Teraz rozumiem że wchodziłam w takie związki żeby przypadkiem nie stworzyć normalnego i szczęśliwego a z nimi się nie dało za to jazdy były na maxa. Moja pś nie chciała wtedy niczego lepszego.
Kaja,
ja też nie chcę teraz niczego lepszego. Bo nie mam nawet pojęcia jakie by miało być to lepsze, nawet nie umiem sobie tego wyobrazić.
za to wiem, czym jest dla mnie to, co mam teraz. to jest najlepsze, co mnie spotkało do tej pory. on był i jest ciągle najważniejszą osobą w moim życiu.
czyli krótko mówiąc dalej piję to błoto. czystej wody jeszcze nie próbowałam. ale przynajmniej mam świadomość tego.
największe poczucie winy to ja mam w stosunku do niego (!) tak mnie zmanipulował, że uwierzyłam, że to ja mu wyrządziłam największą krzywdę...
oczywiście ja też dałam mu trochę popalić, ale bez przesady...
nie wiem czy czuję się winna w stosunku do jego dziewczyny. to dosyć dziwne. jestem w stanie sobie wyobrazić, jakby się czuła, gdyby się wszystkiego dowiedziała. wiem, jak boli bycie zdradzaną. Ale ten ból jeszcze jej nie dosięgnął.
to jest oczywiście bardzo bardzo niesprawiedliwe, że tak ją oszukiwaliśmy i nadal oszukujemy, ale... nie czuję się za bardzo winna. nie wiem dlaczego. na logikę, powinnam.
Wkurza mnie natomiast to, że ona mu tak ufa, wierzy we wszystko, co on jej mówi, tak łatwo daje się oszukiwać.
poza tym, jakkolwiek to zabrzmi, ona była dla mnie bardzo bliską osobą, dobrą przyjaciółką... brakuje mi jej. może nawet bardziej niż jego.
z jednej strony to wszystko jest okropnie pomieszane (to muszą być jakieś chore relacje, które się ciągną z poprzednich wcieleń), a z drugiej w jakiś dziwny sposób miałam to wszystko w głowie bardzo pooddzielane, poszufladkowane: w jednej szufadce przyjaźń z nią, w drugiej oddzielnie romans z jej facetem. i bardzo rzadko te dwie sprawy ze sobą kolidowały w moim umyśle/świadomości a chyba najmniej w podświadomości...
A jak Tobie się udało uwolnić? robiłaś już wtedy coś w tym kierunku, czy po prostu życie się potoczyło dalej i mogłaś to odsunąć na dalszy plan?