Jestem realistycznym romantykiem.
Często myślę, co sprawia, że ludzie wierzą w swoje drugie połówki. Wyobraźmy to sobie. Jeżeli jest dla nas przeznaczona druga osoba, z którą możemy przeżyć życie naprawdę szczęśliwi, to szanse jej spotkania są cholernie nikłe. Na świecie żyje prawie siedem miliardów ludzi. I dlaczego nasze przeznaczenie ma mieszkać akurat w Polsce? Może stworzona jest dla mnie Meksykanka lub Kenijka? Nigdy jej nie spotkam, nie takiej siły na tym świecie.
Dlatego próbujemy sobie wmówić, że osoba, z którą mamy plan spędzić resztę naszych dni jest tą jedyną, chcemy mieć przeczucie, że spotkało nas w życiu szczęście. A gdybyśmy poszukali, na pewno znaleźlibyśmy kogoś lepszego, może mniej kłótliwego, może bardziej uczuciowego.
Spędzamy życie z osobą, która akurat w tym momencie najbardziej nam odpowiada, ze strachu przed samotnością i ulotnością naszej urody decydujemy się na wspólne życie.
A nasze przeznaczenie umiera, nie znając nas, a my nie znając jego. Takie jest moje odczucie w tym wszystkim, bardzo brzemienne - może nadszedł czas, w którym zacząłem myśleć za bardzo, za mocno i moje myśli są tak szalone i zawiłe?
To była realistyczna wersja. A ta romantyczna? Romantycznie rzec biorąc, należy zrobić wszystko, aby nasz towarzysz życia poczuł się naszym przeznaczeniem.