Ja też nie czuję się spełniona, modlę się do Boga, żeby mi pokazał jak mam się poczuć spełniona i w czym, bo nie wiem. Mam poczucie, że nie chcę się w materialne rzeczy angażować zbyt mocno, bo "szkoda czasu", takie odcięcie od materii, lęk przed zakorzenieniem. Myślę, że to też od nich.
Wg mnie zarówno od nich, jak i z własnego "niebieskiego" pakietu, zawierającego przekonania nt materii, jako czegoś obcego, ograniczającego, tymczasowego, nieboskiego itp.
Dlatego np.: w dekrecie o spełnieniu napisałam, ze otwieram się na boskość w materii, na boskie energie w materii. Bo tez mi waliła niechęć, nieumiejętność wyluzowania i cieszenia się tymi bogactwami i możliwościami, bez czucia jednocześnie się nie w porządku - bo niby w ten sposób "zdradzam" swoje n-wcieleniowe przekonania o materii,jako czymś co oddziela mnie od Boga.
Wiem już teraz, że to bzdura, choć pś jeszcze tego do końca nie łapie i nadal wywala mi bycie nie w porządku, gdybym miała zacząć żyć pełnią życia w zgodzie ze sobą prawdziwą, w zgodzie z twórczą boskością. Jestem jednak przekonana, ze jest to do odpuszczenia i rychłego uzdrowienia. Materia jest fajna i w porządku!
Ja mogę materię konsumować, ale już uczestniczyć w tym głębiej np praca, a wcześniej nauka tych wszystkich rzeczy związanych z pracą, gdzie będę musiała wejść w to głębiej i się zaangażować, to mnie odrzuca, to zgłębianie się właśnie w jakieś niuanse i szczegóły np dociekanie różnych funkcji w programie graficznym i rozumienie jak to wszystko działa, ja lubię, ale tylko tak powierzchownie i nie cierpię czegoś udoskonalać, analizować i szukać nowych rozwiązań, zgłębiać wiedzę.
A czy nie ma w tym lęku, ze "za bardzo" się wtedy wciągniesz, i może a nuż Ci się spodoba?
W mojej naturze leży rozkminianie, jak coś działa, wiedza, takie nawet udowadnianie samej sobie, ze co to dla mnie, mogę i potrafię, skoro inni potrafią

Pewnie trochę rywalizacji mi tu zostało. Przez jakiś czas tą ciekawość świata, wiedzy, nowości, działań miałam zablokowaną, ale widzę, ze to do mnie już wraca i bardzo się z tego cieszę. Tym bardziej, ze teraz już wiem, że nie muszę sobie nic tym udowadniać (np.: podnosić samooceny), lecz po prostu dla samej radości robienia czegoś nowego.
Bleee, czuje taki bunt, że na samą myśl, że mam w to wejść robię się nieprzytomna. To też tak jakbym nie chciała czegoś wymyślać( a jak wymyślę i uznam za fajne, co jest bardzo rzadko, to nie chce mi się tego wdrażać w materię, czyli tworzyć realnie, bo po co? nie mam żadnej motywacji.
Te wszystkie wynalazki, mechanizmy w materii mnie bardzo odrzucają. Nie wiem dlaczego.
No fakt, skoro pewnie nadal pragniesz się stąd głównie ewakuować (?), to pewnie że możesz nie mieć motywacji, by coś tu poznawać, doceniać czy zgłębiać. Czy tak jest?

Co ciekawe w rozwoju duchowym bardzo chętnie zgłębiam różne zależności, prawa itd. A tu zupełnie nie chce, mózg mi się od razu wyłącza do poziomu warzywa.
Akurat taki mechanizm też mi się w pewnym momencie zrobił, co mnie wręcz przerażało i przygnębiało - u mnie to powstało jednak pod wpływem wieloletniej depresji oraz rozczarowania i zniechęcenia pracą, brakiem motywacji tam, tym, ze nikt tam nie doceniał mojej ciekawości, szybkości uczenia się, szerokości zainteresowań, umiejętności - tylko lecieli po schematach, szczególnie pierwszy szef, z którym pracowałam najdłużej. Z góry zakładał, ze skoro jestem kobieta, to jestem gorsza niż koledzy, mówił o mnie z pobłażaniem, nie doceniał niczego - a wręcz umniejszał. Nie widział, ze to ja często pomagałam kolegom przy obsłudze jakiś programów, ze wymyślam różne nowe rozwiązania, które były przyjmowane "naokoło" i nawet jak sami koledzy, przyznawali, ze np.: coś robię super i im w czymś pomogłam - to to olewał i nie przyjmował do wiadomości.
Potem kolejne działy, w których też inwencja i nieszablonowość myślenia nie były cenione, podobnie jak pomysłowość i szybkość nauki - zawsze tam bardziej skupiano się na tym, by dopieprzyć niż na tym, by powiedzieć coś miłego. Taka korporacja, tacy ludzie.
Uffff..., jak dobrze, ze w końcu, choć byłam oporna;) wykopałeś mnie Boże z tej korporacji i pokazałeś ile fajnego mogę robić teraz

No ale to moje dywagacje. Chcę się pozbyć do końca otępienia, nieprzytomności i niechęci, w jaką automatycznie, schematycznie wpadam, gdy mam coś zrobić - rzeczy te nabyłam w trakcie pracy zawodowej. To upierdliwy mechanizm, wiążący się z lękiem przed olaniem, zignorowaniem, dowaleniem, zniechęceniem, oraz dodatkowo z tą przeszłą depresją i zamulaniem się, oraz otępianiem za pomocą internetu. Wiem jednak, ze się tego pozbędę

i znów będę twórczą, ciekawą świata, lubiącą działać osobą. Ale to będzie fajne - działać w ten sposób, ale już bez motywacji, by podnieść sobie samoocenę, jak kiedyś, ale po prostu dlatego, ze rzeczywiście sprawiało mi to i sprawia radość.