Ale się zrobiło zamieszanie

Dzięki wszystkim za wpisy!
Danny,
Z tego co piszesz na plan główny wysuwają się dwie sprawy: wolność i pieniądze i byc może uważasz,że osiągniesz wolnośc wtedy gdy osiągniesz pieniądze.
A moim zdaniem nie osiągniesz pieniędzy bez wolności. A żeby osiągnąć wolność trzeba mieć poczucie własnej wartości na wysokim poziomie. A poczucie wartości daje przede wszystkim miłość do siebie i akceptacja siebie.
Więc może zamiast pisać akceptuję i kocham swojego ojca pisz afirmację "Kocham i akceptuję siebie."
kilka innych afirmacji, które mi przychodzą do głowy
"Kocham i akceptuję siebie nawet jeżeli nie jestem w 100 % samodzielny tak jak bym chciał.
Kocham i akceptuję siebie nawet jeżeli zarabiam mniej niż ojciec i jestem od niego zależny.
Mogę zarabiać więcej niż mój ojciec. Mogę odejść od mojej rodziny.
Jestem bezpieczny i w porządku, gdy opuszczam rodzinę i odnoszę sukcesy."
Wogóle polecam Ci wszelkie afirmacje zaczynające sie od słowa "mogę". W przypadku ograniczenia wolności (psychicznego) często jest dużo nakazów i zakazów. A słowo "mogę" znosi zakaz.
A na nakazy ja stosowałam "Nie muszę już...." Wiem, że jest zasada, żeby unikać słowa "nie" w afirmacjach, ale moja podświadomość doskonale rozumiała o co chodzi.
@Lilliole
Afirmacje 'Kocham i akceptuje siebie' mam już za sobą, i w taki właśnie sposób pracowałem, nad własnym poczuciem wartości i głównie sobą i tylko sobą, nastawieniem. Efekty pozytywne. Jednak ostatnio przyszło do mnie to, że spokoju nie zaznam, dopóki tych relacji z ojcem/rodziną nie uzdrowię. I niestety wątpliwości jest sporo.
Co masz na myśli pisząc, o uzyskaniu wolności?
Mi głównie wolność kojarzy się w tym momencie, z brakiem zależności od innych ludzi, co było by realne tylko wówczas gdybym miał te pieniądze w ilości "X". Choć tak jak wspomniałaś, jest też uzależnienie psychiczne bardzo silne.
Temat jaki mnie interesuje to właśnie zarabianie pieniędzy i zanim się wziąłem porządnie za to, wyskoczył mi temat relacji z rodzicami..., a jest to zawiłe i zagmatwane bardzo.
Jeśli chodzi o wybaczanie, to jakoś łatwo mi to przychodzi. Oczywiście w momencie gdy ktoś nie wywiera na mnie presji w danym momencie.
Przykład: Nie mieszkam z rodzicami na codzień, nie myślę o tym przesadnie, mam luz. Pojawiam się w domu i wszystko zaczyna mnie irytować, męczyć, wkur***ć, ojciec zaczyna mi gadać swoje mądrości, chce żebym był jego kopią, bo przecież jaki ojciec taki syn itp. Żebym sie wzial "do roboty" (czytaj: zaczął robić to co on, zmienił zainteresowania, zmienił przekonania, żebym się generalnie słuchał tatusia i mamusi). Bo to się przecież opłaca, popatrz, mi się udało! Zarabiam dobre pieniadze swoja ciezka pracą!
Strasznie to ze mnie energie wysysa. Czasami po weekendzie "dochodze do siebie" 2-3 dni. Oczywiscie wszystko dzieje sie w atmosferze bardzo napietej, agresywnej, bardzo negatywnej. Zapominam powoli o tym, olewam, wrzucam na luz i jest ok. Temat jednak powraca, bo po prostu nie jestem niezależną jednostką na tyle, żeby to tak olać perfidnie że tak powiem.
Zaakceptowany przez ojca w 100% raczej nigdy nie bede, nie jest to dla mnie jakims problemem. On jest typowo logicznym umyslem, kalkuluje analizuje, realista twardo stapajacy po ziemie. Ja jestem z kolei wibracja liczby 3, wiec mam dusze artysty, latami staralem sie temu zaprzeczac i wyszla z tego niezla kupa, ale juz w miare posprzatalem

Ja miałem tak że uważałem że mój ojciec jest z czapy / przypadku. W ogóle nie podobny do mnie charakterem, ani celami, ani niczym. W pewnym sensie wywoływało to we mnie mnóstwo konfliktu, taka sytuacja gdzie jest zdecydowanie nie tak jak powinno być. Odczuwałem to jako jakiś błąd, ale jak to z rodziną bywa, cieżko się odciąć, więc wzrastał konflikt, a jak konflikt to nieakceptująca i nienawiść. Pomogło mi trochę, chociaż na tamten czas nawet dużo afirmowanie i EFT. Chociaż to patrząc z perspektywy bardziej doraźne metody, które rozwiązały tymczasowy ból, co w danej chwili może być właściwe.
Jadąc na te święta do domu, byłem w stanie dziwnym bo integrowałem się z fragmentem duszy, i po integracji byłem właśnie taki sam jak on, i gdy próbowałem odsunąć tą relację odsuwałem część w mnie. Było to dziwne odczucie, jakbyśmy się znali, myśleli podobnie, itd. Jaki ojciec taki syn itd. W pewnym sensie czułem spokój, który był naturalny nie wymuszony, nie kreowany, bez próby utrzymania go. W pewnym sensie taki byłem wyżej, a fizycznie nauczył mnie tego ojciec. Wewnętrzne pogodzenie się ze sobą samym, pogodziło mnie w relacji z ojcem.
Co ciekawe kojarzy mi się to z manifestacja energii źródeł / męskiej i żeńskiej która tworzyć nową istotę ja/ducha/duszę/x. Że ten stan w którym moja dusza była, przenosi się na rodziców, zawsze on tam będzie, że nie jest to zachcianka jednego wcielenia. Tylko potrzeba manifestowania się i bycia w tym stanie, a od kogo można to dostać jak nie od rodziców.
@BlueEyes
Czuje wiele podobienstw u siebie w tym co napisales. To wewnetrzne pogodzenie sie z samym soba piekna sprawa, zrobilem ostatnio sporo w tym kierunku i widze duzo zmian na lepsze, no ale jak widzisz jeszcze nie wszystko zrobilem.