Ania,
no właśnie widziałam Twój wpis o Queen, fajnie, że byłaś

cóż, też tak sobie tłumaczę, że może gdzieś indziej uda mi się na nich trafić. Zła jestem jedynie za swoją upartość z jednej strony i brak konsekwencji. Nie miałam biletów, to fakt, ale udawało mi się czasem w życiu trafiać w różne miejsca albo bez biletu albo nawet jak były wysprzedane i myślałam, że tym razem też. Kiedyś we Wrocławiu, jak jeszcze mieszkałam z koleżanką, która była wielką fanką Leszka Możdżera założyłam się, że uda mi się wejść na koncert, na który bilety były już wysprzedane. To był pojedynek fortepianowy Możdżera z kimś tam. Strasznie się jej dziwiłam, że nie chce spróbować, tylko dlatego, że biletów już nie ma. Pamiętam, że biegłam na autobus, w środku się jeszcze malowałam, czesałam i czyściłam buty, bo nie zdążyłam tego zrobić w domu (zakład był w ostatnim momencie). Trafiłam do filharmonii chwilę po rozpoczęciu koncertu, babka w kasie swoje, że nie da się wejść, ale zebrało się kilka osób, którym bardzo zależało, podeszliśmy do ochrony i zaczęliśmy z nim rozmawiać, zmiękł i za jakieś drobne weszliśmy. Koleżanka myślała, że wyjdzie z siebie jak jej napisałam, że jestem w środku

Dziś kumpela, która też była zainteresowana, stwierdziła, że to jednak bez sensu jechać w ciemno. Bo przecież jeśli nawet ktoś będzie chciał sprzedać bilety przed samym koncertem to będą chorendalnie drogie, a szansa, że ktoś taki będzie i tak jest nikła. Trudno.. trzeba żyć dalej
