To było wytłumianie wzbierającej się we mnie energii z czakry podstawy, nad którą ostatnio pracuję. Mam nerki tak gorące, że aż skóra jest tam czerwona, a z rana sucha i łuszcąca się. Poszedłem na siłkę, aż mnie stopy parzyły jak biegałem na bieżni

To efekt tego, że wczoraj zakumałem na czym polega wizualizacja energii. Ja ją do tej pory wizualizowałem przychodzącą znikąd, pojawiającą się w miejscu gdzie jest czakra podstawy. Wczoraj podczas medytacji przyszło mi że ta energia nie bierze się z próżni, tylko jest to energia wnętrza ziemii którą zasysam poprzez podstawę prosto od Ziemii, poprzez moje otoczenie, nawet łózko na którym siedzę. I poczułem to z wielką mocą.
Dzisiaj odreagowałem kumulowanie energii w nerkach, gotowość na wrogów, puszenie się z mocą. Z tą skumulowaną energię na nerkach tworzyłem wokół siebie ogromne napięcie i wywoływałem intensywne wrażenie na ludziach, wbrew mojej woli. Problem mam w momencie kiedy zacząłem odliczać fascynację kung-fu. Wtedy moje ciało astralne odtwarza kolejne układy, ciosy, figury i pśka robi się cholernie nakręcona. Kiedy odliczam po raz kolejny, nakręca się jeszcze bardziej. Odliczałem transe ale wtedy mam ochotę paść ze zmęczenia

Właśnie sobie uświadomiłem przymus wzbierania tej energii poprzez intensywniejszy oddech, co robię z automatu.
Widzę że moje zacięcie do rozwoju duchowego pochodzi w ogromnej mierze z wcieleń w których praktykowałem sztuki walki. Kung Fu opiera się na Tao. Najpierw powstało Tao, a potem sztuki walki.
Tylko zastanawiam się czy to zacięcie jest tak do końca zdrowe...
Ach, ile Kung-Fu ma w sobie gracji, szacunku, godności, mocy i piękna zarazem!!
Clint, zapewne też coś wytłumiasz. Zapytaj się siebie co takiego.