Lillione
Z przyjemnością czytam o takich zmianach:) Zdrowe granice wobec pewnych osób, które projektują własne wzorce i chcą, żeby je realizować lub kompensować,
- to jest to!
Dziękuję Ci Sylvia za ten wpis :-). Bardzo mnie wczoraj tym wsparłaś, a miałam silną wywałkę i mocne obniżenie wibracji.
Mnie też bardzo cieszy fakt, że zaczynam mieć zdrowe granice i że one zaczynają działać nawet wtedy kiedy nie jestem w najlepszej formie. Długo nie wiedziałam jak nauczyć się stawiania granic. I szukałam jakiejs skutecznej metody. I na dzien dzisiejszy uznaję, ze najlepsza jest modlitwa i powierzenie się boskiemu prowadzeniu.
Niedawno właśnie zaczęłam prosić Boga, aby mi pokazał co ma dla mnie najlepszego i jeszcze pokazał mi jak się na to otworzyć, jak to przyjąć. I widzę, że to bardzo mocno działa.
Po tej modlitwie przyszło do mnie, że mam uwalniac się od wszelkich nieprzytomności. Że otwarte serce i miłośc jest super, ale oprócz tego trzeźwy i przytomny umysł bardzo sie przydaje.
A przyszło do mnie w postaci mocno nieprzytomnych ludzi. Długo nie wiedziałam o co chodzi. I po co mnie oni tak zalewają swoimi nieprzytomnymi jazdami. Próbowałam im uzmysławiać ich nieprzytomności. Bezskutecznie. Aż w końcu mnie oświeciło. Że pewnie jakaś moja nieprzytomność rezonuje z nimi i ich przyciąga. I zaczęłam sobie uzmysławiać swoje transy i nieprzytomności w różnych obszarach. I uwalniać je.
Pewnie jeszcze wszystkiego nie uwolniłam, ale widzę dużą zmianę. I powiem tak: przytomność jest cudowna :-)
I przyszło jeszcze do mnie cos takiego: żeby połączyć w sobie przestrzeń serca z przestrzenią przytomności i jasności umysłu. Wogóle jakoś chodzą mi po głowie te przestrzenie. Na razie bardziej to czuję niż wiem.