Nie wiem tylko, jak zareagowałabym, gdyby on chcial mieć inne partnerki seksualne poza mną. Chyba nie chciałabym być jednak w takim związku.
Indra, najważniejsze, to tak dobrać partnera, żeby pasowały wzajemne preferencje. I to nie tylko w temacie seksu i stosunku do niego

Właśnie to samo chciałem napisać tylko niewiedziałem jak to ubrać w słowa 
Dokładnie. I taki związek mi się podoba. Ty nie jesteś zazdrosna i ja również. I wszystko git
No, gitara

Mnie to ciekawi tylko czy osoby ,które piszą o wolności seksualnej w związku tylko dopuszczają taką możliwość czy tak żyją.Czy piszą ze swojej praktyki czy tylko z teorii .Nie oczekuje odpowiedzi bo to chyba zbyt duże wchodzenie w intymność kogokolwiek ,szczególnie na forum publicznym.Piszę o tym bo wydaje mi się ,że czym innym jest teoria a czym innym praktyka.Czasem coś co wydaje się ,że akceptujemy w teorii gdy tego doświadczamy to pojawia się wiele innych zmiennych ,o których nawet nie mieliśmy pojęcia ,że istnieją czy w ,że w nas w ogóle są.
Ja piszę z praktyki

Opiszę, jak to u mnie wygląda, bo nie mam nic do ukrycia. Ani tu, ani w realu. Co prawda nie obnoszę się z tym, ale też nie ukrywam. Po prostu traktuję tę dziedzinę mojego życia jak inne: zwyczajnie. I jeszcze nie spotkało mnie nic nieprzyjemnego z tego powodu. No może poza kilkoma dziwnymi spojrzeniami (po usłyszeniu, że nie jesteśmy z mężem zazdrośni o seks), ale to było raczej bardziej rozbawiające niż nieprzyjemne

Wyszłam za mąż ponad 16 lat temu, natomiast nasze poglądy na temat wolności seksualnej w związku ustaliliśmy z mężem kilka lat po ślubie, a zatem mieliśmy okazję do tego, żeby na przestrzeni czasu wypróbować wzdłuż i wszerz nasze podejście do tych spraw. Tak więc wiem, co mówię i na pewno nie teoretyzuję.
Autentycznie można nie doświadczać czegoś takiego jak zazdrość o seks z inną osobą. Zresztą ja to zawsze podskórnie czułam (np. tak jak to, że można nie chcieć mieć dzieci, choć różne osoby tez mi mówiły "poczekaj, jeszcze wiele się może zmienić, bo przecież dzieci to sens życia", itp.).
Było to dla mnie dziwne, że normalne jest, że większość osób nie jest zazdrosna, gdy partner idzie na kolacje z kimś innym (np. z kolegami), je z innymi, cieszy się z ich towarzystwa, a o seks z innymi jak najbardziej. Seks traktuje się zupełnie inaczej. A przecież to tylko inny rodzaj czynności. Na pewno bardziej intymny i mogący pociągać więcej skutków (np. niechciana ciąża), ale jednak to tylko inny rodzaj przyjemności niż np. jedzenie

Gdy odkryłam, że mąż myśli tak samo, to było coś tak pięknego, że trudno to opisać. Bo ja w związku oczekuję przede wszystkim porozumienia dusz. Nie zniosłabym bycia z kimś, kto nie jest w stanie mnie zrozumieć we wszystkim.
Żeby nie było niejasności to napiszę, że my jesteśmy ze sobą tak blisko, że nawet na przykładowe kolacje nie chodzimy osobno. Prawie wszędzie razem

Bo tak lubimy. No może jest też coś w tym więcej (wzorce), ale nad tym pracujemy

To że uprawialiśmy seks z innymi wyszło całkiem naturalnie: Jedna osoba to był nasz przyjaciel, z którym imprezowaliśmy w czasach studenckich i zrobiliśmy miły trójkącik, a druga (w późniejszym czasie) to nasza przyjaciółka, która naówczas była samotna (w sensie, że bez partnera). Teraz czujemy się z nimi blisko związani, bardzo miło to wspominamy

Co prawda były też plany (dawno temu), żeby swingować z innymi parami, nieznajomymi, ale że my jesteśmy raczej bardziej mocni w gębie niż w czynach (i to nie tylko w seksie, a we wszystkim

, to na planach się skończyło. Tak więc ograniczyliśmy się tylko do tego, co wyszło naturalnie.
Parę razy zdarzyło mi się coś takiego, że ktoś mi się szczególnie spodobał, spotkałam się kilka razy, ale do niczego (oprócz całusów i przytulanek) nie doszło, bo te osoby były zainteresowane miłością i stałymi związkami (i zwyczajnie chciały mnie adorować, a nie uprawiać seks

. A tego nie mogłam im dać.
Teraz mi się to nie zdarza, również (choć oczywiście nie tylko) dlatego, że przechodzę etap nieinteresowania się seksem.
Mąż podobnie. Tak się fajnie składa, że dobraliśmy się pod tym względem wzorowo
