Miałam dziś nad ranem takie dziwne sny, ktore nie zjawiały się już od dawna i po obudzeniu usmiechałam się nie wiedzieć czemu, z myślą mówiącą mniej więcej- o cholerka, a jednak znowu sieczka

Ich treść mnie zdziwiła bo od pół roku nie mam czasu na wiele poza obowiązkami i pewnie pś zechciała odpocząć fundując mi totalnie oderwany od rzeczywistosci sen.
Akcję pamiętam od momentu ukazania się jakiegoś ciemnego tunelu jakby kopalni, widziałam bezcielesnymi oczami

jak na wprost (choc ciezko było zlokalizowac ow punkt z powodu totalnych ciemnosci) pojawia się coś jak rozbłysk fioletowo-przezroczystych swiatłocieni (skojarzyły mi sie z barwą ametystu), trochę jak tafla przypominająca tą z filmu "Gwiezdne wrota" ale kształt stale się ruszał, emaował, powiekszał i pomniejszał i tam w pewnej chwili ktoś wskoczył i zniknał .
Niby byłam sama ale z obawy by nikt mnie nie zobaczył jako swiadka takiego tajemniczego zdarzenia przeniosłam się w mgnieniu oka na zwykłą ulicę jakiegoś miasta. Był dzien, ludzie normalnie sobie chodzili, czułam , ze uspakajam się widząc normalność.
Ledwie jednak zdązyłam wyłapać tę myśl uwagę mojej świadomości przyciągnał mijający mnie po lewej stronie dziwnie ubrany mężczyzna w białym kapeluszu, świat jakby zwolnił a on ciągle minimalnie idąc obok patrzył na mnie i bez słów przekazał myśl, że mogę tam wrócić, ze to ważne i ze droga wolna ale mam uwazac na tych "innych". I tempo swiata , wozów, ludzi na chodniku , szumu ulicznego znow wrociła do normy. Zawiesiłam się. Myslałam jacy inni ? I jak na zawołanie pojawili się jacys dziwnie patrzacy na mnie spode łba meni, jeden miał włosy postawione na jeża, całe, i wcale nie krótkie bo wyglądał jakby miał głowie miotłe do góry nogami, w kazdym razie był abstrakcyjny i rzucał sie w oczy , wiedziałam ze takich jak on mam unikac bo strzegą tego wejscia do jak mi sie wydawało portalu (tego fioletu). Ale kim był ten z owa czupryną, nie wiem, kojarzył mi się z kryminałem, ze straznikiem czegos tajnego ale i nielegalnego.
akcja przeskakuje, pamietam ze stoję wraz z moją siostrą przed tym portalem , ale jest ciemno , to jest gdzies w ziemi, czekamy z niedowierzaniem na to swiatło z rozbłyskami, ktore wciąga gdzieś na drugą stronę. Przez chwilę nic się nie dzieje, gapimy się w mrok. Aż tu bach. Rozbłysk. Jeden i drugi. Czujemy, że zaraz zniknie i trzeba się decydować. Wskakujemy obie:)
I w chwilę póxniej siedzę już na wodospadzie, konkretnie na wodzie, ktora wodą nie jest a jakimś czymś co nas nie moczy( moze pś rezyserując sen poczuła strach i zamiast wody zrobila z tego cos podobnego lecz w czym sie nie topi, nie moknie, tylko unosi) i z tego wodospadu jak ze zjezdzalni zjechałysmy do miasteczka. Ludzie w nim byli ubrani bardzo naturlanie, w tkaniny lniane i takie ręcznie plecione. Sprzedwali warzywa i różne rózniaste rzeczy. Mimo pozornej prostoty ich wyglądu czułam wielką mądrość i spokoj, który emanował od nich. I ta mądrość wiedziała, że zaraz trzeba mnie bedzie ukryc bo ci straznicy od tego z włosami jak szczota do gory nogami juz deptali mi po pietach, tez przelźli przez portal. Jakas kobieta z kramu przede mna wciagneła mnie pod lade i przykryła płachta własnej sukmany, pamietam ze koloru brazowego. Tamci nie mogli mnie znalesc choc węszyli na jeden oddech przy mnie.
co dalej nie pamietam.
potem był przeskok na kapkę inny sen
ja, jakis złoty most, szłam do miasta, dziwnego bo otoczonego również złotymi lub bardziej żółtymi nibymurami ale cienkimi jak papier a raczej dykta

Dokoła i w dali dały się zauwazyc soczyscie zielone wzgórza, łaki itp. piekny krajobraz.
Znalazłam się w centrum, jakby w rynku, tu ludzie takze byli spokojni, radosni, miło mnie przywitali, wcale nie jak obcą i słuzyli radą.
A teraz już smieszny motym co potrafi podświadomość , jak sygnalizuje do snu fizjologie organizmu sniącego lub telefony i takie rózne pierdołki. Bedac w tym miescie poczułam, że musze isc za potrzeba i spytałam mieszkanców czy gdzies w poblizu jest toaleta? W odpowiedzi padło, że poza miastem bo tu taka jeszcze słaba organizacja jest

I truchciekiem pobiegłam za owe żółte, złotawe dziwne nibymury. Oczywiscie po lewej jak i praeej stronie pojawiło się po kilka par drzwi , ja miałam znalesc w ktorych jest łazienka .
Co za męka pomyslałam z przekąsem ale i bawiła mnie ta sytuacja. Za pierwszymi drzwiami trafiłam na bardzo niemiłą panią, więc je szybko zamknęłam, drugie wejscie było stzrałem w dziesiatkę bo znalzłam jakies biuro, puste i tu tez 2 pary drzwi, prawe i lewe, te po prawej były w starym stylu, takie zółte i na jakis skobelek co od razu skojarzyło mi sie z toaleta miejską

Jeszcze w tym snie zdążyłam wrócic na scizke do owego złotego miasta , o dziwo na sciezce schyliłam sie po dziecko, niemowle, chłopca, ktory miał okazac sie kims bardzo waznym w dorołym wieku, acha! i w tej drodze powrotnej juz nie byłam kobietą tylko mężczyzną ajkby ojcem tego chłopca-niemowlaka, nisłam go do matki...cały czas jednak ktos mnie sledził, po prawej stronie przy balustradzie schodów namwiały sie jakies 3 nizsze postacie jak mi zabrac tego chłopca.
I w wielkim zadziwieniu jak i ubawieniu nagłej zamiany płci obudziłam się ...z wspomnianą wyżej potrzebą skorzystania z toalety

Śmiałam się mocno zębiście idąc do łazienki

Uffff