Miałem nic nie pisać o tym co się dzieje, aż się pewne rzeczy nie ułożą, ale jakimś cudem wygadałem się mojej matce, która była ostatnią osobą, która miała to wszystko wiedzieć, więc dla równowagi napiszę tutaj, bo pozytywne wsparcie się też przyda

Zacznę po kolei - jakoś tak ostatnio na studiach z łatwością przepisałem ocenę z jednego przedmiotu (wg regulaminu nie powinien mi koleś przepisać bo miałem poprawki), potem na kolejnych ćwikach się okazało, że można nie uczestniczyć w zajęciach jak się samemu w domu zrobi taki projekt grupowy. Jakoś tak czułem dziwne wsparcie w kierunku ułatwiania mi życia. Potem miałem super spotkanie z dziewczyną, gdzie odbyliśmy poważne rozmowy na temat pracy, przyszłości i wspólnego mieszkania - dużo się działo, odpadło wiele głupot, jej nawet się zmieniły dość istotne plany, bo doszło do niej, że to była porażka totalna - i jakoś tak coś się zmieniło między nami, bo zrobiło się naprawdę poważnie. Poczułem po raz pierwszy, że nie jestem już na randce, ale że spędzam czas z kimś, z kim na poważnie chce spędzić najbliższą przyszłość i najlepiej również tą dalszą
Tego samego dnia, gdy wróciłem do domu, odpaliłem kompa i 10 minut później odezwał się stary znajomy, z którym urwał się kontakt jakieś 4 lata temu, a który nagle napisał że pogadać co tam u mnie i aby w ciągu kolejnych 10 minut zaoferować mi pracę

Jest to praca pasującą dość mocno do opisu, który dostałem w ostatnim czasie w dwóch, niezależnych od siebie wróżbach i które pokazywało to jako bardzo pozytywną opcję. Rozmowę mam już załatwioną, mają w tym tygodniu zadzwonić w który dokładnie dzień.
Praca jest na pełen etat, wiec brakowało mi do szczęście tylko załatwienia jednych ćwiczeń trwających 45 minut - dzisiaj poszedłem i na luzie przepisałem się do innej grupy na 16:40, więc spokojnie jestem w pełni dyspozycyjny w tygodniu. Praca sama w sobie może nie jest nie wiadomo czym, ale brzmi ciekawie i myślę że mnie rozwinie pod kilkoma aspektami - jest to doradca klienta, czyli głównie sprzedaż usług pozycjonowania stron internetowych, ale także obsługa bieżących klientów i takie tam sprawy. Miałbym 1500 zł na rękę podstawy plus podobno atrakcyjne prowizje - kolega obecnie wyciąga jakieś 800zł z samych prowizji, a pracuje dopiero od października. Dojazdy są trochę słabe, więc jak tylko dostanę pracę to idę do babci w ascetyczne warunki na kilka tygodni(zanudzę się tam, ale załatwię sobie mobilny net i napiszę pewnie całą magisterkę z nudów

), a jak tylko poczuje się pewniej w pracy (pewnie po pierwszej wypłacie, zresztą zawsze będę mógł zapytać tego kolegę o stabilność, bo on ma zostać team leaderem, zespołu w którym będę) to wynajmuje pokoik i sprowadzam dziewczynę do siebie. Ona wtedy też poszuka pracy i jak coś ogarnie to sobie wynajmiemy kawalerkę jakąś tańszą.
A myślałem, że przed końcem studiów to się nie da

A ta praca to jest też o tyle fajna, że niby można sobie brać jakieś wolne i odpracowywać godziny zostając w inne dni po godzinach, więc będzie możliwość załatwiania pierdół uczelnianych.
Mimo stresu, ataków paniki i innych taki akcji czuję się tak świetnie, bo jeszcze nigdy nie czułem TAKIEGO wsparcia od Boga - no po prostu dywan rozkładany pod nogi - nic, tylko iść. Z tą pracą też mam takie przeczucia, że będę w szoku jak jej nie dostanę. Cały czas czuje jakby to było najbardziej oczywiste na świecie, że będę tam pracował i już złapałem, że mówię, działam tak jakbym tę pracę miał już zapewnioną. Na samą myśl o rozmowę kwalifikacyjnej widzę siebie, jak oczarowuje gościa swoim wygadaniem, zaangażowaniem pasją i podejściem. Mam tyle argumentów za tym, że się tam nadaję, że się boję, że o którymś zapomnę.

No i mam mega motywacje - jestem w stanie naprawdę poruszyć niebo i ziemię, żeby móc zamieszkać ze swoją partnerką - nie widzę powodu, dla którego miałbym to jeszcze odwlekać przez pół roku czy nie wiadomo ile. Oboje chcemy się wynieść z rodzinnych domów (ona chyba jeszcze bardziej niż ja), oboje chcemy żyć razem i oboje jesteśmy zrobić wszystko co w naszej mocy, aby to osiągnąć. Nie wyobrażam sobie, żeby cokolwiek miało nam to uniemożliwić.
Caaaałe życie mi się ostatnio zmienia, nawet dość poważnie zachwiała się relacja, która do tej pory była dla mnie najważniejsza, a którą teraz zaczynam widzieć w innym, przytomniejszym świetle. Dzieje się tak dużo i tak intensywnie, ale to cudowne jest, wspaniała odmiana po tylu latach nadmiernej stabilności i monotonnej codzienności. Jestem niezwykle podekscytowany tym, że biorę się za samodzielne, niezależne życie i tak naprawdę zaczynam dopiero żyć naprawdę, bez tych wszystkich samoograniczeń.
W każdym razie jak dobrze pójdzie, a myślę że pójdzie - wyprowadzę się w ciągu najbliższych dwóch miesięcy

A matka już panikuje, wciska mi jakieś tanie teksty o tym, żeby siedział w domu i oszczędzał pieniążki, a jak to po mnie spłynęło, to w akcie deprecjacji rzuciła tekstem, że przecież po co się wyprowadzać, bo tutaj mam gotowane, prane i usługiwane

Myślałem, że padnę ze śmiechu (gdyby chociaż te obiady dobre były

), bo jakim cudem miałbym wybrać coś takiego ponad mieszkanie z ukochaną osobą, we własnej, wolnej od rodzinki przestrzeni?

Nie wspomnę już o tym, że mnie ciarki ze szczęścia przechodzą na samą myśl o wspólnym z nią gotowaniu, chodzeniu do sklepu, sprzątaniu czy innych codziennych czynnościach.
Jestem tak bardzo szczęśliwy, mimo że przede mną tyle wyzwań teraz
