Sebastian
Moze zajrze do ksiazki. MI sie postrzeganie jedzenia jako obciazenie kojarzy z nieczystymi intencjami aniolkow by pozbyc sie materii, ciala i wrocic do Boga. Ale najpierw zanegowac wszystko co zwiazane z cialem, a zwlaszcza to co sprawia przyjemnosc.
Wiesz ja to mam wywałki, że nie lubie byc uzależniona od czegoś, nawet od jedzenia. Od czegokolwiek.
Ostatnio mi bardzo nie wygodnie jakoś w ciele i w materii, to znaczy, że traktuje materię jako przeszkodę. Tak mi wywala.
Przepracowuje tez miłość do ciała. Zasługiwanie na miłość nawet jeśli mam ciało, nie jestem doskonała, mam emocje i wywałki.
Prawdopodobnie jest to jakaś forma karania się za odejcie od Boga. Że teraz to na miłość nie zasługuję, wejście w materię to przypieczętowało, takie utknięcie to było, ale sama idea myślę, że była już wcześniej od przedwiecznych i ugruntowana przez BUA.
Takie podejście, że gdy jemy to organizm nie może odpocząć to też wydaje mi się obciążeniem. Jakby samo jedzenie miało niszczyć organizm. To coś w stylu moich ostatnich wywałek, że trzeba oszczędzać energię, bo ilość jest ograniczona.
Ja ostatnio zaczęłam czuć się jak jakaś 50 latka, która już nic nie ma do zrobienia w życiu, jest stara i właściwie zbliża się do końca, że na wszystko już jest za późno, teraz to już tylko starość i śmierć. Możliwe, że dla mojej pś mój wiek 29 lat w tym roku, to już bardzo dużo i staro;)
Dziwne to, ale tak mi wywaliło w temacie ciała. Afkuję, że zasługuję na zdrowie i młodość.