu kryzysowego. Sai Baba powiedział mi, że dzisiaj nie będzie nic dyktował i że mam iść spać. Mój lęk wzrósł jeszcze. Sai Baba zareagował natychmiast. Następnego dnia obudził mnie o piątej, a następnego o pół do piątej i podyktował cały rozdział o agresjach. Ulżyło mi, ale byłem też wyczerpany. Następnego dnia czułem się tak jak gdybym stał obok siebie. Miałem uczucie, że wiele się wydarzyło, że książka jest niemal gotowa, ale jednocześnie, że najcięższy kamień do zgryzienia jeszcze przede mną. Następnego ranka Sai Baba obudził mnie o czwartej. Pisałem przez cały dzień i wieczorem byłem gotowy. Cały rozdział, o którym w ogóle nie wiedziałem, jak ma być zbudowany, podyktował przez jeden dzień! Namacalnie zrozumiałem oświadczenie Sai Baby: dla Niego nie ma nic niemożliwego! Why fear, when He is here?!
W jak precyzyjnym dziele pozwolił nam Sai Baba wziąć udział! Jakiż kamień spadł mi z serca!
Sai Baba prowadzi nas zawsze aż do granic i poza nie, żebyśmy rozpoznali, że granice w rzeczywistości nie leżą w nas, lecz w naszym myśleniu.
Na tej samej zasadzie podyktował mi wprowadzenie do Sai Baba mówi do Zachodu i polecił mi podpisać „Sathya Sai Baba". Dzisiaj wydaje mi się to całkiem logiczne, wtedy jednak było bardzo trudne. Tym razem Sai Baba doprowadził mnie do innej granicy. We wprowadzeniu do tej książki poleca moją pracę o terapii ciała. Było to dla mnie bardzo nieprzyjemne. Dlatego zapytałem Sai Baby - czy musi tak być. Jego odpowiedź była krótka i jednoznaczna: „Musi!".
Posiadam taką cechę, że kiedy coś mnie bardzo zajmuje, staję się wyjątkowo aktywny. W dniu, w którym Sai Baba podyktował mi wprowadzenie, Constanze i ja pracowaliśmy z grupą terapeutyczną składającą się z 18 osób. Byłem w związku z tym zajęty i mogłem całe to przeżycie z wprowadzeniem chwilowo zapomnieć. W czasie przerwy poczułem nagle, jaką miłością obdarza mnie Sai Baba wspominając moją książkę. Przez to, że ją poleca, wyzwala wprawdzie we mnie uczucie zakłopotania, ale jednocześnie staje za mną. Doprowadza mnie do granicy, ale zarazem jest dla mnie oparciem. Cóż za nauka, cóż za dar!
Kiedy wreszcie w połowie stycznia byłem w Puttaparthi, zaszło coś zdumiewającego: siedziałem w obrębie świątyni na miejscu, obok którego Sai Baba tego dnia trzykrotnie przechodził. Wielu ludzi prosiło mnie, bym wziął ich listy do Niego. Trzymałem więc w lewej ręce listy, a w prawej książkę.
Sai Baba podszedł prosto do mnie, ale ani nie wziął listów, ani nie pobłogosławił książki. Zamiast tego powiedział mi, że nie ceniłbym Jego błogosławieństwa. To mnie bardzo poruszyło, gdyż miał rację. Spotkałem się mianowicie wielokrotnie z reakcją na książkę Sai Baba mówi do Zachodu, że Sai Baba wszystko błogosławi, a zatem Jego błogosławieństwo nie ma żadnego szczególnego znaczenia. Te negatywne myśli wywarły na mnie najwyraźniej większy wpływ niż sądziłem.
Byłem bardzo poruszony. Wkrótce potem Sai Baba podszedł ponownie i wziął listy. Ku mojej wielkiej radości, podszedł nawet trzeci raz i pobłogosławił książkę. Ponadto powiedział mi poprzez głos wewnętrzny:
„Byłeś pod wpływem negatywnego nastawienia i dlatego myślałeś, że moje błogosławieństwo nie jest niczym szczególnym. Moje błogosławieństwo jest najwyższym, co możesz osiągnąć.
Dlatego ani nie wziąłem listów, które wielu ludzi dla mnie dało, ani nie pobłogosławiłem książki Sai Baba mówi o związkach.
Kiedy ponownie podszedłem, wziąłem tylko listy i nie pobłogosławiłem książki.
Byłeś rozczarowany.
Błędne myślenie prowadzi zawsze do rozczarowania.
Następnie uświadomiłeś sobie, jakie znaczenie ma moje błogosławieństwo.
Dlatego podszedłem trzeci raz i pobłogosławiłem książkę.
Najpierw było złudzenie.
Potem pojawiło się rozczarowanie.
Potem zrozumienie.
A na końcu błogosławieństwo.
Jest ono zwieńczeniem".
SAI RAM
Grafrath, 16.07.1995 r.   Stephan v. Stepski-Doliwa

Mariusz

  • Wiadomości: 4 015
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Zaawansowany

Mariusz

  • Wiadomości: 4 015
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2013-12-02, 21:19:25 »
ale może to i w jakiś sposób jest możliwe

jest kilka książek Daniela Ostoi zaczynających się od "Pierwsze kroki ku Miłości" gdzie Mistrz z którym rozmawia twierdzi, ze jest Sai Babą i też ma inny styl niż SB z dyskursów pisanych w Indiach. Tyle że Ostoję czyta się fajnie i nie chce mi się podważać, że to podał Sai Baba

Monika Korbut

  • Gość
[#]   « 2013-12-02, 21:17:09 »
A tu jak ktoś zaintersowany mozna przeczytać historię powstania ksiażki
ftp://trans-hurt.home.pl/Ksiazki/sai%20baba%20m%F3wi%20o%20zwi%B9zkach.pdf

Mariusz

  • Wiadomości: 4 015
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2013-12-02, 21:15:16 »
Pobłogosławił owszem (wg jej autora) ale czy czytał to nie wiem. Ja pamiętam historię od jednej kobiety, której Sai Baba poradził, żeby wyszła za mąż - tylko że ona już była wtedy mężatką. Znaczy SB nie jest nieomylny i nie ma sensu go za takiego uważać.

Poza tym tekst dziwnie różni się od nauk SB głoszonych w dyskursach - stylem wypowiedzi chociażby.

Monika Korbut

  • Gość
[#]   « 2013-12-02, 21:06:20 »
Z tym ,że tą ksiażkę Sai Baba przed wydaniem sam czytał i pobłogosławił

I nie zmienia to faktu ,że korzystanie z prostytutek ,nie jest bez ponoszenia złych konsekwencji
« Ostatnia zmiana: 2013-12-02, 21:14:06 wysłana przez Monika Korbut »

Leszek.Zadlo

  • Wiadomości: 10 566
  • Płeć: Mężczyzna
    • Cuda Ducha
  • Leszek Żądło - regresing, huna, radiestezja, rozwój duchowy, uzdrawianie duchowe
  • Status: Ekspert
[#]   « 2013-12-02, 20:44:31 »
Ten tekst nie ma nic wspolnego z Sai Babą, poza tytułem ksiązki, z której został zaczerpnięty.
Tak więc nie odzwierciedla poglądów ani nauk Sai Baby.

Edyta

  • Gość
[#]   « 2013-12-02, 18:49:30 »
Prostytucja  ''Sai Baba mówi o zwiazkach ''
http://lordaster.republika.pl/biblioteka/sai_baba_mowi_o_zwiazkach/V/4/prostytucja.html
dość ostry art ale tutaj chyba nikt z panów nie jest zainteresowany prostytutkami tak mi się wydaje, to raczej tacy bardziej ubodzy duchowo i psychicznie mężczyźni korzystają

Monika Korbut

  • Gość
[#]   « 2013-12-02, 17:52:28 »

poledwica

  • Wiadomości: 385
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-01-14, 19:05:42 »
Lynd,
Tą swoją umową społeczną, która mnie irytowała przez kilka dni podsunąłeś mi temat do uzdrowienia pod nos. Dzięki:)