Wczoraj miałam mocną sesję, wyszły rzeczy których się nie spodziewałam, a zaczęło się od tego, że nie zasługuje na bycie kochaną bo mam ciało.
Uciekłam przed archaniołami w materię, a potem poczułam się w tym ciele i w materii jak w pułapce, w którą sama się wpakowałam. Zakodowały mi, że spotka mnie kara Boża za to, że mam ciało( bo tak już jest, "takie jest prawo przyczyny i skutku), a zwłaszcza za to, że doświadczam w nim przyjemności. Kary miały być w postaci cierpienia w ciele, różnych chorób, plag itp.
Odreagowałam też sobie zmienianie swojego biopola, jakieś manipulacje nad energią mojego ciała, by nie przyciągać harmonijnych ze mną istotek, by mnie nie widziały, taki kamuflaż. Groziło to tym, że gdy taka osoba się pojawi, zaraz zjawią się Ci przed którymi uciekałam. Więc nie było bezpieczne bycie z harmonijnym aniołkiem. Przypomniałam też sobie jak bardzo chciałam być inna od połówka, mieć inne ciało, inne energie, być super oryginalna i niepowtarzalna.
Skutek tego wszystkie był taki, że z lęku przed archami i karą Bożą, podejmowałam się różnych praktyk by oddzielić siebie od swojego ciała i pokazać Bogu, że się od niego odcinam, nie zależy mi na nim, a na pewno już nie sprawia mi przyjemności( za to była największa kara). Uważałam ciało za najgorsze zło, coś tak okropnego, obrzydliwego, co sprawia, że nie zasługuje na miłość, a wręcz na odrzucenie i potępienie.
No i bycie trędowatym to nic fajnego...