Autor Wątek: Wyznania  (Przeczytany 640422 razy)

Edyta

  • Gość
[#]   « 2014-03-03, 11:10:28 »
mi się wydaje że miłość do siebie jest ważna ale podziw do siebie nie mniej zwłaszcza gdy pracujemy artystycznie tworzymy coś plastycznie, muzycznie czy inaczej. Chodzi tu o pozytywne motywowanie się do podejmowania kolejnych działań w określonej dziedzinie. Po prostu musimy podziwiać swoje dzieła i stać po swojej stronie bo inaczej nic nam się nie będzie chciało robić. To potrzebne by chwalić samych siebie i cieszyć się swoją tworczością.
Tym bardziej że nie wszystkim na świecie spodoba się to co robimy ale jak to mawiała moja babcia "każda potwora znajdzie swego amatora" i to co komuś się nie spodoba , spodoba się komuś innemu. Naszym zadaniam jest nieustawać w działaniu czyli jak mawia Adam Małysz "robić swoje a jak nie wyjdzie robic więcej swojego" :)

Arwena

  • Wiadomości: 203
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-03-03, 11:03:51 »
Podziw dla siebie kojarzy mi się z niezdrowym zadufaniem w sobie, nachalnym wywyższaniem się nad innymi. Zawsze tworzyłam do szuflady a gdy już ktoś zobaczył któreś z moich dzieł i wychwalał pod niebiosa, ja tylko nieśmiało się czerwieniłam i zapewniałam, że oj tam oj tam, to przecież nic takiego. Zaczynam irytować samą siebie w tym niedocenianiu siebie:D

Arwena

  • Wiadomości: 203
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-03-03, 10:57:07 »
Cytuj
myślę że źle to świadczy o polskim szkolnictwie wyższym, ktore nie przygotowuje realnie do pracy , nie zwraca żadnej uwagi na rozwój osobisty studentów, inicjatywę własną , ludzie zaliczają egzaminy ale poza tym nic i o wszystkim decyduje tylko samoocena wyniesiona z domu.

Dokładnie.

A na studiach jedna prowadząca powiedziała mi, że nic nie osiągnę jako weterynarz jeśli nie będę otwarta w stosunku do ludzi i bardziej zaradna, nie liczyło się już to że mam umiejętności, odpowiednie podejście do zwierząt i dobre wyniki w nauce. Powiedziała, że to mój problem i będę sobie musiała jakoś poradzić. Na rozmowach kwalifikacyjnych mam jakieś przebłyski kiedy jestem pewna siebie i wygadana ale szybko się denerwuje, co widać i na stracie jestem skreślana, bo nie jestem przebojowa, a kogo obchodzą moje zdolności i wiedza…


Dopiero zaczynam pracę nad samooceną i moja droga będzie się coraz bardziej uwidaczniać. Czuje ze chciałabym zarabiać jako artystka, ale nawet kiedy wiem ze mam potencjał i w jakimś tam stopniu doceniam siebie, to ciężko mi z kolei uwierzyć, ze inni mnie zauważą i docenią. A jak inni mnie doceniają i chwalą to ja nie wierzę w siebie. Nawet jeśli ktoś komplementuje moje dzieło to ja i tak wychodzę z założenia, że nie zarobię na tym sensownych pieniędzy.


Uświadomiłam sobie, że ja widzę tę drogę i widzę swoje predyspozycje, ale udaję że ich nie ma, bo boję się uwierzyć w siebie i wyjść z moimi zdolnościami do ludzi.

Karina

  • Wiadomości: 3 331
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-03-03, 10:36:33 »
Grazyna Anna
Tak, kiedyś to poczucie czerpałam z zewnątrz, widziałam to w oczach bliskich, szczególnie mojej babci, która mnie wychowywała. Babcia zmarła, a ja stopniowo popadałam w depresję. Wszystko straciło dla mnie sens. Później z depresji zaczęłam stopniowo wychodzić, krok po kroku uczyłam się sama kochać siebie, nastąpiło całkowite przewartościowanie mojego życia, przestały mnie zupełnie pociągać zewnętrzne wyzwania i nie widziałam w podejmowaniu ich sensu. Sensem stało się dla mnie nauczyć się samą siebie kochać bezwarunkowo, odnaleźć w sobie samej źródło mocy, wsparcia i miłości. I sądzę, że jestem na dobrej drodze, tylko zastanawiam się dlaczego miłość coraz bardziej czuję, a podziwu nie. Ciekawe muszę rozgryźć o co w tym chodzi.

Teraz sobie uświadomiłam, że czułam od innych zawsze łatwo podziw dla mnie, ale nie czułam miłości. POdziw i miłość to nie to samo.

Grażyna Anna

  • Gość
[#]   « 2014-03-03, 10:20:49 »
z tym byciem pełnym podziwu dla siebie to coś rzeczywiście jest, nie byłam tego do końca świadoma, ale miałam w sobie to uczucie kiedyś i wtedy łatwo przychodziło mi wtedy podejmowac wyzwania. Później to straciłam (odkąd zaczęłam medytowac i grzebać w sobie) i muszę się zastanowić dlaczego właściwie tak się stało. I czy to jest dobre czy nie.

Może straciłaś poczucie, że jesteś wyjątkowa, super i the best ?

Karina

  • Wiadomości: 3 331
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-03-03, 09:56:01 »
z tym byciem pełnym podziwu dla siebie to coś rzeczywiście jest, nie byłam tego do końca świadoma, ale miałam w sobie to uczucie kiedyś i wtedy łatwo przychodziło mi wtedy podejmowac wyzwania. Później to straciłam (odkąd zaczęłam medytowac i grzebać w sobie) i muszę się zastanowić dlaczego właściwie tak się stało. I czy to jest dobre czy nie.

Wniebowziecie Grubego

  • Wiadomości: 2 288
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2014-03-03, 09:43:58 »
jestem  pełen  podziwu  dla  siebie


podziwiająco

Edyta

  • Gość
[#]   « 2014-03-03, 08:11:12 »
No i jest jeszcze jedna rzecz która mnie blokuje przed otworzeniem się na sensowniejszą pracę. Całe życie marzyłam o tym, żeby zostać weterynarzem. Potem zwątpiłam myśląc o tym, że nie byłabym w stanie „kroić zwierzątek”. Doszłam więc do wniosku, że moja praca musi wiązać się ze zwierzętami, bo to mi daje najwięcej szczęścia. Potem powróciłam do marzeń o weterynarii i stawiłam czoła wyzwaniu. Pokrywało się to z moimi zainteresowaniami, ale zdecydowanie za dużo tam kontaktu ze śmiercią, cierpieniem, okrucieństwem. Wmawiałam sobie że właśnie weterynaria jest moim przeznaczeniem i tylko ten zawód mnie uszczęśliwi, widziałam całą sprawę przez różowe okulary. Odkąd zmieniłam swoje plany czuję się zagubiona. Może coś porysuję, może coś innego stworzę… Ale nie wiem ciągle w jakim kierunku mam iść, nie mam już celu. Nie widzę siebie w żadnej konkretnej pracy, a inne kierunki studiów też mnie już nie pociągają. Wcześniej studiowałam historię, potem biologię. Za każdym razem rezygnowałąm na rzecz tej weterynarii właśnie. Nie widzę teraz już sensu ani chęci w tym co robię.
jeśli sama nie wiesz co robić  są tu osoby które mają talent do badań psychometrycznych z tego co wiem to Leszek i Witek takie robią, innych nie znam. Możesz zamówić badanie pod kątem przydatności do określonych zawodów.

a jeśli byś chciała realizować się w sztuce  najważniejsza jest samoocena , musisz stać się jak Wniebowziecie Grubego - "pełna zachwytu dla siebie" warsztat owszem ćwicz ale nie jest to aż takie ważne, ludzie robią totalne gówna i są za to hołubieni a świetne prace i utwory  innych z niską samooceną leżą w szufladach i nigdy nie ujrzą światła dziennego. Talent ma śednie znaczenie podstawą jest wysoka samoocena i uwielbienie dla siebie :)
« Ostatnia zmiana: 2014-03-03, 08:25:18 wysłana przez Edyta »

Edyta

  • Gość
[#]   « 2014-03-03, 08:00:00 »
no tak wyjasnienia Arweny mi wiele wyjaśniają
kiedys pracowałam w dziale kadr dużej korporacji i jakież było moje zdziwenie kiedy porządkowałam teczki pracownicze i się okazywało że pracowanicy najniższego szczebla mieli świadecta z paskiem, same najlepsze oceny a ci z kadry zarządzającej, i szczebla kierowniczego ledwo trójki na dyplomach, sam szef szefów przedstawił nieukończone studia w sumie indeks z samymi trójkami a wtedy nie bylo miernych !

myślę że źle to świadczy o polskim szkolnictwie wyższym, ktore nie przygotowuje realnie do pracy , nie zwraca żadnej uwagi na rozwój osobisty studentów, inicjatywę własną , ludzie zaliczają egzaminy ale poza tym nic i o wszystkim decyduje tylko samoocena wyniesiona z domu.

Arwena

  • Wiadomości: 203
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-03-02, 21:25:24 »
No i jest jeszcze jedna rzecz która mnie blokuje przed otworzeniem się na sensowniejszą pracę. Całe życie marzyłam o tym, żeby zostać weterynarzem. Potem zwątpiłam myśląc o tym, że nie byłabym w stanie „kroić zwierzątek”. Doszłam więc do wniosku, że moja praca musi wiązać się ze zwierzętami, bo to mi daje najwięcej szczęścia. Potem powróciłam do marzeń o weterynarii i stawiłam czoła wyzwaniu. Pokrywało się to z moimi zainteresowaniami, ale zdecydowanie za dużo tam kontaktu ze śmiercią, cierpieniem, okrucieństwem. Wmawiałam sobie że właśnie weterynaria jest moim przeznaczeniem i tylko ten zawód mnie uszczęśliwi, widziałam całą sprawę przez różowe okulary. Odkąd zmieniłam swoje plany czuję się zagubiona. Może coś porysuję, może coś innego stworzę… Ale nie wiem ciągle w jakim kierunku mam iść, nie mam już celu. Nie widzę siebie w żadnej konkretnej pracy, a inne kierunki studiów też mnie już nie pociągają. Wcześniej studiowałam historię, potem biologię. Za każdym razem rezygnowałąm na rzecz tej weterynarii właśnie. Nie widzę teraz już sensu ani chęci w tym co robię.

Arwena

  • Wiadomości: 203
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-03-02, 21:01:50 »
Edyta

Faktycznie, z perspektywy czytającego cała historia brzmi dziwnie, ale to bardziej złożona sprawa. Pracę nad sobą tak całkiem na poważnie zaczęłam niedawno. Mam naprawdę duży bałagan w głowie i ciężko było mi się zabrać za rozwój, bo bałam się, że sobie że sobie nie poradzę, bałam się też konfrontacji z własnymi problemami emocjami i wolałam udawać, że wszystko jest tak jak powinno być.
 
Jeśli chodzi o pracę mam po rodzicach wiele paskudnych wzorców. Moja mama jest mega inteligentną i ciepłą osobą. Zawdzięczam jej to, że dawała mi w dzieciństwie mnóstwo miłości i wsparcia, nie dawała mi natomiast dobrego przykładu jako zaradna, dorosła kobieta. Często nie wierzyła w siebie, swoje umiejętności, całe życie pracowała za marne pieniądze w beznadziejnych pracach. Mój ojciec, oczywiście alkoholik, wiele razy był bezrobotny, mówiąc że gdziekolwiek nie pójdzie to zawsze go oszukają i nie zapłacą, więc on ma w dupie taką robotę, wolał siedzieć w domu, pić i marnować swoje i nasze życie. Klepaliśmy biedę a tymczasem mój wujek, który pracował w tej samej branży co mój ojciec,  zarabiał naprawdę grube pieniądze, wybudował sobie dom pod miastem i żyło mu się zawsze dostatnio. A ja nie rozumiałam dlaczego innym wychodzi a u mnie w domu zawsze musi być taki syf. Mój straszy brat – również bardzo inteligentny człowiek, utalentowany (przepięknie rysuje, pisze wiersze, piosenki), pracuje od kilku lat na magazynie i ciągle narzeka że nie ma pieniędzy, że nic mu w życiu nie wychodzi i stacza się coraz bardziej. Siostra jest po  zawodówce i od długich lat pracuje w sklepie spożywczym. Ostatnio, po tylu latach została awansowana na kierowniczkę sklepu ale nie podołała, bo uważa się za zbyt głupią i po 2 tygodniach z powrotem wróciła za ladę.  Ja zawsze się wyróżniałam, miałam inne, bardziej świadome, świeższe myślenie, lubiłam się uczyć, przynosiłam do domu świadectwa z paskiem, a nikt nigdy nie zmuszał mnie do nauki. Wszyscy w domu zawsze mówili, że wiele osiągnę, że będę kimś wielkim, osiągnę wszystko to o o czym będę marzyła. A ja całe życie (z domu wyprowadziłam się dopiero pół roku temu) patrzyłam na swoją rodzinę i przesiąkłam tym wszystkim. Dla moich bliskich i kilku innych osób, które widziały moje dokonania to jest takie oczywiste że ja jestem w czymś dobra, że jestem inteligentna, ogarnięta, że wiele mogę osiągnąć. Ale nie dla mnie, ja tego nie widzę. Nie dość że mam bardzo niską samoocenę to jeszcze na dodatek jestem pieprzoną perfekcjonistką, która za dużo od siebie wymaga. Strasznie to męczące.

Z samą pracą nie jest jeszcze tak źle jak to wygląda. Idea była taka, że miałam sobie znaleźć pracę, której warunki pozwolą mi na dużą ilość wolnego czasu, żebym mogła poświęcać go na rozwijanie swoich talentów i nawet na ruszenie ze swoją własną działalnością. Miałam się też zapisać na parę kursów czy nawet do jakiejś ciekawej szkoły w której mogłabym podszkolić swój warsztat (w każdej dziedzinie jestem samoukiem, więc nie znam jeszcze wszystkich technik). Akurat trafiła się ta praca w hotelu,  jeśli chcę mogę kończyć nawet o 12 czy 13 i resztę dnia poświęcić na doskonalenie swoich zdolności. Gdybym siedziała w jakiejś innej pracy, która byłaby bardziej intelektulana, pewnie nudna i nie związana z moimi zainteresowaniami, pracowałabym po 8 godzin dziennie, miała o wiele mniej czasu i pewnie niewiele więcej pieniędzy. Nie wiem na ile to prawda, ale tak to wszystko widzę. W praktyce gospodarowanie tym czasem wygląda zupełnie inaczej, z powodu braku jakiejkolwiek wiary w siebie mało czasu poświęcałam na tworzenie. Przez większość czasu się opieprzałam. Teraz chociaż ten wolny czas poświęcam na rozwój, żeby pozbyć się tych wszystkich śmieci które mnie blokują i ograniczają.

A dziewczyny pracujące w tym hotelu są po studiach bądź w trakcie. Jedna z nich studiuje zaocznie nawet jakiś medyczny kieruek. Zainteresowania nawet też mamy podobne, jedna z nich też bardzo kocha zwierzęta. Więc ja się od nich nigdy nie czułam lepsza pod tym względem.

Atlanta

  • Wiadomości: 1 407
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2014-03-02, 19:29:33 »
ja często pracuję jako szofer, ale ponieważ to z konieczności, to jest to dla mnie nudne.
Z tym, że naprawdę wolę biegać (autentycznie) po firmach klientów niż siedzieć przy komputerze. 

Wniebowziecie Grubego

  • Wiadomości: 2 288
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2014-03-02, 18:36:56 »
sprzątaczka  czyli  osoba, która  dba  o  czystość

ja  tez  jestem  ,,  sprzataczką"  swojego  mieszkania



oczyszczająco

Inga

  • Gość
[#]   « 2014-03-02, 15:47:26 »
Ja też mam spokojne, samodzielne stanowisko fizyczne i nie zamieniłabym go na żadne inne. Ale w papierach figuruje jako umysłowe.

Edyta

  • Gość
[#]   « 2014-03-02, 12:55:27 »
Praca w hotelu to bardzo dobre zajęcie !!
Nie ulegajcie rynkowym 'biznesowym' stereotypom.
:-)
jeśli osoba wykształcona zajmuje stanowisko dla osób z niskimi kwalifikacjami  to ci z niższymi kwalifikacjami  czują zagrożeni.
Więc nie dziwnę że mogą się mścić , dyskredytować taką osobę.