Noxygen
Jak tak czytam twoje posty to mam wrażenie, że odczuwasz dużą potrzebę udowodnienia jak źle masz np. szukając aprobaty na zewnątrz. Niezależnie od tego na ile to jest uzasadnione (bo może jest nawet w pełni, ale to nie ma znaczenia), jeżeli będziecie to przejawiać rozmawiając ze sobą to w życiu się nie dogadacie. Będzie sobie tylko nawzajem udowadniać jak bardzo źle ze sobą macie i zgodnie z tym założeniem, właśnie tym się skończy Wasza rozmowa - jeszcze większym przekonaniem jak źle ze sobą macie.
Takie rozmowy wymagają wzajemnego szacunku i szczerych prób zrozumienia, zamiast nastawiania w stylu "no dobra - pogadajmy o tym, jak bardzo TO JA mam rację". Widziałem już nieraz takie rozmowy partnerskie i się tylko załamywałem jak bardzo do niczego to nie prowadzi. Chodzi głównie o tym, żeby w trakcie rozmowy nie nastawiać się na przekonywanie drugiej strony do swoich racji, ale do wysłuchania tej drugiej strony i próby zrozumienia jej. Bo w większości przypadków ludzie sobie nie robią tego wszystkiego perfidnie i złośliwie, ale dlatego że się nawzajem nie rozumieją, bo mają swoje ograniczające wyobrażenia, bo coś tam im się wydaje.
Dlatego macie rozmawiać w celu zrozumienia się nawzajem dlaczego jesteście tacy, a nie inni - dopiero rozumiejąc swoje wzajemne motywy, można rozmawiać o zmianach. I żadnego przekonywania na siłę, wymuszania, udowadniania, pretensji, żali i innych takich śmieci - to nie prowadzi do niczego po za niepotrzebnymi nerwami.