Lechu
W astrologii jest planetoida Chiron, którą każdy ma gdzieś w swoim kosmogramie i oznacza ona najgłębszą ranę, której nie można do końca zaleczyc, ale trzeba z nią stale pracować żeby dusza mogła wzrastać. I tak pracuję i pracuje nad tematem, który mnie boli, uzdrawiam, wchodzę na wyższe poziomy zrozumienia tematu, doswiadczam coraz piekniejszych wibracji a ból wciąż wraca. Miałem takie wyobrażenia na temat oświecenia, że oświecenie to stan wyzwolenia od bólu. Z czasem coraz bardziej się sklaniam do tego że nie można się uwolnić od bólu jako takiego i że on stanowi część życia, a że można go bardziej zaakceptować. W tej chwili że spokojem jestem w stanie przeżywać bolesne sprawy, których kiedyśbul nigdy do siebie nie dopuścił. Dlatego sklaniam się w kierunku pełnej akceptacji tego co boli nawet jak boli i temat wraca i wraca. A może to jest droga do wyzwolenia? Nie wiem jak wyglądają etapy powyżej 30 erd. Jak to jest, czy w końcu ból całkiem znika i co musi się zadziac wewnątrz żeby on całkiem zniknął?