Ja generalnie nie modlę się za osoby, z którymi czuję, że coś jeszcze mam nie czysto, a one ruszają tematy, które mnie też dotyczą. Bo czuję, że ta modlitwa moja była by przez pś mocno zanieczyszczona, nawet jeśli świadomie chce pomóc, czy sama uzdrowić ze swojej strony. Nawet jeśli mnie ta druga osoba, zwykle ktoś bliski prosi to nie mam ochoty, mogę się pomodlić co najwyżej o uzdrowienie intencji swoich, no i o to by ta osoba znalazła pomoc i inspiracje gdzie indziej(choć to ostatnie to też różnie bywa jeśli jest moje uzależnienie).
Jeśli ktoś intensywnie modli się za nawrócenie drugiej osoby, to zwykle znaczy, że jej od tej osoby uzależniony. Więc lepiej energię, które się kieruje na presje by ktoś coś uzdrowił, można skierować na własne uzdrowienie:)
Leszek
"Sama otwartość jest ważna, ale nie decyduje o tym, czy coś zachodzi w naszym życiu. Musi być jeszcze wola, albo jakiś "kop" energetyczny, by się zadziało."
Ja myślałam długo, że sama otwartość wystarcza( jest bez wysiłkowa), a ten"kop energetyczny", czy wola to kojarzy mi się z jakiegoś powodu z wysiłkiem. Jakby skupianie energii by coś wykreować, czy naładować, podtrzymać. Zauważyłam, że tak jest i zaczęło mi od tego czasu na to wywalać.
Do tego dochodzi strach i złość, że mi energii nie starczy na wszystko. I że nie jestem w stanie wszystkiego na raz tak zasilać energią, bo tych spraw jest w moim życiu różnych tak wiele, a ja jestem jedna i na jednej rzeczy mogę się skupić.