W skrócie:
Oddech pierwszym i ostatnim warunkiem życia = byt w materii = 5 pierwszych centr.
Proces kliniczny, np. śmierć kliniczna = duch odlatuje, ciało nie wykazuje oznak życia, nie ma bodźców kierowanych do „generalicji” -> szyszynki. Powrót może nastąpić tylko przy pozornie uśpionym, ale nadal czynnym energetycznie mechanizmie 2 cent wyższych (połączenia duszy), który w fizycznym wymiarze jest nierozpoznawalny, ale duch to wie-> Dopóki jest czynne połączenie, dopóty istnieje proces regeneracji i zasilenia „martwego”, nieczynnego układu. Zerwane połączenie = brak możliwości powrotu.
Według zapisów Jezus wskrzeszał zmarłych. Ten fenomen mógłby istnieć tylko przy czynnym jeszcze połączeniu i zasileniu szyszynki, aby ta włączyła proces regeneracji i odbudowy komórek, które uległy martwocie lub rozkładowi poprzez brak zasilania. Historia mówi o trzech dniach, ale przypadki kliniczne uwzględniają więcej czasu.
Świadome oddzielanie obszaru ducha i obszaru duszy jest ryzykowne, ale przy małym dawkowaniu w doświadczeniach tego typu, można utorować sobie obszar poznania, w którym naturalna teleportacja jest możliwa. Brak poczucia ciała to dobry zaczyn, wszystko jest w głowie = konstrukcje i rekonstrukcje na granicy materii i nie materii, na zasadach stworzenia słowo/myśl ciałem się stało wraz z procesem odwracalnym (fizyka kwantowa)
“Teleportowany” obiekt zaś (chodzi o fizyczny aspekt), po przesłaniu, nie byłby wcale tym samym obiektem, a jedynie stuprocentowo dokładną (lub ulepszoną poprzez struktury odbudowy i regeneracji) kopią oryginału, który uległby zniszczeniu “na wejściu”. “Teleportowanie” człowieka byłoby równoznaczne z zabiciem go, a następnie odtworzeniem z “kopii zapasowej” w innym miejscu. Dusza i duch nie są kopiowalne, istnieją poza materią.
W zasadzie afirmacje to takie małe konstrukcje obrazów (coś a la domowe kino tworzone na własny użytek), które mają coś zmienić w planach materii, oderwanie się od struktury czysto fizycznej to wielkie konstrukcje.