Autor Wątek: Praca  (Przeczytany 40625 razy)

Michał486

  • Wiadomości: 802
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2016-04-26, 20:31:59 »
Cieszę się, że mogliśmy ćwiczyć pod twoim okiem Kinga :).

kinga roszczyniała

  • Wiadomości: 903
    • www.czysteswiatlo.com
  • Kinga Roszczyniała, www.czysteswiatlo.com (konsultacje,analizy,wypalanie węzłów,sesje regresingu)
  • Status: Terapeuta
[#]   « 2016-04-26, 20:15:08 »
Arwena, piękne to co piszesz o Waszym związku :)).

To jest tak na prawdę nieoceniona wartość mieć partnera, który potrafi wspierać, doceniać, szanować, kochać i do tego ma wysoką świadomość duchową, bo właśnie świadomość partnerów wspiera i pozwala wykorzystać Potencjał Związku. U Was tak właśnie jest i oboje się do tego przyczyniacie :). Dzięki tej świadomości, będziecie potrafili wykorzystać potencjał tego Świata, by żyć tutaj tak jak chcecie i  marzycie, bawiąc się przy tym indywidualnym potencjałem, jaki każdy z Was ma.  To co piszę, jest może trochę górnolotne, ale pamiętam jak "oglądałam Was", gdy oboje medytowaliście i pamiętam, jakie miałam wtedy odczucia i inspiracje :) I dlatego, wiem co mówię :).

Arwena

  • Wiadomości: 203
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-04-26, 19:45:40 »
Lilliole,

Dziękuję i cała przyjemność po mojej stronie;)

Mój partner bardzo intensywnie i na szczęście bardzo skutecznie mnie wspiera przez cały czas moich wzlotów i upadków dotyczących rysowania i on zawsze we mnie bardzo wierzył, co bardzo pomogło mi w zmianie mojego myślenia i czucia w tych tematach. I to od niego nauczyłam się tak naprawdę kochać i szanować siebie i on właśnie zadał mi po raz pierwszy pytanie o ilości tych cudownych rysunków, które narysowałam w dzieciństwie. To był dla mnie wtedy mega przełom, bo wcześniej nawet bym nie pomyślała, żeby wziąć pod uwagę moje rysunki z dzieciństwa jako ważną część mojej ścieżki zawodowej:D Ale to prawda, rysowałam przez kilkanaście lat przez całe dzieciństwo, szafa się nie domyka. Ile ja postaci stworzyłam, ile się nauczyłam, ile technik próbowałam i to wszystko beztrosko bawiąc się kolorami, machając kredkami na prawo i lewo dla zabawy i przyjemności. Miałam długą przerwę w rysowaniu i nigdy nie uczyłam się rysować profesjonalnie to prawda, ale co z tego skoro dzięki zdobytemu cennemu doświadczeniu byłam w stanie usiąść po latach do kartki papieru i znów wyczarować coś pięknego. Nie zmarnowałam życia, tak jak mi się jeszcze niedawno wydawało.

Tak miło jest doceniać siebie... Jako dziecko byłam dla siebie bardziej wyrozumiała, w rysowaniu nie wkurzałam się na to, że coś mi nie wychodzi, że piesek ma jedna łapkę krótszą od drugiej. W moich oczach te rysunki były zawsze świetne. Również dorośli zachwycali się moimi rysunkami i choć wiem, że nie były perfekcyjne to i tak patrzyli na nie ze zdziwieniem i mówili - "to ty sama narysowałaś? Ale będzie z ciebie wielka rysowniczka!" I tak się czułam!:) Tylko im starsza byłam tym bardziej porównywałam się z innymi, tym bardziej wychodziła moja niska samoocena, tym bardziej nie wierzyłam w swoje możliwości. Do rysowania po długich latach przerwy powróciłam do tego tak na poważnie ponad rok temu. Mam 25 lat, całe życie jeszcze przede mną a ja czasem panikuję jakbym już najlepsze lata życia miała za sobą:D A moje życie, prawdziwe, świadome życie tak naprawdę dopiero się zaczęło i mogę zacząć rozwijać swoje talenty na nowo. Teraz aż ciężko mi uwierzyć, jak mogłam tak wiele od siebie wymagać i tym samym podcinać skrzydła.

ontoja

Dokładnie:) Nie wiem kiedy konkretnie przyjdzie do mnie coś fajnego i kiedy pozbędę się tych wszystkich przeszkód, które powstrzymują mnie jeszcze przed sukcesem, ale jedno wiem na pewno - to jest i zbliża się do mnie każdego dnia:)

Clint

Hakuna matata i do przodu:D

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2016-04-26, 19:16:23 »
Ja z kolei, jak mi trochę emocje opadły przez weekend (nawet sesje miałem zrobioną, chociaż nie do końca w tym temacie) to stwierdzam, że menedżer nawet nie taki zły, jak go początkowo widziałem i od tego tygodnia jakoś tak bardziej zaczął pokazywać ludzką i ogarniętą stronę, a resztę po prostu jakoś tak zaakceptowałem i pogodziłem się też z tym, na co wpływu nie mam. Okazuje się zresztą, że dużo bzdurnych oczekiwań idzie odgórnie od zarządu i wygląda na to, że firma ogólnie tak od korzeni zamierza wchodzić w etap zamieniania się w korporacje.

A niech robią sobie co chcą, nie będę przecież walczył z rzeczywistością, tylko skupię się na sobie i na otwartości na zmiany, a w międzyczasie będę robił swoje. No co poradzić :) Stwierdzam, że z szacunku do siebie, nie będę się nakręcał emocjami, tylko podejdę do tego z dystansem i humorem na tyle, na ile potrafię, a jak od czasu do czasu się zdenerwuje to trudno, przeżyje jakoś to :P

ontoja

  • Wiadomości: 1 228
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-04-26, 12:05:31 »
Ja, jakiś czas temu nawet przekonałem się do etatu jako etatu samego w sobie. Nie przeszkadzało by mi to jakoś bardzo, gdyby miał sobie popracować jeszcze na etacie robiąc co lubię i co mnie ciekawi. W etacie fajne jest choćby to, że wychodząc z pracy zostawiam ją całkowicie za sobą i w wolnym czasie mogą poświęcać się w 100% wszystkiemu co nie jest pracą ;) Z kolei taki największy minus etatu to dla mnie to, że ja mam tak że mam takie dni, gdzie bym sobie odpoczął i popracował dużo mniej żeby się zająć pewnymi rzeczami, które mnie zaaferowały a bywają też takie gdzie bym sobie po prostu po pracy jeszcze popracował w ramach czegoś ciekawego (to się akurat da jakoś zorganizować :D).

Moja obecna praca to takie pół na pół - 50% rzeczy które tam robię to nawet lubię, nauczyłem się sporo technicznych rzeczy związanych z tworzeniem i modyfikacją stron internetowych, a także ich pozycjonowaniem, dzięki czemu mogę sobie nie tylko dorabiać, ale też jak startuje ze swoim biznesem to będę miał świetną stronę za darmo, taką za którą bym zapłacił z dobre 1500 zł. I lubię to na tyle, że chyba nawet będę okazjonalnie dorabiał sobie na robieniu i modyfikowaniu stron, bo są z tego fajne pieniądze i bardzo ładnie się to komponuje z duchową pracą zdalną - można sobie na luzie podłubać w kodzie pomiędzy zabiegami i innymi zleceniami.

Pozostałe 50% których nie lubię w obecnej pracy to jakaś nudna klikanina, której się nie da ominąć i przede wszystkim nieustanny (na szczęście w 95% mailowy) kontakt z klientami, którzy w dużej mierze piszą by wyrazić swoje niezadowolenie (słusznie i często niesłusznie) na rzeczy, które w bardzo dużej mierze nie mam wpływu, ale sytuacja jest porąbana na tyle, że tak gdzie się mogę przyznać że nie mam wpływu to i tak nie dociera, a jeszcze jest sporo rzeczy na które oficjalnie mam wpływ, a w praktyce nie mam żadnego i muszę ściemniać. Strasznie to wszystko nieprzyjemne i wymaga ode mnie pewnej formy stłumienia, żeby się tym zajmować.

No i wisienka na torcie. Tak jak od dwóch jak pracuje w tej firmie, nasz dział nie miał żadnego kierownika, czuwali nad nami bezpośrednio prezesi, ale w bardzo mocno ograniczonym stopniu bo nie mieli na to czasu, a dział tworzyły same odpowiedzialne osoby, więc każdy pilnował swojej roboty i pomagał pozostałym - współpraca i odpowiedzialność były naprawdę na wysokim poziomie. Było to naprawdę super bo miało się pewne poczucie swobody i wolności, nikt na ręce nie patrzył, robiło się wszystko po swojemu, biorąc po prostu odpowiedzialność za każde słowo i działanie. Ja mając bardzo szybkie tempo pisania i dobrą organizację pracy radziłem sobie z moimi zadaniami szybciej niż koledzy, więc mogłem sobie pozwolić na nieco luzu pomiędzy zadaniami, siedząc sobie na necie w telefonie a jeszcze mnie chwalono za jakość i tempo pracy :D

Jednak firma się rozrosła przez ostatni rok, dział techniczny zyskał 2 razy więcej pracowników, nie wszyscy już trzymali poziom i niestety padła decyzja że musi się pojawić menedżer działu. Gość jest z nami od tygodnia i powiem krótko - te wyjątkowe, naprawdę fajne warunki pracy natychmiastowo szlag trafił. Wrzucili nam gościa z zewnątrz, takiego który nie wzbudza za grosz autorytetu, który w ogóle nie ogarnia technicznych rzeczy i jest teoretykiem zarządzania - tak, dosłownie teoretykiem - wykłada zarządzanie na jakieś wyższej szkole czegoś tam. Z naszą pracą (pozycjonowanie i Adwords) ma tyle wspólnego, że kiedyś miał sklep internetowy co użyto jako argumentu, że coś tam wie - to tak jakbym ja powiedział, że znam się na administracji bo prowadzę sobie kilka teczek z dokumentami. Koleś rozmawia z nami, ale nas nie słucha (nie mówcie mi o problemie, mówcie o rozwiązaniach), rzuca korpo żargonem, który kompletnie nie pasuje do grupy (naprawę użył słowa "target" z pełną powagą w zdaniu), a przez tydzień nie potrafił się nawet nauczyć kilkunastu imion, które się nawet powtarzają do tego stopnia, że mimo profilu pracowników w systemie (zdjęcie + imię i nazwisko), kazał nam przykleić do ścian karteczki z imionami, dzień później rozrysował sobie plan pokoju (całe 10 biurek) z podpisanymi imionami i przykleił sobie do ściany i jeszcze się kurde myli (w ciągu jednej rozmowy nadał mi dwa imiona, chociaż jedno się zgadzało). Dowala się do organizacji pracy najsolidniejszego pracownika z firmie (wszyscy wiedzą że koleś robi 200% normy i dosłownie robi cuda dla klientów), nie zna firmy i branży tak naprawdę, ale nie słucha że coś jest głupie czy bez sensu.

Ja się jeszcze wkopałem, bo na 27 maja padł pomysł, że jak ktoś chce darmowe wolne to ma sobie wymyślić cel do zrealizowania i ja go osiągnie to będzie wolne gratis. Informacje enigmatyczne, a ja jestem łasy na darmowe rzeczy, więc poszedłem wypytać o co chodzi (jeszcze przed przyjściem menedżera), sam proces przeciągnął się w czasie i bez wchodzenia w szczegóły skończyło się tym, że miałem indywidualną rozmowę z menedżerem o celu, który dla mnie wymyślił i który oznaczał dodatkowy kontakt do 30 klientów w miesiącu w sprawie jakichś dodatkowych działań pod SEO i 15 wymuszeń komunikatu o cookies (raz do klienta mail że mu zrobimy cookiesy jak nie ma, jak klient oleje to zostawiamy temat). To, że zawracanie dupy ludziom o cookies jest bez sensu, bo już raz dostali informacje, a ich bardziej interesuje pozycjonowanie i w tej kwestii oczekują ode mnie działań pozostał odbity. Ok. Jeśli chodzi o kontakt do 30 klientów zjechał mi łaskawie że tylko dla 15 mam coś zrobić (a dla reszty później), ja mu mówię, że analiza klienta, kontakt z nim i wykonanie dodatkowych działań to średnio 2-3 godziny na klienta (nie podałem zawyżonych wartości), więc 15 klientów to 30-50 godzin dodatkowej pracy na 4 tygodnie czyli 160 godzin (w firmie nie ma możliwości brania nadgodzin). Ja mu to mówię, a on mi tylko rzucił komentarzem, że my to strasznie lubimy liczby i zaczyna swoją manipulacyjną gadkę... Ręce mi opadły.

Żeby było zabawniej, ciągle się oficjalnie mówi że dział techniczny ma dużo za dużo pracy, że mamy za dużo klientów na osobę (na obsługuje ok. 340 teraz), że menedżer jest po to, aby opracować nowe plany działania i nas odciążyć, a tu nagle mam sobie wyczarować tyle dodatkowego czasu. Jasne, ja sobie akurat radzę na tyle szybko, że mógłbym sonie trochę dodatkowej pracy wrzucić, ale nie aż tyle. A inni to już w ogóle by się nie wyrobili.

Nie mając już siły, powiedziałem tylko że słabo to widzę, ale nie będę niczego z góry odrzucał, na co powiedział że ok, mamy ustalone więc że spróbuje i w swoich notatkach jako znak mojej aprobaty narysował uśmiechniętą buźkę, a dwie minuty wcześniej mówił że nie jesteśmy w przedszkolu (ja nie mam nic przeciwko uśmiechniętym buźkom, ale tutaj zajechało kolejnym NLP-podobnym bullshitem).

Podsumowując - koleś, który jest za głupi na wykonywanie mojej pracy, będzie mi mówił jak mam pracować i mną zarządzał (mimo że jego zarządzanie też pozostawia wiele do życzenia) i jeszcze pewnie kroi za 2-3 razy większą pensję niż ja.

Wiem, że się rozpisałem, ale jak widać - bije ode mnie mnóstwo frustracji. Obiecałem sobie, że nie dam się korpozeszmacić i zamierzam słowa dotrzymać. Na pewno nie będę sobie wypruwał flaków dla jednego wolnego dnia i gdybym nie zamierzał niedługo odejść to poszedłbym ZAŻĄDAĆ podwyżki, mówiąc że jak chcą robić korporacje z firmy to niech robią, ale ja w takim razie chcę korporacyjnej pensji. Nie ma 10 osób na moje miejsce, jest problem żeby znaleźć chociaż jedną sensowną.

Nakreśliłem z grubsza z czym muszę się mierzyć. Na swój sposób się cieszę, bo zamiast przedłużać wziąłem się w garść i wystarczyły jedne warsztaty, które się idealnie zbiegły z tymi zmianami, żeby nagle stwierdzić że rzeczy które planowałem na x lat do przodu mogę robić już teraz. Tak po prostu.


Kiedyś przez kilka miesięcy pracowałem z podobnym "nadzorcą" .Kompletnie niekompetentnym, wręcz głupim w porywach ,za to chamskim i przekonanym ,że zjadł wszystkie rozumy ,bo świeżo po studiach magister inżynier.Przez większość część czasu akurat wobec mnie się hamował bo robiłem coś dla nich co nikt z ekipy nie potrafił .Później niestety dwa razy mi "ciśnienie "podniósł .Ogólnie wprowadzał totalnie ciulową atmosferę ,przekładającą sie na relacje w całej ekipie .Jak go nie było, była ulga i wszystko szło o niebo lepiej .Gdyby był częściej to jestem przekonany ,że przyniósł by bardzo dotkliwe straty finansowe firmie z powodu kar za opóźnienie .Dobrał sobie też podobnie niekompetentnego "namiestnika" ,który psuł jeszcze więcej z racji tej ,że był codziennie.Na szczęście jego autorytet padł do tego stopnia ,że po jakimś czasie nikt go kompletnie nie słuchał i jawnie i wprost wszyscy go "olewali".On był od części artystycznej ale już po kilku dniach się zorientowałem ,że ja co tylko udaję ,że się znam na tej robocie, umiem znacznie więcej od niego i ,że cała część artystyczna tej roboty za 10 milionów zależy w tym momencie ode mnie głównie:)
 Dopóki nie pojawił się ten kierownik to czułem się jak w raju .Słoneczko ,widok gór a ja sobie z pędzelkiem jak do malowania na kartce papieru i szpacheleczką centymetrową robię rekonstrukcję i dobieram kolorki .Doszedłem do takiej wprawy ,że nowy kamień malowałem tak ,że nawet dla mnie był nie do odróżnienia od starego a miejsca po ubytkach w różnokolorowych granitach uzupełniałem i malowałem tak ,że z kilku centymetrów nie było nic widać .
 Mimo wszystko gdyby nie to ,że praca fajna i miejsce do mieszkania świetne to bym dłużej w tej firmie nie chciał pracować z powodu tego gościa, albo bym go w którymś momencie zwyzywał bo u mnie słabo z asertywnością .
Zastanawiałem się jak szef tej firmy trzyma takiego gamonia co mały włos mu budowy całej nie zawalił .Odpowiedź była prozaiczna - to jakiś pociotek z rodziny .
 Jako ,że to budowa i dużo krewkich chłopów to już kiedyś go karma dopadła i w pysk dostał ,jednak wiele go to nie nauczyło więc pewnie będzie powtórka .

ontoja

  • Wiadomości: 1 228
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-04-26, 11:31:20 »
Arwena
No jeśli podoba Ci się miejsce w którym mieszkasz i chcesz tam mieszkać .Jeśli wiesz ,że nie chcesz pracować na etacie a wierzysz całą sobą ,że będzie coś jeszcze lepszego, to rozumiem :)Czasem warto a nawet trzeba zrezygnować z jakichś pojawiających się możliwości aby skorzystać z jeszcze lepszych.
 Najlepszym doradcą jest wewnętrzny głos intuicji i jeśli go słyszysz to się nie zawiedziesz.

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-04-26, 08:05:54 »

No i nasunęło mi się jakiś czas temu pytanie - a kto rysował całe dzieciństwo, kto ma szafę pełną pięknych rysunków ze zwierzątkami, kto potrafi uczyć się teraz sam trudnych programów graficznych i potrafi w mgnieniu oka robić postępy i tworzyć na nich cuda? W końcu mogę z czystym sercem i dumą odpowiedzieć - Ja. I jeszcze na dodatek wcale nie musiałam za tym wszystkim gonić:)


Arwena,
gratuluję świetnego podejścia do siebie i swoich talentów .
I dziękuje za wielką inspiracje :-)

Arwena

  • Wiadomości: 203
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-04-25, 23:38:42 »
Kinga:)

Dziękuję, bardzo miło mi się zrobiło kiedy przeczytałam dziś tego posta:) Szczególnie, że mam dzisiaj przełomowe dla mnie odczucia i przemyślenia, dużo się teraz oczyszcza i w tematach pracy czuję się jakbym znów odradzała się jak feniks z popiołów;) Oczywiście, też widzę same korzyści z tej oferty,którą sobie przyciągnęłam i nie mam nawet momentu smutku na myśl, że nic konkretnego z tego jednak nie wyszło. Poczułam się bardzo doceniona i dotarło do mnie wreszcie, że hej! naprawdę mogę pracować jako ilustrator! Z pewnością tego potrzebowałam:) Z tymi możliwościami to miałam totalną jatkę w głowie, od niezasługiwania po niewiarę w siebie, mechanizmy związane z rodziną, a i jeszcze ostatnio oczyszcza mi się temat bycia i czucia się nieporadnym dzieckiem. Coraz więcej we mnie dojrzałości, odpowiedzialności, asertywności, pewności siebie... I od razu jak się łatwiej i przyjemniej żyje jako dorosła osoba, która wspiera swoje wewnętrzne dziecko, a nie jako dorosłe dziecko szukające wiecznie wsparcia z zewnątrz. To dla mnie nowość, ale czuję się z tym bardzo fajnie:)


Podoba mi się to podejście :-)
Ja już tez nie będę za niczym ganiać. To jest właśnie wzorzec który funkcjonuje u mnie w otoczeniu. Nieważny efekt, ale ważne ile kto się oganiał. Im więcej się oganiał tym większego medalu oczekuje.

Na szczęście nadmierne ganianie za czymś i wypruwanie z siebie flaków mam za sobą;) Przez całe życie dążyłam do tego, aby zostać lekarzem weterynarii, lata pasji, ale też i życiowych dylematów, było w tym coś pociągającego i ciekawego, ale nic za czym bym tęskniła;) W pewnym momencie życia bardzo się na wetę uparłam, bo nie widziałam nic lepszego dla siebie - ten zawód wydawał mi się najbardziej zgodny ze mną, moimi zainteresowaniami i oczekiwaniami jeśli chodzi o karierę i zarobki. Wzięłam na siebie bardzo dużo, sama przygotowywałam się do rozszerzonej matury z biologii i chemii, które zdawałam po skończeniu liceum, w tym samym czasie pracowałam po 12 godzin jako recepcjonistka, odkładając przez rok całą kasę na wyprowadzkę, aby móc studiować weterynarię, której nie było wtedy w moim mieście. Masa poświęcenia, tak naprawdę straconego czasu, nerwów i przełamywania różnych barier na siłę, wszystko po to by na końcu przekonać się, że to jednak nie dla mnie. Świat mi się wtedy zawalił, bo czułam pustkę, a jednocześnie rozmyślałam o tym, do czego znów mogłabym dążyć. To było dla mnie pewnego rodzaju zabezpieczenie - zaplanować swoją przyszłość i dążyć uparcie do celu. W pewnym momencie zorientowałam się, że życia nie da się zaplanować i że planowanie stawia na drodze tylko niepotrzebne ograniczenia, zrozumiałam to kiedy z wielkim płaczem i rozwalającymi emocjami musiałam zrezygnować z moich urojonych marzeń. Bo moje wyobrażenia o weterynarii nawet w małym stopniu nie pokrywały się z rzeczywistością z którą się zderzyłam. To była u mnie głównie kwestia potłumienia siebie, co zakrzywiało moje postrzeganie rzeczywistości, ale to już inna historia.

Teraz mam swój cel, ale on przyszedł do mnie naturalnie, urodził się z tego, że na co dzień rysowałam sobie dla relaksu i czystej przyjemności, nie oczekując od siebie niczego, nie wywierając żadnych presji. Nagle okazało się, że rysunki są fajne i że mogłabym sobie na tej przyjemności zarabiać. Oczywiście odpalił się od razu szereg blokad, wzorców, wywałek - głównie oscylujących wokół przekonania - "ale jak to? JA mam tak po prostu zarabiać na przyjemnościach, nie mając ukończonej żadnej szkoły, nie mając doświadczenia, odpowiednich kompetencji??".

Czułam, że nie zasługuję, bo jestem za słaba. Bo za mało na to pracowałam, za mało się starałam.

No i nasunęło mi się jakiś czas temu pytanie - a kto rysował całe dzieciństwo, kto ma szafę pełną pięknych rysunków ze zwierzątkami, kto potrafi uczyć się teraz sam trudnych programów graficznych i potrafi w mgnieniu oka robić postępy i tworzyć na nich cuda? W końcu mogę z czystym sercem i dumą odpowiedzieć - Ja. I jeszcze na dodatek wcale nie musiałam za tym wszystkim gonić:)

Fajne jest też to, że rysowanie nie jest też dla mnie celem nadrzędnym, chciałabym robić wiele innych rzeczy w moim życiu i zarabiać na wiele różnych sposobów, chcę w każdym momencie mojego życia zajmować się tym co jest dla mnie aktualnie najlepsze i najkorzystniejsze.

kinga roszczyniała

  • Wiadomości: 903
    • www.czysteswiatlo.com
  • Kinga Roszczyniała, www.czysteswiatlo.com (konsultacje,analizy,wypalanie węzłów,sesje regresingu)
  • Status: Terapeuta
[#]   « 2016-04-25, 10:59:29 »
Wydawnictwo ma siedzibę w małym miasteczku pod Warszawą, a ja mieszkam w Poznaniu, nie mam zamiaru przeprowadzać się specjalnie i gonić za pracą etatową - to praca ma przyjść do mnie;)

To jest bardzo dobre podejście :).

Jak wiemy dokładnie czego chcemy i jest to wynik świadomości a nie zaślepienia, uporu, to nie trzeba chodzić na kompromisy szukając pracy, partnera, domu, mieszkania.  Kompromisy są wtedy, gdy wierzymy, że na więcej nie zasługujemy. Dobrze, że ta oferta przyszła, bo zobaczyłaś, że są potencjalne możliwości. Bardzo dobrze, że przyszła po modlitwie, bo zobaczyłaś jaką szybką masz moc kreacji i wsparcie od WJa, a że nie do końca taka, która ci odpowiada? To pewnie jeszcze dlatego, że jednocześnie była też wynikiem różnego rodzaju wyobrażeń, które masz jeszcze w podświadomości, na temat własnych możliwości i korzystania z nich. Jak się ugruntujesz w tym co chcesz i w tym, że na to zasługujesz to wystarczy :). Bo talentu, zdolności Ci NIE BRAKUJE! I przekonałaś się już o tym, że ludzie też tak uważają :)
« Ostatnia zmiana: 2016-04-25, 11:06:07 wysłana przez kinga roszczyniała »

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-04-25, 10:39:05 »
Ja, jakiś czas temu nawet przekonałem się do etatu jako etatu samego w sobie. Nie przeszkadzało by mi to jakoś bardzo, gdyby miał sobie popracować jeszcze na etacie robiąc co lubię i co mnie ciekawi.

No. Ja mam podobnie. Przekonałam sama siebie do etatu. I póki jeszcze czułam, że się rozwijam na swoim stanowisku to było w miarę fajnie. I dopóki czułam sens tego co robię. Teraz nie widzę ani sensu ani korzyści innych niż pieniądze, które zarabiam.

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-04-25, 10:25:06 »
Wydawnictwo ma siedzibę w małym miasteczku pod Warszawą, a ja mieszkam w Poznaniu, nie mam zamiaru przeprowadzać się specjalnie i gonić za pracą etatową - to praca ma przyjść do mnie;)

Podoba mi się to podejście :-)
Ja już tez nie będę za niczym ganiać. To jest właśnie wzorzec który funkcjonuje u mnie w otoczeniu. Nieważny efekt, ale ważne ile kto się oganiał. Im więcej się oganiał tym większego medalu oczekuje.

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2016-04-23, 12:05:35 »
Ja, jakiś czas temu nawet przekonałem się do etatu jako etatu samego w sobie. Nie przeszkadzało by mi to jakoś bardzo, gdyby miał sobie popracować jeszcze na etacie robiąc co lubię i co mnie ciekawi. W etacie fajne jest choćby to, że wychodząc z pracy zostawiam ją całkowicie za sobą i w wolnym czasie mogą poświęcać się w 100% wszystkiemu co nie jest pracą ;) Z kolei taki największy minus etatu to dla mnie to, że ja mam tak że mam takie dni, gdzie bym sobie odpoczął i popracował dużo mniej żeby się zająć pewnymi rzeczami, które mnie zaaferowały a bywają też takie gdzie bym sobie po prostu po pracy jeszcze popracował w ramach czegoś ciekawego (to się akurat da jakoś zorganizować :D).

Moja obecna praca to takie pół na pół - 50% rzeczy które tam robię to nawet lubię, nauczyłem się sporo technicznych rzeczy związanych z tworzeniem i modyfikacją stron internetowych, a także ich pozycjonowaniem, dzięki czemu mogę sobie nie tylko dorabiać, ale też jak startuje ze swoim biznesem to będę miał świetną stronę za darmo, taką za którą bym zapłacił z dobre 1500 zł. I lubię to na tyle, że chyba nawet będę okazjonalnie dorabiał sobie na robieniu i modyfikowaniu stron, bo są z tego fajne pieniądze i bardzo ładnie się to komponuje z duchową pracą zdalną - można sobie na luzie podłubać w kodzie pomiędzy zabiegami i innymi zleceniami.

Pozostałe 50% których nie lubię w obecnej pracy to jakaś nudna klikanina, której się nie da ominąć i przede wszystkim nieustanny (na szczęście w 95% mailowy) kontakt z klientami, którzy w dużej mierze piszą by wyrazić swoje niezadowolenie (słusznie i często niesłusznie) na rzeczy, które w bardzo dużej mierze nie mam wpływu, ale sytuacja jest porąbana na tyle, że tak gdzie się mogę przyznać że nie mam wpływu to i tak nie dociera, a jeszcze jest sporo rzeczy na które oficjalnie mam wpływ, a w praktyce nie mam żadnego i muszę ściemniać. Strasznie to wszystko nieprzyjemne i wymaga ode mnie pewnej formy stłumienia, żeby się tym zajmować.

No i wisienka na torcie. Tak jak od dwóch jak pracuje w tej firmie, nasz dział nie miał żadnego kierownika, czuwali nad nami bezpośrednio prezesi, ale w bardzo mocno ograniczonym stopniu bo nie mieli na to czasu, a dział tworzyły same odpowiedzialne osoby, więc każdy pilnował swojej roboty i pomagał pozostałym - współpraca i odpowiedzialność były naprawdę na wysokim poziomie. Było to naprawdę super bo miało się pewne poczucie swobody i wolności, nikt na ręce nie patrzył, robiło się wszystko po swojemu, biorąc po prostu odpowiedzialność za każde słowo i działanie. Ja mając bardzo szybkie tempo pisania i dobrą organizację pracy radziłem sobie z moimi zadaniami szybciej niż koledzy, więc mogłem sobie pozwolić na nieco luzu pomiędzy zadaniami, siedząc sobie na necie w telefonie a jeszcze mnie chwalono za jakość i tempo pracy :D

Jednak firma się rozrosła przez ostatni rok, dział techniczny zyskał 2 razy więcej pracowników, nie wszyscy już trzymali poziom i niestety padła decyzja że musi się pojawić menedżer działu. Gość jest z nami od tygodnia i powiem krótko - te wyjątkowe, naprawdę fajne warunki pracy natychmiastowo szlag trafił. Wrzucili nam gościa z zewnątrz, takiego który nie wzbudza za grosz autorytetu, który w ogóle nie ogarnia technicznych rzeczy i jest teoretykiem zarządzania - tak, dosłownie teoretykiem - wykłada zarządzanie na jakieś wyższej szkole czegoś tam. Z naszą pracą (pozycjonowanie i Adwords) ma tyle wspólnego, że kiedyś miał sklep internetowy co użyto jako argumentu, że coś tam wie - to tak jakbym ja powiedział, że znam się na administracji bo prowadzę sobie kilka teczek z dokumentami. Koleś rozmawia z nami, ale nas nie słucha (nie mówcie mi o problemie, mówcie o rozwiązaniach), rzuca korpo żargonem, który kompletnie nie pasuje do grupy (naprawę użył słowa "target" z pełną powagą w zdaniu), a przez tydzień nie potrafił się nawet nauczyć kilkunastu imion, które się nawet powtarzają do tego stopnia, że mimo profilu pracowników w systemie (zdjęcie + imię i nazwisko), kazał nam przykleić do ścian karteczki z imionami, dzień później rozrysował sobie plan pokoju (całe 10 biurek) z podpisanymi imionami i przykleił sobie do ściany i jeszcze się kurde myli (w ciągu jednej rozmowy nadał mi dwa imiona, chociaż jedno się zgadzało). Dowala się do organizacji pracy najsolidniejszego pracownika z firmie (wszyscy wiedzą że koleś robi 200% normy i dosłownie robi cuda dla klientów), nie zna firmy i branży tak naprawdę, ale nie słucha że coś jest głupie czy bez sensu.

Ja się jeszcze wkopałem, bo na 27 maja padł pomysł, że jak ktoś chce darmowe wolne to ma sobie wymyślić cel do zrealizowania i ja go osiągnie to będzie wolne gratis. Informacje enigmatyczne, a ja jestem łasy na darmowe rzeczy, więc poszedłem wypytać o co chodzi (jeszcze przed przyjściem menedżera), sam proces przeciągnął się w czasie i bez wchodzenia w szczegóły skończyło się tym, że miałem indywidualną rozmowę z menedżerem o celu, który dla mnie wymyślił i który oznaczał dodatkowy kontakt do 30 klientów w miesiącu w sprawie jakichś dodatkowych działań pod SEO i 15 wymuszeń komunikatu o cookies (raz do klienta mail że mu zrobimy cookiesy jak nie ma, jak klient oleje to zostawiamy temat). To, że zawracanie dupy ludziom o cookies jest bez sensu, bo już raz dostali informacje, a ich bardziej interesuje pozycjonowanie i w tej kwestii oczekują ode mnie działań pozostał odbity. Ok. Jeśli chodzi o kontakt do 30 klientów zjechał mi łaskawie że tylko dla 15 mam coś zrobić (a dla reszty później), ja mu mówię, że analiza klienta, kontakt z nim i wykonanie dodatkowych działań to średnio 2-3 godziny na klienta (nie podałem zawyżonych wartości), więc 15 klientów to 30-50 godzin dodatkowej pracy na 4 tygodnie czyli 160 godzin (w firmie nie ma możliwości brania nadgodzin). Ja mu to mówię, a on mi tylko rzucił komentarzem, że my to strasznie lubimy liczby i zaczyna swoją manipulacyjną gadkę... Ręce mi opadły.

Żeby było zabawniej, ciągle się oficjalnie mówi że dział techniczny ma dużo za dużo pracy, że mamy za dużo klientów na osobę (na obsługuje ok. 340 teraz), że menedżer jest po to, aby opracować nowe plany działania i nas odciążyć, a tu nagle mam sobie wyczarować tyle dodatkowego czasu. Jasne, ja sobie akurat radzę na tyle szybko, że mógłbym sonie trochę dodatkowej pracy wrzucić, ale nie aż tyle. A inni to już w ogóle by się nie wyrobili.

Nie mając już siły, powiedziałem tylko że słabo to widzę, ale nie będę niczego z góry odrzucał, na co powiedział że ok, mamy ustalone więc że spróbuje i w swoich notatkach jako znak mojej aprobaty narysował uśmiechniętą buźkę, a dwie minuty wcześniej mówił że nie jesteśmy w przedszkolu (ja nie mam nic przeciwko uśmiechniętym buźkom, ale tutaj zajechało kolejnym NLP-podobnym bullshitem).

Podsumowując - koleś, który jest za głupi na wykonywanie mojej pracy, będzie mi mówił jak mam pracować i mną zarządzał (mimo że jego zarządzanie też pozostawia wiele do życzenia) i jeszcze pewnie kroi za 2-3 razy większą pensję niż ja.

Wiem, że się rozpisałem, ale jak widać - bije ode mnie mnóstwo frustracji. Obiecałem sobie, że nie dam się korpozeszmacić i zamierzam słowa dotrzymać. Na pewno nie będę sobie wypruwał flaków dla jednego wolnego dnia i gdybym nie zamierzał niedługo odejść to poszedłbym ZAŻĄDAĆ podwyżki, mówiąc że jak chcą robić korporacje z firmy to niech robią, ale ja w takim razie chcę korporacyjnej pensji. Nie ma 10 osób na moje miejsce, jest problem żeby znaleźć chociaż jedną sensowną.

Nakreśliłem z grubsza z czym muszę się mierzyć. Na swój sposób się cieszę, bo zamiast przedłużać wziąłem się w garść i wystarczyły jedne warsztaty, które się idealnie zbiegły z tymi zmianami, żeby nagle stwierdzić że rzeczy które planowałem na x lat do przodu mogę robić już teraz. Tak po prostu.

Arwena

  • Wiadomości: 203
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-04-22, 22:21:17 »
Spoko, ja akurat wiem czego chcę w tym temacie i wiem jakie warunki pracy chcę sobie stworzyć:) Jeśli lubię swoje miejsce zamieszkania i nie chcę z niego rezygnować to wiem, że mogę sobie przyciągnąć pracę idealnie dopasowaną do moich aktualnych potrzeb. Chodzi o to, że to ja chcę wybierać w ofertach, a nie na odwrót, a wiem że jak uwierzę w siebie to będę sobie mnóstwo okazji i możliwości kreować. Poza tym tak naprawdę zwykła praca w wydawnictwie to nie jest też nie wiadomo jak wielka życiowa szansa, a tego typu oferta nie jest też dla mnie najważniejsza, żeby się dla niej aż tak poświęcać;)

Oczywiście nadal marzę, żeby ilustrować książki i na tym też się oczywiście skupiam, ale nie zależy mi na prestiżowej posadzie, chcę mieć tylko miły i przyjemny sposób na zarobek, chciałabym spokojną, miłą pracę, najlepiej zdalną, żeby nie siedzieć po 8 godzin w biurze, bo to mnie dusi. Jak tylko skończę aktualne zlecenia na grafiki, to planuję znowu powysyłać portfolio do innych wydawnictw i je trochę powzbogacać, bo mam kilka szkiców i pomysłów na fajne ilustracje:) Na pewno przybędzie coś lepszego dla mnie:)

Jakiś czas temu Rowling opublikowała na Twitterze odmowy dwóch wydawnictw, z czasów kiedy próbowała swoich sił jako pisarka, jeszcze pod innym nazwiskiem. Pisała, że jeden z listów dużego wydawnictwa oprawiła w ramkę i powiesiła w kuchni. I to była dla niej motywacja, bo podobnie toczyły się losy jej ulubionych pisarzy, którzy nigdy się nie poddali;)

ontoja

  • Wiadomości: 1 228
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-04-22, 22:00:33 »
To jest praca o której marzyłaś i ona do Ciebie przyszła .Co Was trzyma w Poznaniu oprócz prac etatowych ,których nie lubicie ? Nie odpowiadaj .Odpowiedz sobie .Ja czuję jakąś awersję przed etatem a on może być na teraz najlepszy i otworzyć na więcej.Napisałem to bo tak poczułem .Rozważ czy sobie nie bojkotujesz ,bo mogła byś mieć taką pracę już teraz zamiast dalej gonić króliczka.
Bez urazy ,żadna ze mnie wyrocznia choć czasem z boku widać lepiej.

Arwena

  • Wiadomości: 203
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-04-22, 21:45:56 »
Wydawnictwo ma siedzibę w małym miasteczku pod Warszawą, a ja mieszkam w Poznaniu, nie mam zamiaru przeprowadzać się specjalnie i gonić za pracą etatową - to praca ma przyjść do mnie;) Zaproponowałam naczelnej pracę zdalną, ona mi napisała, że postara się wysyłać mi zlecenia i na tym się skończyło. Do tej pory się nie odezwała, chociaż kto wie, może jeszcze coś mi kiedyś zlecą. Ja się na tę okazję ani nie zamykam, ani też nadmiernie nie napalam. Nie poddaję się i próbuję swoich sił w różnych formach zarabiania na rysowaniu:)