a ja chciałam wyznać, że wróciłam z domu rodzicow już do swego bezpiecznego azylu i jest mi troche smutno. Smutno, bo wiem, ze rodzice pozostana jacy sa i beda coraz bardziej zatracać się w swoim autyzmie. Jestem tez zla na siebie, ze nie umiem zachowac cierpliwości gdy gadaja bzdury az uszy wiedna(ojciec) lub gdy sa obojetni, wyalienowani i lekko opryskliwi (matka). wiem, ze nie da sie z nimi normalnie rozmawiac i ze powinnam puszczac mimo uszu co tam sobie powiedzą, bo chyba mam juz wystarczajaco swiadomosci i spokoju, ale jednak jeszcze odzywa sie jakies przyzwyczajenie zeby podnosic glos i gadac im na przeciw, co spotyka sie z niezrozumieniem (które własciwie rozumiem, bo na ich miejscu tez bym to tak odczuwala) lub gadaniem, ze boja sie mi cokolwiek juz mowic i zastanawiam sie czy naprawde jestem az takim niewdziewcznym potworem. Mam tez poczucie winy, ze tyle na nich gadam, a oni daja mi tyle pieniedzy i rzeczy i to lekką ręką, ledwo sie doczołgalam z pociągu. nie moge ich przez to skreślić, bo moze nie sa tacy źli skoro są chojni. a ja tak na nich gadam. nie rozumiem tego.
Ale gdy przyjezdzam po 4 miesiacach na urlop swiateczny naprawde mam jakieś naiwne, dzieciece zyczenia, ze moze będzie w koncu spokojnie, normalnie a oni bedą troche normalniejsi. a moze we wszystkich rodzinach tak jest, a ja jestem za bardzo roszczeniowa i pyskata?
Mama nie chce sie odchudzac, olała wigilie i pojechala od babci do domuu juz o 15, ignorujac ze ja przyjezdzam na wigilie. bo niby ja bola nogi i nie ma potem autobusu, a w rzeczywistości jest juz tak wyalienowana, ze nie chce jej się z nami siedzieć.. Nogi bolą bo jest gruba, lekarze kazali jej kategorycznie sie odchudzic, bo inaczej pojda jej stawy, a ona ze nie bedzie jadla liścia sałaty. A ta gada, ze ma raka kości i ze nie doczeka nastepnej wigilii. Ech, juz mi sie nawet nie chce pisac o tym, bo tych wszystkich objawów nienormalności jest u nas pelno na kazdym kroku i wydaja mi sie normalne.