Jestem parę dni po węzlach u Olgi:)
Przed-wiedzialam, że Oldze ufam, wiedziałam. że dla Boga wszystko możliwe, a jedyny opor tkwi we mnie. Oddychalam, oddychalam i medytowalam nad rozpuszczeniem wlasnych oporów.
Jak bylo? genialnie, cudownie i w ogóle och i ach. Poprzednie węzly u Leszka byly najśmieszniejsze. Te byly najsubtelniejsze. Problem dla mnie cieżki więc wiedzialam, że żeby nie odlecieć lepiej by bylo, żebym siedziala. Zaufałam Górze i siedziałam podczas, jakoś mialam pewność, że Olga i tak da radę:). Punkty robione przez Olgę pokrywaly się z tym co czulam /jedna rożnica-ja czulam pachwinę udową, Olga po pisała o kolanach-ale chodzilo o dokładnie ten sam mechanizm/. Najbardziej mi się podobala ta subtelna pewność, że jestem w dobrych rękach i na dobrej drodze:)
Jak jest po?bezpośrednio po stan euforii. Po Olgi wiadomościach euforia jeszcze większa. Do tej pory mam subtelne wrażenie poruszania sie parę centymetrow nad ziemią - tak wiele we mnie radości. Humorystycznie-następnego dnia przyjechali do mojej mamy znajomi z dość zakręconym dzieckiem, na ktore pieszczotliwie najbliższe mu rodzinnie osoby mówią "Belzebub". I co? dziecko przy cioci okazalo się uroczym szukającym milości chlopcem.
Reasumując-polecam, polecam i jeszcze raz polecam. Mi się zmienilo motto przewodnie ze "spokoj, luz, harmonia" na Olgowe "Alleluja i do przodu"Wiem, co mam robić, wiem, że to możliwe.
Dziękuję Oldze za ufność, ktorą mi przywrocilo. Za jej cieplo, milość i umiejętności. Dziękuję Bogu, że mogłam tego doświadczyć, Dziękuję Leszkowi za wcześniejszą pracę bez której te węzly byłyby awykonalne i Sobie, że się na to otworzylam.
Dziękuję:*