BlackRose,
"Boli mnie jeden temat. Nie dociera do mnie ze moja rodzina jest jaka jest - tzn ze nie chca ze mna juz rozmawiac tak jak kiedys. Kiedys nie bylo rewelacyjnie, teraz jednak jest totalnie plytko. Czasem probuje sie zwierzac, powiem dwa zdania i slysze - nie zadreczaj mnie, odczep sie, chcesz abym umarla? Wtedy denerwuję sie ze nadal nie zrozumialam. Nadal szukam kontaktu i mam nadzieje w tej patologii na kontakt. Po co? Przeciez na uczelni i zwiazkowo moze mi wystarczyc. Cos mnie jeszcze trzyma. Czasem z radoscia podchodze do matki i chce rozmawiac, ale jest zly nastroj, opryskliwosc, wykorzystywanie tego co opowiem. Kiedys rozmowy byly dluzsze, teraz czuje ze mieszkam z obcymi sobie osobami. Jak ludzie ktorzy po latach stali sie inni, dalecy. Bardzo dalecy. Niecierpliwi, pelni traum. Im ja jestem bardziej swiadoma i przytomna, tym bardziej oni sie oddalaja. Przestaja do mnie pasowac? Nie ta harmonia? Moze juz pewne traumy nie rezonuja z moimi - bo moje po prostu uzdrowilam? Czasem odzywa sie we mnie jakas frustracja, mam zamiar to wziasc na Eft lub Whh - to jakas niespelniona potrzeba braku kontaktu, szukania pocieszenia. Po co ja sie pcham tam gdzie jest zle? Matka nie potrafi mi dac bliskosci, ku mojemu zdziwieniu ja widze ze potrafie dawac ją ludziom. I jestem w tym szczera, kochajaca. Potrafie dawac poza rodzina to czego nie mialam. Nie jestem żebrakiem, wrecz przeciwnie potrafie kochac i byc otwarta.

Macie pomysl na jakies afirmacje dla mnie? Aby tak nie lazic za ta matka, przeciez ona i tak sie meczy rozmowa ze mna po paru zdaniach. Cos na korzystne dla mnie towarzystwo? Bez sesji trudno mi sie odniesc do tego tematu. ..."
Rozumiem Cię doskonale. Mam bardzo podobne doświadczenia.
Napiszę do Ciebie, ale dużo będzie też do mnie
Nadal reagujesz jak dziecko, szukając miłości i zrozumienia u mamy i wierząc, że ona Ci to da. Zaniedbujesz (odrzucasz) przy tym siebie.
Musisz po pierwsze, zobaczyć Twoją mamę taką, jaka jest naprawdę, przekonać się, że nie da Ci tego, czego od niej oczekujesz (świadomie to wiesz, ale podświadomie nadal wierzysz w coś przeciwnego). I po drugie, przekonać siebie, swoje wewnętrzne dziecko o tym, że Ty sama potrafisz sobie to dać.
W tym celu napisz dwa listy.
Pierwszy do swojej malutkiej, zaniedbywanej przez Ciebie dziewczynki. W tym liście przeproś ją za to, że zamiast niej wybrałaś mamę (osobę, która krzywdziła Cię, której Ty nic nie byłaś winna), że zaniedbywałaś ją i że jej nie rozumiałaś i nie wspierałaś tak, jak tego potrzebowała. Pozwól jej na wypowiedzenie się. Zapytaj ją, co czuła, gdy ją krzywdzono. Niech napisze do Ciebie (możesz to zrobić nie dominującą ręką), jak bardzo była samotna i przerażona nieludzkim traktowaniem. Pozwól jej okazać wściekłość oraz gniew i zapewnij, że zawsze będziesz przy niej, choćby nie wiem co się stało.
W liście do mamy wypisz wszystko, co Ci robiła i co nadal robi. Napisz jej, co teraz czujesz i co czujesz teraz do niej. Napisz jej też to, co chciałaś jej powiedzieć jako dziecko, a na co nigdy się nie odważyłaś. Napisz, jak bardzo Cię skrzywdziła ( i nadal krzywdzi).
Ten list jest nie po to, żeby ją obwiniać, ale po to, żeby przekonać Twoją podświadomość jaka jest prawda, czyli jak bardzo mama zaniedbywała Twoje potrzeby (i nadal zaniedbuje) i że nigdy się nie zmieni. Chodzi o to, żeby wyrobić sobie współczucie do małej krzywdzonej dziewczynki, którą byłaś i oburzenie na osobę, która Cię krzywdziła.
Wszelkimi możliwymi sposobami przekonuj siebie, jak wygląda rzeczywistość. A wygląda tak, że matka nigdy nie da Ci tego, co potrzebujesz. To możesz dać sobie tylko Ty sama.
Możemy i mamy nawet taki obowiązek (i jednocześnie prawo), wobec siebie. I jeżeli go nie dopełniamy (nie kochamy, nie rozumiemy, nie opiekujemy się sobą odpowiednio), to żądamy, żeby inni to robili. Za nas. A tymczasem nikt takiego obowiązku wobec nas nie ma.
W gruncie rzeczy jest to bardzo egoistyczne postępowanie.
No ale nie chodzi o to, żeby oceniać, ale o to, żeby uzmysłowić sobie, że to my (i tylko my) jesteśmy w stanie zmienić rzeczywistość wokół siebie. Nie jesteśmy już bezbronnymi i nieporadnymi dziećmi, które były skazane na łaskę i niełaskę rodziców i które – aby przeżyć – musiały zaprzeczać prawdzie. Możemy teraz tę prawdę odkryć i same zaspokoić swoje własne potrzeby
