Clint
Ja też się bałam. To takie pierwotne lęki o byt, przetrwanie, one są czasem przerażające. Bywało że mnie paraliżowały, wtedy odreagowanie się przeciągało trochę, bo miałam ochotę skulić się w kłębek i tak leżeć. To też lęk, że sobie nie poradzimy.
Utrudnieniem była chęć ucieczki pś w nieprzytomność przed tym, czy otumanianie się by odwrócić uwagę np komp. Paraliżowała mnie też świadomość ile rzeczy mnie blokuje jeszcze, ile mam wzorców, że to będzie tak długo trwało, a ja między czasie muszę żyć.
W efekcie zmiany następowały powoli, ale pomimo, że nadal temat u mnie jest w toku, to jednak żyje i mam co jeść;) Nic się złego nie stało:) A jakość życia poprawiała się stopniowo.
Na jeszcze jedną rzecz chciałam zwrócić uwagę, może się przyda, że np moja pś przez jakiś czas, gdy dostawałam większe ilości kasy miała przymus wszystko wydawać. Na przyjemności, czasem luksusy, ale czułam taki przymus, silną chęć, niby że mam bogactwo, mogę go doświadczać. Ale to taka zmyła, bo właśnie czułam pś brak i pragnienie i chciałam sobie to odbić.''
A głębiej chodzi o to, że pś chce się pozbywać bogactwa, by znów doświadczyć braku, lęku o byt. Bo to zna i "lubi".
Po afkach, że zasługuje na bogactwo i dobrobyt i to ok , naturalne, bezpieczne moja pś przestała to robić:) Momentem przełomowym było uczucie pełni na brzuchu i akceptacja dostatku, bogactwa i nadmiaru. Czułam jak moja czakra sie otwiera, jest ciepełko i akceptacja. W innym wypadku pś jakby wypycha to.
Przy tych afkach nagle mi zaczęło zaskakiwać, że Bóg nie wymaga ode mnie bym się zaharowała i nie chce mi zaszkodzić bym mogła dostać za to pieniądze;)
Nie ma tak, że jest deal: ja oddaje swoją przyjemność, energię, zdrowie,godność, a za to mam przeżyć, lub dostać coś fajnego materialnego.
Jak się już to załapie, to jest lżej. Zasługuje by żyć, a nawet dobrze żyć, nie muszę walczyć o przetrwanie:)